Od wschodu do zachodu i ze wschodu na zachód. 52 km wędrówki, siedem pieczątek i zdjęć, by zdobyć odznakę. Lokalne klasyki uzupełnione pięknymi, choć rzadko odwiedzanymi perełkami. Zapraszam w Pieniny na jeden dzień.
Aby zdobyć odznakę Diament Pienin należy pokonać w ciągu jednego dnia pasmo Pienin Małych, Właściwych i Spiskich, kierując się od wschodu na zachód. Łącznie to ponad 2 tys. metrów przewyższenia.
- Zdajemy sobie sprawę z ewentualnych trudności. Pokonanie tej odległości w jednym dniu dla wielu z nas jest nie lada wyzwaniem. I właśnie dla tych, którzy takie wyzwania lubią, ta odznaka została przeznaczona – piszą pomysłodawcy tego przedsięwzięcia i dodają: - Jeśli ktoś nie da rady za pierwszym razem, to może się uda ponownie, aż do zwycięstwa. W zdobyciu tej odznaki liczymy na państwa szczerość. Pamiętajcie, tylko uczciwie zdobyta odznaka może dać osobistą satysfakcję. W każdy inny sposób, to będzie tylko uwierająca podróbka i imitacja.
Spakowany na ultra light wyruszam o godzinie 5.10 ze Szczawnicy. Kierowca taksówki życzy mi powodzenia i zostawia w malowniczej połemkowskiej wsi Jaworki (ok. 565 m n.p.m.). Początkowy odcinek trasy biegnie żółtym szlakiem przez Rezerwat Białej Wody nad Przełęcz Rozdziela. Rezerwat chroni m.in. ciekawe grupy skalne położone wzdłuż potoku Biała Woda. Droga przekracza go w kilku miejscach, gdzie postawiono drewniane mostki. Pochylona ku północy charakterystyczna Smolegowa Skała (710 m n.p.m.) wita mnie w bramie urokliwego Wąwozu Międzyskały.
Półtora kilometra dalej dochodzę do rozdroża. Teraz ścieżka pnie się w górę i przecina rozległą polanę, na której prowadzony jest kulturowy wypas owiec i bydła. Dosyć męczące to podejście kończy się wypłaszczeniem nad przełęczą w pobliżu granicy ze Słowacją. Stąd mam doskonały widok na Pieniny Małe, Właściwe, Gorce i Beskid Sądecki. Przy dobrej widoczności zobaczyć można nawet Babią Górę.
Dochodzę do Przełęczy Rozdziela (822 m n.p.m.), nazwanej tak od położenia na granicy Pienin i Beskidu Sądeckiego. Odbijam w prawo na niebieski szlak Tarnów - Wielki Rogacz, który będzie mi towarzyszył przez większą część dnia. Małe Pieniny przejdę prawie w całości wzdłuż pasa granicznego.
Trasa prowadzi lasem i wychodzi z niego dopiero na polanie Uroczysko Zaskalskie pod Wysoką (1050 m n.p.m.). Trawersuję jej zbocze i po chwili jestem na terenie Rezerwatu Wysokie Skałki. Na zarośniętej polanie Kapralowa Wysoka odbijam w lewo. Czas goni, więc szybko docieram na wierzchołek. Z niego rozpościera się fantastyczna panorama. Widać m.in. Beskid Sądecki, Góry Lewockie, Magurę Spiską, Tatry i Gorce. Robię pierwsze zdjęcie z tabliczką i przybijam pieczątkę.
Następny odcinek wiedzie grzbietem Małych Pienin. Mijam Durbaszkę (934 m n.p.m.), pod którą znajduje niewidoczny ze ścieżki Górski Ośrodek Szkolno-Wypoczynkowy. Po około 2 km dochodzę do rozejścia szlaków pod Wysokim Wierchem (898 m n.p.m.). Zostawiam na chwilę szlak niebieski i po kilkuset metrach osiągam obły wierzchołek.
Chętnie zostałbym tu do wieczora, bo to naprawdę piękne miejsce. Nic dziwnego, że coraz częściej widać tu pary młode na sesjach ślubnych. Robię zdjęcie panoramie Tatr, z ławeczką na ich tle. To moja ulubiona ławka w Polsce. Jeszcze tylko zdjęcie z tabliczką szczytową i pieczątka do książeczki. Na razie idę zgodnie z założonym planem. Na wschodnim zboczu znajduje się tradycyjna bacówka, w której kupić można produkty z mleka owczego i krowiego. Mijam ją bez postoju. Niedługo zatrzymam się w schronisku.
Około godziny 9.15 schodzę z Wysokiego Wierchu. Za mną cztery godziny i 12 km wędrówki. Wracam na szlak niebieski, który prowadzi mnie znów wzdłuż granicy - na przemian przez lasy i polany. Po drodze mijam Cyrhlę, Łaźnie Skały i Witkulę. Kierowca nastraszył mnie rano, że miejscowi widzieli w tej okolicy niedźwiedzia. Do spotkania jednak nie dochodzi.
Do Schroniska PTTK Orlica docieram około godz. 10.30. Zamawiam żurek i prowiant na drogę. Zostało mi jeszcze ponad 35 km. Po szybkim posiłku schodzę do Drogi Pienińskiej i zaczynam przeciskać się w tłumie spacerowiczów. Na szczęście udaje mi się jako ostatniemu wejść do flisackiego “promu” bez czekania.
Jestem na drugim brzegu Dunajca i przede mną początek podejścia na legendarną Sokolicę (747 m n.p.m.). Na 1,3 km przypada ponad 350 metrów przewyższenia. Po kilkunastu minutach dochodzę do pleców ostatniej osoby czekającej w kolejce po bilet. Słup ludzi ciągnie się na kilkadziesiąt metrów.
- Przepraszam państwa – wołam kulturalnie, jak tylko potrafię. Kilkanaście osób się odwraca. Opowiadam o swoich zamiarach: skąd idę, dokąd zmierzam i ile zostało mi czasu.
- Puśćcie chłopaka – sygnał rozchodzi się błyskawicznie. Omijam kolejkę, uśmiechając się do ludzi, którzy życzą mi powodzenia. Ze szczytu widok na piękny przełom Dunajca. Przy kasie biletowej zbieram trzecią pieczątkę.
Za budką pod Sokolicą skręcam w lewo na tzw. Sokolą Perć. Jej autorem jest twórca słynnej tatrzańskiej Orlej Perci, ks. Walenty Gadowski. Wąska ścieżka biegnie częściowo w terenie skalnym, zabezpieczona poręczami. Jest coraz tłoczniej, więc tempo wędrówki spada. Miejscami tworzą się nawet zatory. Mijam Przełęcz Sosnów, Czertezik, Czerteż, Ociemny Wierch i Szutrówkę. Zaraz za nią jest skrzyżowanie ze szlakiem żółtym z Krościenka do Sromowców Niżnych.
Po kilkuset metrach dochodzę do Przełęczy Szopka (780 m n.p.m.), gdzie odbijam w lewo na Trzy Korony. Znów przeciskam się w tłumie i po kilku minutach wita mnie koniec kolejki. Ludzie mówią, że “stania będzie pewnie na cztery godziny”. Omijam kolejkę i idę w kierunku kasy biletowej próbować szczęścia.
Zabieg z Sokolicy znów się udaje. Ludzie puszczają mnie do wejścia na platformę widokową. Tutaj pojawia się problem - w wąskim przejściu między metalowymi barierkami nie dam rady się przecisnąć.
Pani z Pienińskiego Parku Narodowego ostrzega, że będę musiał poczekać około godziny. Kiedy słyszy o Diamencie Pienin zapewnia, że wystarczy zdjęcie z tabliczką przy budce. Wejście na Okrąglicę (982 m n.p.m., najwyższy wierzchołek Trzech Koron) nie będzie potrzebne. Oddycham z ulgą. Jest godzina 13, za mną połowa trasy.
Schodzę ponownie do Przełęczy Szopka. Kontynuuję wędrówkę niebieskim w kierunku Czorsztyna. Nagle wokół nie ma nikogo. Robi się pusto jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Droga wiedzie teraz przez Pieniny Czorsztyńskie. Idąc lasem i polanami, mijam Czoło, Sylwków Gronik i Łączaną – trzy szczyty liczące ponad 800 m n.p.m. Po ponad 2 km dochodzę do skrzyżowania szlaków na Przełęczy Trzy Kopce (795 m n.p.m.). Zaraz później Macelak (857 m n.p.m.) i polana, z której rozpościera się piękny widok na Tatry. Po kilkunastu minutach trafiam na Halę Majerz.
Nie znajdę tu schronienia przed słońcem. Potężna polana rozciąga się na prawie 2 km. Robię przerwę na zdjęcia. Widoki są doskonałe – przede mną słowackie Tatry Bielskie i Wysokie oraz Magura Spiska. W paśmie Pienin Spiskich widać jeden z celów mojej wędrówki - górę Żar (883 m n.p.m.).
W Czorsztynie na głównym skrzyżowaniu skręcam w kierunku ruin zamku. Mija kwadrans i jestem na przystani statku Harnaś. Pieczątkę znajduję w skrzynce kasy biletowej, w barze obok. Odbijam stempel w książeczce, robię sobie zdjęcie i rozglądam się wokół. Znów bardzo długa kolejka do kasy biletowej na przeprawę. Okazuje się, że jeden ze statków miał awarię i przestano sprzedawać bilety.
Pani z obsługi kieruje mnie do gondoli, która jest teraz jedynym środkiem transportu do Niedzicy. Przechodzę na drugą stronę cypla, a tam kolejka po horyzont. Decyduję się na sprawdzony już zabieg. Podchodzę do kasy biletowej, gdzie udaje się wyprosić wejście bez kolejki. To samo powtarzam przy łódce. Ludzie puszczają mnie przodem, uśmiechają się i życzą powodzenia.
Rejs przez Jezioro Czorsztyńskie zajmuje około 10 minut. Spod łódki pryska orzeźwiająca chłodna woda. Udaje się nawet zrobić w miarę wyraźne zdjęcia zamków w Czorsztynie i Niedzicy, choć mocno buja. Na przystani po drugiej stronie odbijam stempel.
Zatrzymuję się na obiad w karczmie niedaleko zamku. Trafiłem akurat na stolik, który właśnie się zwalniał, więc znów szczęśliwie omijam kolejkę. Po posiłku ruszam na południe w stronę Cisówki (777 m n.p.m.) górującej nad Niedzicą i Falsztynem. Hala po wschodniej stronie szczytu zapewnia fantastyczne widoki na Jezioro Czorsztyńskie i Gorce.
Dalej ścieżka znika w lesie i zostaje w nim przez następne 4,5 km. Spotkałem na tym odcinku zaledwie kilka osób. W okolicy Krempaszankowej (826 m n.p.m.) szlak czerwony łączy się z zielonym i po kilkudziesięciu metrach wychodzi na Polanę Wapienne. Fantastyczny stąd widok na Tatry i Magurę Spiską. Najwyższe tatrzańskie szczyty oddalone są zaledwie o 20-30 km. Jest godzina 18.30, a przede mną ostatnie, krótkie podejście na najwyższy szczyt Pienin Spiskich.
Kilometr dalej docieram na Żar (874 m n.p.m.). Robię sobie zdjęcie z tabliczką i odbijam ostatni stempel potrzebny do zdobycia odznaki. Wchodzę na niewysoką wieżę widokową, skąd podziwiam Gorce i Jezioro Czorsztyńskie. Czerwone znaki prowadzą wąską granią głównego grzbietu Pienin Spiskich. 200 metrów dalej mijam Dziurę Mutiego – otwór w skale opatrzony tablicą. Łatwo do niej wpaść (i wypaść kilka metrów niżej) bo wlot jest zaraz przy ścieżce. Odbijam na południe w okolicy szczytu Lós (882 m).
Zejście jest niezwykle strome. Pół kilometra dalej ścieżka skręca na zachód i biegnie wzdłuż do potoku Przecznie. Obok Jurgowskie Stajnie, w których kupić można tradycyjne produkty mleczne. Szlak przecina potok, robi zawijas i prostą drogą wzdłuż polan prowadzi do Dursztyna. Zaczyna zachodzić słońce. Mijam stado owiec, a dźwięk ich dzwonków zagłusza moje kroki.
W centrum Dursztyna trasa Diamentu zostawia czerwony szlak i skręca ku północnemu-zachodowi w kierunku Krempach. Po około 1,5 km między Czerwoną Skałką (789 m n.p.m.) a Furmańcem (717 m n.p.m.) skręcam na lewo w potężne polany. Trzeba tu wysilić wyobraźnię - albo użyć aplikacji – bo znalezienie szlaku może być problematyczne.
Idę wzdłuż Dursztyńskiego Potoku, mijając liczne wychodnie i formacje skalne. Największa ich grupa to Lorencowe Skałki. Pięknie prezentują się na tle ogromnych pól w zachodzącym słońcu. Obok najbardziej charakterystycznej skałki Gęśla ustawiono tablicę informacyjną i ławkę.
Kiedy przechodzę przez Krempachy robi się ciemno. Dochodzę do mostu na Białce po 15 godzinach wędrówki - z przerwami na posiłki i zdjęcia. Dzień później odwiedzam szczawnicki oddział PTTK, by zweryfikować przejście. Oprócz ładnej, dużej blachy dostałem kolorowy imienny dyplom.
Odznaka turystyczna ustanowiona przez oddział Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego w Szczawnicy. Przysługuje każdemu, kto jednego dnia przejdzie trasę liczącą około 52 km, biegnącą ze wschodu na zachód przez Pieniny Małe, Pieninki, Masyw Trzech Koron, Pieniny Czorsztyńskie i Spiskie.
Z odwiedzanych po drodze szczytów podziwiać można panoramy, m.in. Tatr, Spiszu, Beskidu Sądeckiego i Gorców. Oprócz kondycji i wytrwałości Waszej próbie poddana zostanie również umiejętność planowania. Konieczność przeprawy przez Dunajec (pod Sokolicą) oraz przez Jezioro Czorsztyńskie (z Czorsztyna do Niedzicy) ogranicza możliwość zdobywania odznaki między 15 kwietnia a 31 października.
Do zdobycia Diamentu Pienin konieczne jest zebranie pieczątek: Wysoka (skrzynka na szczycie), Wysoki Wierch (skrzynka na szczycie), Sokolica (kasa biletowa lub drewniana skrzynka PTTK pod tabliczką), Okrąglica (Trzy Korony, kasa biletowa lub drewniana skrzynka PTTK pod tabliczką), Pawilon wejściowy w Czorsztynie (lub punkt sprzedaży biletów do Zamku Czorsztyn albo drewniana skrzynka PTTK na przystani statków Dunajec i Halny), Niedzica (drewniana skrzynka PTTK na przystani statków Dunajec i Halny), Żar (skrzynka na szczycie) . W tych miejscach trzeba też zrobić sobie zdjęcie.
Górski Ośrodek Szkolno-Wypoczynkowy "Pod Durbaszką"
Miejsca indywidualne tylko w przypadku dostępności miejsc noclegowych, Durbaszka często przyjmuje duże i zorganizowane grupy.
Tekst ukazał się w Wydaniu Specjalnym nr 3/2023.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze