Z Simonem Messnerem, znanym wspinaczem i synem pierwszego zdobywcy Korony Himalajów i Karakorum, rozmawia Olga Krajčiová.
Syn człowieka, który jako pierwszy na Ziemi wspiął się na wszystkie ośmiotysięczniki bez użycia butli z tlenem, nie mógł dorastać nigdzie indziej niż w górach. Od najmłodszych lat piękne doliny Południowego Tyrolu kształtowały go na znakomitego wspinacza, który kocha naturę i życie w harmonii z nią. Można by też powiedzieć, że już samo nazwisko determinowało go do wspinaczkowej przygody – Simon Messner poszedł więc śladami swojego ojca Reinholda, ale wytycza swoje ścieżki.
Nasz wywiad powstawał przez kilka miesięcy, czego finałem było między innymi spotkanie pod koniec jesieni 2025 roku w Popradzie na Słowacji, gdzie był jednym z zagranicznych gości Międzynarodowego Festiwalu Filmów Górskich. Ale to nie była nasza pierwsza rozmowa. Lata temu spotkałam skromnego mężczyznę, który lubi słuchać ludzi, idąc za stadem jaków na zboczach małej alpejskiej wioski w okolicach Stelvio. Za przyjaznym uśmiechem i mocnym uściskiem dłoni krył się człowiek, który był już podziwiany przez wspinaczkową społeczność na całym świecie za swoje wejścia i wyczyny. Oto przed Wami utalentowany wspinacz z pogranicza włosko-austriackiego.
Simon, rozmawiamy na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Górskich w Popradzie, gdzie jesteś jednym z głównych zagranicznych gości. Miałeś okazję wcześniej odwiedzić Tatry?
Nie bardzo. Pierwszy raz widzę Tatry i zaplanowałem wspinaczkę z Igorem Kollerem [73-letni słowacki taternik i alpinista, m.in. autor przejścia Bonbónovej cesty na zachodniej ścianie Łomnicy, którą ponownie pokonał po 51 latach].
Miałeś konkretny plan na Tatry, czy miała to być niespodzianka od Igora?
Dokładnie tak miało być. Chciał mi pokazać swoje góry. Wiem, że Tatry Wysokie są bardzo wymagające i pełne ukrytych dolin. Byłem bardzo zmotywowany na wspinaczkę, ale pogoda nie jest dobra. Dodatkowo wkrótce przejdę operację kontuzjowanego barku.
Wychodzi na to, że tym razem wspinaczka w Tatrach nie dla ciebie.
Tak, to wszystko część alpinizmu.
Dobrze znasz Igora Kollera?
Jestem jego wielbicielem i powtórzyłem wiele jego dróg wspinaczkowych, ale jeszcze się nie spotkaliśmy. Przyjechałem na festiwal właśnie na jego zaproszenie, którego nie mogłem odmówić. Słyszałem, że jest bardzo miłym człowiekiem, ale przede wszystkim fantastycznym wspinaczem.
Prezentujesz się na festiwalach nie tylko jako wspinacz, ale także jako tradycyjny rolnik z Południowego Tyrolu na północy Włoch. Skąd takie podejście?
Farma, o której mówisz, znajduje się w niezbyt znanej dolinie Vinschgau [najwyższa część doliny Adygi w Tyrolu Południowym, pomiędzy przełęczą Reschen i Merano]. Bardzo lubię to miejsce, bo znam je od dzieciństwa. Gdy zatem pojawiła się okazja, by zarządzać tym 800-letnim majątkiem, postanowiłem, że przynajmniej spróbuję podjąc to wyzwanie. Choć wiąże się z tym wiele obowiązków, bo życie na farmie pełnej zwierząt wymaga mojej ciągłej obecności. Zwierzęta gospodarskie wymagają stałej opieki, podobnie jak małe dzieci. Jednak obecnie taki styl życia mi odpowiada. Ale zdaję sobie sprawę, że nadejdzie taki dzień, w którym powiem sobie, że chciałbym znów spędzać więcej czasu w górach. Na farmie trochę tęsknię za wspinaczką.
Zostałeś więc rolnikiem na pełen etat?
Tak, a ostatnio zostałem również ojcem.
Gratulacje.
Dziękuję. Bycie ojcem jest niesamowite. Teraz całkowicie skupiłem się na tej zmianie. Mimo to wciąż jestem zapalonym alpinistą, który musi wyjść na zewnątrz. Może nie codziennie, ale przynajmniej od czasu do czasu.
Myślisz, że bycie ojcem zmieni Ttwoje podejście do gór i sposób, w jaki się po nich poruszasz?
Całkowicie. To już się wydarzyło. Nie chcę teraz ryzykować zbyt wiele. Zawsze starałem się nie wchodzić w lawinę na torze, ale teraz myślę o każdym kroku w górach jeszcze bardziej intensywnie. Mimo że wspinaczka znaczy dla mnie tak wiele, nie jestem pewien, czy będę w stanie kontynuować uprawianie odważnego stylu we wspinaczce. To bardzo niebezpieczne i każdy alpinista o tym wie. Dodatkowo, im człowiek starszy, tym cięższy staje się jego plecak, który nosi ze sobą. Każdy z nas stracił kilku przyjaciół podczas naszej działalności górskiej. Dzięki takim przykrym doświadczeniom, sam dojrzałem jako wspinacz.
Dorastałeś w górskim środowisku, Twoje nazwisko też na pewno Cię determinowało. Ale to nie tylko Twój ojciec musiał zarazić Ciebie pasją do gór. Trzeba mieć trochę miłości do nich, prawda?
Gdybym spojrzał na siebie na chłodno, prawdopodobnie pomyślałbym tak samo: taka osoba musiała się urodzić z butami wspinaczkowymi na stopach. Ale jest odwrotnie. Tak, niesamowite opowieści z gór, które opowiadał mi ojciec i dwie siostry, zmotywowały mnie do pójścia w tę stronę. Ojciec pokazał nam bowiem, że gdzieś tam, za murami naszego domu, jest coś jeszcze - oprócz doliny, którą znamy. Także moi przyjaciele, rodzina i wielu przewodników górskich, których znam, zaszczepili we mnie tę pasję i zabrali mnie w góry. Jestem im za to bardzo wdzięczny.
Ale mam też dziwne uczucie, że im bardziej się rozwijałem i znajdowałem odwagę, by wspinać się na coraz trudniejsze ściany, to ojciec próbował mnie delikatnie spowolnić, wręcz cofnąć. Nie jest łatwo patrzeć, jak własne dziecko wyrusza w góry po przygodę. Dlatego w przyszłości chciałbym pozwolić moim dzieciom doświadczyć silnych i wyjątkowych przeżyć, których sam oświadczyłem w górach. Choć po 20 latach aktywności górskiej doskonale zdaję sobie sprawę, jak niebezpieczne jest to, co robię.
...
Dołącz do grona naszych prenumeratorów aby przeczytać tekst w całości.
Pozostało 69% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze