Około 20 lat temu współtworzyłem witrynę wyprawypartnerskie.pl, gdzie ostrzegaliśmy przed oszustami. Byłem za to bezpardonowo atakowany przez osoby, które nielegalnie parały się przewodnictwem. Wyrok sądu, który zapadł 2 kwietnia 2026 roku, dotyczący śmierci pani Anety, klientki Homohibernatusa, jest przełomowy.
Mój znajomy postanowił zdobyć najwyższą górę Europy i zadał mi pytanie, kogo poleciłbym na przewodnika. Wcześniej zrobił rozeznanie w internecie, poszukując najlepszej oferty. Jednak to co znalazł i wyczytał, nie dało mu jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: z kim najlepiej wejść na Mont Blanc?
Jak niemal każdy starał się znaleźć kompromis pomiędzy jakością usługi a ceną. Niestety, zmierzył się z tym, z czym mierzy się każdy użytkownik sieci - z nadmiarem informacji. Jedno z głównych kryteriów, które bierze się pod uwagę przy kupnie wszelakich dóbr to opinia klientów. Ich zadowolenie, bądź nie, jest kluczowe przy decyzji o wyborze zakupu danego przedmiotu lub usługi. Ta zasada nie działa jednak w przewodnictwie. Tu decydujące muszą być kompetencje, które wpływają na bezpieczeństwo podczas akcji górskiej.
Zadowolony klient może nie zdawać sobie sprawy z tego, że w czasie wycieczki górskiej był narażony, czasem wielokrotnie, na śmiertelne niebezpieczeństwo. I tylko przypadek, statystyka albo zwykłe szczęście sprawiły, iż po powrocie do domu w pamięci pozostały jedynie dobre wspomnienia. Bardzo często zdarza się, że obsypany dobrymi opiniami przewodnik lub osoba podająca się za niego (do tego jeszcze wrócę) był równie nieświadomy zagrożeń jak jego klienci.
Czym więc się kierować przy wyborze przewodnika? Mój znajomy wspomniał mi o ministerialnej liście przewodników mających uprawnienia do wykonywania usług przewodnickich. Oczywiście taka lista to bzdura i wymysł hochsztaplerów. Osoba podająca się za przewodnika, która na początku kwietnia 2026 roku została skazana w głośnej sprawie śmierci klientki na Mont Blanc, otrzymała wezwanie do usunięcia ze swojej strony internetowej Homohibernatus fałszywej informacji o tym, jakoby prowadził działalność pod Ministerstwem Sportu i Turystyki. Trzeba bowiem pamiętać, że przewodnik górski to zawód regulowany, tak samo jak lekarz, prawnik czy architekt. [to oznacza, że wykonywanie zawodu wymaga prawnie potwierdzonych kwalifikacji – red.] Tak więc każdy, kto podaje się za przewodnika, a nim nie jest, łamie prawo.
Co więcej, we Francji wchodzenie na Mont Blanc jest obwarowane prawnie i mogą to robić wyłącznie przewodnicy IVBV (używane są również skróty UIAGM i IFMGA). Mam wielu przyjaciół w Polskim Stowarzyszeniu Przewodników Wysokogórskich (PSPW) zrzeszających osoby z takimi uprawnieniami. I po pierwsze, są to wysokiej klasy alpiniści i narciarze wysokogórscy. Po drugie, przechodzą długi kurs kompetencyjny poprzedzony i zakończony trudnymi egzaminami. Po trzecie, ograniczeni są wewnętrznymi regulacjami, co skutkuje na przykład zakazem zabierania na Mont Blanc więcej niż dwóch osób.
Tymczasem we wspomnianej przeze mnie sprawie, przewodnik i właściciel stowarzyszenia Homohibernatus, na wyjeździe, podczas którego zginęła klientka – pani Aneta - zabrał ze sobą 11 osób(!).
Nie jestem przewodnikiem, natomiast uczę wspinania. Szkolę od niemal 30 lat, widziałem i byłem w wielu sytuacjach. Nie wyobrażam sobie, żeby w terenie wysokogórskim można było realnie ogarnąć tak duży zespół.
Przy zmianie warunków pogodowych, nieoczekiwanych zwrotach akcji, problemach technicznych, kondycyjnych, mentalnych nie ma fizycznej możliwości, by zapanować nad tak dużą grupą osób, które wymagają opieki przewodnika. Każdy kto uważa inaczej jest zwyczajnym kłamcą.
Zacytuję informację świadczącą o skali działalności skazanej osoby. Ze strony stowarzyszenia Homohibernatus wynika, że „w trakcie 8 wypraw na szczyt weszło 116 osób. Co daje średnią 14 klientów na wyprawę”. Oznacza to, że co najmniej 116 osób zostało narażonych na utratę życia i zdrowia!
Nie tylko mojemu znajomemu, ale każdemu powiem to samo – cena nie czyni cudów. Fałszywy przewodnik biorąc ze sobą w góry kilkanaście osób, może zaoferować atrakcyjną cenę. I nic poza tym. Turystyka wysokogórska z zasady obarczona jest ryzykiem, zawsze może stać się coś nieprzewidzianego. Jednak to ryzyko należy minimalizować. W korespondencji z organizatorem wyjazdu, dla klienta ktoś taki jest niekwestowanym autorytetem. Partner kobiety, która zginęła, zadał takie czarnemu przewodnikowi następujące pytanie: „Zastanawiam się, czy brać dla (…) raki, o tej porze roku. Jak ew. mogą wyglądać warunki na 3200? Będzie potrzebowała raków do poruszania się?”. Padła odpowiedź „Nie ma potrzeby”.
Rzeczony fałszywy przewodnik podczas feralnego wyjścia nakazał swoim klientom, aby w przypadku napotkania kogoś, kto będzie ich pytał o rodzaj wycieczki, mówili, iż są grupą przyjaciół niezwiązanych ze sobą formalnym zobowiązaniem. Tu należy opisać manipulację, jaka została zastosowana.
Już po przyjeździe do Chamonix klienci Homohibernatusa otrzymali do podpisania dokumenty, z których wynikało, iż stają się członkami stowarzyszenia. Jest to oczywisty wybieg mający na celu ominięcie prawa. Używany w sytuacji, w której klienci wpłacili zaliczki, pokonali setki kilometrów, żeby znaleźć się u podnóża wymarzonej góry. W takiej sytuacji trudniej jest podjąć racjonalną decyzję. Czyli jest to klasyczna manipulacja, poprzez wykorzystanie reguły wywierania wpływu: konsekwencji i zaangażowania.
W mniemaniu nieuczciwych organizatorów wyjazdów górskich członkowie stowarzyszenia mogą prowadzić działalność statutową i dzięki temu fałszywi przewodnicy mogą wprowadzać swoich członków na szczyty objęte regulacjami lokalnymi. Nic bardziej mylnego. Inne dość prężnie działające stowarzyszenie wycofało się z tego rodzaju partyzantki. Dlatego od dłuższego już czasu na wyjścia między innymi na Mont Blanc wynajmuje ono przewodników IVBV. Jest to dowód na to, że powszechna świadomość powoli rośnie. Również wśród tych, którzy wcześniej świadomie łamali zasady bezpieczeństwa i regulacje prawne.
Około 20 lat temu współtworzyłem witrynę wyprawypartnerskie.pl, gdzie ostrzegaliśmy przed czarnym przewodnikami. Byłem za to bezpardonowo atakowany przez osoby, które nielegalnie parały się przewodnictwem. Wyrok sądu, który zapadł 2 kwietnia 2026 roku dotyczący śmierci klientki Homohibernatusa jest przełomowy.
Niestety, musiało się wydarzyć wiele tragicznych wypadków, ażeby polskie sądy zauważyły problem. Klienci czarnych przewodników zginęli na Elbrusie, Matterhornie, Mont Blanc i wielu innych popularnych szczytach. Mało tego, w dotychczasowym orzecznictwie osoby, które faktycznie wykonywały usługę przewodnicką, byli definiowani jako organizatorzy turystyczni, taksówkarze, i co byłoby zabawne, gdyby nie wiązało się z tragediami - „partnerzy”. Prawdziwe partnerstwo w górach wyklucza płatną usługę.

Osobiście zachęcam do samodzielnej aktywności, rozwoju i systematycznego zdobywania doświadczeń. W górach nie ma drogi na skróty, natomiast nabywanie umiejętności może być fascynujące. Jeżeli jednak zdecydujecie się na zdobywanie szczytów w towarzystwie przewodnika, to wystrzegajcie się oszustów. Ja swojego znajomego skierowałem do osób kompetentnych, którzy mają wiedzę, doświadczenie i umiejętności oraz, co najważniejsze, nie łamią prawa.
* Kto nieumyślnie powoduje śmierć człowieka, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Przestępstwo to charakteryzuje się brakiem zamiaru pozbawienia życia, lecz wynika z niezachowania wymaganej ostrożności – art. 155 Kodeksu karnego.
Tekst ukazał się w wydaniu nr 3/2026
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze