Nie każdy szczyt trzeba zdobyć, by zapisał się w pamięci. Czasem wystarczy refren, który po latach przywoła zapach dymu, mokrej trawy i śmiech spod namiotu. Górskie piosenki przy ognisku potrafią zatrzymać czas skuteczniej niż fotografia.
Tekst Jarosław Flis
Trzeba kuku mieć na muniu
By odwiedzić cię Rumuniu -
Kto tak sądzi, ten jest w błędzie
O tym szanta nasza będzie!
„Piosenka jest dobra na wszystko” – kto się jeszcze o tym nie przekonał, z tym chciałbym się podzielić doświadczeniem, które towarzyszy nam w górskich wyprawach już ćwierć wieku. Nie chodzi o sam śpiew przy ognisku – to robiliśmy, odkąd pamiętam, czyli sporo lat dłużej. Jednak na początku któregoś już z rzędu wyjazdu w Karpaty Wschodnie, w powtarzającym się składzie, padł właśnie pomysł „śpiewanej kroniki”. Pomysł ułożenia własnej piosenki o tym, co się też nam przydarzy. Zwyczaj się przyjął, i dziś, 20 piosenek później, dobrze już rozumiem, w czym tkwi jego urok i jak się za to zabierać.
Do taktu składają się dźwięki
A słowa składają się w rym
W tym właśnie jest urok piosenki
I jak się tu nie cieszyć, nie cieszyć się tym!
Zabrać się za to nie jest wcale trudno. Jeśli nikt nie ma talentu kompozytorskiego – a tak właśnie jest u nas - trzeba wybrać jakąś bazową melodię. Inspiracje mamy różne. Jak potwierdziły ostatnio naukowe badania, najsilniejsze emocje, gdy chodzi o muzykę, wywołują melodie polubione w latach wczesnej dorosłości. To u nas oznacza zapomniane już ciut przeboje z lat 80. poprzedniego stulecia: Tracy Chapman i Vaya Con Dios. Dobrze wpadają też w ucho mniej znane kuplety Jaromira Nohavicy. Czasem szanty, czasem piosenki łemkowskie czy sefardyjskie, które rozpropagowała w Polsce Anya Jagielska. Choć do naszej kolekcji przyłożyli się też Tom Waits i Arka Noego, Roxette i Zaz oraz Mamas and Papas.
Nie trzeba idealnie przerabiać całej oryginalnej piosenki. Ważne, by był refren i zwrotka. Jedno, które się łatwo zapamiętuje i powtarza bez patrzenia do śpiewnika - plus coś, co się zmienia, niosąc kolejne wspomnienia.
Z reguły w refrenie zawiera się pomysł na całą piosenkę. Jeśli się uda, jest w nim jakieś odwołanie do gór, w które właśnie jedziemy – w rumuńskich Muntii Sureanu śpiewamy o „szczytach surrealu”.
Jeśli był jakiś motyw towarzyszący całemu wyjazdowi – czy to liczne burze, nadmiar wyszukanego prowiantu, czy wyjątkowo urokliwe płaje – cała piosenka zwykle kręci się wokół niego. Lecz czasem wydarzeń do przywołania jest tyle, że nie potrzebują specjalnego spoiwa.
Znowu idziemy sobie - w to nam graj
Tam gdzie nas poprowadzi stary płaj
Ta spora góra w dali – wiarę daj –
Oto Torojaga
Bo zwrotki to zwykle zbiór anegdot i obrazków, które przykuwały uwagę. Raz drobna przygoda, raz zabawny dialog. Czasem są hermetyczne – zrozumiałe i śmieszne tylko dla tych, którzy byli ich świadkami. Innym razem wszystko jest dla każdego jasne. Nieraz coś pośrodku - nieudane wyjście na najbardziej charakterystyczny szczyt Małego Retezatu przyniosło taką zwrotkę:
Kto utuli
Żal po Piatrze Iorgovanului
Białe skały
W czarnej chmurze dzisiaj się schowały…Reklama
Miło, jeśli gdzieś w treści przewinie się możliwie dużo uczestników wyprawy. Da się też oczywiście zrobić „czelendż” i zawrzeć coś o każdym. Wspominamy różne „wyczyny”, oddające wyjątkowość poszczególnych wędrowców. Żarty są na wagę złota.
Czasem tekst ma jednego autora, czasem jest dziełem zbiorowym, powstającym przy ognisku w atmosferze zbiorowej głupawki. Często ktoś podrzuca pomysł na motyw, który ktoś inny ubiera w „mowę wiązaną”. Wszyscy są jednak pewni, że cała piosenka jest o nich i dla nich.
Nazywamy je też „szantami górskimi” – tak jak żeglarskie kuzynki w kółko opowiadają o niezmiennych problemach marynarzy: pogodzie i jedzeniu, codziennym trudzie i wspólnej radości. Nie aspirują do literackiej nagrody Nobla – kochamy je, bo są nasze.
Zamiast zawyć rzewny smęt
Czy protest song
Chwyć tu z nami nutę tę
Co brzmi jak gong
A poczujesz jeszcze dreszcze od swych uszu aż do pięt!
Co nie znaczy, że nie mają z Noblem nic wspólnego. To, co najpierw podpowiedziała intuicja, a czego urok potwierdziła potem praktyka, znalazło któregoś dnia zaskakujące uzasadnienie. W genialnej książce psychologa-noblisty Daniela Kahnemana „Pułapki myślenia” można znaleźć rozważania o relacjach pomiędzy jaźnią pamiętającą a przeżywającą. Zaczynają się od osobistej opowieści o najbardziej ekscytującej podróży w życiu autora – przelocie nad Antarktydą. Została mu z niej kolekcja zdjęć, lecz także refleksja, która przyszła po latach – że zdjęcia te obejrzał potem może ze dwa razy i tyle. Są one, owszem, „odświeżaczami pamięci”, lecz ich oglądanie samo w sobie nie jest tak atrakcyjne, by warto to było regularnie powtarzać.
Tymczasem wspólny śpiew, szczególnie w połączeniu z wpatrywaniem się w płomienie ogniska, jest czymś zupełnie innym. To aktywność, która angażuje – budzi wyjątkowe, pierwotne emocje i tworzy więź. Jeśli do tego śpiewane słowa opowiadają wspólne doświadczenia, ma to niezwykły efekt – przywołuje z pamięci jakby film z nami wszystkimi w roli głównej. Przeżywamy wraz i raz jeszcze najwspanialsze chwile naszego życia – sprzed roku, dwóch, czy 20 lat. Mamy jednocześnie świadomość, że właśnie powstaje kolejny odcinek z tej serii. Za rok do śpiewnika dołączy nowa piosenka. Tak jak te wcześniejsze – pogodna w treści i miła uchu.
Ucieszne przyśpiewki od stuleci towarzyszą wspólnej zabawie. Nigdy ich nie będzie dość. Jacek Fedorowicz dzielił się kiedyś obserwacją, że ludzie najbardziej lubią, gdy to, co nowe, przeplata się z tym, co już dobrze znane. Kolejne „śpiewane kroniki” idealnie wpisują się w taką zasadę. Z każdym rokiem jedne stają się „klasyką”, zastępowane w roli nowości przez kolejne.
A cała ta opowieść zainspirowana została przez jedno czy drugie wydarzenie. Choć z reguły wybieramy odludne góry, to przecież czasem zdarza się nam dzielić „noclegownię” z innymi włóczęgami. Po wspólnym ogniskowym wieczorze nieodmiennie słyszymy wtedy słowa docenienia całego tego naszego urobku. Wszystko jest dla ludzi – nie tylko śpiewać, lecz i układać każdy może…
PS. Gdyby komuś potrzebne było więcej inspiracji, najbardziej uniwersalne z naszych kronik można znaleźć nagrane tutaj.
Tekst ukazał się w wydaniu nr 1/2026
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze