Gdy dopada cię nagła choroba, nie ma wyjścia. Trzeba o 180 stopni zmienić swoje plany urlopowe. Dzięki temu spontanicznie pojechaliśmy szukać jesieni w Sudetach.
Góry Orlickie to jedno z tych miejsc na pograniczu polsko-czeskim, które zimą przyciągają miłośników narciarstwa, a w pozostałe pory roku fanów górskich wędrówek w miejscach niezatłoczonych. Są często niedoceniane w porównaniu z bardziej znanymi pasmami górskimi, takimi jak Tatry czy Beskidy. Tymczasem stanowią prawdziwą perełkę dla tych, którzy chcą odkrywać mało popularne szlaki i nieoczywiste atrakcje. Nasza ostatnia wędrówka w Górach Orlickich wyszła nam całkowicie spontanicznie. A po przejściu kilkunastu kilometrów, dała nam także do myślenia.

Góry Orlickie to pasmo leżące w południowo-zachodniej Polsce, na granicy z Czechami, które jest częścią Sudetów Wschodnich. Najwyższym szczytem Gór Orlickich jest Velká Deštná (1115 m n.p.m.), natomiast najwyższym wzniesieniem po polskiej stronie granicy jest Orlica (czes. Vrchmezí, 1084 m n.p.m.). I to właśnie ona stała się celem naszego jesiennego spaceru.
Nasza przygoda rozpoczyna się w miejscowości Duszniki-Zdrój, a dokładniej w dzielnicy Zieleniec, która jest znana jako jedno z najważniejszych centrów narciarskich w Polsce. Zimą Zieleniec przyciąga rzesze narciarzy i snowboardzistów z całego kraju. To miejsce, w którym można poczuć ducha zimowej zabawy i cieszyć się śnieżnymi stokami. Ale w innym czasie Zieleniec zamienia się w typowy ghost town, czyli wymarłe wręcz miasteczko.
Kiedy przyjeżdżamy do Zieleńca, zaskakuje nas ten zgoła odmienny widok, który znamy z zimowych relacji w mediach społecznościowych. Miejsce, które tętniło życiem kilka miesięcy wcześniej, teraz wita nas spokojem i ciszą. Restauracje i kawiarnie, które były pełne turystów z nartami czy snowboardami, zamknięte są teraz na cztery spusty. Udaje nam się znaleźć dwa otwarte sklepiki, życie toczy się też w obecnym tutaj oddziale GOPR.
To wszystko dowodzi, jak bardzo turystyka sezonowa wpływa na życie tych miejsc. Przyjechaliśmy tu po to, by rozpocząć naszą wyprawę, ale nie sądziliśmy, że tak mocno uderzy nas ten kontrast między latem a zimą. I zmusi nas jednocześnie do refleksji nad tym, jak zmieniają się górskie zakątki w zależności od pory roku i sezonu turystycznego.
Nasza trasa wiedzie z Zieleńca, ale nie z samego centrum, tylko z miejsca, gdzie zaczynają się pierwsze zabudowania. Chcemy poznać te góry z bliska, odkryć nieznane wcześniej atrakcje i ciekawostki, jakie znajdują się przy szlaku, do tego cieszyć się jesienią. Naszym dzisiejszym celem jest właśnie Orlica. Wybraliśmy pętlę, tradycyjnie od auta do auta, która poprowadzi nas przez wieżę widokową przy szczycie, grzbietem po czeskiej stronie pasma aż do schroniska Masarykova Chata i dalej z powrotem już do Zieleńca. Wiemy, że przed nami kilkanaście kilometrów wędrówki leśnymi drogami, ale jesteśmy dobrze przygotowani i humory dopisują.

Ruszamy na nasz jesienny spacer zielonym szlakiem, który swój początek ma przy tzw. Kamieniu Rübartscha. Idziemy szeroką leśną drogą, przystosowaną niedawno dla większej liczby turystów. Podejrzewamy, że droga została częściowo ubita podczas remontu wieży widokowej. Nie przeszkadza nam to jednak w rozglądaniu się na boki w poszukiwaniu jagód, jeżyn i grzybów. Bo przyznam się tak po cichu, że zbieractwo i wyszukiwanie, co las ma do zaoferowania, to jedno z moich hobby.
Po niecałej godzinie spaceru docieramy do miejsca, które stanowi pierwszą atrakcję na naszej trasie – to wieża widokowa na Orlicy. I choć nie znajduje się ona na samym szczycie, tylko trochę poniżej niego, to przy dobrej pogodzie oferuje niesamowite widoki na samą okolicę oraz inne pasma górskie w Sudetach. Widać stąd między innymi Góry Sowie i Stołowe, Masyw Śnieżnika, a także Karkonosze ze Śnieżką. Wieża jest drewniana, ale jej konstrukcja stabilna, więc osoby z większym lękiem przestrzeni nie mają problemu z wejściem po schodach na samą górę.
My niestety nie mamy tyle szczęścia i musimy zadowolić się jedynie rysunkami panoram na najwyższej platformie. To dla nas typowe, akurat gdy jesteśmy na górze, wiejący wiatr nawiewa chmurę i Śnieżkę musimy sobie wyobrazić.
Obok wieży znajduje się sporo ławek i stolików, jest całkiem dużo miejsca do odpoczynku. Z postawionych tutaj tablic edukacyjnych dowiadujemy się, że istniała tu wcześniej stara wieża widokowa, która niestety nie przetrwała próby czasu i musiała być rozebrana. Jednak z myślą o turystach i miłośnikach górskich widoków postanowiono wybudować nową konstrukcję.
A jak idąc od wieży, stanąć na samym szczycie Orlicy (1084 m n.p.m.)? Wystarczy przejść kilka metrów wyraźnie wydeptaną ścieżką w pobliskim zagajniku i dochodzimy do tego właściwego miejsca. Czy czujemy się jak wielcy odkrywcy, którzy z trudem przeciskali się przez krzaki, by znaleźć wierzchołek? Niestety nie. Tablica z oznaczeniem szczytu oraz charakterystyczny dla tego miejsca obelisk pojawiają się dosłownie po dwóch minutach od zejścia na leśną ścieżkę.
Właśnie ten obelisk, oprócz wieży, stanowi jedną z głównych atrakcji okolicy. Upamiętnia on pobyt trzech znanych osób, które postanowiły odkryć piękno tych gór. Jest dodatkowo swoistym hołdem dla ludzi, którzy poświęcili część swojego życia na badania i eksplorację Gór Orlickich. Na trzech ścianach strzelistego pomnika wyryto imiona cesarza Józefa II (odwiedził szczyt w 1779 roku), prezydenta USA Quincy Adamsa (wizyta w okolicy 1800 roku) oraz Fryderyka Chopina (pojawił się tutaj w 1826 roku).
Szczyt Orlicy jest także miejscem, które ma znaczenie dla zdobywców Korony Gór Polski. Wejście na szczyt można potwierdzić pieczątką, która - miejmy nadzieję - nadal znajduje się przy wieży widokowej.
Nasz dzisiejszy plan zakłada dalej przejście czerwonym szlakiem, już po stronie naszych południowych sąsiadów. Ten fragment wycieczki w Czechach okazuje się przyjemnym spacerem w lesie, co stanowi odrobinę relaksu po podejściu na Orlicę. Las otacza nas ze wszystkich stron, a szeroka droga, którą podążaliśmy kiedyś zimą, ma założony ślad dla biegaczy narciarskich.
Ciekawostką jest, że przy licznych wiatach turystycznych ustawionych wzdłuż drogi, można spotkać plakaty przypominające pieszym turystom, aby nie niszczyli założonego śladu pod biegówki. Mnie osobiście plakaty te zauroczyły, bo w czeskim, nawet prośby brzmią zabawnie i przyjaźnie: - Díky, že respektuješ běžky a nechodíš tady pěšky.
Przed odbiciem szlaku i skrętem w stronę Zieleńca, czeka nas jeszcze jedna atrakcja na trasie – to czeskie schronisko górskie Masarykova chata (1012 m n.p.m.). Zaglądamy tam tylko na chwilkę, bo nie mamy w planach noclegu. Ale przejść obok schroniska w Czechach i nie napić się Kofoli to grzech. Oprócz lanego czeskiego piwa, kuchnia oferuje także takie czeskie klasyki jak gulasz z knedlikiem, wieprzowina ze słodką śmietanką, smażony ser, a ze słodkości znane wszystkim z Tatr buchty na parze czy jabłkowy strudel.
Architektura tego schroniska przykuwa uwagę, ponieważ budynek jest ogromny. Schronisko zostało otwarte w 1925 roku na cześć urodzin czechosłowackiego prezydenta Tomasza Masaryka. Z zewnątrz miejsce wygląda jak typowy horsky hotel budowany w poniemieckim stylu. Jednak nie to jest największą atrakcją tego miejsca. Warto zajrzeć do środka nie tylko, żeby zagryźć knedlikiem, ale przede wszystkim po to, by zobaczyć charakterystyczną jadalnię.
Na środku pomieszczenia ustawiona została szeroka drewniana kolumna z dwiema rzeźbami. Jedna z nich to symbol czeskiego lwa, a druga to litera G, czyli herb miejscowości Hradec Kralove. Dodatkowo w samej jadalni można podziwiać pod sufitem rzeźbę ducha Gór Orlickich tzw. Rampušáka, a naprzeciwko powieszono portret prezydenta Masaryka.

Do Zieleńca schodzimy dosyć sprawnie niebieskim szlakiem. Czas mija nam na rozmowie i na planach na wieczór. Chcemy przepakować plecaki i udać się na noc pod namiot do lasu, w okolice pobliskich Torfowisk. Ale to już historia na następny raz.
Do Dusznik-Zdroju dojedziemy drogą krajową nr 8 z Wrocławia. Za miasteczkiem skręcamy w lewo na drogę nr 389 do Zieleńca. Można też wybrać Koleje Dolnośląskie, które z Wrocławia dowiozą nas do Dusznik-Zdroju (www.kolejedolnoslaskie.pl).
Masarykowa Chata
Szlaki
Tekst ukazał się w wydaniu nr 6/2023
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze