Reklama

Strażak na Szlaku – 998 osób na Babiej Górze i akcja dla dawców szpiku


Ze Sławomirem Kowalczykiem, inicjatorem akcji Strażak na Szlaku, rozmawia Kuba Terakowski.


 

998 strażaków na Babiej Górze. Akcja „Strażak na Szlaku” rośnie w siłę

 

Jesteś inicjatorem akcji Strażak na Szlaku. Skąd ta nazwa?

Jestem strażakiem i lubię chodzić po górach. Jestem też dawcą komórek macierzystych. Strażak na Szlaku ma więc równocześnie promować dawstwo i zachęcać do prowadzenia zdrowego trybu życia oraz wędrówek po naszych pięknych, polskich górach. Trzy w jednym.

 

Jak to się wszystko zaczęło?

Kilka lat temu, gdy zostałem dawcą, postanowiłem promować oddawanie komórek macierzystych i szpiku, więc zacząłem chodzić na górskie wycieczki w mundurze bojowym strażaka. Jako pierwszą - w pełnym umundurowaniu i z podpiętą maską - zdobyłem Śnieżkę. Towarzyszyło mi dwóch kolegów, którzy pomagali nieść i zmieniać butle.

Reklama

Co wchodzi w skład munduru bojowego? Ile to waży?

To kurtka i spodnie z tak zwanego nomexu - syntetycznego włókna wyjątkowo odpornego na wysoką temperaturę i ogień - oraz hełm. Dodatkowo, na akcje wymagające wejścia w toksyczny dym, zakładamy butlę z powietrzem i maskę. Całość, czyli umundurowanie i butla ważą około 20 kilogramów.

 

Czyli w butli nie ma tlenu, jak w Himalajach, lecz sprężone powietrze?

Tak, butle z tlenem też mamy, ale w celach leczniczych.

 

Przeczytaj nowe e-wydanie Magazynu Na Szczycie

Reklama

 

Wszedłeś zatem na Śnieżkę oddychając cały czas powietrzem z butli?

Tak, sprężone powietrze w butli wystarcza na około 20 minut, dlatego musiałem wymieniać je po drodze. Wiele zależy też od intensywności wysiłku, treningu i wydolności płuc. Na samym początku jedna butla wystarczała mi w górach na niewiele ponad kilometr. Teraz mam lepszą wydolność i zużywam jedną butlę na 2,5 kilometra. Na Śnieżce opróżniłem cztery lub pięć butli.

 

Po Śnieżce były Rysy i Świnica. Tylko na Giewont nie weszliśmy

Szedłeś wtedy na Śnieżkę tylko dla siebie samego, czy już z jakimś przesłaniem? 

Reklama

Już z przesłaniem. Przed wyprawą skontaktowałem się z Fundacją DKMS i napisałem o swoich planach. Przysłali mi swoje gazetki, foldery i drobne gadżety, które rozdawałem po drodze. Wchodząc zaczepiałem przeważnie dzieci, które były najodważniejsze i najbardziej zaintrygowane moim widokiem, a potem rozmawiałem z ich rodzicami. Opowiadałem im o Fundacji DKMS. Słyszałem też różne historie na mój temat. Ktoś na przykład był przekonany, że przegrałem zakład i dlatego muszę męczyć się w tym stroju... (śmiech). Wszystkie reakcje były jednak pozytywne, więc nie wahałem się, gdy kolega podpowiedział mi wejście na Rysy.

 

Reklama

Tam, o ile pamiętam, była Was większa grupa.

23 osoby, które zgłosiły się przez mój profil. Wchodziliśmy na Rysy w umundurowaniu bojowym i z butlami, lecz bez masek, bo to byłby już zbyt duży wysiłek. Ciężar, który dźwigaliśmy miał być symbolicznym znakiem naszej empatii dla chorych - symbolicznym, bo my zmagaliśmy się z naszym ciężarem przez kilka godzin, a oni przez wiele lat. Z tamtej, pierwszej tatrzańskiej ekipy do dziś osiem osób stanowi filar kolejnych akcji, które zorganizowałem.

Reklama

A kolejne było wejście na...

Świnicę. Tam było nas już 80, w tym kadeci ze Szkoły Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie. Towarzyszyli nam też pracownicy Fundacji DKMS, którzy na Kasprowym Wierchu otworzyli punkt zbiórki zgłoszeń do bazy dawców komórek macierzystych i szpiku. Po Świnicy próbowaliśmy wejść na Giewont.

 

Próbowaliśmy? Czyli nie udało się?

Niestety. Pogoda pokrzyżowała nam plany, doszliśmy tylko do schroniska na Hali Kondratowej i na tym poprzestaliśmy, bo zaczęło grzmieć. Postanowiłem więc zakończyć tę akcję, która i tak była udana, bo uczestniczyło w niej ponad 200 osób. Bezpieczeństwo jest ważniejsze od realizacji planów. Nie chciałem narażać ani nas, ani ratowników, którzy być może musieliby przyjść nam z pomocą. Nota bene: właśnie przez wzgląd na bezpieczeństwo organizuję nasze wejścia latem, a nie zimą, gdy ryzyko wypadku jest o wiele większe. Bezpieczeństwo jest priorytetem dla straży. Może kiedyś wrócimy na Giewont, ale na pewno nie tak liczną grupą, jaką tworzymy obecnie.

Reklama

...

Płatny dostęp do treści

Dołącz do grona naszych prenumeratorów aby przeczytać tekst w całości.

Pozostało 60% tekstu do przeczytania.

Wykup dostęp
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 15/04/2026 18:31
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości