Reklama

Nepal i fałszywe akcje ratunkowe pod Everestem – kulisy głośnej afery


Nepalscy przewodnicy podtruwający klientów na Evereście i fundujący im rozwolnienie, żeby móc organizować akcje ratunkowe, to równie zatrważający, jak i atrakcyjny temat. A do tego niezbyt prawdziwy.


 

Dobry turysta to chory turysta

 

Z nagłówków, które zakwitły wiosną można było wywnioskować, że baza pod Everestem to jeden wielki szpital, a himalajskie szlaki usiane są skręcającymi się z bólu turystami oraz pozostałościami po tych, którym nie udało się dotrzeć w ustronne miejsce. Mam nadzieję, że już to sobie wyobraziliście, gdyż teraz mogę Was uspokoić, że w rzeczywistości nic takiego nie miało miejsca. 

Cały proceder opierał się na założeniu, że od turystów można wyciągnąć sporo pieniędzy na szlaku, ale prawdziwe kokosy zbija się po przewiezieniu ich do szpitala. Działano raczej subtelniej niż dosypując proszku do pieczenia do posiłków. Na przykład po dotarciu do celu trekkingu sugerowano turystom symulowanie choroby, kusząc możliwością uniknięcia forsownego marszu powrotnego. Czasem nawet zachęcano, oferując udział w zyskach z akcji ratunkowej.

Reklama

 

Przeczytaj nowe e-wydanie Magazynu Na Szczycie

 

Na ludzi, którzy nie po to wybierali się na trekking, żeby latać helikopterem, były inne metody. Na przykład robiono im wodę z mózgu, strasząc chorobą wysokościową i przedstawiając najdrobniejsze dolegliwości jako zwiastun rychłej śmierci. Raczej nikt nie odmawia lotu do szpitala, jeśli jako alternatywę ma podróż w plastikowym worku.

Gdy turystę zapakowano już do śmigłowca, zaczynała się magia. Na przykład helikoptery cudownie się rozmnażały i akcja, w której na pokład zabrano cztery osoby, w papierach widniała jako kilka osobnych lotów. Kolejne czary miały miejsce w szpitalach, które dostawały pieniądze z ubezpieczalni i wypłacały dolę nieuczciwym operatorom wycieczek i organizatorom przelotów. Im dłużej turystę trzymano w placówce, tym smakowitszy był wystawiony rachunek. Przeprowadzano więc niepotrzebne badania albo w ogóle je fingowano. Zdarzało się choćby, że pracownik szpitala do dokumentacji turysty dorzucał własne zdjęcie rentgenowskie. Szacuje się, że proceder pozwolił na wyłudzenie kwoty rzędu 20 milionów dolarów.

Reklama

W kontekście ofiar często pada liczba niemal 5 tysięcy, ale warto zaznaczyć, że oszuści nie działali aż z takim rozmachem. To bowiem ogólna pula zagranicznych pacjentów hospitalizowanych w podejrzanych placówkach w latach 2022-25. Oszustwo udowodniono w ponad 170 przypadkach. O machlojkach pisano już w 2018 roku i nawet powstał plan przeciwdziałania. Niestety, realizowano go tak nieudolnie, że powietrzna autostrada do szpitali działała w najlepsze.

Wreszcie na początku 2026 roku pojawiły się informacje o kolejnych ustaleniach i aresztowaniach. Światowe media podchwyciły temat. Wtedy też powstało mylne przekonanie, że problem dotyczy wspinaczy. Wiadomo, że najwyższy szczyt świata się klika, ale zapomniano o ważnej kwestii. Nawet dzisiaj wspinaczka na ośmiotysięczniki to niszowe i bardzo drogie wyzwanie. 

Reklama

W 2025 roku Nepal wydał 3 tysiące pozwoleń na wejście na ponad 70 szczytów, w tym około 500 przypadło na Everest. Trekking w Himalajach jest zdecydowanie bardziej osiągalny. To marzenie realizuje rocznie jakieś 200 tys. miłośników gór. Różnica jest więc kolosalna.

To właśnie na “zwykłych” górołazach i ich polisach żerowali oszuści. Teraz osoby śniące o wędrówce pośród ośmiotysięczników mogą porzucić te zamiary. Jeśli nie z własnej woli, to przez problem z ubezpieczeniem, gdyż naciągnięte firmy raczej się zabezpieczą, podnosząc składki albo rezygnując z tego typu polis. 

Reklama

Nepal to jeden z najbiedniejszych krajów świata i chociaż pojawiały się opowieści o Szerpach wyciągających rękę po dodatkowe dolary, to uchodził za gościnne miejsce. Szambo, które wybiło, ma szansę skutecznie zanieczyścić ten obraz. Jeśli władze i tym razem nie podejmą zdecydowanych kroków, to zapewne okaże się, że banda zwyrodnialców przykręci jeden z niewielu kurków, którym pieniądze płynęły do Nepalu. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie wywalenie całych oszczędności tylko po to, żeby zamiast atmosfery ośmiotysięczników chłonąć placebo w nepalskim szpitalu to niezbyt zachęcająca perspektywa.

 

Reklama

 

Tekst ukazał się w wydaniu nr 3/2026

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 24/05/2026 10:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama