Reklama

Śpiewane górskie kroniki. Jak tworzymy własne górskie piosenki?


Nie każdy szczyt trzeba zdobyć, by zapisał się w pamięci. Czasem wystarczy refren, który po latach przywoła zapach dymu, mokrej trawy i śmiech spod namiotu. Górskie piosenki przy ognisku potrafią zatrzymać czas skuteczniej niż fotografia.


 

Śpiewane górskie kroniki. Inspiruje Tom Waits i Arka Noego

 

Tekst Jarosław Flis

 

Trzeba kuku mieć na muniu
By odwiedzić cię Rumuniu -
Kto tak sądzi, ten jest w błędzie
O tym szanta nasza będzie!

 

„Piosenka jest dobra na wszystko” – kto się jeszcze o tym nie przekonał, z tym chciałbym się podzielić doświadczeniem, które towarzyszy nam w górskich wyprawach już ćwierć wieku. Nie chodzi o sam śpiew przy ognisku – to robiliśmy, odkąd pamiętam, czyli sporo lat dłużej. Jednak na początku któregoś już z rzędu wyjazdu w Karpaty Wschodnie, w powtarzającym się składzie, padł właśnie pomysł „śpiewanej kroniki”. Pomysł ułożenia własnej piosenki o tym, co się też nam przydarzy. Zwyczaj się przyjął, i dziś, 20 piosenek później, dobrze już rozumiem, w czym tkwi jego urok i jak się za to zabierać.

Reklama

 

Niech niesie się śpiew. Jak powstaje śpiewana kronika?

 

Do taktu składają się dźwięki
A słowa składają się w rym
W tym właśnie jest urok piosenki
I jak się tu nie cieszyć, nie cieszyć się tym!

 

Zabrać się za to nie jest wcale trudno. Jeśli nikt nie ma talentu kompozytorskiego – a tak właśnie jest u nas - trzeba wybrać jakąś bazową melodię. Inspiracje mamy różne. Jak potwierdziły ostatnio naukowe badania, najsilniejsze emocje, gdy chodzi o muzykę, wywołują melodie polubione w latach wczesnej dorosłości. To u nas oznacza zapomniane już ciut przeboje z lat 80. poprzedniego stulecia: Tracy Chapman i Vaya Con Dios. Dobrze wpadają też w ucho mniej znane kuplety Jaromira Nohavicy. Czasem szanty, czasem piosenki łemkowskie czy sefardyjskie, które rozpropagowała w Polsce Anya Jagielska. Choć do naszej kolekcji przyłożyli się też Tom Waits i Arka Noego, Roxette i Zaz oraz Mamas and Papas.  

Reklama

Nie trzeba idealnie przerabiać całej oryginalnej piosenki. Ważne, by był refren i zwrotka. Jedno, które się łatwo zapamiętuje i powtarza bez patrzenia do śpiewnika - plus coś, co się zmienia, niosąc kolejne wspomnienia. 

Z reguły w refrenie zawiera się pomysł na całą piosenkę. Jeśli się uda, jest w nim jakieś odwołanie do gór, w które właśnie jedziemy – w rumuńskich Muntii Sureanu śpiewamy o „szczytach surrealu”. 

Jeśli był jakiś motyw towarzyszący całemu wyjazdowi – czy to liczne burze, nadmiar wyszukanego prowiantu, czy wyjątkowo urokliwe płaje – cała piosenka zwykle kręci się wokół niego. Lecz czasem wydarzeń do przywołania jest tyle, że nie potrzebują specjalnego spoiwa.

Reklama

 

To nie jest pieśń ponura - to jest wesoły song

 

Znowu idziemy sobie - w to nam graj
Tam gdzie nas poprowadzi stary płaj 
Ta spora góra w dali – wiarę daj –
Oto Torojaga

 

Bo zwrotki to zwykle zbiór anegdot i obrazków, które przykuwały uwagę. Raz drobna przygoda, raz zabawny dialog. Czasem są hermetyczne – zrozumiałe i śmieszne tylko dla tych, którzy byli ich świadkami. Innym razem wszystko jest dla każdego jasne. Nieraz coś pośrodku - nieudane wyjście na najbardziej charakterystyczny szczyt Małego Retezatu przyniosło taką zwrotkę:

 

Kto utuli 
Żal po Piatrze Iorgovanului
Białe skały 
W czarnej chmurze dzisiaj się schowały…

Reklama

 

Miło, jeśli gdzieś w treści przewinie się możliwie dużo uczestników wyprawy. Da się też oczywiście zrobić „czelendż” i zawrzeć coś o każdym. Wspominamy różne „wyczyny”, oddające wyjątkowość poszczególnych wędrowców. Żarty są na wagę złota. 

Czasem tekst ma jednego autora, czasem jest dziełem zbiorowym, powstającym przy ognisku w atmosferze zbiorowej głupawki. Często ktoś podrzuca pomysł na motyw, który ktoś inny ubiera w „mowę wiązaną”. Wszyscy są jednak pewni, że cała piosenka jest o nich i dla nich.

Reklama

Nazywamy je też „szantami górskimi” – tak jak żeglarskie kuzynki w kółko opowiadają o niezmiennych problemach marynarzy: pogodzie i jedzeniu, codziennym trudzie i wspólnej radości. Nie aspirują do literackiej nagrody Nobla – kochamy je, bo są nasze. 

 

Pamiętanie i przeżywanie

 

Zamiast zawyć rzewny smęt 
Czy protest song
Chwyć tu z nami nutę tę 
Co brzmi jak gong
A poczujesz jeszcze dreszcze od swych uszu aż do pięt!

 

Co nie znaczy, że nie mają z Noblem nic wspólnego. To, co najpierw podpowiedziała intuicja, a czego urok potwierdziła potem praktyka, znalazło któregoś dnia zaskakujące uzasadnienie. W genialnej książce psychologa-noblisty Daniela Kahnemana „Pułapki myślenia” można znaleźć rozważania o relacjach pomiędzy jaźnią pamiętającą a przeżywającą. Zaczynają się od osobistej opowieści o najbardziej ekscytującej podróży w życiu autora – przelocie nad Antarktydą. Została mu z niej kolekcja zdjęć, lecz także refleksja, która przyszła po latach – że zdjęcia te obejrzał potem może ze dwa razy i tyle. Są one, owszem, „odświeżaczami pamięci”, lecz ich oglądanie samo w sobie nie jest tak atrakcyjne, by warto to było regularnie powtarzać. 

Reklama

Tymczasem wspólny śpiew, szczególnie w połączeniu z wpatrywaniem się w płomienie ogniska, jest czymś zupełnie innym. To aktywność, która angażuje – budzi wyjątkowe, pierwotne emocje i tworzy więź. Jeśli do tego śpiewane słowa opowiadają wspólne doświadczenia, ma to niezwykły efekt – przywołuje z pamięci jakby film z nami wszystkimi w roli głównej. Przeżywamy wraz i raz jeszcze najwspanialsze chwile naszego życia – sprzed roku, dwóch, czy 20 lat. Mamy jednocześnie świadomość, że właśnie powstaje kolejny odcinek z tej serii. Za rok do śpiewnika dołączy nowa piosenka. Tak jak te wcześniejsze – pogodna w treści i miła uchu. 

Reklama

Ucieszne przyśpiewki od stuleci towarzyszą wspólnej zabawie. Nigdy ich nie będzie dość. Jacek Fedorowicz dzielił się kiedyś obserwacją, że ludzie najbardziej lubią, gdy to, co nowe, przeplata się z tym, co już dobrze znane. Kolejne „śpiewane kroniki” idealnie wpisują się w taką zasadę. Z każdym rokiem jedne stają się „klasyką”, zastępowane w roli nowości przez kolejne. 

 

Wiatr niesie dym, śpiew i śmiech 

 

A cała ta opowieść zainspirowana została przez jedno czy drugie wydarzenie. Choć z reguły wybieramy odludne góry, to przecież czasem zdarza się nam dzielić „noclegownię” z innymi włóczęgami. Po wspólnym ogniskowym wieczorze nieodmiennie słyszymy wtedy słowa docenienia całego tego naszego urobku. Wszystko jest dla ludzi – nie tylko śpiewać, lecz i układać każdy może… 

Reklama

PS. Gdyby komuś potrzebne było więcej inspiracji, najbardziej uniwersalne z naszych kronik można znaleźć nagrane tutaj.

 

Tekst ukazał się w wydaniu nr 1/2026

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 24/02/2026 15:08
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama