Niemal każde wejście na szczyt na wschód słońca rozpoczyna się tak samo i to niezależnie od pory roku. Chodzi o nocny dźwięk budzika. Ile to razy mnie kusiło, by go wyłączyć i spać dalej. Ale ja to po prostu kocham!
Kiedy ktoś mnie pyta, jaką porę roku – pod względem fotograficznym - najbardziej lubię, zawsze odpowiadam w takiej kolejności: zima, jesień, wiosna i lato… Choć tak naprawdę, to ta druga - trwająca właśnie jesień - mogłaby być pierwszą. Co w niej najbardziej lubię? Jeśli napiszę, że kolory to będzie to banalne. Jednak to właśnie ta pora roku nieodzownie kojarzy się z barwnymi drzewami, a dodatkowo z zimnymi, mglistymi i cudownymi porankami. Dlatego połączenie wędrówki ze wschodem słońca jest tak ekscytujące.

Często w góry chodzę też w środku tygodnia. Na parking podjeżdżam w środku nocy, kiedy oprócz mnie nie ma nikogo. Czołówka na głowę, statyw przytroczony do plecaka i ruszam na szlak. W zależności od tego, gdzie wędruję i jak długa droga przede mną, zawsze idę swoim tempem. Odkąd spotkałem niedźwiedzia pod Wielkim Choczem na Słowacji, śpiewam albo mówię do siebie. Wtedy czuję się bardziej komfortowo i bezpiecznie.
Jesienne noce są już chłodne, więc zawsze ubieram się na cebulkę, zabieram czapkę i rękawiczki, a czasami także ogrzewacze do rąk. Na wybrane miejsce do fotografowania staram się dotrzeć zawsze około 45 minut przed wschodem słońca, czyli w czasie tzw. niebieskiej godziny (trwa ona także po zachodzie słońca). Na szczycie ubieram się jeszcze cieplej, rozkładam statyw, umieszczam aparat na głowicy i… obserwuję, co dzieje się na niebie, w dolinach na pobliskich szczytach. Szukam kolorów i światła. Tylko tyle i aż tyle. Bo w fotografii krajobrazowej liczy się przede wszystkim droga, czyli wędrówka oraz światło. Kocham kolory, mgły i góry, a jesień w Beskidach to zdecydowanie mój świat.

Tekst ukazał się w Wydaniu Specjalnym nr 3/2023.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze