Ląduję u podnóża najwyższego czynnego wulkanu w Europie na Sycylii. Nie idę jednak z komercyjnym prądem i zostawiam za plecami Etnę, by ruszyć na północny-wschód. Moim celem jest najwyższy szczyt Gór Pelorytańskich – Montagna Grande.
Sycylia wita mnie słońcem i zapachem czerwonych pomarańczy. Te najbardziej znane odmiany Sanguinello, Moro i Tarocco dojrzewają zimą i wczesną wiosną. Być tutaj o tej porze i ich nie spróbować, to grzech. Dlatego grzeszę bez umiaru.
Po zaopatrzeniu się w gaz do kuchenki turystycznej w Katanii ruszam pociągiem do Taorminy i dalej autobusem do uroczo położonego miasteczka Francavilla di Sicilia.
– Czy wiesz co oznacza nazwa naszego miasta? – pyta mnie zainteresowany moją obecnością młody chłopak.
– Nie, ale z przyjemnością się dowiem.
– Tradycyjnie Francavilla oznacza „miasto wolne od podatków”, ale mamy też swoją legendę o księżniczce France. Mieszkała ona w zamku i za każdym razem, kiedy zbliżał się atak Saracenów, sługa budził ją słowami: Franca vigil, co oznaczało „księżniczko bądź czujna” – opowiada.
Nie drążę tematu. W prawdzie nad miasteczkiem wznoszą się ruiny zamku, ale zbudowanego przez Normanów w XII wieku. Natomiast Saraceni opanowali Sycylię trzy wieki przed powstaniem budowli. Za to serdecznie dziękuję za ciekawostkę młodzieńcowi, który ewidentnie chciał poćwiczyć swój angielski i kieruję się na zamkowe wzgórze. Po drodze mijam najstarszy kościół Chiesa San Francesco da Paola, niestety nie jest otwarty do zwiedzania, oraz Muzeum Archeologiczne. Po kilkunastu minutach marszu stoję przy ruinach Castello Ruffo, skąd rozpościera się panorama zarówno na Góry Pelorytańskie, jak i w drugą stronę na Etnę, której widok towarzyszy mi prawie cały czas.
Szutrowym traktem obchodzę zamkowe wzgórze. W towarzystwie jaszczurek ściennych (Podarcis sicula) korzystam z miejsca piknikowego nad brzegiem rzeki Alcantary. Szum wody zaprasza do kąpieli. Pewnie w lecie uległbym pokusie, ale do lata trzeba jeszcze poczekać. Poniżej przy drodze SS185 znajduje się wejście do Parku Botaniczno-Geologicznego Gole Alcantara. Unikatowy wąwóz powstał po tym, jak 300 tysięcy lat temu lawa z okolicznych stożków Etny spłynęła do wody, tworząc bazaltowe słupy. Ściany wąwozu przybierają kształty przypominające organy, harfy i wachlarze.
…bo tak po włosku nazywa się najwyższy szczyt Gór Pelorytańskich (Montagna Grande, 1374 m n.p.m.), na początku rozczarowuje. Droga prowadzi asfaltem, który wije się wśród sadów oliwkowych i pomarańczowych. Widoki są piękne, ale marsz po asfalcie to masakra. Za tarasowo położonym miasteczkiem Motta Camastra znajduje się cmentarz, przy którym jest parking. Zmotoryzowanym polecam tu dojechać i dalej ruszyć pieszo. Zaoszczędzicie 5 km marszu po nienaturalnej nawierzchni.
Za cmentarzem jest zakaz wjazdu, ale widocznie nie dotyczy on lokalnych kierowców. Na ostrym zakręcie widzę jak z góry szybko zjeżdża terenówka. Za mną od dołu sunie kolejne auto. Macham kierowcom, żeby uważali. Nic nie zrobili sobie z moich sygnałów. Mijają się na centymetry. Może dla nich to normalna sytuacja, a ja wydałem się niepotrzebnym elementem na drodze?
Dalej trasa prowadzi wzdłuż prywatnych posesji i plantacji ogrodzonych drutami kolczastymi. Asfalt zamienia się w kruszony beton, a następnie w szuter. Zaczynam wreszcie czuć się jak w górach. Pogoda też o tym przypomina, bo już ostro wieje. Na niebie podziwiam cuda natury kropel wody i kryształków lodu budujących chmury soczewkowate, przypominające statek UFO. Do tego jest pusto. Spotykam jedynie krowy, które patrzą na mnie jak na obcego. Powoli kończy się dzień i załamuje pogoda. Rozbijam się przy opuszczonym budynku w środku gór. Porywisty wiatr i deszcz nie ułatwiają noclegu.
Po nieprzespanej nocy idę rzadkimi lasami dębowymi, które niegdyś tworzyły naturalne środowisko. Człowiek je wyciął i potem próbował to naprawić. Między innymi to lokalne władze od lat 50. XX wieku odtworzyły kilka lasów sosnowych. W jednym z nich znajduje się miejsce piknikowe. Są drewniane ławy, miejsce na biwak, kamienny grill, a całość ogrodzona drutem. Szkoda, że tutaj nie spędziłem nocy. Stąd jest już blisko na szczyt. Po drodze znajdują się tablice z mapami i opisami regionu. Ciekawe, ile turystów tędy chodzi rocznie?
Na wypłaszczeniu przed ostrym podejściem nieopodal drewnianej ławy zostawiam na drzewie plecak. Kończę na lekko. Teren wokół jest mocno eksplorowany przez stada owiec, kóz i krów. Od strony szczytu odgradza mnie ostrokół. Żeby wejść wyżej znajduję otwartą bramkę. Im bliżej szczytu, tym coraz silniej wieje wiatr. Na najwyższym punkcie, gdzie znajdują się urządzenia do badań meteorologicznych wraz z anteną i ogniwami solarnymi, lodowaty wiatr robi się nie do zniesienia. Zdecydowanie o tej porze roku warunki pogodowe nie zachęcają do dłuższych pobytów na czubku Montagna Grande. W końcu Cieśnina Mesyńska to miejsce spotkania dwóch basenów: ciepłych i powierzchniowych wód Morza Tyrreńskiego z pośrednimi zimnymi masami Morza Jońskiego. W mitologii greckiej przez cieśninę zamieszkałą przez dwa potwory musiał przepłynąć Odyseusz. Z drugiej strony, od południa piętrzy się Etna. W końcu sztormowe wiatry na Sycylii od września do końca maja to norma.
I choć wokół roztaczają się piękne widoki, schodzę wołany dzwonkami zbliżającego się stada i wypędzony przez przenikliwy wiatr. Zabieram depozyt i schodzę lasem na ładną polankę z pięknym widokiem - z jednej strony na Montagna Grande i z drugiej oczywiście na Etnę. Tutaj jestem osłonięty od mroźnego wiatru, a cudowną scenerię dopełnia słodko-gorzki smak soku z czerwonej pomarańczy.
Nie chcę schodzić asfaltem i naruszać lokalnego prawa własności, więc wybieram wydeptane przez stada ścieżki i przedzieram się przez sycylijską makię. I tak trafiam na tabliczkę „szlak przez historyczne miejsce”, który prowadzi mnie do kaplicy Św. Józefa (Santo Giuseppe). Nieopodal wybija źródło. Dookoła roztacza się woń gaju oliwnego. Zdaje się, że trafiłem do sycylijskiego raju. Idealne miejsce do odpoczynku i schronienie przed palącym słońcem. Słońce wprawdzie nie doskwiera, ale nocleg w tak spokojnym miejscu kusi. Z drugiej strony marzy mi się dziś spaghetti z zielonym pesto z widokiem na Etnę. Na szczęście nie jest to sytuacja typu między Scyllą a Charybdą, więc nie zostaję w raju. Wierzę, że jeszcze do niego trafię.
Dzięki uprzejmości napotkanego Leonarda, którego dzieci wyemigrowały za chlebem do Anglii i Holandii, nie pakuję się w nieprzechodnią makię, choć GoogleMaps pokazywały drogę dla samochodów. Sympatyczny Sycylijczyk z uśmiechem komentuje, że kiedyś była tu ścieżka, ale dla osłów. Teraz są gaje oliwne otoczone dziką roślinnością.
Montagna Grande zostawiam za sobą i ruszam w stronę Taorminy, by odnaleźć miejsce na nocleg z upragnionym widokiem. Totalne odludzie znajduję na stokach Monte Veneretta (883 m n.p.m.), powyżej pomarańczowego sadu. Bez pośpiechu rozstawiam swój mały domek i gotuję spaghetti z zielonym pesto. Etna na deser pokazuje się w całości. Aromatyczny posiłek z takim widokiem… - po prostu chwilo trwaj. Nie dziwię się mojej redakcyjnej koleżance, Asi Kurek, która przeszła przez całe Włochy. Piękno przyrody, cudowne jedzenie i radośni ludzie, czego nam - ludziom gór - chcieć więcej?
Kiedy patrzę na mapę, trochę żałuję, że nie poszedłem na północ, by dotrzeć do Rocca di Novara (1340 m n.p.m.), skąd można pomaszerować starożytną ścieżką Dorsale dei Peloritani (włoski, grzbiet Pelorytański) aż do Monte Dinnammare (1130 m n.p.m.) nad Cieśniną Mesyńską. No cóż, chyba wiem, co będę robić na Sycylii następnym razem.
Góry Pelorytańskie (sycylijski: Piluritani, włoski: Monti Peloritani) to pasmo górskie w północno-wschodniej Sycylii, rozciągające się na ok. 65 km od cypla Capo Peloro do pasma Nebrodi na zachodzie. Od północy i wschodu oblewają je odpowiednio Morza Tyrreńskie i Jońskie, a południową granicą jest rzeka Alcantara.
Masyw zbudowany jest głównie z gnejsów i łupków krystalicznych przykrytych skałami osadowymi, głównie wapiennymi.
Trzy pasma górskie (w kolejności od wschodu z najwyższymi szczytami): Pelorytańskie (Montagna Grande 1374 m n.p.m.), Nebrodi Monte Soro (1847 m n.p.m.) i Madonie (Pizzo Carbonara 1979 m n.p.m.) tworzą tak zwane Apeniny Sycylijskie, stanowiące strukturalne przedłużenie Apeninów Południowych.
Dojazd
Na Sycylię najszybciej i najtaniej dotrzemy samolotem. Raynair lata do Katanii oraz Palermo. Obecnie ceny biletu poza sezonem to koszt do 400 zł w obie strony (bez bagażu). Następnie koleją lub autobusem można podjechać do Taorminy i dalej do Francavilla di Sicilia, skąd ruszamy w stronę Montagna Grande.
Gole Alcantara Camping
Aby wjechać do Włoch musisz mieć ze sobą dowód osobisty (aplikacja mObywatel nie jest akceptowana) lub paszport. MSZ ostrzega o licznych kradzieżach w miejscach turystycznych.
Tekst ukazał się w wydaniu nr 6/2023
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze