Reklama

Schronisko w Roztoce – 150 lat historii i życia w górach


Z Anną Krupą, gospodynią Schroniska PTTK im. Wincentego Pola w Dolinie Roztoki, rozmawia Kacper Szymański.


 

Roztoka to mój dom i praca

 

Spotykamy się wyjątkowym momencie. W 2026 roku schronisko obchodzi wyjątkowy jubileusz – 150 lat istnienia. Co Pani czuje, stojąc dziś w miejscu, które od półtora wieku jest jednym z najważniejszych punktów na mapie tatrzańskiej turystyki? 

To uczucie jest niesamowite. Człowiek ma przyjemność pracować i mieszkać w miejscu, którego historia sięga 1876 roku.  Przez lata spotykali się tu zarówno najbardziej zaawansowani taternicy, jak i osoby, które przyjechały tutaj tylko na chwilę, żeby poznać piękno tatrzańskiej przyrody. Przechodziły tu miliony turystów i zmierzali dalej, m.in. do Morskiego Oka, a trzeba pamiętać, że dawniej ta droga wyglądała zupełnie inaczej. Można wręcz powiedzieć, że to miejsce kultowe.

Reklama

 

Przeczytaj nowe e-wydanie Magazynu Na Szczycie

 

A jak dawniej wędrowano nad Morskie Oko? Dzisiaj schronisko w Roztoce leży kilkaset metrów od głównego szlaku.

Często słyszę, dlaczego to schronisko jest właśnie tutaj? (śmiech). Przecież nie jest po drodze... Ale w czasach, kiedy powstał pierwszy obiekt, to właśnie Roztoka była położona przy trasie do Morskiego Oka, bo dawniej nie było mostu na Wodogrzmotach Mickiewicza. Wyprawa wyglądała wówczas zupełnie inaczej niż teraz. Nie było tak, że ktoś przyjeżdżał busem, wysiadał i po kilku godzinach wracał. Dawniej jechało się tu z Zakopanego naprawdę wiele godzin, a pierwszym przystankiem była właśnie Roztoka. Tutaj ludzie odpoczywali, a później ruszali już pieszo dalej.

Reklama

 

Czy dzisiaj można uznać, że Roztoka nadal jest przystankiem w drodze do Morskiego Oka czy z racji jej położenia z dala od asfaltu ma inny charakter?  

Wydaje mi się, że jednak trafiają do nas turyści bardziej świadomi, którzy interesują się Tatrami, czytają o nich i chcą zaznać trochę spokoju oraz ciszy. Albo wracają po trudnej wędrówce w górach i zanim wsiądą do samochodu czy busa, przychodzą tutaj odpocząć, zjeść coś dobrego i zregenerować się przed powrotem do domu. 

 

 

Mamy szacunek dla tradycji

 

Czym jest dziś klimat schroniska górskiego? 

Reklama

Klimatu nie tworzą same mury - a właściwie bele – tylko przede wszystkim ludzie, którzy przez lata tutaj przybywali. Spotykali się w tym miejscu pisarze, taternicy, wspinacze. Z Roztoki wychodzili w góry, stąd rozpoczynały się wyprawy m. in. w słowackie Tatry, choćby w rejon Młynarza. Wiele pionierskich przejść i odkryć nowych dróg było związanych właśnie z tym miejscem.

 

Dla mnie Roztoka jest wyjątkowa nie tylko jako miejsce taternickie, ale również bardzo góralskie. Sam budynek jest piękny, drewniany, zabytkowy, a część jego elementów pochodzi jeszcze z pierwszego obiektu sprzed 150 lat.

Reklama

Sama jestem góralką z dziada pradziada, na co dzień mówię gwarą, również w domu i z dziećmi. Udzielałam się również w zespole góralskim. Dlatego bardzo się cieszę, że prowadzę właśnie takie miejsce i że możemy tę tradycję zachowywać. Jednocześnie musimy jednak pamiętać o współczesności. Trzeba unowocześniać obiekt, żeby spełniał wszystkie rygorystyczne wymogi i by było tu naszym gościom po prostu wygodnie.

Przez 150 lat przewinęło się tutaj wiele ciekawych postaci. Kogo warto wspomnieć? 

Reklama

Może samego Bartłomieja Obrochtę, który prowadził Roztokę, a jednocześnie był znakomitym muzykantem góralskim i jednym z twórców typowej kapeli. W tym roku przypada setna rocznica jego śmierci, dlatego chcemy połączyć te dwa jubileusze – 150-lecie schroniska i pamięć o człowieku, który również przez lata współtworzył jego atmosferę.

 

Niektórzy narzekają, inni szukają atmosfery

 

Czy Roztoka nadal kultywuje tradycję schroniskowego życia i opiera się „makdonaldyzacji” turystyki, gdzie wszystko ma tylko być szybkie i przyjemne?

Chciałabym, żeby tak było. Ale zdarza się, że przychodzi ktoś i mówi: „mamy XXI wiek, a tutaj jest wspólna toaleta i łazienka. Myślałem, że wszystko będzie już inaczej”. Ale mamy też gości, którzy bywają na całym świecie, zatrzymują się w bardzo drogich hotelach i mówią, że w takim miejscu poszukują autentycznej atmosfery. Niektórzy nawet nie zawsze idą w góry. Po prostu chcą usiąść i porozmawiać z innymi.

Reklama

Niedawno mieliśmy sytuację, że przyszli goście, którzy trafili tutaj trochę przypadkiem, w ogóle nie wiedzieli, że istnieje takie schronisko. Rzekomo nie mieli, gdzie usiąść, choć na sali było kilka osób. Nigdy dotychczas nie dosiedli się do nikogo, nie rozmawiali – dopóki nie dotarli do Roztoki. W schronisku właśnie tak się przecież integrujemy. I to jest coś, co wyróżnia takie miejsca.

 

Zmienia się zachowanie turystów? Czy mimo wszystko ten wszechobecny pośpiech dotarł także w Tatry?

Gdy zaczynałam tu pracę, goście często wyciągali gitarę i do późna grali, śpiewali, bawili się, ale wszystko z umiarem. Wiadomo, z ciszą nocną bywało różnie, ale miało to swój urok. Teraz jednak goście bardziej przestrzegają zasad i sami ich wymagają. Czasem ktoś już o godzinie 22 mówi, że potrzebuje ciszy, bo musi się wyspać. I trochę zmierza to w tym kierunku, że ludzie przyjeżdżają bardziej zadaniowo: muszą zdobyć szczyt, coś zaliczyć. Z jednej strony dobrze, że ludzie szanują ciszę i regulamin - z drugiej trochę szkoda tej wspólnoty ludzi gór.

Reklama

 

Roztoka to całe moje życie

...

Płatny dostęp do treści

Dołącz do grona naszych prenumeratorów aby przeczytać tekst w całości.

Pozostało 64% tekstu do przeczytania.

Wykup dostęp
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 07/09/2026 21:49
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości