Z Pawłem Kąckim, opiekunem i przewodnikiem najstarszej dawnej cerkwi w polskich Karpatach w Powroźniku, rozmawia Michał Raś
Tekst Michał Raś
Jak to się stało, że został Pan przewodnikiem po tym kościele? Jak zaczęła się ta przygoda?
Można powiedzieć, że zostałem przewodnikiem już w szkole gimnazjalnej. Często, gdy przyjeżdżała jakaś grupa, ksiądz proboszcz Bogusław Zawiślak dawał mi klucze i kazał otworzyć świątynię. Historię opowiadali starsi przewodnicy, ja się nie odzywałem, tylko pilnowałem miejsca. Później zostałem kościelnym i zarazem opiekowałem się cerkwią. I tak mnie to wciągnęło, że od 16 lat sam już oprowadzam gości. Wielu z nich wraca co roku i pamiętają mnie sprzed wielu lat. Niedawno jedna z turystek przyjechała tu po 10 latach i powiedziała do mnie: - Pan się nic nie zmienia. (śmiech)
Jak zmienił się ruch turystyczny przez te 16 lat? Jacy ludzie czy grupy tu przyjeżdżają?
Odkąd cerkiew znalazła się na liście UNESCO, frekwencja jest o wiele większa. Przyjeżdżają też osoby, które w ogóle nie są związane z wiarą chrześcijańską. Odwiedzają nas przedstawiciele różnych wyznań, którzy chcą po prostu zobaczyć historyczny obiekt. Rozmawiałem też z panem, który mi powiedział, że jest ateistą. W nic nie wierzy, ale cerkiew zrobiła na nim wielkie wrażenie.
Pamięta Pan jakieś najdziwniejsze pytanie albo nietypową sytuację, która tutaj się wydarzyła?
Kiedy zaczynałem pracę 16 lat temu, już w ramach Szlaku Architektury Drewnianej, jeden z gości zadał mi pytanie, dlaczego Kościół rzymskokatolicki tak łatwo w tamtych czasach przejmował świątynie po prawosławnych czy grekokatolikach? Jest na to prosta odpowiedź. Łemków wysiedlono w 1947 roku. Gdyby Kościół tego nie wziął pod opiekę, to dzisiaj nic by nie było. Poza tym z Cerkwią prawosławną różnimy się tylko obrządkiem i zwierzchnikiem, poza tym to także religia chrześcijańska.
Jak ludzie reagują na temat Akcji Wisła i ogólnie samych Łemków?
Wielu zwiedzających orientuje się w szczegółach Akcji Wisła, ale spotykam się też z osobami, które słyszą tę nazwę po raz pierwszy. Część ludzi, gdy przeczyta w przewodnikach “cerkiew” i nie doczyta szczegółów, dalej myśli, że to wciąż cerkiew. Pytają też, ilu jeszcze Łemków mieszka w Powroźniku albo jak duża jest ich parafia wschodnia.
Po wysiedleniach cerkiew w Powroźniku zyskała drugie życie jako świątynia rzymskokatolicka. Co się stało z ikonostasem?
Po wysiedleniu Łemków, w 1951 roku biskup tarnowski Jan Stępa erygował parafię rzymskokatolicką. Pierwszy proboszcz czy administrator (kiedyś parafia Powroźnik podlegała Dolnej Krynicy, teraz jest osobną parafią) w latach 50. przesunął ikonostas w głąb świątyni za ołtarze. Chodziło mu wtedy o powiększenie kubatury obiektu. Na dzisiaj nie ma zgody, by go przywrócić na swoje miejsce. Pomimo tego, że parafia już ma duży, nowy kościół. Zmiany z lat 50. to dla wszystkich część historii świątyni. Spotykam się nawet z księżmi Kościoła prawosławnego czy grekokatolickiego, którzy mówią, żebyśmy zostawili tak jak jest. Warto jednak podkreślić, że choć przesunięty, to ikonostas pozostał w całości. Dla porównania w Bieszczadach wiele takich cerkwi jak nasza zostało zniszczonych, zdewastowanych i spalonych.
Rozmawiamy w zakrystii, najstarszej części świątyni. Początkowo cerkiew znajdowała się w innym miejscu, ale została przeniesiona i rozbudowana. Jak w skrócie wyglądały poszczególne etapy burzliwej historii świątyni?
Pierwszą małą cerkiewką była obecna zakrystia, w której jesteśmy i gdzie znajduje się polichromia z 1607 roku. Z kolei w 1604 roku wybudowano większą cerkiew przy rzece Muszynce. W latach 1813-1814 było zagrożenie powodziowe i jak twierdzą naukowcy, w całości przetoczono ją na okrągłych balach i połączono z tą malutką, z której zrobiono zakrystię. Księża mówią, że gdyby tego nie połączyli, to ta mała cerkiew na pewno by do dzisiejszego dnia nie przetrwała.
O czym najbardziej lubi pan turystom opowiadać?
O ikonie Sądu Ostatecznego z 1623 roku, gdzie widzimy podział na osoby zbawione i potępione. Ciekawostką jest to, że Polaka wśród zbawionych nie znajdziemy.
Jesteśmy w najstarszej cerkwi w polskich Karpatach i w zabytkowym budynku na liście UNESCO. Wymaga to na pewno szczególnej ochrony. Co trzeba zrobić, by zachować ją dla kolejnych pokoleń?
Z racji tego, że kościół jest na liście UNESCO, gospodarze nie mogą za wiele robić na własną rękę. Każdy proboszcz musi mieć pozwolenie na jakikolwiek remont czy renowację. Na razie większych planów inwestycyjnych nie ma. W ostatnich latach była konserwacja i wymiana gontu, zamontowano też system przeciwpożarowy, także wnętrza przeszły renowację. Na kilkanaście lat świątynia jest zabezpieczona. Podsumowując, cerkiew przechodziła remonty przez ostatnie 65 lat.
Tekst ukazał się w wydaniu nr 1/2026
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze