Błyszcz i Bystra to zachwycające góry, które mam przed oczami od wczesnego dzieciństwa, gdy z ojcem, a później również z bratem, przemierzaliśmy tatrzańskie szlaki. Spoglądaliśmy wtedy sprzed schroniska na Ornaku na ich piękne, opadające w stronę Doliny Pyszniańskiej zbocza, marząc o zdobyciu królowej Tatr Zachodnich.
Błyszcz i Bystrą planowałem od dłuższego czasu. Powód był prosty: to jedno z niewielu miejsc w Tatrach, gdzie jeszcze nie byłem. Bystra (2248 m n.p.m.) to najwyższy szczyt całych Tatr Zachodnich, położony już po słowackiej stronie. Natomiast Błyszcz (2159 m n.p.m.) to jej sąsiad, a właściwie przyrodni brat, którego wierzchołek znajduje się na samej granicy. Planując jesienną wędrówkę pamiętajcie jednak, że Bystra jest formalnie dostępna tylko od 16 czerwca do 31 października. Słowackie przepisy nie pozwalają wędrować powyżej schronisk od listopada do połowy czerwca.
Tym razem skład naszej ekipy jest wyłącznie wrocławski. Wraz z Michałem i Karolem, specami od Sudetów, a w szczególności Gór Izerskich i Karkonoszy, ruszamy w niedzielne popołudnie do Kir. Po drodze leje tak, że sami łapiemy się za głowy. Chłopaki wybuchają śmiechem, gdy gdzieś na wysokości Rabki próbuję zarazić ich optymizmem: - Panowie, jutro będzie dobrze!
Gdy dojeżdżamy do wylotu Doliny Kościeliskiej, deszcz ustaje. “Ha!” - myślę sobie, na razie powstrzymując się od bardziej odważnych tez i głośniejszych komentarzy. Przepakowujemy plecaki i ruszamy wieczorową porą do schroniska na Ornaku, gdzie czeka na nas pokój.
Dolina Kościeliska, mimo mroku, okazuje się piękna, klimatyczna i pusta. Ciszę przerywa jedynie Kirowa Woda, jak nazywa się płynący tędy potok. Zastanawiam się, kiedy byłem tu ostatnio, a także jak często bywałem w tym miejscu za młodu. Jeszcze w latach 80. przyjeżdżałem do Doliny Kościeliskiej z ojcem i bratem. Ileż to historii, legend i opowieści snuliśmy przemierzając Wyżnią Kirę Miętusią czy Polanę Pisaną, schodząc od Smoczej Jamy.
Na Ornaku meldujemy się tuż przed godziną 21. Jesteśmy totalnie zaskoczeni, gdy w jadalni siedzi tylko kilka osób. Nie muszę mówić, jak to miejsce wygląda w ciągu dnia, by o wakacjach czy weekendach już nie wspominać. Jedno jest pewne: świetnie utrzymane w drewnie, klimatyczne schronisko oddaje tatrzańskiego ducha w najlepszej z możliwych form. Chwilę siedzimy jeszcze w dużej sali, potem przejmujemy skromny, ale piękny i super czysty pokój i idziemy spać. Czeka nas pobudka o piątej, bo plan zakłada prawie 23 km i sporo mocnych podejść.
Ruszamy sprzed schroniska (ok. 1100 m n.p.m.) żółtym szlakiem o godzinie 5.45. Wyciskamy przy czołówkach całkiem niezły czas (poniżej godziny) na Iwaniacką Przełęcz (1459 m n.p.m.) Rzucam okiem w kierunku znajdującego się jeszcze w półmroku Kominiarskiego Wierchu.
- Ależ kusi, żeby pójść kiedyś szlakiem, który od końca lat 80. jest zamknięty – mówię do kompanów bez nadziei, że kiedyś to się uda. Należę bowiem do tych, którzy szanują zakazy i ograniczenia, więc tę perspektywę pozostawiam jedynie w wyobraźni.
Na niebie już jasno, a przed nami kolejne, dające w kość podejście zielonym szlakiem na Suchy Wierch Ornaczański (1832 m n.p.m.). Idziemy wolno po skalnych stopniach, ale wyłaniające się panoramy rekompensują cały wysiłek. Szybko zyskujemy na wysokości, przenosząc się tym samym w coraz bardziej wysokogórski świat.
Ma w sobie coś niezwykłego ten grzbiet. Może dlatego, iż w opadających zboczach Banistego, w stronę Doliny Starorobociańskiej, już w XV wieku działały kopalnie - stąd też nazwa pochodząca od Starej Roboty. Piękne to miejsce z kapitalnymi widokami, od wydobywających się z mroków szczytów Tatr Wysokich aż po słowackie Rohacze oraz wyrastającą nam zza pleców kochaną Babią Górą.
Idziemy grzbietem Ornaku nieco ponad godzinę. Mijamy punkt o tej samej nazwie (1854 m n.p.m.), a potem czekają nas partie lekkiej wspinaczki na najwyższym jego wzniesieniu - Siwych Skałach (1867 m n.p.m.). Co ważne, pogoda robi się niemal perfekcyjna. Słońce coraz skuteczniej zaczyna wypierać z nieba niegroźne chmury.
Po trzech godzinach meldujemy się na Siwej Przełęczy (1812 m n.p.m.), z której w lewo zbiega czarny szlak Doliną Starorobociańską do Chochołowskiej. Czeka nas teraz krótsze, acz intensywne podejście na Siwy Zwornik – prawie 150 metrów w górę. Atmosfera jak marzenie - kwintesencja tatrzańskiego piękna, do tego soczysta, górska jesień i unoszący się powiew sensu i nadziei. Na szlaku na razie nie spotkaliśmy nikogo, dopiero teraz widzimy, że goni nas dwójka biegaczy. Jest epicko.
Czekam na chłopaków, wymieniamy kilka zachwytów. Klepiemy się po ramionach, jak dobrym pomysłem było zarwanie dnia pracy i wyjazd w Tatry w poniedziałek. Muszę przyznać, że to już drugi raz, gdy korzystam z przywilejów własnej firmy i zapewne nie ostatni.
Czas mamy doskonały, nic nas nie goni. Choć przyznam się, że coraz mocniejsze mam pragnienie zdobycia szczytów, na których jeszcze nie byłem. Z Siwego Zwornika (1965 m n.p.m.) idziemy czerwonym szlakiem, pięknym i malowniczym grzbietem Liliowych Turni. Na myśl przychodzi mi oczywiście Przełęcz Liliowe, która znajduje się w zupełnie innym miejscu. Jest bowiem umowną granicą pomiędzy Tatrami Zachodnimi a Wysokimi i leży na szlaku z Kasprowego Wierchu na Świnicę. Ale tu nie ma tłumu ludzi, którzy wyszli z wagonika kolejki i ruszyli na spacer.
Cieszymy się więc ciszą, spokojem i wysokogórskimi panoramami. Tym bardziej, że jest się czym zachwycać. Choć Tatry Zachodnie są zupełnie inaczej zbudowane niż Wysokie, nie brak i tu stromych zboczy. A biorąc pod uwagę choćby strzeliste Rohacze, również skalistych i trudnych technicznie wierzchołków.
Po niemal czterech godzinach wędrówki dochodzimy do Bystrego Karbu (1953 m n.p.m.), skąd spoglądamy na czekające nas podejście na Błyszcz. Zachwytom nie ma końca, bo to co prawda tylko 500 metrów w linii prostej, ale za to 200 metrów przewyższenia. Wszystkim, którzy chcą się w Tatrach Zachodnich naprawdę zmęczyć, gorąco to półgodzinne podejście polecam. Walka z własnymi słabościami ma tu w sobie coś pięknego. Tym bardziej, że krajobrazy ze szczytów są najlepszą nagrodą. Widoki najpierw z Błyszcza (2159 m n.p.m.), a potem z Bystrej (2248 m n.p.m.), na którą można przejść nieznakowaną ścieżką, to panorama nie tylko na Tatry Zachodnie i większą część Wysokich, ale też na Tatry Niżne, Małą Fatrę czy Beskid Żywiecki, a nawet Śląski. Prawdziwy górski kosmos. Co ciekawe, Błyszcz nie jest osobną górą, tylko północnym zakończeniem grani Bystrej. Dlatego nie ma go w zestawie najwyższych szczytów (patrz ramka).
Zdarzyło mi się kilka razy nie wejść na szczyt, gdy z różnych powodów trzeba było rezygnować. Ale nie jest tajemnicą, że moment jego zdobycia, realizacja planu, osiągnięcie celu jest uczuciem, dla którego ruszam w góry. W przypadku dzisiejszej Bystrej cel więc został zrealizowany w 100 procentach, a poziom dobrych emocji nie mieści się w żadnej skali. Mają te nasze kochane Tatry w sobie coś magnetycznego. I choć unikam porównywania gór, to właśnie z Tatrami mam wyjątkową więź emocjonalną.
Kiedy człowiek idzie w górę, czas jakoś się nie dłuży. Nawet wymagające podejścia mogą być przyjemne. Gdy jednak wracać trzeba tą samą drogą, ciągnie się ona w nieskończoność, szczególnie długie i uciążliwe zejścia. A tych dziś mamy naprawdę mnóstwo. Na szczęście mkniemy, niesieni złapaną na szczycie energią.
Pogoda robi się na krótki rękaw. Czyste już niemal niebo poddaje w wątpliwość prawdziwość wczorajszej ulewy, która jednak nie mogła być żadnym złudzeniem. Który to już raz przekonujemy się, jak aura w górach, szczególnie tych wyższych, potrafi dynamicznie się zmieniać. Na nasze szczęście, tym razem na lepsze.
Grzbiet Ornaku pokonujemy jeszcze w dobrych nastrojach. Ale szybko opadający ostatni odcinek daje mocniej popalić, bo skończyła nam się woda.
- Najdłuższe 45 minut w historii świata - myślę sobie, siadając nad brzegiem strumyka i racząc się najlepszą w Układzie Słonecznym wodą. Piję małymi łykami z kubka marki Himal Sport, który noszę w góry od 26 lat! Zmęczeni jesteśmy piekielnie, ale do zasłużonego odpoczynku nie zostało już wiele. Na polanie przed schroniskiem prawdziwa wiosna, choć to pełna jesień.
Plan zrealizowany został nawet w 200 procentach. Tatry otworzyły się dla nas dziś w najlepszej z możliwych wersji, a pogodę wygraliśmy jak na loterii. Czy można od gór chcieć czegoś więcej?
Bystra (słow. Bystrá) – 2248 m n.p.m.
Raczkowa Czuba (Jakubina) – 2194 m n.p.m.
Wielki Baraniec (Baranec) – 2182 m n.p.m.
Banówka (Baníkov) - 2178 m n.p.m.
Starorobociański Wierch (Klin) - 2176 m n.p.m.
Pachoł (Pachoľa) - 2166 m n.p.m.
Hruba Kopa lub Baszta (Hrubá kopa) - 2163 m n.p.m.
Zadnia Kopa (Nižná Bystrá) - 2162 m n.p.m.
Jałowiecki Przysłop (Jalovecký príslop) - 2145 m n.p.m.
Jarząbczy Wierch (Hrubý vrch) - 2137 m n.p.m.
Z Krakowa do Zakopanego najlepszym rozwiązaniem jest zakopianka. Należy jednak pamiętać, że w szczycie sezonu i w przedłużone weekendy jest ona zakorkowana. Wtedy dojazd z Krakowa potrafi zająć trzy, a nawet cztery godziny. Jadąc do Doliny Kościeliskiej, najlepiej w Rabce skręcić na drogę nr 958 i przez Czarny Dunajec dojechać do Kir.
Alternatywą jest pociąg lub autobus z Krakowa (rozkład jazdy na mda.malopolska.pl) i dalej busem do Kir.
Schronisko PTTK na Hali Ornak
zielony: Kiry - Schronisko PTTK na Hali Ornak 1 h 30 min ↑ 1 h 20 min ↓
żółty: Schronisko PTTK na Hali Ornak - Iwaniacka Przełęcz 1 h 15 min ↑ 1 h ↓
zielony: Iwaniacka Przełęcz - Siwy Zwornik: 2 h 25 min ↑ 2 h ↓
czerwony: Siwy Zwornik - Błyszcz 1 h ↑ 45 min ↓
bez szlaku: Błyszcz – Bystra 15 min ↑↓
Tekst ukazał się w wydaniu nr 6/2023
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze