Trasa z Obidowej na Turbacz to wyjątkowy projekt i niesamowita przygoda dla narciarza biegowego. Zapewnia zarówno łatwe odcinki, jak i długie podbiegi oraz techniczne zjazdy. Projekt powstał przy udziale dwojga olimpijczyków - Justyny Kowalczyk oraz Słowaka Ivana Batorego.
Tekst Andrzej Otrębski
Jak wsiąść do autobusu z nartami biegowymi? Pokrowiec o długości blisko 2 metrów nie jest łatwy w manewrowaniu, ale kierowca chyba widział już takie sytuacje i ze spokojem czeka, aż zajmę miejsce. Narty ostrożnie umieszczam wzdłuż alejki i poddaję się rytmowi jazdy. Po około 90 minutach dojeżdżam z Krakowa w okolice Nowego Targu. Autobus toczy się górskim odcinkiem zakopianki w sznurze samochodów, a ja już widzę przed sobą miejscowość Klikuszowa. Nerwowo spoglądam na zegarek, mając nadzieję, że zdążę na przesiadkę.
Na zewnątrz mroźne powietrze szczypie w nos. Sprawdzam, czy sprzęt jest w komplecie i szybkim krokiem kieruję się na kolejny przystanek, aby zdążyć na bus do Obidowej. 200 metrów po rozjeżdżonym śniegu zabiera mnóstwo czasu. Wreszcie opieram narty o brzeg zasypanej wiaty i wtulam nos w kurtkę. Gdzieś wysoko widać słońce, ale w dolinie zalega jeszcze mgła.
Po kwadransie tupania w miejscu czuję, że coś chyba źle zaplanowałem. I faktycznie, bus będzie dopiero za 45 minut. Próbuję więc zatrzymać jakikolwiek samochód. W końcu staje wysłużony ford. Starszy człowiek macha zza kierownicy, żebym wsiadał.
- Czy narty się zmieszczą? – wolę się upewnić. – Bez problemu - uśmiecha się życzliwie.
Mówię, że ja wybieram się na biegówki do Obidowej i chcę dotrzeć na Turbacz. Odpowiada, że mieszka nieco bliżej, ale podrzuci mnie na miejsce. Właśnie wiezie słodycze dla wnuków. Pyta, skąd przyjechałem? Kraków zna, kiedyś często w nim bywał. Ale gdy wrócił po wielu latach z USA, Kraków wyglądał już inaczej. Pytam, gdzie mieszkał? Wymienia stany - jeden, dwa, trzy, wiele. Pracował na budowach, był kierowcą ciężarówki, taksówkarzem. Ale gdy przeszedł na emeryturę zatęsknił za rodzinnymi stronami.
- Tam jest inaczej, mniej się o człowieka martwią – przyznaje. Kiwam głową, choć co ja mogę wiedzieć o powrotach innych niż z gór.
Obidowa (ok. 770 m n.p.m.) to koniec drogi, tutaj nawet pługi zawracają. Dziękuję starszemu panu za pomoc i życzę dużo zdrowia. Gdy odjeżdża cisza zalega na miejscu. Gdzieś dalej ujada pies, a poza tym nic. Zakładam mały plecak, biorę narty i ruszam po śladach sań.
Po prawej stronie rozpoczyna się szlak XYZ, sympatyczna – zwłaszcza latem – piesza trasa na Turbacz. W zimie jest bardziej wymagająca, ale zwykle na grzbiecie przeciera ją skuter śnieżny. Gdy przekraczamy potok, widać oznaczenie zielonego szlaku na Stare Wierchy w lewo oraz strzałkę „trasy narciarskie” w prawo.
Moja tura zwykle rozpoczyna się śladem po ratraku, ale czasami śladami kopyt i głębokimi liniami sań. Wyciągam swoje narty, luzuję wiązania i szukam rękawic na dnie plecaka. Moje dłonie nie lubią mrozów, więc bez sprawdzonych rękawic nic bym nie zdziałał. Zmieniam kurtkę na lżejszą i w pełni gotowy ruszam ślizgiem po śladzie.
Po chwili nogi i ręce znajdują rytm, oddech się stabilizuje i zaczynam chłonąć zimowy krajobraz. Trasa z Obidowej na Turbacz to wyjątkowy projekt i niesamowita przygoda dla narciarza biegowego. Powstała osiem lat temu w ramach transgranicznego projektu przy dużym udziale Unii Europejskiej. Na długości prawie 11 km i przewyższeniu 570 metrów zapewnia zarówno łatwe odcinki, jak i długie podbiegi i techniczne zjazdy. Gdyby ktoś miał wątpliwości co do technicznych parametrów trasy, projekt powstał przy udziale dwojga olimpijczyków - Justyny Kowalczyk oraz Słowaka Ivana Batorego.
Pierwszy fragment około 3,5-kilometrowy jest idealny dla każdego. Trasa wspina się delikatnie wzdłuż potoku Lepietnica, dwukrotnie trawersując go po zawieszonych kładkach, ale to nic trudnego. Na pierwszym kilometrze poruszamy się jeszcze drogą osiedlową i po obu stronach trasy widać domy. Zdarza się, że pojawi się samochód terenowy jadący do posesji. Ale prędzej spotkamy sanie, które kursują do pierwszego mostu.
Mocny opad ostatnich dni przeobraził gorczański krajobraz w prawdziwą śnieżną krainę. Na podejściach sprawdzam grubość śniegu poza trasą - prawie 50 cm. Gdyby nie świeży ślad założony ratrakiem, podejście byłoby naprawdę trudne. Zatrzymuję się na chwilę przy pierwszej wiacie, by napić się herbaty i zjeść coś słodkiego - przede mną bowiem długie podejście. Z góry zjeżdżają pierwsi i zaawansowani biegacze. Nie tracąc rozpędu, efektownie wchodzą w ostry zakręt i mkną dalej.
Kolejne 5 km to zdobywanie wysokości szeroką stokówką. Staram się odpowiednio obciążyć nartę pod wiązaniem, aby zyskać na przyczepności. Rozgrzane mięśnie pracują wytrwale. Mam w głowie myśl, że będę tędy zjeżdżał na granicy zmroku i podświadomie szukam przeszkód na drodze.
Tuż pod grzbietem Gorzca (1114 m n.p.m.) trasa staje się mocno techniczna. W kilku miejscach zwęża się i prowadzi bardziej stromo, by po chwili zejść nieco w dół pod Średni Wierch (1122 m n.p.m.). I ponownie krótki podbieg. Na liczniku już prawie 7 km.
Wreszcie pojawiają się widoki. Zapowiadany wyż zapewnia błękitne niebo, dużą dawkę słońca oraz odczuwalne -10 stopni Celsjusza. Jednak przy intensywnym ruchu nawet ręce nie sprawiają problemów. Moja żona zawsze lubi żartować z liczby par rękawic, które zabieram na zimowy trip. Ale już tyle razy czułem ból powracającego w palcach krążenia, że wolę nosić niż cierpieć. Zresztą przy delikatnym wietrze i niskiej temperaturze nawet w słońcu nie zdejmuję primaloftów.
Na krótkim odcinku, tuż za Solniskiem (1183 m n.p.m.) trasa biegówek łączy się z popularnym, czerwonym szlakiem z Turbacza na Stare Wierchy. Przed nami otwiera się wierzchołek najwyższego szczytu Gorców (1310 m n.p.m.) i pojawia się ciepła myśl, że do schroniska już nie tak daleko. Ale to także znak, że na szlaku robi się tłoczno. I niestety, zawsze ktoś przejdzie po śladzie.
Ostatnie mocne podejście i otwiera się widok na Halę Turbacza ze słynnym ołtarzem papieskim. Trasa skręca ostro w prawo, ale zatrzymuję się na krótki oddech, łapiąc cudowną zimową panoramę. Kreska wąsko wydeptanego szlaku do Koninek daje wyobrażenie, jak dużo śniegu musiało spaść. Pojedyncze kropki turystów pojawiają się na tle ściany lasu.
Mrużę oczy nawet w okularach przeciwsłonecznych, podziwiając biel śniegu i lukrowane kontury drzew. Na horyzoncie piętrzą się charakterystyczne grzbiety Beskidu Wyspowego, a pośród nich charakterystyczny grzbiet Mogielicy.
Mógłbym tak patrzeć długo, ale w schronisku czeka ciepły obiad. Ruszam na ostanie metry trasy, która okrąża budynek od wschodu – tak, że podjeżdżając, możemy cieszyć oczy tatrzańską panoramą. A ten widok za każdym razem rozgrzewa, oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa.
W jadalni kilka osób z plecakami, a na dole skiturowcy przygotowujący się do zjazdu. Żadnych przypadkowych osób, które ruszyłyby na Turbacz przy takiej pogodzie. Zajmuję stolik i szukam na liście swojego ulubionego dania - ryżu z borówkami. Zresztą tutaj wszystko dobrze smakuje, a widok Tatr za oknem jeszcze dodaje apetytu.

Gdy wychodzę ze schroniska, słońce kładzie już długie pomarańczowe cienie. Biel śniegu nabiera ciepłych barw, a błękity mocno się nasycają. Na niebie długie pasy chmur wskazują na nadchodzącą zmianę pogody. Robię ostatnie zdjęcia, aby pokazać znajomym, jak dużo śniegu może tutaj być.
Jazda w dół jest szybsza i po chwili oczy łzawią od zimnego wiatru. Prawidłowo wybiegane ślady szybko i płynnie prowadzą narty, czasami tylko mocniej się odpycham, aby zachować tempo. Gdy mijam Gorzec, ściągam narty. Tutaj jest dla mnie za stromo i trochę oblodziło. Nie ma miejsca na korektę. Zakładam je kilkadziesiąt metrów dalej i śmigam w dół, ale już przy świetle czołówki. Gdy mijam dolną altanę, zwalniam, aby złapać oddech. Stąd już blisko do parkingu, a cisza gorczańskiego wieczoru urzeka.
Do Obidowej dojeżdżamy najpierw zakopianką, z której skręcamy w lewo w miejscowości Klikuszowa. Na miejscu są dwa parkingi oraz przystanek lokalnej linii autobusowej nr 3 z Nowego Targu. Częstość kursowania - co 60 minut w dni robocze (szczegółowy rozkład na www.mzk.nowytarg.pl.
Schronisko PTTK na Turbaczu
Tekst ukazał się w wydaniu nr 1/2022
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze