Skoro czytacie „Na Szczycie”, to strzelam, że wakacje spędzicie w górach. Zapewne też od dawna macie wszystko zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach. Może jednak jest ktoś, kto wciąż się waha albo z jakichś przyczyn musiał zmienić plany? Zebrałem dla Was kilka rad, które przydadzą się podczas górskich poszukiwań.
Wypada zacząć od Tatr, które są piekielnie skutecznym magnesem na turystów. I w sumie najlepszym pomysłem jest to, by w wakacje ich unikać. Jeśli natomiast letni urlop jest jedynym momentem, kiedy możecie sobie pozwolić na wypad w najwyższe polskie góry, to polecam sprawdzić listę najchętniej odwiedzanych miejsc w TPN, a następnie wybrać szlaki możliwie daleko od nich.
Morskie Oko, Dolina Kościeliska czy Kasprowy Wierch to fantastyczne miejsca, ale szansa, że w ciągu godziny traficie tam na znajomego z pracy, koleżankę z podstawówki i tego typa, którego nie pamiętacie, skąd znacie, jest niepokojąco wysoka.
Jeśli podobnie jak ja macie awersję do tłumów, to wybierzcie mniej oblegane miejsca. Szczególnie że często zapewniają równie fantastyczne wycieczki. Niezłym typem jest choćby Dolina Lejowa i generalnie Tatry Zachodnie.

Jeżeli na Tatrach Wam nie zależy, to idźcie za radą Zbigniewa Wodeckiego i wróćcie tam, gdzie byliście już. Wiele osób uznaje, że wciąż trzeba jeździć w nowe miejsca, ale dla mnie to bzdura. I nie chodzi o to, że ląduję gdzieś tak często, że w lokalnym monopolowym witają mnie pytaniem: czy podać to, co zwykle? Za to absolutnie nie mam oporów, by co kilka lat przemierzać te same szlaki. Wprawdzie góry raczej się nie zmieniają, ale ich otoczenie już jak najbardziej. Choćby w Sudetach kilka lat temu na szczytach zakwitły wieże widokowe, co jest niezłym powodem, żeby odwiedzić jakieś Góry Bystrzyckie czy Sowie. Najciekawsze jest jednak sprawdzanie, jak ewoluują schroniska oraz okoliczne miejscowości. Bywa, że są to bardzo pozytywnie zaskakujące zmiany, ale mamy i miejsca wyglądające, jakby czas się zatrzymał.
A skoro już przy mniej okazałych pasmach jesteśmy, to mam propozycję dla osób lubiących niespodzianki. Sprawdźcie, którego najniższego szczytu brakuje Wam do Korony Gór Polskich i właśnie tam jedźcie. Oczywiście nie musicie go nawet zdobywać, ale to niezły sposób, żeby trafić w Góry Kaczawskie albo Wałbrzyskie. Ewentualnie poszukajcie góry o nazwie, którą śmiesznie będzie pochwalić się znajomym. Możecie na przykład obalić Wiśniówkę (Góry Świętokrzyskie), wejść na Słup (Góry Bardzkie) albo rozwiązać Krzyżówkę (Góry Opawskie). Możliwości naprawdę jest sporo, a gwarantuję, że na szlaku nie poczujecie się jak na otwarciu Lidla.

No i wreszcie nie ograniczajcie się do Polski. Uwielbiam nasze góry i jestem ostatnią osobą, która odradzałaby taki wybór (chyba, że nad Morskie Oko w sierpniu). Tyle że sporo osób wciąż wybiera rodzime pasma myśląc, że za granicą jest drożej. Jeśli tylko to trzyma Was w granicach RP, to mam dobre wieści. Na przykład wiele alpejskich miejscowości w Austrii czy Niemczech żyje z turystów, ale tych śmigających zimą na nartach. Lato to dla nich w zasadzie martwy sezon, więc ceny bywają znacznie niż w Polsce. W dodatku gminy starają się ściągać turystów, wydając karty, dzięki którym kolejki, komunikację publiczną i okoliczne atrakcje - jak np. aquaparki - macie za darmo. Okazuje się więc, że jedynym faktycznie odczuwalnym wydatkiem będzie dojazd.
Powyższe rady raczej się nie zdezaktualizują (chociaż co do ostatniej pewności nie ma), więc będą mogły przydać się nie tylko w te wakacje, ale też zawsze, kiedy plany się posypią (czego nie życzę) i zostaniecie z przyklepanym urlopem i potrzebą, by wyjechać gdzieś w góry. W końcu każdy powód jest dobry, by ruszyć na szlak!
Tekst ukazał się w wydaniu nr 4/2026
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze