Reklama

Mała Wysoka z Doliny Wielickiej – jedna z najpiękniejszych tras w Tatrach Wysokich


Nie przeszkadza mi betonowy klocek nad Wielickim Stawem. Nawet turyści nieprzygotowani na łańcuchy pod Polskim Grzebieniem mnie nie denerwują. Bo szlaki w cieniu Gerlacha, Staroleśnego i Sławkowskiego Szczytu są jedne z najpiękniejszych w słowackich Tatrach.


 

Gerlach na nas patrzy. 10 godzin wspaniałej wędrówki w Tatrach Wysokich

 

Każdy ma swoje zakątki w górach, do których chętnie wraca. Oczywiście odkrywanie nowego niesie ze sobą dodatkowy ładunek emocji, ale powrót na szlaki i do miejsc, które wspominamy z uśmiechem na ustach i przyspieszonym biciem serca to jest uczucie, które warto przeżywać każdego roku. Dla mnie takim rejonem w Tatrach są okolice Starego Smokowca (słow. Starý Smokovec). Widok z okna na Sławkowski Szczyt (Slavkovský štít), Łomnicę (Lomnický štít) czy schowany nieco na zachodzie król Gerlach (Gerlachovský štít) nigdy mi się nie nudzi, choć na pierwszym planie mam niezbyt piękną słowacką architekturę w postaci nieodmalowanych pensjonatów, gdzie czas zatrzymał się w latach 90. 

Reklama

Jedną z tur, które co kilka lat lubię powtarzać, wiedzie nad Wielicki Staw (Velické pleso) i dalej na Polski Grzebień (Poľský hrebeň), by przez Rohatkę (Prielom) i Schronisko Zbójnickie (Zbojnicka chata) wrócić do miasteczka. Oczywiście jest kilka opcji na poszczególne odcinki, które można modyfikować. Ale najważniejsze jest to, by stanąć na Małej Wysokiej (2429 m n.p.m., Východná Vysoká) i spojrzeć na najwyższą górę w Tatrach. Z  tej perspektywy wygląda naprawdę godnie. 

 

Stary Smokowiec to nie Zakopane

 

Porównywanie Starego Smokowca do Zakopanego nie ma sensu. Najlepiej o tym miasteczku niech świadczy fakt, że o godzinie 22 życie tu niemal zupełnie zamiera. Tylko cisza, nie ma żadnych Krupówek, gdzie od hałasu bolą uszy. 

Reklama

- Mam znajomego, który wybudował na Słowacji dom, by cieszyć się spokojem. A jak ma ochotę się zabawić, to zamawia taksówkę i wcale nie jedzie kilka kilometrów do Popradu, tylko rusza do Zakopanego – opowiadał nam kiedyś Ryszard Gajewski, zimowy zdobywca Manaslu i znany przewodnik tatrzański, który na Gerlach z turystami wchodził już prawie 500 razy. 

Ale i tak na przestrzeni ostatniej dekady widać, że również Stary Smokowiec (ok. 1000 m n.p.m.) się zmienia. Pod dolną stacją kolejki na Siodełko (Hrebienok) wybudowano okazałe apartamenty, pod którymi uruchomiono płatne parkingi. Powstało kilka nowoczesnych pensjonatów z eleganckimi restauracjami. Nawet wielki i zabytkowy Royal Palace (dawne sanatorium otwarte w 1925 roku) po kilku latach ciszy zaczęło być w tym roku remontowane. Ale i tak, nawet przy głównej drodze, straszy kilka zrujnowanych domów, gdzie kiedyś życie kwitło. 

Reklama

To właśnie zderzenie tych dwóch światów widać idealnie, gdy sześcioosobową ekipą rozpoczynamy wycieczkę żółtym szlakiem w kierunku Wielickiego Stawu. Najpierw mamy nowoczesne hotele, a kawałek dalej zrujnowany, ale wciąż czynny, posterunek policji, który przypomina czasy porucznika Borewicza z kultowego serialu „07 zgłoś się”. Nie mija nawet kwadrans, gdy mieścinę opuszczamy, wchodząc do lasu. Pierwsza godzina wędrówki to nic specjalnego. Spokojnie zdobywamy wysokość, idąc ścieżką przypominającą bardziej polskie Beskidy niż Tatry. Ale buzie z wrażenia otwieramy, gdy wychodzimy z lasu i przed nami dumnie pręży się sam pan Gerlach (2655 m n.p.m.). Wreszcie tatrzańskie ściany mamy na wyciągnięcie ręki. Jesteśmy w sercu Tatr Wysokich. 

 

Reklama

Dom Śląski nad Wielkickim Stawem już mnie nie drażni

 

Gdy nad Wielicki Staw (1670 m n.p.m.) trafiłem po raz pierwszy, o wysokich szczytach tylko marzyłem. Chodziłem z rodziną jedynie Tatrzańską Magistralą (Tatranská magistrala), turystyczną ścieżką, która biegnie południowymi zboczami Tatr Wysokich. Ale już wtedy byłem przerażony, że w tak pięknym miejscu wybudowano makabryczny klocek, który nazwano schroniskiem (Sliezsky dom). Ponury beton z lat 60. XX wieku w tak pięknych okolicznościach przyrody nie mieścił mi się w głowie. 

Ale z upływem lat ta „makabryła” już mnie nie drażni – wręcz przeciwnie mam z nią tylko  dobre skojarzenia. To tutaj zaczynałem swoją pierwszą wędrówkę na ponad 2000 m n.p.m. w słowackich Tatrach (Polski Grzebień). To tu wczesnym rankiem ruszałem z Edkiem Lichotą, wicenaczelnikiem TOPR, na Gerlach i Staroleśny Szczyt (2489 m n.p.m., Bradavica). Kiedy wjechaliśmy tutaj asfaltem z dołu, znaleźliśmy się ponad chmurami, gdy słońce gdzieś za górami właśnie wstawało. Dlaczego teraz nie drażnią mnie kelnerzy, ani obrusy na stołach. Przymykam oczy na szarą architekturę i wysokie ceny w hotelowych pokojach, z których pewnie nigdy nie skorzystam (choć jest i turystyczny pokój o niższym standardzie). Cieszę się natomiast z takiego drobiazgu, że bez problemu można skorzystać z bezpłatnej toalety. 

Reklama

Zostawiam więc hotel i wpatruję się z radością w taflę Wielickiego Stawu i odbijające się w nim granie. I uświadamiam sobie, że niemal zawsze tutaj wieje, nawet gdy jest upał i słońce praży. 

 

Wchodzimy do Wielickiego Ogrodu pod Gerlachem

 

Jest kilka minut przed godz. 11, gdy ruszamy w stronę Polskiego Grzebienia. Trochę późno, patrząc na to, że mamy przed sobą jeszcze ponad osiem godzin wędrówki i 800 metrów przewyższenia, ale prognozy na dziś są bardzo stabilne. Żaden deszcz, ani burza nam nie grozi. Sprawdziliśmy wszelkie możliwe radary – wszędzie zero procent na opady. 

Reklama

Najpierw szlak idzie obok stawu, by zakosami piąć się w górę na kolejne progi. Pół godziny od schroniska przechodzimy obok niepozornej ściany, na której wspinacze mogą próbować swoich sił. Przed laty to właśnie tutaj organizowana była jedna z edycji Memoriału Bartka Olszańskiego - ratownika, który zginął w lawinie pod Szpiglasową Przełęczą w grudniu 2001 roku, gdy szedł z pomocą turystom z Gdyni. Powyżej 1800 m n.p.m. wchodzimy na  teren Wielickiego Ogrodu zwanego Kwietnikiem (Kvetnica) pokryty licznymi roślinami i ziołami. To stąd w lewo skręca droga na Gerlach, stąd podziwiać możemy stoki Ponad Ogród Turni i Małego Gerlachu (2601 m n.p.m.). 

Reklama

A my dość szeroką ścieżką idąc Doliną Wielicką (Velická dolina) znów zdobywamy wysokość, wchodząc na kolejny zielony próg, zwany Wyżnim Ogrodem Wielickim. W kotlinie powyżej przechodzimy obok Długiego Stawu (1945 m n.p.m., Dlhé pleso) leżący pomiędzy potężnym masywem już samego Gerlacha a Suchą Kopą (2121 m n.p.m., Guľatý kopec). 

 

Niezwykły widok na Gerlach

 

Tuż przed samym Polskim Grzebieniem (2200 m n.p.m., Poľský hrebeň) trawersujemy zbocze dość stromymi skalnymi półkami, gdzie na niektórych fragmentach zamontowano łańcuchy. Tutaj widać, że przynajmniej kilkoro turystów przyszło zupełnie nieprzygotowanych i ślizgają się na podejściu, bo idą w… sandałach. Często w takiej sytuacji się irytowałem, ale dziś postanawiam się tym nie przejmować. Gdy czekam na przejście, patrzę na góry. To uspokaja. 

Reklama

Stąd trzy kwadranse, żółtym szlakiem w prawo, idziemy na Małą Wysoką. To przyjemny, choć bardzo wymagający odcinek. Są miejsca, gdzie trzeba używać siły rąk, wystarczy lekka mgła, by stracić orientację. Naprawdę trzeba tu zachować niezwykłą czujność. Kilka lat temu uciekałem stąd przed nadchodzącą od Gerlachu burzą. Do dziś mam przed oczami jedną turystkę, którą położyła się na ziemi, by przeczekać pod pałatką nawałnicę. Sam szczyt daje nam niesamowitą perspektywę właśnie na Gerlach, ale także na Staroleśny oraz Sławkowski Szczyt, które stąd prezentują się bardzo okazale. Zresztą mamy wrażenie, że Gerlach patrzy na nas od kilku godzin. 

W dole dostrzegamy uroczą Zbójnicką Chatę, która jest właśnie naszym celem. Ale aby do niej dotrzeć, trzeba zejść z powrotem na Polski Grzebień i przez małe obniżenie po drugiej stronie grani, pokonać jeszcze Rohatkę (2288 m n.p.m., Prielom). 

Reklama

 

Najpierw piargi, potem drabinki. Wejście na Rohatkę

 

Podejście na nią jest krótkie, ale bardzo intensywne. Najpierw idziemy po piargach w mocnym, popołudniowym słońcu. Trudno powiedzieć, którędy prowadzi szlak. Idziemy zakosami na wyczucie, widząc u góry znaki na skałach. To jest chyba najbardziej wyczerpujący fragment na trasie, zwłaszcza gdy mamy już za sobą ponad sześć godzin wędrówki i prawie 1500 metrów podejścia ze Starego Smokowca. Tuż przed Rohatką mamy namiastkę via ferraty. Oprócz łańcuchów są klamry, które schodzącej rodzinie z dwojgiem nastolatków sprawiają trochę problemów. Wreszcie wchodzimy na przełęcz, z której ukazują się nam widoki na drugą stronę świata. 

Reklama

I znów przypomina mi się kolejna ucieczka przed burzą sprzed kilku lat. Podchodziliśmy tutaj od Łysej Polany, pięknym i pustym szlakiem obok słynnej ściany Młynarza. Na Rohatce byliśmy ok godz. 14 – za późno. Nie zdążyliśmy zrobić nawet jednego zdjęcia, gdy rozpoczęliśmy szybki zbieg do doliny, bo za Gerlachem zaczęło się błyskać. Do schroniska są od tego momentu tylko 2 km, ale wyliczone na godzinę drogi po bardzo stromych płytach. Gdy dziś spokojnym krokiem i zupełnie bez żadnego stresu tracę wysokość, nie mogę uwierzyć, jak szczęśliwie zbiegliśmy w tak niesprzyjających warunkach. Pioruny waliły jeden za drugim. Raz uderzyły tak blisko, że koledze woda w butach się zagotowała. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. 

 

Amelia w Zbójnickiej Chacie

 

Gdy wtedy weszliśmy do Zbójnickiej Chaty (1960 m n.p.m.), w środku był tłum ludzi, którzy suszyli buty i ubrania przy kominku. A całe napięcie zeszło z nas wtedy, gdy ktoś na stojącym tu pianinie zagrał niezwykły motyw z filmu „Amelia” – „Comptine d`un autre ete” Yanna Tiersena. W tym roku internety podbiła ta sama melodia w wykonaniu pewnej dziewczyny, która grała przed Chatą pod Rysami. Ale nasze wspomnienie jest z 2017 roku. Ta melodia w takich okolicznościach wbiła nas w podłogę do tego stopnia, że nawet nikt  nie wyciągnął telefonu, by nagrać ten koncert. 

Teraz nikt u zbójników na pianinie nie gra. Przed godziną 18 w sali jest cicho i spokojnie. Przy jednym ze stolików ojciec z synem grają w karty, przy innym zakochani patrzą sobie w oczy, a w kącie trzech Słowaków dyskutuje nad rozłożoną mapą. Chyba jutro chcą dojść do Popradzkiego Stawu (Popradske pleso). Taki jest właśnie prawdziwy klimat górskich schronisk, gdzie nikt nikogo nie goni, tylko wszyscy cieszą się chwilą. 

Przed nami prawie trzy godziny zejścia do kwatery. Na dole jesteśmy bardzo zmęczeni. W końcu pokonaliśmy ponad 22 km i łącznie 1765 m przewyższenia. Jak na pierwszy dzień po przyjeździe w Tatry, to naprawdę zacna tura. Szkoda było marnować dzień z tak piękną pogodą na krótki spacer. 

 

Zbójnicka Chata

 

  • Pierwszą chatę w tym miejscu wybudowano w latach 1907–1908 na mocy decyzji rządu węgierskiego i służyła ona do celów myśliwskich. Było to jedno pomieszczenie z pryczami, ławkami i piecykiem. 
  • 15 lat później obiekt przejął Klub Czechosłowackich Turystów. Wtedy budynek przebudowano i nadano obecną nazwę Zbojnícka chata. Nazwę wzięto od pobliskich Zbójnickich Stawów.
  • Dawniej polscy taternicy nazywali ją „trupiarnią” ze względu na panujące zimno oraz wilgoć.
  • W następnych latach przeprowadzano kolejne modernizacje aż do 1998 r., gdy budynek spłonął i trzeba było przeprowadzić remont kapitalny. Na jego sfinansowanie złożyło się słowackie społeczeństwo. 
  • Dzisiaj w klimatycznym budynku jest 16 miejsc noclegowych. Zbójnicka Chata jest zaopatrywana tylko przez nosiczów. Nie ma tu innego sposobu transportu. 

 

Informacje praktyczne

 

Dojazd

 

Samochodem do Starego Smokowca najlepiej dojechać z ominięciem Zakopanego. W Nowym Targu kierujemy się na Białkę. Na rondzie przed Bukowiną Tatrzańską skręcamy na Jurgów i drogą krajową nr 49 wjeżdżamy na Słowację. Kilka kilometrów za Smokowcami jest Tatrzańska Polanka. 

Od czasu pandemii  koronawirusa zawieszona została linia z Zakopanego do Popradu (Strama). Komunikacją zbiorową trzeba najpierw dojechać busem do Łysej Polany, a stamtąd kursują słowackie autobusy (rozkład jazdy na www.sadpp.sk). 

 

Noclegi

 

Schronisko (Hotel) Dom Śląski 

 

Zbójnicka chata

 

Szlaki

  • żółty: Stary Smokowiec (Starý Smokovec) – Schronisko (Hotel) Śląskie (Sliezsky dom) 2 h 20 min ↑ 1 h 50 min ↓
  • zielony: Schronisko (Hotel) Śląskie – Polski Grzebień (Poľský hrebeň) 2 h ↑ 1 h 30 min ↓
  • żółty: Polski Grzebień – Mała Wysoka (Východná Vysoká) 45 min ↑ 30 min ↓
  • zielony, niebieski: Polski Grzebień – Rohatka (Prielom) – Schronisko Zbójnickie (Zbojnicka chata) 2 h ↑↓
  • niebieski, czerwony, zielony: Schronisko Zbójnickie – Hrebienok – Stary Smokowiec  2 h 45 min ↓ 3 h 30 min ↑

 

Tekst ukazał się w wydaniu specjalnym nr 3/2022 (październik).

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/06/2026 16:43
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości