Reklama

Straszny Giewont z tych Niemców. Mundial po tatrzańsku


Niedawno zakończone mistrzostwa świata w piłce kopanej dostarczyły wiele emocji i nieprzespanych nocy. A zmęczony umysł kieruje myśli bardzo dziwnymi szlakami. Człowiek zaczyna się na przykład zastanawiać, jakimi tatrzańskimi szczytami byliby uczestnicy mundialu.


 

Straszny Giewont z tych Niemców

 

W turnieju rozgrywanym na stadionach Kanady, Meksyku i USA wzięło udział 48 reprezentacji i nie jestem aż tak szalony, by dla każdej znaleźć tatrzański odpowiednik. W przypadku niektórych porównania cisną się same na klawiaturę. Spójrzmy na przykład na Giewont. To góra symbol owiana legendami i niesamowitymi historiami, która jednak dziś wydaje się mocno przereklamowana. Identycznie jak Niemcy na północnoamerykańskich boiskach. Może nie pokonały ich zakonnice w klapkach, ale Paragwaj to naprawdę niewiele wyższa półka. A skoro wywołałem Paragwaj do tablicy, to warto wspomnieć, że popularni Guarani nie zasłużyli na mundialu na żaden szczyt. Jedyne tatrzańskie skojarzenia, które budziła ich gra to asfalt do Morskiego Oka, czyli nuda i ból nóg.

Reklama

 

Przeczytaj nowe e-wydanie Magazynu Na Szczycie

 

Jeszcze gorzej wypadła Panama, która zaliczyła trzy porażki i jako jedyna drużyna nie zdobyła żadnej bramki. Jej szczyt, to więc ewidentnie Nieborak. Znacznie lepiej poradziła sobie Republika Zielonego Przylądka. Fakt, że ta reprezentacja nie tylko grała na mundialu, ale też wyszła z grupy i napędziła stracha wielkiej Argentynie dla wielu kibiców był szokiem. Czyli tak, jak dla turystów informacja, że w Tatrach jest Beskid. Swoją drogą wycieczka na ten mierzący 2012 m n.p.m. szczyt graniczny może być równie miłą niespodzianką jak występ Kabowerdeńczyków.

Reklama

A jeśli już jesteśmy przy uczestnikach, których kibice się nie spodziewali, to wypada wspomnieć o Curaçao. Jego tatrzański odpowiednik to zdecydowanie Parzątczak – w obu przypadkach nazwę prawidłowo są w stanie wymówić tylko miejscowi. Obcokrajowców ratuje fakt, że przez Parzątczaka nie prowadzi żaden szlak, więc raczej nie mają potrzeby mówienia o nim. Komentatorzy na mistrzostwach nie mieli tyle szczęścia, więc dostaliśmy niezliczone wariacje na temat Curaçao. Dla formalności tylko podam, że Parzątczak to niewybitny szczyt (1486 m n.p.m.) w północnej grani Wołowca. 

Reklama

Przenieśmy się w bardziej znane tereny – zarówno pod względem górskim, jak i futbolowym i weźmy na tapetę Belgię. Początek miała słaby, ale potem się rozkręciła – zupełnie jak przy wejściu na Kościelec. Reprezentacja zwana Czerwonymi Diabłami od niemal dekady była w gronie faworytów mistrzostw świata i Europy, ale nigdy nie udało się jej dobrnąć do finału wielkiej imprezy. I tak samo wierzchołek nad Czarnym Stawem Gąsienicowym to tatrzański klasyk, ale niezmiennie ustępuje wyższym czy popularniejszym szczytom.

Reklama

Jedną z rewelacji turnieju była Norwegia. Dla niej mam Kasprowy Wierch, który niczym potomkowie Wikingów może być trudny do pokonania, o ile nie używa się ułatwienia w postaci kabla. W przypadku Kasprusia to liny kolejki, dzięki której tysiące turystów zdobywają szczyt bez wysiłku. Za to Haalanda i spółkę pomógł wyeliminować przewód od poruszającej się nad stadionem kamery – odbita od niego piłka spadła pod nogi Anglików, zaczynając akcję bramkową. 

Pewnie od początku zastanawiacie się, komu przypadnie najwyższa góra polskich Tatr. Oczywiście mistrzom świata! Tyle, że nie tym obecnym. Rysy są bowiem jak Brazylia. Zarówno reprezentacja Canarinhos, jak i Rysy już samą nazwą budzą respekt. Liczba osób wchodzących każdego roku na 2499 m n.p.m. pokazuje, że nie taki diabeł straszny. I podobnie jest z Brazylią, która pożegnała się z turniejem już w jednej ósmej finału. Znacznie dalej zabrnęła Francja. Wydawało się, że aktualni mistrzowie Europy są nie do pokonania. Coś jak Kozi Wierch. Dostaliśmy jednak dowód, że odpowiednie przygotowanie i dobry dzień mogą sprawić, że rzeczy niemożliwych nie ma. Hiszpania odprawiła więc przybyszów znad Sekwany, a dobrze przygotowany turysta jest w stanie pokonać Kozi Wierch – najwyższy szczyt, przez który prowadzi Orla Perć.

Reklama

A kim byłaby Polska? Otóż Gubałówką. Gubałówka nie jest w Tatrach? A czy Polska była na mundialu? I jeszcze deser FIFA, a więc organizacja, która wymyśliła, że zawodnikowi gospodarzy można pozwolić grać pomimo czerwonej kartki, a teraz rozważa rozszerzenie mistrzostw do 64 reprezentacji. Cóż, najbardziej nadałby się Durny Szczyt, ale on jest na Słowacji. Na szczęście po naszej stronie granicy też znajdziemy coś, co pasuje do futbolowych działaczy – Ciemniak!

 

Tekst ukazał się w wydaniu nr 5/2026

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 14/09/2026 17:14
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości