Reklama

Ceny na Słowacji w 2026. Eldorado w Tatrach się skończyło


W górach nic się nie zmieniło. W słowackich Tatrach – poza Rysami i Krywaniem – jest bardziej kameralnie niż na Giewoncie czy Orlej Perci. Ale na dole zrobiło się europejsko – przynajmniej, jeśli chodzi o ceny. Zapomnijcie o elektriczce za jedno czy półtora euro. Za to mentalność wielu gospodarzy jak za Gustava Husáka.


 

Ceny na Słowacji poszły w górę. Eldorado w słowackich Tatrach się skończyło

 

Mniej więcej od 20 lat omijam szerokim łukiem polskie Tatry. Przyjeżdżam tam okazyjnie – późną jesienią albo przed inwazją wycieczek szkolnych. To, co dzieje się w wakacje nad Morskim Okiem czy w Dolinie Kościeliskiej, a nawet na Kościelcu lub Czerwonych Wierchach, po prostu mnie przerasta. Latem regularnie odwiedzam Słowację. Jest ciszej i spokojniej. Oczywiście są wyjątki, jak choćby szlak na Rysy, gdy w sierpniu trzeba swoje odstać w kolejce. Tłoczno jest też na Krywaniu, tłumy bywają nawet na Czerwonej Ławce. Jednak przeważa cisza i spokój. 

Reklama

W tym roku po raz kolejny wróciłem z 16-letnim synem w słowackie Tatry Zachodnie. Przeszliśmy ostatni, brakujący nam odcinek tamtejszej Orlej Perci przez Baníkov i Tri kopy. W ciągu trzech godzin w piękny, słoneczny dzień spotkaliśmy tam raptem kilkanaście osób. Szczególnym doznaniem było podejście doliną Parichvost od południowej strony. Dał nam mocno w kość, bo szliśmy w 30-stopniowym upale. A że niebieskim szlakiem na Baníkovské sedlo (Banikowską Przełęcz) przez Zawraty, rzadko kto chodzi (w ciągu czterech godzin minął nas tylko jeden turysta!), to zwłaszcza w jego dolnym odcinku spokojnie przydałaby się maczeta do przecierania trasy. Poza tym ten fragment należy do jednego z najbardziej stromych w całych Tatrach. Ma dużą deniwelację względną (wyliczono ją na 1178 m) przy stosunkowo niedużej długości (niecałe 3 km). Latem trzeba tam wylać sporo potu, ale satysfakcja z przejścia gwarantowana. 

Reklama

 

Przeczytaj nowe e-wydanie Magazynu Na Szczycie

 

Ale już na dole Słowacja mocno się zmieniła – zwłaszcza jeśli chodzi o ceny. Pierwsze, niemiłe zaskoczenie to znaczne podwyżki za przejazd słynną elektriczką, czyli kolejką kursującą z Tatrzańskiej Łomnicy przez Stary Smokowiec do Szczyrbskiego Jeziora. Jeszcze kilka lat temu bilet kosztował jedno euro, potem półtora. W tym roku za przejazd, niezależnie od odcinka, trzeba już wydać aż 4,50 euro. Ponad 20 zł za kilkukilometrową podróż to tyle, co bus z Zakopanego do Palenicy Białczańskiej.  Wygląda to trochę tak, jakby Słowacy przestali promować ekologiczny transport zbiorowy. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę równie wysokie ceny parkingów. 

Reklama

Jeszcze po pandemii obowiązywała stawka 6 euro za całodzienny postój, np. u wylotu Doliny Kieżmarskiej. Później wzrosła ona do 10 euro. W 2026 roku wszędzie trzeba wydać aż 15 euro. I znów – porównania ze słynnym parkingiem na Palenicy (ok. 75 zł w szczycie sezonu) są jak najbardziej adekwatne. Sami parkingowi nie chcieli cen komentować, przewodnicy tatrzańscy dawali do zrozumienia, że to „zmowa” właścicieli gruntów. 

Na kolejki górskie też trzeba wydać słono. Gondolka na Skalnaté Pleso to aż 34 euro w obie strony - prawie tyle samo, co na Chopok w Niżnych Tatrach (35 euro). Niepozorny Hrebienok, porównywalny z naszą Gubałówką, to 15 euro mniej w portfelu. Podrożały tez noclegi. Znalezienie czegoś poniżej 50 euro za noc od osoby można uznać za sukces. Akurat w tym przypadku wytłumaczenie jest proste: masowo w słowackie Tatry przyjeżdżają Brytyjczycy, bo są tanie loty z Wysp do Popradu. Dla niech taka kwota to małe piwo przed śniadaniem.  

Reklama

Napisałem w tytule o paragonach grozy. Oczywiście to wyolbrzymienie, nie chodzi o słynne kwoty z restauracji nad Bałtykiem albo z samych Krupówek. Ale pokazuję Wam pewną tendencję: na Słowacji tanio to już było i Eldorado pod Łomnicą czy Krywaniem się skończyło. 

A jeśli przyjdzie Wam ochota na późną kolację po powrocie z gór, to uprzedzam: po godzinie 21 będziecie mieli z tym problem. Na początku lipca podczas redakcyjnego wyjazdu z Decathlonem w ramach projektu TOP 5 Turystycznej Korony Tatr, gdy zeszliśmy późnym wieczorem z Małej Wysokiej do Starego Smokowca, znaleźliśmy tylko jedną restaurację czynną choćby do godz. 22. Na trzy kwadranse przed zamknięciem obsługa kończyła już przyjmowanie zamówień z kuchni – to jeszcze jestem w stanie zrozumieć, choć przychodzi mi to z trudem. Ale gdy pół godziny później kelnerki - niczym w „Misiu” - zaczynały zbieranie talerzy z sakramentalnym pytaniem: będzie pan jeszcze to jadł? – to już ręce opadły. 

Reklama

Ceny może europejskie, ale mentalność jak za Gustava Husáka. Na szczęście w górach nic się nie zmieniło. 

 

Tekst ukazał się w wydaniu nr 5/2026

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/08/2026 12:02
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama