Reklama

„Spór idzie o ego”. O co kłócą się przewodnicy tatrzańscy?


Z Piotrem Mazikiem, prezesem Stowarzyszenia Przewodników Tatrzańskich, rozmawia Andrzej Bazylczuk.


 

Spór idzie o ego

 

Kto ruszając w Tatry, powinien skorzystać z usług profesjonalnego przewodnika?

Istnieje obowiązek przewodnicki dla grup szkolnych. Jeżeli więc mamy wycieczkę szkolną, to zgodnie z zarządzeniem dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego musi ona korzystać z usług przewodnika. Chodzi nie tylko o bezpieczeństwo uczestników, ale też o edukację i ochronę przyrody. To jedyna grupa do tego zobowiązana. Inni robią to dobrowolnie. 

Moim zdaniem na przewodnika powinny zdecydować się osoby, które same w górach nie dają rady. Jeżeli na przykład ktoś nie potrafi wybrać celu, nie zna się na sprawach lawinowych albo chce posłuchać czegoś ciekawego, choćby na Orlej Perci, warto skorzystać z takich usług. I wreszcie jest przewodnictwo wysokogórskie, a więc pozaszlakowe. To tam przewodnik jest najbardziej wskazany, bo mamy do czynienia z terenem niebezpiecznym i nieoznakowanym.

Reklama

 

Przeczytaj nowe e-wydanie Magazynu Na Szczycie

 

Jeśli ktoś stwierdzi, że nie czuje się na tyle pewnie, by ruszyć w Tatry samemu, to jak znaleźć odpowiednią osobę, która w tym pomoże?

Przede wszystkim trzeba się zastanowić, jaki cel nas interesuje. Jeżeli jest związany z jakimś szczytem szlakowym albo z trasą typu Orla Perć, to w tym się specjalizują przewodnicy trzeciej klasy. Jeżeli szukamy kogoś, kto ma nas wyprowadzić w jakiś teren pozaszlakowy, wspinaczkowy, czy na szczyt nieznakowany, to wtedy szukamy pośród przewodników pierwszej i drugiej klasy, czyli przewodników wysokogórskich.

Reklama

Każdy przewodnik prowadzi działalność gospodarczą. Myślę, że około 95 proc. z nich jest zrzeszona w stowarzyszeniach przewodnickich i to w nich najłatwiej jest znaleźć odpowiednią osobę. W Zakopanem działa kilka stowarzyszeń, w Krakowie też. Jeżeli wejdziemy na ich stronę internetową, to bez problemu odnajdziemy listę przewodników i zadań, które realizują. Można też szukać indywidualnie, bo my, mając swoje firmy, prowadzimy też profile na Instagramie, Facebooku itp. Są też pośrednicy – takie biura podróży, które współpracują z konkretnymi przewodnikami i można znaleźć odpowiednią osobę także za ich pośrednictwem.

 

Reklama

Czekamy na ustawę 10 lat

 

Kiedy zaczniemy poszukiwania przewodnika, odkrywamy, że są nie tylko trzy wspomniane klasy, ale pojawiają się też takie terminy jak UIMLA czy IVBV. O co chodzi? 

W Polsce zawód przewodnika jest uregulowany i legalnie pracują w Tatrach wyłącznie przewodnicy tatrzańscy. W tej chwili jesteśmy w czasie tworzenia nowej ustawy, która to ujednolici. Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, to ona ureguluje sprawę kompetencji i uprawnień przewodnickich, ale wciąż czekamy na jej kształt. Pan minister już kilkukrotnie obiecał, że ustawa będzie dzieliła przewodnictwo na górskie i wysokogórskie.

Reklama

 

Odnoszę wrażenie, że o tej ustawie słyszymy już od dawna i zawsze pojawia się stwierdzenie, że trzeba poczekać.

Czekamy już 10 lat. Prawdopodobnie sprawa zostanie rozwiązana w tym roku, ale nie wiemy tego na pewno.

 

A czy jest szansa, że nowe regulacje zakończą konflikty między różnymi organizacjami zrzeszającymi przewodników?

Na pewno, o ile kształt ustawy będzie wyglądał tak, jak powiedziałem. To znaczy, jeśli pojawi się prosty, przyjęty w całej Europie podział na przewodnika górskiego i wysokogórskiego. Wówczas konflikty się zakończą, gdyż to zagwarantuje równość zawodową. Jeżeli ustawa będzie miała inny kształt i będzie kogoś wyróżniała, konflikty się wzmogą.

Reklama

 

Spieramy się o trzy litery

 

Fakt, że spory między przewodnikami w Tatrach w ogóle są, może zaskakiwać. Co roku są bite rekordy pod względem liczby turystów, więc klientów chyba wystarczy dla wszystkich. Co jest więc osią sporu?

Trudne pytanie. Jeśli chodzi o liczbę turystów, to nie ma z tym kłopotu. Osią sporu nie jest walka o klienta ani o pieniądze. Według mnie jest to ego. Te trzy litery.

Czyli, mówiąc kolokwialnie, chodzi o mierzenie sobie czekanów.

Tak jest.

 

Czy to jest kwestia, którą można rozwiązać ustawą?

Reklama

Można – niezależnie od tego, jakie ktoś ma ego. Liczymy, że jeżeli ustawa wejdzie w życie właśnie w kształcie sprawiedliwym i równym, to wszystkie egoizmy zostaną zepchnięte na dalszy plan.
 

Czarne przewodnictwo istnieje też w Tatrach

 

Kwestia sporów dotyczących uprawnień to jedno, ale pojawiają się osoby, które prowadzą w góry ludzi, a sami nie mają do tego jakichkolwiek kwalifikacji. Na ile poważny to problem w Tatrach?

To się dzieje. Niedawno była taka sytuacja na Orlej Perci. Grupę dzieci prowadził „czarny przewodnik”, jakiś trener bez żadnych uprawnień. Sprawę bada policja i nawet my byliśmy pytani o zdanie. Natomiast w polskich Tatrach trudno się ukryć, więc ten proceder nie jest realizowany na tak szeroką skalę, jak na przykład w Alpach. One są gigantyczne i tam jest wielka przestrzeń do nadużyć. Nie znaczy to, że u nas jest idealnie. Dostrzegamy, że przepisy są łamane. 

Reklama

 

W kontekście wspomnianych sytuacji pojawiają się takie terminy jak wyprawy partnerskie i wspomniane „czarne przewodnictwo”. Czasem stosowane są zamiennie, ale to chyba nie do końca to samo.

Jest różnica między tymi procederami. „Czarne przewodnictwo” to co najmniej wykroczenie i kodeks wykroczeń wskazuje, jaką karę można ponieść za podszywanie się pod przewodnika. Wyprawy partnerskie to z kolei próba obejścia regulacji. Człowiek, który prowadzi grupę albo pojedynczego klienta, twierdzi, że nie jest przewodnikiem, tylko organizatorem turystyki. Zobowiązuje on klientów do podpisania umowy, w której jest zapis, że każdy odpowiada za własne bezpieczeństwo. Tak więc jeden podszywa się pod przewodnika, a drugi się odcina od usług przewodnickich, twierdząc, że on tylko organizuje wyjazd.

Reklama

Jeżeli ktoś przed wyjściem w góry każe nam podpisać umowę, w której odpowiedzialność jest skierowana na turystów, to jest to wyprawa partnerska. Jeżeli nie podsyła nam żadnej umowy do podpisania, ani nie ma identyfikatora albo legitymacji, to jest „czarny przewodnik”. Pytajmy o uprawnienia, bo każdy przewodnik tatrzański zawsze może się wylegitymować przed swoim klientem. A jeżeli ktoś nam każe podpisać jakieś umowy, czytajmy, co w nich zapisano.

 

Odmawiamy pójścia w górę

 

Jeśli już znajdziemy osobę o odpowiednich kwalifikacjach, to jak powinna wyglądać nasza relacja? Czy jest jakiś układ, który zawsze się sprawdza?

Reklama

Zarówno przewodnicy, jak i klienci są bardzo różni i mają różnorakie wymagania. Jedni chcą wyłącznie realizacji celu, drudzy wolą spędzić czas z człowiekiem, który jest interesujący i dużo opowiada. Kolejni szukają na przykład przewodnika będącego góralem, a jeszcze inni doskonałego sportowca. Stowarzyszenia zrzeszają setki przewodników i każdy znajdzie kogoś, kto odpowiada indywidualnym oczekiwaniom.

 

A zdarza się odmawiać klientom?

Oczywiście, że tak. Zwykle przez brak czasu, czasami przez zbyt daleko idące oczekiwania. Często jest tak, że klienci naciskają, żeby realizować jakiś cel, a warunki na to nie pozwalają, co jest bardzo dobrym powodem, by odmówić pójścia w górę. To zdarza się dosyć często.

Reklama

Wydaje się, że idealny przewodnik musi świetnie znać się nie tylko na górach, ale też na ludziach. Czego jeszcze potrzeba, żeby być dobrym przewodnikiem?

Trzeba mieć odpowiednio ukształtowany charakter. Na przykład podstawową cechą przewodnika musi być opanowanie i spokój. W trudnych sytuacjach trzeba postępować racjonalnie. Nie może poddawać się emocjom. Oczywiście powinien też znać podstawowe zasady i mechanizmy psychologii, żeby z ludźmi rozmawiać. Jakimś kłopotem są też relacje z innymi przewodnikami, które nie zawsze są łatwe. Cech charakteru dobrego przewodnika można wymienić bardzo dużo.

 

A która jest najrzadsza i najbardziej pożądana?

Życzliwość.


Z tym faktycznie bywa różnie. Znam sytuacje, gdy przewodnik to uznany himalaista, który świetnie zna się na górach, ale ma trudny charakter i nie ma ochoty nad nim zapanować. Z kolei turyści albo wolą zagryźć zęby albo po prostu nie mają śmiałości, żeby osobie o dużym autorytecie zwrócić uwagę, że jego zachowanie czy wygłaszane komentarze są nie na miejscu.

Chyba domyślam się, o kogo chodzi (śmiech)…. Pamiętajmy, że przewodnicy świadczą usługi, a turyści są klientami i mają prawo wyrazić swoją opinię czy z czymś się nie zgodzić. Relacje pomiędzy przewodnikiem a klientem powinny być takie jak pomiędzy firmą a konsumentem poza górami.

 

Nie każdemu można mówić „dzień dobry”

 

Mówiliśmy o tym, że turystów jest coraz więcej. Czy wraz z popularnością gór rośnie też świadomość tego, jak w nich się zachować?

Na pewno turyści to nie jest grupa bardziej świadoma albo lepiej wyedukowana. Myślę, że to jest jakiś statystyczny przekrój społeczeństwa. Znajdziemy wśród nich wszystkich – zarówno tych świadomych, jak i lekceważących reguły albo takich, którzy przyjechali w góry w zupełnie innym celu niż turystyka, wspinanie czy narciarstwo. To jest pewna stała – jeżeli w społeczeństwie mamy margines ludzi, którzy nie potrafią się zachować, to w turystyce będzie on podobny. To, co się zmieniło przez ostatnie lata, to na pewno sprzęt. Znacznie więcej ludzi jest bardzo dobrze wyposażonych niż 10-15 lat temu. Co do świadomości, to według mnie, pozostaje ona mniej więcej na tym samym poziomie.

 

A jak jest z górskimi obyczajami? Często słyszę narzekania, że na przykład zanika zwyczaj witania się na szlaku.

Nie zawsze możemy mówić sobie „cześć”. Jest to trudne w tłumie ludzi na przykład w Dolinie Kościeliskiej albo w Morskim Oku. Co innego na mało popularnym szlaku, a jeszcze bardziej jest to uzasadnione, gdy spotykamy kogoś podczas wspinania. Miejmy dla siebie wzajemną wyrozumiałość. Podobnie jest z przewodnikami. Jesteśmy w górach praktycznie codziennie. Nie możemy każdemu człowiekowi powiedzieć „cześć” i „dzień dobry”, ale jeżeli jesteśmy daleko od tłumu, to zawsze na takie powitanie odpowiadamy.

 

Czego ludzie korzystający z usług przewodników szukają w górach?

Są kolekcjonerzy – na przykład szczytów Wielkiej Korony Tatr. Są ludzie, którzy szukają bezpieczeństwa, czyli wiedzą, że dany szczyt jest trudnodostępny albo pojawiają się kłopoty z nawigacją. Są wreszcie ludzie szukający towarzystwa i opowieści, bo dobry przewodnik powinien też mieć rozległą, wielotematyczną wiedzę na temat gór, w których pracuje. 


Czyli cały czas są ludzie, którzy szukają w górach nie tylko Orlej Perci i Gerlacha.

Oczywiście. Jedni szukają spokoju i ciszy, inni sportowego wyzwania. Trafiają się też tacy, dla których liczy się strach. W towarzystwie przewodnika, który zna Tatry, wszystkie te potrzeby mogą być zaspokojone.

 

Przestrzegam przed informacjami w internecie

 

Świat się zmienia i dziś mamy serwisy społecznościowe, influencerów czy AI – to nowe guru we wszelkich tematach dla wielu osób. Jaki wpływ na turystykę w Tatrach ma technologia?

Generalnie nie najlepszy. Informacja internetowa jest skrótowa i niepełna. Ta w mediach społecznościowych najczęściej okazuje się nadmiernie optymistyczna, więc niewiarygodna. Górska wiedza na najwyższym poziomie nadal dostępna jest w literaturze, a nie w internecie. Znajdziemy ją w szczegółowych przewodnikach – na przykład autorstwa Władysława Cywińskiego – na kursach Polskiego Związku Alpinizmu czy na kursach przewodnickich. Bardzo przestrzegam przed skrótowym zdobywaniem informacji na temat gór, szczególnie wysokich.

 

A czy technologia i komórki wypierają tradycyjne papierowe mapy?

To się zdarza. Spotykam ludzi zarówno z papierową mapą, jak i oglądających ją w telefonie. Jeśli tylko korzystają z tego w odpowiedni sposób i jest to mapa wystarczająco dokładna, to telefon jest świetnym źródłem nawigacji.

 

A gdzie jechać w Tatry, żeby uniknąć tłumów?

Nie powiem.

 

Wtedy te tłumy się tam zjawią?

Tak.

To chociaż wybierzmy miesiąc, kiedy jest mniejsza szansa, że nawet w tych obleganych miejscach robi się nieco luźniej.

Ostatni tydzień czerwca to dobry czas, żeby przyjechać w Tatry. Ludzie są wówczas zajęci końcem roku szkolnego i czekają na początek wakacji, więc to niezły moment na wypad w góry.

 

Wspominał Pan, że jest w Tatrach codziennie. Czy one mogą się znudzić?

Myślę, że nie. Te góry są wspaniałe – mamy wyraźne pory roku, czego w reszcie kraju tak bardzo nie widać. Mamy szereg różnorodnych dyscyplin, które można uprawiać przez dziesięciolecia. No i całe Tatry, czyli polskie oraz słowackie, to całkiem duże góry, więc jest co robić przez kilkadziesiąt lat. 

 

Tekst ukazał się w wydaniu nr 5/2026

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 14/09/2026 16:29
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości