Z Włodzimierzem Bubakiem, astrofotografem, rozmawia Kuba Terakowski.
Poznaliśmy się przypadkiem w marcu w schronisku na Hali Krupowej. Wyszedłeś w środku nocy, wróciłeś o świcie... Gdzie byłeś i co robiłeś przez ten czas?
Fotografię Drogi Mlecznej. Wczesna wiosna jest najlepsza do jej fotografowania z Polski, bo centrum naszej galaktyki jest wtedy dość wysoko nad horyzontem, a góry zazwyczaj są jeszcze ośnieżone. Tworzą więc na zdjęciu piękny kontrast. Zrobiłem zatem zdjęcie Drogi Mlecznej nad jedną z chatek na stoku Policy.
To już rozumiem, dlaczego nie mogłeś zostawić plecaka w schronisku...
No nie mogłem. Miałem w nim sprzęt niezbędny do wykonania tego zdjęcia.
Pamiętam, że martwił Ciebie mocny wiatr. Dlaczego?
Bo w astrofotografii naświetlenia trwają po kilkadziesiąt sekund lub nawet kilka minut. Bardzo zależało mi wówczas, aby mieć ostry, nieporuszony pierwszy plan, co jest niemożliwe przy drzewach kołyszących się na wietrze. Na szczęście nad ranem wiatr ucichł na moment i udało mi się zrobić zdjęcie.
Trzy miesiące wcześniej zrobiłeś w Tatrach fotografię, która została zauważona przez Europejską Agencję Kosmiczną, a NASA wybrała je na Astronomiczną Fotografię Dnia...
Tak, to zdjęcie "Orion nad Tatrami", wykonane w Dolinie Małej Łąki.
Wyróżnienie NASA ma chyba nieprzeciętną rangę?
To wyjątkowo prestiżowe wyróżnienie, doceniane w całym światowym środowisku astrofotografów. Kapituła ocenia zdjęcie zarówno pod kątem estetycznym, jak i naukowym, a codziennie staje w szranki mnóstwo fotografii. Cieszę się, że nagrodzone zdjęcie zostało wykonane w Tatrach.
Jak wyglądały przygotowania do tego kadru?
Zaplanowałem to ujęcie pół roku przed sesją zdjęciową, gdy zauważyłem, że Orion będzie górował nad Czerwonymi Wierchami widzianymi właśnie z Doliny Małej Łąki.
A jak to zauważyłeś?
W astrofotografii niewiele jest miejsca na przypadek. Kadry należy dobrze zawczasu zaplanować. Teraz jest to dość proste, gdyż mamy do dyspozycji wiele programów i aplikacji, które symulują ruch poszczególnych gwiazd, pokazując ich układ w wybranych miejscach i czasie. Wiedziałem zatem, że musi to być początek grudnia, ponieważ wtedy Orion wschodził w Dolinie Małej Łąki, a na niebie nie było Księżyca, który świecąc przeszkadza w astrofotografii.
Natomiast na kilka dni przed sesją zacząłem nerwowo sprawdzać prognozy pogody, aby upewnić się, czy chmury nie zasłonią nieba. Chciałem też na pierwszym lub drugim planie mieć ośnieżone choinki, lecz niestety, odwilż pokrzyżowała mi plany i na gałęziach nie było śniegu. Na szczęście udało mi się złapać w kadrze zaspę, która dodała temu zdjęciu głębi.
Jak zatem przebiegało wykonane tej fotografii?
Zostawiłem samochód na parkingu w Groniku i około godziny 21 wyruszyłem w górę Doliny Małej Łąki. Chciałbym tu zaznaczyć, że wtedy jeszcze można było legalnie przebywać na terenie TPN o tej porze. Szlak był umiarkowanie przetarty, założyłem raczki, bo miejscami było ślisko. Szedłem powoli, gdyż plecak miałem ciężki. Niosłem statyw, dwa aparaty, zestaw baterii, kilka obiektywów, montaż paralaktyczny, powerbank, opaskę grzewczą...
Opaskę grzewczą? Z myślą o sobie, czy o sprzęcie?
O sprzęcie. Obiektyw bardzo często zamarza, a na przedniej soczewce zbiera się para, która na mrozie tworzy powłokę z lodu. Dlatego praktyczne okazuje się zastosowanie opaski grzewczej.
Wziąłeś też coś dla siebie, aby nie zamarznąć, czy zadbałeś tylko o sprzęt?
Swego czasu dużo chodziłem po wysokich górach również zimą, mam więc doświadczenie w radzeniu sobie z zimnem. Astrofotografia ma jednak tę specyfikę, że podczas sesji zdjęciowej nie można się ruszać, a sesja potrafi trwać długo... Idę zatem na lekko, ubrany jak do ataku szczytowego, ale na czas wykonywania zdjęć zakładam kurtkę puchową i grube łapawice. Wykorzystuję też chwile, gdy włączony jest interwałometr [funkcja aparatu, która automatycznie wyzwala migawkę w określonych odstępach czasu – red.] do rozgrzania się. Robię przysiady, pajacyki, spacery wokół aparatu, co może wyglądać zabawnie... (śmiech)
A jaka była wtedy temperatura?
Niewielki mróz, około minus 5 stopni Celsjusza.
Kiedy dokładnie wykonałeś to zdjęcie?
10 grudnia 2025 roku, chwilę przed północą. Sama integracja, czyli zbieranie fotonów przez aparat trwała nie więcej niż pół godziny, natomiast dwa razy tyle zajęła mi logistyka, planowanie kadru, składanie ostrości, ustawianie montażu paralaktycznego na Gwiazdę Polarną i inne czynności, których nie da się uniknąć. Astrofotografia ma w sobie niewiele spontaniczności - to nie tak, jak na większości wycieczek, że idziemy szlakiem i coś nas zachwyca, więc natychmiast robimy zdjęcie.
Jak zatem przebiegało zrobienie zdjęcia Oriona nad Małą Łąką?
Najpierw wykonałem 20 fotografii nieba na montażu paralaktycznym, który wiódł aparat zgodnie z ruchem gwiazdowym, aby później, w postprodukcji zestackować zdjęcia, czyli nałożyć je na siebie w celu uniknięcia szumów. Następnie wykonałem podobną serię zdjęć, ale z filtrem H-alfa założonym na matrycy, co pomogło uwypuklić te czerwone, wodorowe mgławice. Potem, z tego samego miejsca, po wyłączeniu napędu gwiazdowego, wykonałem zdjęcia pierwszego planu. W postprodukcji połączyłem zdjęcia nieba i pierwszego planu.
Co widać na tym zdjęciu?
Grań od Giewontu po Wielką Turnię, a na niebie zimowy gwiazdozbiór Oriona wraz ze swoimi skarbami: Wielką Mgławicą M42, Mgławicą Płomień oraz Końskim Łbem. Nad Wielką Turnią zarysowuje się również Głowa Wiedźmy, a całość okala dominująca, czerwona, wodorowa Pętla Barnarda.
Na zdjęciu jest też człowiek...
Tak, to ja, zrobiłem sobie selfie... (śmiech). Ustawiłem autowyzwalacz i biegałem to w jedną, to w drugą stronę, z nadzieję, że na którymś zdjęciu będę w odpowiednim miejscu kadru. Nie chciałem być zbyt blisko, aby nie zdominować planu, ale też niezbyt daleko, aby zupełnie nie zniknąć w głębi. Zależało mi na tym, aby swoją sylwetką pokazać efekt skali. Uzmysłowić jak niewielki jest człowiek wśród otaczających go gór i wszechświata.
...
Dołącz do grona naszych prenumeratorów aby przeczytać tekst w całości.
Pozostało 59% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze