Reklama

Simon Messner o górach, Reinholdzie Messnerze i alpinizmie | Wywiad


Z Simonem Messnerem, znanym wspinaczem i synem pierwszego zdobywcy Korony Himalajów i Karakorum, rozmawia Olga Krajčiová.


 

Nie tylko ojciec zaraził mnie górami

 

Syn człowieka, który jako pierwszy na Ziemi wspiął się na wszystkie ośmiotysięczniki bez użycia butli z tlenem, nie mógł dorastać nigdzie indziej niż w górach. Od najmłodszych lat piękne doliny Południowego Tyrolu kształtowały go na znakomitego wspinacza, który kocha naturę i życie w harmonii z nią. Można by też powiedzieć, że już samo nazwisko determinowało go do wspinaczkowej przygody – Simon Messner poszedł więc śladami swojego ojca Reinholda, ale wytycza swoje ścieżki. 

Nasz wywiad powstawał przez kilka miesięcy, czego finałem było między innymi spotkanie pod koniec jesieni 2025 roku w Popradzie na Słowacji, gdzie był jednym z zagranicznych gości Międzynarodowego Festiwalu Filmów Górskich. Ale to nie była nasza pierwsza rozmowa. Lata temu spotkałam skromnego mężczyznę, który lubi słuchać ludzi, idąc za stadem jaków na zboczach małej alpejskiej wioski w okolicach Stelvio. Za przyjaznym uśmiechem i mocnym uściskiem dłoni krył się człowiek, który był już podziwiany przez wspinaczkową społeczność na całym świecie za swoje wejścia i wyczyny. Oto przed Wami utalentowany wspinacz z pogranicza włosko-austriackiego. 

Reklama

 

W Tatrach jestem pierwszy raz

 

Simon, rozmawiamy na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Górskich w Popradzie, gdzie jesteś jednym z głównych zagranicznych gości. Miałeś okazję wcześniej odwiedzić Tatry?

Nie bardzo. Pierwszy raz widzę Tatry i zaplanowałem wspinaczkę z Igorem Kollerem [73-letni słowacki taternik i alpinista, m.in. autor przejścia Bonbónovej cesty na zachodniej ścianie Łomnicy, którą ponownie pokonał po 51 latach]

 

Przeczytaj nowe e-wydanie Magazynu Na Szczycie

 

Miałeś konkretny plan na Tatry, czy miała to być niespodzianka od Igora?  

Dokładnie tak miało być. Chciał mi pokazać swoje góry. Wiem, że Tatry Wysokie są bardzo wymagające i pełne ukrytych dolin. Byłem bardzo zmotywowany na wspinaczkę, ale pogoda nie jest dobra. Dodatkowo wkrótce przejdę operację kontuzjowanego barku. 

Reklama

 

Wychodzi na to, że tym razem wspinaczka w Tatrach nie dla ciebie. 

Tak, to wszystko część alpinizmu. 

 

Dobrze znasz Igora Kollera?

Jestem jego wielbicielem i powtórzyłem wiele jego dróg wspinaczkowych, ale jeszcze się nie spotkaliśmy. Przyjechałem na festiwal właśnie na jego zaproszenie, którego nie mogłem odmówić. Słyszałem, że jest bardzo miłym człowiekiem, ale przede wszystkim fantastycznym wspinaczem. 

 

Zostałem ojcem, zmieniłem podejście do gór

 

Prezentujesz się na festiwalach nie tylko jako wspinacz, ale także jako tradycyjny rolnik z Południowego Tyrolu na północy Włoch. Skąd takie podejście? 

Reklama

Farma, o której mówisz, znajduje się w niezbyt znanej dolinie Vinschgau [najwyższa część doliny Adygi w Tyrolu Południowym, pomiędzy przełęczą Reschen i Merano]. Bardzo lubię to miejsce, bo znam je od dzieciństwa. Gdy zatem pojawiła się okazja, by zarządzać tym 800-letnim majątkiem, postanowiłem, że przynajmniej spróbuję podjąc to wyzwanie. Choć wiąże się z tym wiele obowiązków, bo życie na farmie pełnej zwierząt wymaga mojej ciągłej obecności. Zwierzęta gospodarskie wymagają stałej opieki, podobnie jak małe dzieci. Jednak obecnie taki styl życia mi odpowiada. Ale zdaję sobie sprawę, że nadejdzie taki dzień, w którym powiem sobie, że chciałbym znów spędzać więcej czasu w górach. Na farmie trochę tęsknię za wspinaczką. 

Reklama

Zostałeś więc rolnikiem na pełen etat?

Tak, a ostatnio zostałem również ojcem.

 

Gratulacje.

Dziękuję. Bycie ojcem jest niesamowite. Teraz całkowicie skupiłem się na tej zmianie. Mimo to wciąż jestem zapalonym alpinistą, który musi wyjść na zewnątrz. Może nie codziennie, ale przynajmniej od czasu do czasu.

 

Myślisz, że bycie ojcem zmieni Ttwoje podejście do gór i sposób, w jaki się po nich poruszasz?

Całkowicie. To już się wydarzyło. Nie chcę teraz ryzykować zbyt wiele. Zawsze starałem się nie wchodzić w lawinę na torze, ale teraz myślę o każdym kroku w górach jeszcze bardziej intensywnie. Mimo że wspinaczka znaczy dla mnie tak wiele, nie jestem pewien, czy będę w stanie kontynuować uprawianie odważnego stylu we wspinaczce. To bardzo niebezpieczne i każdy alpinista o tym wie. Dodatkowo, im człowiek starszy, tym cięższy staje się jego plecak, który nosi ze sobą. Każdy z nas stracił kilku przyjaciół podczas naszej działalności górskiej. Dzięki takim przykrym doświadczeniom, sam dojrzałem jako wspinacz.

Reklama

 

Nie tylko ojciec zaraził mnie górami

 

Dorastałeś w górskim środowisku, Twoje nazwisko też na pewno Cię determinowało. Ale to nie tylko Twój ojciec musiał zarazić Ciebie pasją do gór. Trzeba mieć trochę miłości do nich, prawda?

Gdybym spojrzał na siebie na chłodno, prawdopodobnie pomyślałbym tak  samo: taka osoba musiała się urodzić z butami wspinaczkowymi na stopach. Ale jest odwrotnie. Tak, niesamowite opowieści z gór, które opowiadał mi ojciec i dwie siostry, zmotywowały mnie do pójścia w tę stronę. Ojciec pokazał nam bowiem, że gdzieś tam, za murami naszego domu, jest coś jeszcze - oprócz doliny, którą znamy. Także moi przyjaciele, rodzina i wielu przewodników górskich, których znam, zaszczepili we mnie tę pasję i zabrali mnie w góry. Jestem im za to bardzo wdzięczny. 

Reklama

Ale mam też dziwne uczucie, że im bardziej się rozwijałem i znajdowałem odwagę, by wspinać się na coraz trudniejsze ściany, to ojciec próbował mnie delikatnie spowolnić, wręcz cofnąć. Nie jest łatwo patrzeć, jak własne dziecko wyrusza w góry po przygodę. Dlatego w przyszłości chciałbym pozwolić moim dzieciom doświadczyć silnych i wyjątkowych przeżyć, których sam oświadczyłem w górach. Choć po 20 latach aktywności górskiej doskonale zdaję sobie sprawę, jak niebezpieczne jest to, co robię. 

Reklama

 

Przypomina mi się pewien fakt z Twojego życia z zamku Firmian [jedno z dawnych muzeów Reinholda Messnera, poświęcone historii alpinizmu i polożone niedaleko Bolzano we Włoszech]. Twój ojciec był na ciebie zły, gdy zobaczył, jak wspinasz się na wysoki kamienny mur, podczas gdy sam stał na szczytach wszystkich ośmiotysięcznych kamieni. 

(śmiech) Tak, ale historia się powtarza. Bo mój dziadek też był zły na Reinholda za wspinaczkę. Potem z kolei ojciec złościł się na mnie. 

 

Studiowałem biologię, a farmę dostaliśmy w prezencie

 

Twój ojciec to bez wątpienia legenda. Ale wolałabym teraz mówić o Tobie, np. o studiach w Innsburcku. 

Reklama

Studiowałem biologię. Uważam, że jest ona podstawą wszystkiego. Jak byłem małym chłopcem, miałem w głowie mnóstwo pytań, i to właśnie ta dyscyplina naukowa pomogła mi odpowiedzieć na wiele z nich. Ukończyłem studia magisterskie z epigenetyki [nauka badająca zmiany aktywności genów, które nie wynikają ze zmian w samej sekwencji DNA]. To było niezwykle pasjonujące. Jedyny problem polegał na tym, że cały czas przebywałem w zamkniętejm przestrzeni, bo wszystko działo się głównie w laboratorium. I choć bardzo się cieszę, że ukończyłem te studia licencjackie, to zdecydowałem, że nie chcę spędzić reszty życia w murach laboratorium i zostałem rolnikiem. 

Reklama

Co ostatecznie skłoniło Cię do opuszczenia po tylu latach Innsbrucka?

Po studiach ojciec dał mi propozycję: "Oto farma. Jeśli chcesz, możesz ją mieć. W przeciwnym razie dam to komuś“. Wtedy moja dziewczyna – obecnie żona – podjęła poważną decyzję. Rzuciła pracę, którą kochała, i powiedziała: „Jeśli mamy okazję, nie powinniśmy jej przegapić“. To nie były łatwe wybory. Myślę, że gdyby to gospodarstwo nie działało, prawdopodobnie nie opuścilibyśmy Innsbrucka. Ale uświadomiliśmy sobie, że przynajmniej musimy spróbować. 

Reklama

 

Dostaliście od ojca bardzo piękny prezent. 

Zgadza się, ale wymaga też ogromnej pracy.

 

Niedaleko zakrętu do zamku Juval, gdzie znajduje się Wasza farma, jest  mały sklep, gdzie można kupić lokalne produkty . Czy można też kupić coś na samej farmie?

Wino. Na farmie mamy głównie owce, ale obecnie nie ma już takiego zapotrzebowania na ich mięso. A nasze stoki są zbyt strome, by hodować krowy.

 

Najpiękniejsze są dla Dolomity

 

Jako alpinista odwiedziłeś niemal każdy zakątek świata. Czy wskażesz to jedyne miejsce, które najbardziej Ci się podobało?

Nie potrafię wymienić jednego miejsca, tak jak nie mogę wskazać jednej trasy wspinaczkowej. 

 

Jakie zatem stosujesz stosujesz kryteria, aby wybrać konkretne cele wspinaczkowe?

Nigdy nie zależało mi na tym, by skupiać się na jednym celu wspinaczkowym. W jakiś sposób to same drogi wspinaczkowe mnie wybierają. Wystarczy, że gdzieś się wspinam i zauważę linię, której jeszcze nie pokonałem. Wracam wtedy za rok i podejmuję wyzwanie. Ale czy mogę wrócić do Twojego pytania, które miejsce uważam za najpiękniejsze?

Oczywiście. 

Po prawie 35 latach mogę powiedzieć, że są to Dolomity. Moje rodzinne góry, z których pochodzę. Nie ma nic piękniejszego na świecie. W przeszłości najbardziej lubiłem to uczucie, gdy ruszałem w świat po przygodę. Ale teraz najbardziej lubię to, gdy wracam do domu. Oprócz tego to piękne miejsce do wychowania dziecka. Dlatego zdecydowaliśmy się osiedlić na farmie, aby nasza córka mogła dorastać w górach i blisko zwierząt. 

 

Brałeś udział w kilku wspólnych projektach z ojcem. Jednym z nich są filmy o tematyce górskiej, a dokładnie dokumenty ukazujące kamienie milowe w historii alpinizmu. Czy nadal uczestniczysz w tym przedsięwzięciu?

Ten projekt jest już zakończony, choć nie była to moja decyzja. Ale nakręciliśmy około 10 filmów. Moim zadaniem było na przykład zapewnienie odpowiedniego sprzętu. 

 

Jednak występowałeś także w niektórych... 

Tak. (śmiech) Pamiętam, jak kręciliśmy zdjęcia na północnej ścianie Königspitze (Gran Zebrú, 3851 m n.p.m., drugi pod względem wysokości szczyt w masywie Ortleru w Alpach Retyckich). Praca ze starym sprzętem była naprawdę wymagająca. Oddaję hołd wszystkim pionierom alpinizmu. Bardzo zależy mi n a tym, aby młode pokolenia wspinaczy interesowały się historią i próbowały ją zrozumieć. Żeby wiedzieli, co kiedyś robili poprzednicy, bo każdy z nas może się z tego wiele nauczyć.

 

Najbardziej zaimponował mi Walter Bonatti

 

Może wskazać kogoś, kto najbardziej na Ciebie wpłynął i kogo uważasz za legendę?

Takich postaci jest zbyt wiele, by wymienić wszystkie. Ale kimś takim jest na pewno Paul Preuss [austriacki alpinista przełomu XIX i XX w., który zdobył uznanie za śmiałe, samotne wejścia oraz ograniczanie wszelkich form wspinaczki z asekuracją], którego spojrzenie na góry jest mi bardzo bliskie. Myślę, że Hans Dülfer mocnym wspinaczem i wielka szkoda, że nie był też pisarzem [niemiecki wspinacz, dokonał 50 pierwszych wejść, zwłaszcza na Kaisergebirge w Północnych Alpach Wapiennych i na Rosengarten w Dolomitach], bo przez to niewiele wiemy o jego wspinaczce. 

I wreszcie Walter Bonatti [Włoch, jeden z najwybitniejszych alpinistów okresu powojennego. autor książek o tematyce górskiej]. To fascynujące uczucie dla wspinacza, gdy wspina się jedną z dróg, którą pokonał jakiś wybitny alipnista. Doświadczyłem tego na trasie Bonatti na Matterhornie [bardzo trudna prosta linia na północnej ścianie]. Najbardziej zaimponował mi Bonatti tym, że już w wieku 35 lat po dokonaniu wielkich wyczynów, postanowił rzucić wspinaczkę górską. Powiedział, że nie może iść dalej. Rozumiał, że jeśli będzie kontynuował karierę na ekstremalnym poziomie, w pewnym momencie może stracić życie. 

 

Czy można powiedzieć, że po prostu zdecydował się przeżyć? Prawdopodobnie nie tylko w wspinaczce górskiej ważne jest, by zdać sobie z tego sprawę, gdy przekraczamy granicę, za którą nie ma już drogi powrotu.

Najtrudniejsze jest prawdopodobnie oszacowanie momentu, w którym trzeba powiedzieć „dość“. 

 

Wielu wspinaczy pisze o tym, czego doświadczają w górach. Twój ojciec jest bardzo płodnym autorem literatury górskiej. Ty już napisałeś książkę?

Nie.

 

A planujesz? 

Pisanie jest jak wspinaczka. Jeśli chcesz to robić, musisz to kochać, inaczej się nie uda. Dlatego napisanie książki zajmuje znacznie więcej czasu, niż się wydaje. Przez całe życie mówiłem, że nie napiszę żadnej książki. Ale może pewnego dnia zdecyduję się to zrobić. Ale jeszcze się do tego nie spieszę. 

 

Niezwykle skromny człowiek

Pierwsza część naszej rozmowy została przerwana przez organizatorów festiwalu. Simon musiał przygotować się do prezentacji. Wypełnił kino do ostatniego miejsca. Część publiczności prawdopodobnie dopiero z programu festiwalu dowiedziała się, że Reinhold Messner ma syna, który również się wspina. Tymczasem nazwisko młodego południowotyrolskiego sportowca jest znane w środowisku wspinaczkowym, dzięki jego odważnym wejściom. Ale on jest na tyle skromny, że nie mówi zbyt wiele o swoich osiągnięciach. 

Dzień po prezentacji spotkaliśmy się ponownie. Czułam się jak uczeń z historii Simona. Już otrzymałam odpowiedzi na niektóre pytania, ale inne rodziły się w mojej głowie i było ich coraz więcej. 

 

Ograniczam loty samolotami

 

Ze względu na ryzyko ustaliliście z żoną, że możesz jeździć na wyprawy górskie co dwa lata. Jako partnerka, a teraz matka, z pewnością się o Ciebie martwi, ale godne podziwu jest to, że potrafi szanować Twoją relację z górami. 

Wie, że góry są częścią mnie. W ciągu ostatnich trzech lat, odkąd mieszkamy na farmie, spostrzegła, że rzadko mogę jeździć w góry. Chodziłem przygnębiony, bo jakiejś części mnie po prostu brakowało. Ale oprócz naturalnych obaw mojej żony, że coś mi się może stać, są też inne powody, dla których rzadziej wyjeżdżam na wyprawy. 

Przywiązuję np. wagę do tego, że podczas podróży samolotem powstaje dużo gazów cieplarnianych, więc nie latam zbyt często. Poza tym, gdy wyjeżdżam rzadziej, mam więcej czasu, by dobrze się przygotowywać do wyprawy. Mogę lepiej się na wszystkim skupić i moja motywacja też rośnie. Wyprawy nigdy nie powinny stać się czymś powszechnym. Poza tym teraz po powrocie chcę spędzić trochę czasu w domu, a nie od razu myśleć o innych planach. Tak samo liczy się dla mnie czas spędzony z rodziną w domu oraz ten na wyprawach. 

 

Czy masz już jakie nowe wspinaczkowe pomysły?

Mam mnóstwo pomysłów. Zapisuję je, podobnie jak wszystkie trasy, które już przeszedłem.

 

Kiedy uda ci się wdrożyć któryś z nowych pomysłów, czy odhaczasz go ze swojej listy jako zadanie wykonane?

Tak (śmiech). Na szczęście lista pomysłów rośnie znacznie szybciej, niż jestem w stanie odhaczyć te wdrożone projekty. W zeszłym roku byłem w Saltoro w Pakistanie [pasmo górskie w Karakorum], które jest zamknięte od ponad 40 lat. Odkryliśmy w nim piękne szczyty. Trudniejsze od wymyślenia celu, jest samo przygotowanie podróży. 

 

Nie myślę o Nanga Parbat

 

Czy kiedykolwiek myślałeś o wejściu Nanga Parbat ze względu na rodzinną tragedię? [w 1970 roku bracia Reinhold i Günther Messnerowie po raz pierwszy zdobyli gigantyczną ścianę Rupal, ale podczas zejście zginął młodszy z braci].  

To bardzo trudne pytanie. Oczywiście dużo wiem o tej górze. Ale nigdy nie myślałem, by wejść na szczyt. Byłoby to dla mnie bardzo trudne. Wiem, że gdy Reinhold wracał z wyprawy, a brat zginął, całej rodzinie było niezwykle trudno zrozumieć tę sytuację. Reinhold zastanawiał się, dlaczego to on wrócił, a nie odwrotnie... Niektóre rzeczy są dla mnie tajemnicą do dziś, ale nie będę już ruszać tego tematu. Jest wiele innych gór, które można zdobyć. 

 

Czytałam gdzieś, że jako dziecko spędziłeś trochę czasu w Nepalu.

To prawda. Miałem wtedy trzy albo cztery lata. Cała rodzina była wtedy obecna – ja, moja starsza siostra, mama i tata. Kilka lat później powiedzieli nam, że nawet rozważali pozostanie w Nepalu na stałe. Teraz jestem im wdzięczny, że podjęli inną decyzję. Katmandu nie byłoby idealnym miejscem do dorastania. Byłbym zupełnie inną osobą. Ale myślę, że to było wspaniałe doświadczenie dla nas jako rodziny. Byłem wtedy jeszcze mały, więc niewiele pamiętam. Ale wiem, że po raz pierwszy w życiu zobaczyłem słonie. Codziennie przechodziły z pałacu królewskiego nad rzekę. Do dziś mam w pamięci te wspomnienia. 

 

To podobna historia jak w przypadku Layli. Książka dla dzieci, którą napisał twój ojciec. Chodzi o jego córkę, spędziła też trochę czasu w Nepalu.

Layla jest moją przyrodnią siostrą. Ale moja starsza siostra ma podobne doświadczenia. Tata i mama zabrali je ze sobą na zimową wyprawę na Manaslu, co jest naprawdę szalone. Tak, bycie dzieckiem wielkiego wspinacza bywa czasem naprawdę interesujące...

Ale to w dużej mierze zależy także od matki.

Zdecydowanie od wszystkich, ale wiesz - Reinhold to bardzo silna osobowość, jeśli chce coś zrobić, po prostu to robi. Możesz za nim iść, ale nie musisz - to Twoja decyzja. Wspinacz tej klasy musi myśleć dokładnie tak: jeśli coś sobie postanowi, to to zrobi, co bardzo trudne dla rodziny i bliskich. Mówi się, że życie bohatera nie jest dla niego trudne, ale trudne jest dla otoczenia. I myślę, że to prawda. 

 

Boski plac zabaw

 

Spędziłeś dużo czasu z mieszkańcami najwyższych gór świata. Zakładam, że wiesz o nich całkiem sporo.

Bardzo szanuję tych ludzi. 

Jak postrzegają góry?

Muszę przyznać, że kiedy podróżuję, zawsze czuję się jak gość. I zawsze staram się być w tle, obserwować i zrozumieć życie miejscowych. Bo kultura ludzi mieszkających w górach, czy to w Europie, Pakistanie, Andach, jest bardzo podobna. Na przykład szczególnie lubię obserwować lokalnych ludzi w różnych częściach Himalajów, bo oni widzą i postrzegają góry tak, jak my 200 lat temu - jako coś nieosiągalnego. W rzeczywistości ich szacunek jest tak wielki, że nawet nie myślą o wspinaczce. Oni wierzą, iż gdzieś na szczycie są bogowie i wolą się tam nie zapuszczać. Dlatego najwyższe szczyty nazywają na przykład "boskim placem zabaw". Mam ogromny szacunek dla tej nazwy. A być może tego szacunku brakuje w naszej kulturze. 

 

Czego nauczyło Cię alpinizm?

Być skromnym. I tego, że warto się wycofać. 

 

Jak wspinacz jest młody, nie myśli o śmierci

 

Kiedy wracasz do domu, to jakie jest Twoje ulubione miejsce?

Heiligkreuzkofel [Sas dla Crusc, 2907 m n.p.m., góra w grupie Fanes w Południowym Tyrolu we Włoszech]. Do początku lat 60. było to miejsce całkowicie zapomniane. Nie było ani jednej linii wspinaczkowej. Potem odkryli ją lokalni wspinacze, ale do dziś nie ma wielu zabezpieczeń. Wspina się tam w bardzo tradycyjnym stylu. Cieszę się, że mieszkam w tak ładnym miejscu.

 

Wspomniałeś o tym, że częścią życia wspinaczkowego jest także utrata bliskich. Twój dobry przyjaciel Hansjörg Auer zginął w lawinie na Howse Peak w 2019 roku. Jak radzisz sobie z utratą osób, które znasz?

Po tym wydarzeniu udało mi się wrócić w góry i do wspinania, ale jest coraz trudniej. Gdy wspinacz jest młody, zwykle zdaje sobie sprawę, że ludzie giną w górach, ale uważa, że jego to nie spotka. Postrzega śmierć tylko teoretycznie – czyta o niej w gazetach i nie zna dobrze osób dotkniętych tragedią. Jednak z upływem lat, to myślenie się zmienia. Im dłużej poświęca się wspinaczce, tym więcej spotyka ludzi podobnych do siebie. I nagle uświadamia sobie, że jeśli coś stanie się jego przyjaciołom, jeśli naprawdę umrą, nigdy ich już nie spotka. A to zmienia człowieka na dobre. 

Wielu moich wspinaczkowych partnerów już nie żyje. Nawet w przypadku Hansjörga bylo to dla mnie nie do wyobrażenia, że on może umrzeć. W tej chwili czuję, że chcę się trochę wycofać, spędzić najbliższe miesiące z córką i być w domu. Jakby, chciał na nowo wymyślić wspinaczkę. Czuję, że potrzebuje trochę przerwy. By stworzyć dystans. 

 

***

 

Już po naszej rozmowie, Simon przeszedł wspomnianą operację barku. Uraz okazał się gorszy i bardziej rozległy, niż się spodziewał. Jego ograniczenia są o wiele większe, a bark wymaga odpoczynku i rehabnilitacji. Dzięki temu ma czas dla rodziny, małej córki i żony na farmie w jednej z zapomnianych, lecz pięknych dolin Południowego Tyrolu. 

 

Simon Messner. 36 lat, włoski alpinista i wspinacz wysokogórski z Południowego Tyrolu. Jest synem słynnego himalaisty Reinholda Messnera, ale wypracował własną pozycję w środowisku wspinaczkowym dzięki pierwszym wejściom w stylu alpejskim. 

  • Do jego najważniejszych osiągnięć należą m.in. liczne pierwsze przejścia w Dolomitach, Alpach oraz górach Azji, szczególnie w Pakistanie. Regularnie wytycza nowe drogi wspinaczkowe w Dolomitach, m.in. Abracadabra, Schneeleopard, Bonsai i wiele innych.
  • W 2019 r. wraz z Martinem Siebererem dokonał pierwszego wejścia na Black Tooth (6718 m n.p.m.) w Karakorum w stylu alpejskim.
  • W 2023 r. uczestniczył w pierwszym wejściu na Yernamandu Kangri (7180 m n.p.m.) w Karakorum.
  • Jest ceniony za klasyczne podejście do alpinizmu, docenia wspinanie solo, jak i szacunek dla tradycyjnych stylów wspinaczki. W 2016 r.  otrzymał Alpinen Förderpreis AVS, nagrodę przyznawaną obiecującym alpinistom z regionu.
  • Poza wspinaczką Simon Messner współtworzył wraz z ojcem firmę filmową Messner Mountain Movie, aktualnie prowadzi gospodarstwo rolne w Południowym Tyrolu.

 

Tekst ukazał się w wydaniu nr 4/2026

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 06/07/2026 17:28
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości