Reklama

Turbacz z Łopusznej śladami ks. Józefa Tischnera


„Łopuszna - to tu, będąc dzieckiem, zobaczyłem wojnę. Uciekliśmy wtedy w góry, pod Turbacz. I tak zaczęła się moja pieśń o Ślebodzie…” – tak wspominał swoje pierwsze związki z górami ks. Józef Tischner. W symboliczny sposób będzie nam towarzyszył podczas tej gorczańskiej wędrówki.


 

Turbacz - najwyższy szczyt Gorców. Idziemy z Łopusznej śladami księdza Tischnera

 

Przyjechałem na dłuższy weekend do Białki Tatrzańskiej. Cel mieliśmy jednak inny niż wycieczki w zatłoczone Tatry. Chcieliśmy ze spokojem odkrywać mniej uczęszczane szlaki w Gorcach – bez porannego pośpiechu  i jakiegokolwiek bicia rekordów. Jakiś czas temu opisałem Wam szlak z przełęczy Snozka na Lubań (1211 m n.p.m.) i powrót do Kluszkowców. Dziś druga wycieczka z tego wyjazdu – pętla z Łopusznej na Turbacz przez charakterystyczne gorczańskie hale. To kilka godzin wycieczki w wersji slow, jak mówią młodsi. Nikt nas nie goni, możemy się pozachwycać. 

Reklama

 

Łopuszna księdza profesora Tischnera

 

Wybór Łopusznej nie był podyktowany tylko dobrą logistyką. To także miejscowość, z którą związany był przez wiele lat nieodżałowany ks. Józef Tischner. Co prawda urodził się w 1931 roku w Starym Sączu, gdy jego rodzice byli nauczycielami w Tylmanowej, ale po kilku latach przeprowadzili się właśnie tutaj. Chciałem pokazać synowi te okolice. 

- „Mój krajobraz fundamentalny bierze się z gór i trochę z szumu Dunajca… Natomiast horyzont religijny z tych drewnianych kościółków, wśród których wyrastałem – z kościółka w Jurgowie, z kościółka w Łopusznej” – wspominał swoje dzieciństwo ks. Tischner. 

Reklama

Mała, drewniana świątynia pw. św. Trójcy i św. Antoniego Opata stoi do dziś w centrum wsi. To w niej odprawił swoją mszę prymicyjną po święceniach kapłańskich. To tu sprawowano też mszę św. pogrzebową za ks. Józefa w 2000 roku, skąd ruszył kondukt pogrzebowy na pobliski cmentarz. Bo właśnie na nim chciał być pochowany. Z widokiem na ukochane Gorce, gdzie ksiądz profesor i słynny filozof się wychowywał i gdzie kształtowały się jego poglądy, tak mocno związane z tradycją góralską.  

 

Reklama

Bacówka na Polanie Sumolowej

 

- „To tu, będąc dzieckiem, zobaczyłem wojnę. Uciekliśmy wtedy w góry, pod Turbacz. I tak zaczęła się moja pieśń o Ślebodzie…” – wspominał po latach. 

W czasach młodości uprawiał co prawda taternictwo, ale to w Gorcach lubił spędzać czas. W latach 70. na polanie Sumolowej (powyżej tzw. Zarębka Średniego) – niedaleko niebieskiego szlaku z Łopusznej na Turbacz – wybudował skromną bacówkę, do której uciekał, kiedy tylko mógł. Choć oczywiście tak naprawdę wybudowali ją lokalni majstrowie na gruncie udostępnionym przez szkolnego kolegę Leona Smarducha. Tu zapraszał przyjaciół, i tu pisał swoje filozoficzne -  i nie tylko - teksty. 

Reklama

A  powyżej, w kaplicy pod Turbaczem na Polanie Rusnakowej, od lat 80. odprawiał słynne msze św. za ojczyznę. Tradycją stała się też uroczystość z okazji Święta Ludzi Gór, odbywająca się zawsze w drugą niedzielę sierpnia. Dopóki mógł, ks. Tischner szedł na Turbacz pieszo z Łopusznej, ubrany w strój góralski i kapelusz z orlim piórem.

 

Stawy w Gorcach wysychają

 

Zarębek Niżni w Łopusznej (ok. 650 m n.p.m.) – to miejsce, gdzie na skrzyżowaniu szlaku czarnego i niebieskiego zostawiamy na poboczu auto i rozpoczynamy wędrówkę za czarnymi znakami, które doprowadzą nas do Głównego Szlaku Beskidzkiego na polanie Rąbaniska. To prawie 500 metrów podejścia do góry. Na zegarku prawie południe, ale pogoda na dziś pewna – żadna burza nam nie grozi. 

Reklama

- O, tam jest naprawdę stromo – przestrzega nas matka z córką, które schodzą ze spaceru po jagody. Zapytaliśmy je o drogę, bo przy pierwszym rozwidleniu trudno się połapać. Ale trzeba iść konsekwentnie szeroką ścieżką w kierunku lasu, przekraczając mostek nad potokiem. To typowy szlak podejściowy, który prowadzi głównie przez las, choć jak to w Gorcach bywa, co jakiś czas odsłaniają się nam zielone polany. Prowadzą na nie liczne ścieżki edukacyjne, nie trzeba wcale chodzić szlakami PTTK.   

Reklama

Krótki postój na pozyskanie energii robimy na wysokości polany Srokówki (ok. 950 m n.p.m.). Gdybyśmy skręcili trochę w lewo, doszlibyśmy nad Pucułowski Stawek. Ale zdjęcia w internecie pokazują, że nie warto, bo wysycha. Nic dziwnego, bo zasilany jest wyłącznie wodami opadowymi i wodami z topniejących śniegów. A jaki mamy dziś klimat, to wszyscy wiemy. Aż trudno uwierzyć, że 50 lat temu miał aż 40 m długości, 25 m szerokości i 1 m głębokości. Był największym jeziorem w Gorcach naturalnego pochodzenia. Współcześnie, gdy słońce mocno grzeje, a przez kilka dni nie pada, to tylko większa kałuża. 

Dalej faktycznie szlak idzie ostrzej w górę, ale po Lubaniu nic nas nie zniechęci. Dochodzimy do kolejnej polany – Jankówki (ok. 1100 m n.p.m.). To jedno z tych miejsc, gdzie pracownicy Gorczańskiego Parku Narodowego umieścili tablicę z przyrodniczymi ciekawostkami. Jest też opisana panorama z zaznaczonymi nazwami szczytów. Takich miejsc na szlaku znajdziecie naprawdę sporo i warto się przy nich zatrzymać. W sytuacji kryzysowej można też tutaj skorzystać z drewnianego schronu. 

Reklama

 

Z Zielenicy widać Pieniny

 

Po dwóch godzinach dochodzimy do czerwonego GSB. Dopiero tutaj spotykamy pierwszych turystów, choć przecież właśnie rozpoczęły się wakacje szkolne. Takie są uroki bocznych tras – chodzimy w samotności Podchodzimy jeszcze kilka minut na Polanę Zielenica (ok. 1200 m n.p.m.), gdzie przy kolejnej tablicy informacyjnej siadamy na lunch. Pięknie widać stąd Pieniny i Beskid Sądecki, w oddali dostrzegamy wieżę widokową na Magurkach, a w dole odbija się w słońcu tafla Jeziora Czorsztyńskiego. To jest to miejsce w Gorcach, które warto odwiedzić wiosną, gdy kwitną krokusy. 

Reklama

- Lepiej odpuścić sobie wtedy  Dolinę Chochołowską – mówią nam spotkani turyści z Bydgoszczy, którzy nie mogą nadziwić się, że Krzysiek nie narzeka, tylko cieszy się  górami. Nie wiedzą, że motywuje go m.in. zaplanowana na jutro wizyta na termach. Takie to są już wyjazdy z dziećmi czy nastolatkami – trzeba znaleźć kompromisy, żeby wszyscy byli zadowoleni. Jak mówi stara, sprawdzona zasada:  „Nie rób z dziecka drugiego Messnera”. 

Przed nami ostatnie, ostrzejsze podejście w stronę Kiczory (1282 m n.p.m.). Idziemy skrajem Hali Młyńskiej, by dojść na Polanę Gabrowską, gdzie odchodzi zielony szlak na Gorc. Jeśli coś nam tu przeszkadza, to jedynie roje much. Takie są uroki wędrówki na początku lata. Stąd do schroniska na Turbaczu już tylko trzy kwadranse. 

Reklama

 

Oświadczyny na Turbaczu

 

Najpierw schodzimy na Halę Długą, jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w Gorcach. Stąd widać już idealnie Tatry, a niedaleko nas pasą się owce. Baca uspokaja swoje psy, które głośno na nas szczekają. Obok znajduje się Metysówka, gdzie latem można liczyć na nocleg w spartańskich warunkach. Przypomina mi się historia sprzed niemal 20 lat, gdy zatrzymano w niej groźnego przestępcę. Ukrywał się tu 22-latek podejrzany o zabójstwo amerykańskiego studenta Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach. W marcu 2004 roku były bardzo trudne warunki atmosferyczne i policjantom pomagali ratownicy GOPR. 

Reklama

- Przestępca był całkowicie zaskoczony – relacjonowali wtedy funkcjonariusze, gdy weszli do Metysówki. Takie to – również ciemne – historie związane są z Gorcami. 

Z hal podchodzimy najpierw pod schronisko. Szybko je mijamy, by zdobyć kolejny wierzchołek do Korony Gór Polski. Około godziny 16 osiągamy cel (1310 m n.p.m.). Pamiętam sprzed lat, że Turbacz był całkowicie zarośnięty. Dziś bez problemu zobaczymy z niego Tatry. 

Jesteśmy przekonani, że oprócz nas na szczycie nie ma nikogo. Jednak gdy przybijamy z Krzyśkiem piątki, z boku szlaku wychodzi do nas para młodych ludzi. 

– Czy możemy prosić o zdjęcie, bo właśnie się oświadczyłem – mówi chłopak. Dziewczyna wyraźnie onieśmielona ociera delikatnie łzy. – Ale przyjęte? – próbuję rozładować atmosferę. – Tak, oczywiście. Ale w ogóle się tego nie spodziewałam… – odpowiada dziewczyna i wreszcie się uśmiecha. 

 

Słynne msze św. w kaplicy na Wisielakówce

 

Teraz ze spokojem idziemy do schroniska (1283 m n.p.m.) na obiad, a po godzinnej przerwie schodzimy niebieskim szlakiem do Łopusznej. Odbijamy nieco z niego, by odwiedzić wspomnianą kaplicę na Wisielakówce, gdzie ks. Tischner odprawiał msze św. Niestety, późnym popołudniem jest zamknięta. Na szczęście nie musimy wracać w górę do niebieskiego szlaku. Na mapie znajdujemy skrót przez las, którym dochodzimy z powrotem na wyznaczoną trasę. 

Najpierw zejście prowadzi po szerokiej i mało atrakcyjnej drodze. Na Bukowinie Waksmundzkiej (1103 m n.p.m.) w prawo odchodzi zielony szlak do Nowego Targu, a my odbijamy na wąską ścieżkę i dość stromymi zejściami tracimy wysokość. Wreszcie dochodzimy do pierwszych zabudowań. To jest właśnie Zarębek Wyżni. Zarębki to dziś przysiółki Łopusznej, ale kiedyś stanowiły odrębne jednostki osadnicze, położone z dala od zabudowanych terenów na polanach wykarczowanych z lasu. Były one charakterystyczne dla dawnego osadnictwa w Karpatach. Na łuku drogi trzeba być jednak czujnym, bo szlak skręca ostro w las. Kto się zagada i go przegapi doda sobie kilka kilometrów drogi.  Wąską i stromą ścieżką schodzimy wreszcie do asfaltu – to Zarębek Średni. Jeśli chcemy zobaczyć bacówkę księdza Tischnera, to właśnie tutaj trzeba zejść ze szlaku i podejść do góry na polanę Sumolową. Ale my już ten wariant odpuszczamy.

Po ponad siedmiu godzinach naprawdę spokojnej wędrówki jesteśmy przy aucie. Pokonaliśmy ponad 16 km i prawie 800 m przewyższeń. Ktoś powie, że niewiele, ale  przecież mówiłem na początku, że to wycieczka typu slow. Zapewniam Was jednak, nie będziecie rozczarowani. 

 

Tischnerówka

 

  • Dziś pamiątki po księdzu profesorze możecie zobaczyć m.in. w Tischnerówce, która od 2004 r. działa przy Gminnym Ośrodku Kultury w sercu Łopusznej. Jest tu np. jego słynna, góralska koszula, plecak i narty. 
  • Część przedmiotów podarowała rodzina, a wiele rzeczy przynieśli mieszkańcy. Zobaczycie więc ulubione książki, dokumenty i rękopisy, a także kanapę, drewnianą skrzynię i kredens. Są fotografie i biurko, przy którym pisał, oraz korespondencja, m.in. z Janem Pawłem II. 
  • W sali multimedialnej można usłyszeć audycje radiowe albo obejrzeć krótki film z udziałem księdza i kapeli góralskiej. Co ciekawe, ekspozycję wnętrza wykonali dwie dekady temu Ewa i Maciej Berbekowie. 
  • Tischnerówka czynna jest od wtorku do piątku (godz. 10-17), w sobotę (10-16) oraz w niedzielę (12-16). 

 

Informacje praktyczne

 

Dojazd

 

Do Łopusznej jedziemy zakopianką aż do Nowego Targu, gdzie skręcamy na drogę wojewódzką nr 969 do Krościenka n. Dunajcem.

 

Noclegi

 

Schronisko PTTK na Turbaczu

  • tel. 18 266 77 80, 602 118 889, 666 726 893
  • www.turbacz.net

 

Szlaki

  • czarny: Łopuszna (Zarębek Niżni) – Polana Rąbaniska 1 h 45 min ↑ 1 h ↓
  • czerwony (GSB): Polana Rąbaniska – Kiczora – Hala Długa – Schronisko PTTK na Turbaczu – Turbacz 1 h 40 min ↑ 1 h 20 min ↓
  • czerwony, niebieski: Turbacz – Łopuszna (Zarębek Niżni) 1 h 50 min ↓ 3 h ↑

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 14/08/2026 21:37
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama