Jesień w listopadzie to w polskich górach czas oddechu. Na szlakach pusto, a w atmosferze zaczyna się swoisty pojedynek. Cieplejsze dni przeplatają się z porannymi przymrozkami, a w Tatrach pada pierwszy śnieg. W góry wraca za to cisza.
Tekst Bartek Muracki
Jesień w listopadzie to w polskich górach czas oddechu. Na szlakach pusto, a w atmosferze zaczyna się swoisty pojedynek. Cieplejsze dni przeplatają się z porannymi przymrozkami, a w Tatrach pada pierwszy śnieg. W góry wraca za to cisza.
Lubię zacząć jesień od wycieczki na Trzy Korony, które od zawsze oszałamiają mnie feerią kolorów. To zasługa mieszanych reglowych lasów, porastających pienińskie zbocza i pięknie wybarwiających się już w październiku.
Trzy Korony (982 m n.p.m.) są klasyczną miejscówką dla fotografów górskich. Zachęcają szybkim podejściem i przyciągają rozległą panoramą. Ze szczytu widzimy najpierw słowackie Góry Lewockie, potem Tatry — od Łomnicy po Kominiarski Wierch, a dalej — masyw Babiej Góry i Gorce. Przy odrobinie szczęścia możemy też trafić na przepiękną inwersję i morze chmur przykrywające doliny.

Jeśli zamierzamy być na szczycie przed wschodem słońca, warto zabrać ze sobą porządne puchowe ciuchy i rękawice, a nawet śpiwór, jeśli ktoś jest wrażliwy na zimno. Inaczej lodowaty wiatr i niska temperatura solidnie dadzą się nam we znaki. A wtedy, zamiast cieszyć się piękną chwilą i szukać dobrych kadrów, będziemy marzyli wyłącznie o ciepłej herbacie w schronisku.
Jesienna wycieczka na Trzy Korony to szansa na doświadczenie chwil, które na długo zostaną w Waszej pamięci. Wszystko dlatego, że o poranku na platformie widokowej spotkamy zazwyczaj kilka albo kilkanaście osób. To zupełnie inne okoliczności niż długi weekend w środku dnia. Wejdźcie na ten popularny szczyt w Pieninach o tak nieoczywistej porze. Na pewno nie będziecie żałowali.

Tekst ukazał się w wydaniu nr 6/2023
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze