Reklama

Schronisko w Tatrach od kuchni - tak wygląda dzień w Roztoce. Czy to najlepsze miejsce w polskich górach?


Niepozorne schronisko położone niedaleko najpopularniejszego szlaku do Morskiego Oka obchodzi w tym roku 150. urodziny. Z tej okazji w wakacyjną sobotę odwiedziłem to niezwykłe miejsce i spędziłem w nim 24 godziny. Zobaczyłem z bliska, jak wygląda dzień życia w Roztoce


 

Spędziłem dzień w schronisku w Tatrach. "Wszystko skwierczy, dymi, syczy, paruje" - czy to najlepsze miejsce w polskich górach?

 

Sobota w środku lata. Jestem na najbardziej znanym parkingu w całych polskich Tatrach – to słynna Palenica Białczańska (ok. 990 m n.p.m.). Mimo niesprzyjającej, burzowej pogody, wolnego miejsca nie uświadczysz. To właśnie stąd każdego dnia wyruszają tysiące osób nad Morskie Oko. Starzy i młodzi, zapaleni wędrowcy i zupełni nowicjusze, bez wyjątku ciągną w to jedyne w swoim rodzaju miejsce. 

Mnie również przyjdzie zmierzyć się z częścią tego tatrzańskiego klasyka, ale cel mam zupełnie inny - ukryty głęboko w dolinie, z dala od tłumów turystów. Idę do schroniska w Roztoce, jednak w nietypowych zamiarach. Chcę poznać, jak to kultowe miejsce działa od kuchni - w przenośni i dosłownie.

Reklama

 

Pani tu nie stała!

 

Choć jest wcześnie rano, to szybko przekonuję się, że pory dnia nie mają znaczenia. Po godz. 7 rojno tutaj jak w ulu, a o zaparkowaniu samochodu bez rezerwacji można tylko pomarzyć. Szybko omijam więc ten komunikacyjny IX krąg piekielny i kieruję się do bramy Tatrzańskiego Parku Narodowego. Tam szybka kontrola biletów i ruszam asfaltem. To właśnie tędy rocznie wchodzi najwięcej turystów, bo ponad jeden milion. Dokładam się i ja.

Pierwsze metry czerwonego szlaku napawają mnie przerażeniem. W kolejce, ustawionej do niekursujących jeszcze góralskich fasiągów, ludzie tracą nerwy, jak przed sklepem w czasach PRL. 

Reklama

 

Przeczytaj nowe e-wydanie Magazynu Na Szczycie

 

- Pani tu nie stała! – niesie się po drodze. Szybko omijam to koszmarne zajście i wychodzę na prostą, a właściwie krętą drogę do Morskiego Oka. Nazwano ją imieniem Oswalda Balzera, wybitnego polskiego historyka i kawalera Orderu Orła Białego. 

Nawet nie zauważam, kiedy po trzech kwadransach docieram do Wodogrzmotów Mickiewicza (ok. 1100 m n.p.m.), gdzie z ulgą opuszczam niepoliczalną ludzką rzekę kierującą się dalej na południe. Zmieniam kolor szlaku z czerwonego na zielony i już po pierwszych kilku metrach odnajduję się w innym świecie. Przede mną stoi otworem niezmącony spokój doliny Roztoki, a u jej samego wylotu drewniane schronisko. Niepozorna bryła, skryta w cieniu drzew, zaprasza w swoje gościnne progi. 

Reklama

 

150 lat historii

 

Docieram tu w wyjątkowym momencie. W 2026 roku Schronisko PTTK im. Wincentego Pola obchodzi swoje 150. urodziny. Pierwszy obiekt wybudowano tu w 1876 roku jako drugie po Morskim Oku schronisko w polskich Tatrach. Pierwotnie czynne było tylko latem. Ale z powodu złego stanu technicznego, jak i wzrastającego ruchu turystycznego, zdecydowano o rozbiórce oryginalnego budynku i wybudowaniu w 1913 roku nowej, wygodniejszej budowli. Tę jeszcze kilkakrotnie rozbudowywano w latach 30. XX wieku.

Reklama

Dziś schronisko nie leży nad samą drogą do Morskiego Oka, ale nie zawsze tak było. W czasach, kiedy wybudowano pierwszy obiekt, to właśnie Roztoka była położona przy trasie do Moka. W przeszłości nie było przeprawy przy Wodogrzmotach Mickiewicza, więc cały szlak przebiegał właśnie przez Starą Roztokę. Wszyscy turyści wędrowali zatem tutaj, a dopiero później po zasłużonej przerwie, kierowali się nad najpopularniejsze tatrzańskie jezioro. Dzisiaj sytuacja nieco się odwróciła i do Roztoki trzeba zboczyć celowo.

Reklama

Wśród turystów to miejsce absolutnie kultowe. Trudno się zresztą temu dziwić, bo zawsze spotykali się tu taternicy oraz ludzie kultury. To właśnie z Roztoki wychodzili w góry, stąd rozpoczynały się pierwsze poważne wyprawy m. in. w słowackie Tatry, przede wszystkim w rejon rozległej doliny Białej Wody. Wiele pionierskich przejść i odkryć nowych dróg było związanych właśnie z tym miejscem.

Od 2008 roku gospodynią jest Anna Krupa. Turystyczna tradycja jest dzisiaj w Roztoce kontynuowana, a samo schronisko jako jedno z nielicznych w Tatrach, zachowało swoją charakterystyczną atmosferę. Tworzą ją nie tylko zabytkowe ściany, ale przede wszystkim ludzie, miłośnicy gór, którzy niejednokrotnie spotykają się tutaj i dzielą pasją oraz opowieściami z tych łatwiejszych, jak i trudniejszych szlaków. O popularności schroniska oraz wysokiej jakości obsługi świadczą jednak nie tylko internetowe komentarze, ale także wygrane w kolejnych rankingach, organizowanych przez magazyn turystyki górskiej “n.p.m.” Roztoka zajmowała pierwsze miejsce aż trzykrotnie - w latach 2015, 2017 oraz 2019.

Reklama

Na nic jednak tylko opowieści. To wszystko podpowie Chat GPT, można też przeczytać albo usłyszeć, ale tę lekcję już odrobiłem. Po szybkim przywitaniu się z gospodynią, nadszedł czas chłodnej, bezwzględnej weryfikacji.

 

Przyszli do Roztoki po raz pierwszy

 

Dzień w schronisku rozpoczyna się wcześnie. Co prawda bufet czynny jest od godziny 7, ale trzeba przecież wszystko przygotować. Jak wiadomo głodny turysta jest turystą awanturującym się, więc już od wczesnych godzin porannych wszyscy działają na najwyższych obrotach. Jajecznica, zestawy śniadaniowe, naleśniki – wszystko opuszcza niewielką kuchnię w ilościach hurtowych. Z kolei, żeby cokolwiek mogło zostać ugotowane, trzeba najpierw rozpalić w kaflowym piecu. To system naczyń połączonych. 

Reklama

- To nasza zwyczajna codzienność - słyszę zza okienka.

Kiedy jestem w schronisku, teoretycznie powinien panować względny spokój. Około godziny 9 ambitniejsi turyści wyruszyli już na swoje trasy i nie zdążyli jeszcze wrócić. Jednak dzień okazuje się zgoła nieoczekiwany. Przez całe przedpołudnie niewielką w gruncie rzeczy jadalnię opanował prawdziwy tłum. To wszystko przez rzęsisty deszcz, który akurat tego dnia zasnuł całe Tatry. Wiele osób w poszukiwaniu schronienia dotarło właśnie tutaj.

Reklama

Schroniskowy gwar rządzi się swoimi prawami, ale udaje mi się wychwycić, że większość gości jest tutaj po raz pierwszy. Nigdy wcześniej o Roztoce nie słyszeli, a niemała grupa właśnie stawia w Tatrach swe pierwsze kroki. Jedna, najwyraźniej wielopokoleniowa rodzina znad morza trafiła tutaj zupełnym przypadkiem. - W tym deszczu zobaczyliśmy rozwidlenie i po prostu skręciliśmy – opowiadają. 

- Nie wiedzieliśmy, że istnieje tutaj inne schronisko, niż nad Morskim Okiem - słyszę z kolei od grupy przyjaciół z Zielonej Góry. To prawda, Roztoka jest trochę ukryta przed światem – i to właśnie dzięki temu atmosfera jest tutaj zdecydowanie bardziej kameralna.

Reklama

...

Płatny dostęp do treści

Dołącz do grona naszych prenumeratorów aby przeczytać tekst w całości.

Pozostało 53% tekstu do przeczytania.

Wykup dostęp
Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 08/09/2026 19:16
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama