Reklama

Niech prowadzi Cię woda. Tajemniczy świat lewad na Maderze


Na tym szlaku wszystko jest na odwrót. Choć prowadzi przez strome góry, jest niemal płaski, a deszcz – zamiast z nieba – pada z drzew i skał. Ale oplatające Maderę lewady powstały właśnie po to, by odwrócić porządek natury i wykorzystać jej siłę na pożytek wyspiarzy.


 

Niech prowadzi Cię woda. Wędrówka lewadami Madery

 

Pluszcze, szumi, kapie, szemrze. Podczas tej wycieczki woda towarzyszy nam na każdym kroku – w postaci kropli, strumyków, mgły, wilgoci osiadłej na liściach. A przede wszystkim niezmordowanego nurtu lewady. Zwykle jest niemal bezszelestny, ale ani na moment nie przestajemy czuć jego pulsowania. To on wyznacza rytm i kierunek naszych kroków.

 

Wyspa w mokrej sieci

 

Ma nieco ponad metr szerokości, odlane z betonu ścianki i dno. Widać je jak na dłoni, bo płynąca korytem woda jest krystalicznie czysta. Nie ma jej też zbyt dużo. Gdybyśmy do niej weszli, sięgnęłaby nam pod kolana. Lewada Fajã do Rodrigues wygląda niepozornie. Ale to część krwiobiegu Madery, od którego od setek lat zależy dobrobyt – a może po prostu byt – wyspiarzy.

Reklama

Szlak poprowadzony wzdłuż Fajã do Rodrigues mierzy 3,9 km – i drugie tyle z powrotem, bo wzdłuż lewad wędruje się zwykle w dwóch kierunkach tą samą trasą.

– Takie udostępnione do wędrówek trasy wzdłuż kanałów mają łącznie około 200 kilometrów – mówi Paulo, nasz przewodnik, gdy ruszamy pod prąd łagodnie szemrzącego nurtu. – A lewad na Maderze jest jakieś 2500 kilometrów – ciągnie. Według innych szacunków może być ich nawet trzy tysiące. To liczby astronomiczne jak na wyspę mierzącą mniej więcej 60 na 20 km. Przeznaczenie lewad jest za to zaskakująco przyziemne: służą do… nawadniania upraw.

Reklama

 

Przeczytaj nowe e-wydanie Magazynu Na Szczycie

 

– Transportują wodę z wilgotniejszej północy wyspy na południe, gdzie znajduje się większość plantacji – wyjaśnia Paulo, maszerując wzdłuż kanału. To kwestia klimatu – atlantyckie wiatry gnają na północne wybrzeże większość chmur, podczas gdy południowe jest lepiej osłonięte przed szkwałami i wystawione na promienie słońca – ale do podziału przyczyniła się też historia wyspy.

– W 1419 roku na Maderze wylądowała ekspedycja João Gonçalvesa Zarco – opowiada Paulo. Wyspa już wcześniej widniała na mapach, ale to ten żeglarz jako pierwszy postawił stopę na bezludnym dotąd lądzie. – Był żołnierzem, ale miał też żyłkę przedsiębiorcy: przywiózł na Maderę trzcinę cukrową – ciągnie przewodnik. 

Reklama

Roślina ta była w XV wieku źródłem białego złota. W Europie – w większości zbyt chłodnej, by ją uprawiać – można było dorobić się na niej fortuny. Na Maderze klimat sprzyjał rolnikom, ale wyspa była niemal w całości porośnięta lasem. W ruch poszły więc żagwie i siekiery. Puszcze wypalano, a następnie karczowano – początkowo w pobliżu Machico, pierwszej stolicy, potem także w innych zakątkach południowego wybrzeża. Cukrowa bonanza nie potrwała długo – na początku XVI stulecia Portugalczycy dotarli do Brazylii, a tamtejsze plantacje szybko przyćmiły te z Madery. Za to jej skutki pozostają odczuwalne do dziś: pozbawione lasów południe zatrzymuje znacznie mniej wilgoci.

 

Reklama

Wrzosy przesłaniają niebo

 

Efekty wydarzeń sprzed wieków obserwujemy na naszym szlaku. Fajã do Rodrigues prowadzi przez środkową część północy wyspy. Ze ścieżki widzimy migające pomiędzy drzewami tarasowe winnice na zboczach wokół miasteczka São Vicente – pamiątkę po kolejnym hicie eksportowym, czyli wzmocnionym winie madera, na którym wyspiarze bogacili się w XVII i XVIII wieku. Nieprzypadkowe są też same drzewa: trochę strzelistych sosen, ale głównie eukaliptusy.

– Żaden z tych gatunków nie jest rodzimy – wyjaśnia Paulo, dotykając srebrzystego pnia, z którego zwisają długie i wąskie pasma kory. Eukaliptusy sprowadzono jako surowiec – najpierw budowlany, potem dla papierni – ale sadzono też, by ustabilizować narażone na erozję zbocza. Przyjęły się aż za dobrze.

Reklama

– Tych tutaj nikt nie sadził. – Paulo zrywa listek, rozciera go w palcach i podaje nam do powąchania. Intensywnie mentolowa woń aż odurza. – Rozprzestrzeniają się błyskawicznie, rosną szybko i wypierają nasze rodzime lasy wawrzynolistne – ciągnie. – Ale bez obaw, dotrzemy i do nich!

Wraz z kanałem zakręcamy w lewo. W dali błyska tafla oceanu, przy ścieżce – znacznie węższej od lewady – połyskują skórzaste liście. Wyglądają jak nawoskowane. To znak, że weszliśmy między drzewa typowe dla laurissilvy, jak nazywa się na Maderze lasy wawrzynolistne. To ich przystosowanie do wszechobecnej wilgoci – na ścieżce, wcześniej zasłanej szeleszczącymi liśćmi eukaliptusów, pod butami chlupie nam błoto. Paulo śmieje się, że to stały towarzysz wędrówek wzdłuż lewad. Po chwili pojawia się kolejny: drzewiaste wrzosy, wyrastające niemal poziomo ze zbocza po lewej i tworzące nam nad głowami zwarty baldachim.

Reklama

– To jeszcze nic! Musicie wybrać się na szlak do 25 Fontes. Tam maszeruje się przez prawdziwy tunel! – zachwyca się Paulo. Choć przyznaje, że także w znacznie liczniejszym towarzystwie. Na Fajã do Rodrigues mijamy się z pojedynczymi osobami – a pejzaż dziczeje z każdym krokiem.

 

Ci, którzy dzielą wodę

 

Po chwili nad głowami zamiast zieleni błyska nam niebo, a pod podeszwami chrzęści gruby żwir. Ścieżka prowadzi tu pod fragmentem oberwanego zbocza, potem przez krótki, głęboki na kilka metrów wąwóz, by w końcu wyprowadzić na niemal pionowe urwisko. Po poznaczonej rudymi żyłami wulkanicznej skale ciurka woda, która w ostro wciętym żlebie tworzy sporą kaskadę. 

Reklama

Szlak przeprowadza pod nawisem, kropelki lecą nam na twarze i za kołnierze. Tu drzewa na chwilę znikają – chyba jest dla nich za stromo. Na ciemnej, wilgotnej skale, lśniącej jak nocne niebo, niczym gwiazdy błyskają rozety jasnozielonych liści. Są też pióropusze poszarpanych listków, przypominające nać dzikiej marchwi, i drobne rośliny pokryte meszkiem z perlącymi się na końcach włosków kropelkami. Kojarzą nam się z rosiczkami, ale chyba nie mają złych zamiarów wobec owadów.

Ścieżka przecina ten pionowy ogród niemal idealnie poziomym trawersem. Uderza nas, jak łatwo spaceruje się nią przez tak niedostępne miejsce! To zasługa lewady – by woda płynęła nią bez wsparcia pomp, kanał musi mieć względnie stały spadek: nie za mały, by uniknąć zastoisk, ale i nie za duży, by nurt nie niszczył koryta i by wykorzystać różnicę wysokości do pokonania jak najdłuższego dystansu. Wymagało to od budowniczych niemałych umiejętności.

Reklama

– Pierwsze lewady budowali osadnicy z regionów Tras-Os-Montes i Minho na północy Portugalii – twierdzi Paulo. To także górzyste okolice, gdzie wodę na pola trzeba doprowadzać kanałami. Tradycja konstruowania takich systemów sięga tam Rzymian i ich akweduktów. Ale zbudowanie lewady to połowa sukcesu – trzeba o nią jeszcze dbać. Na Maderze od wieków jest to zadanie levadeiros.

– Każda okolica ma swojego levadeiro. Mój wujek José był jednym z nich – mówi Paulo. 

Jego praca polegała nie tylko na dbaniu o stan techniczny kanałów. – Levadeiro rozdziela wodę płynącą lewadą między poszczególne gospodarstwa: pół godziny dla jednej osoby, godzina dla innej, w zależności od zapotrzebowania i zasobów – opowiada. Lewady nie mają kranów, które można by zakręcić. Woda płynie nimi nieprzerwanie, trzeba więc gospodarować nią tak, by nie zmarnować ani kropli.

Reklama

 

Podziemny nurt

 

Kunszt budowniczych objawia nam się za chwilę w jeszcze pełniejszej krasie: w omszałej skale zieje wylot tunelu. Nie wszędzie dało się poprowadzić lewady wzdłuż zbocza – czasami trzeba było przebić się przez całkiem spore grzbiety. Pierwszy tunel jest krótki – ma ok. 50 m – drugi, tuż za nim – już ponad 100 m. Oba są ciasne. Niemal całą szerokość zajmuje koryto, ścieżka to wąski na dwa buty stopień po prawej stronie. Czekamy, aż wyjdą wędrowcy z naprzeciwka i ruszamy: powoli, przytuleni do skały, raz przodem, raz bokiem, próbując zachować równowagę i nie wpaść do wody.

Reklama

Z ciemności wychodzimy w wilgotną zieleń doliny szumiącego gdzieś w dole strumienia Ribeira do Passo. Ale nie zdejmujemy kurtek, które założyliśmy dla ochrony przed kapiącymi ze sklepienia kroplami, a czołówki chowamy tylko na moment. Przed nami ostatni, niemal kilometrowy tunel, przecinający masyw Fajã do Rodrigues (1195 m n.p.m.), któremu lewada i trasa zawdzięczają nazwę.

Na początku maszeruje się nim wygodnie: koryto nakrywają betonowe płyty i wystarczy uważać, by nie nabić sobie guza o dość niskie sklepienie. Po chwili ścieżka zwęża się do stopnia przy ścianie. Z nieco większą już wprawą brniemy naprzód, to skuleni, to z dłonią wyciągniętą w górę, by zapierać się o nierówne ściany i strop. Widzimy też zbliżające się z przeciwka punkciki czołówek – ten tunel jest zbyt długi, by dało się poczekać przed wejściem i przepuścić idących z drugiej strony. W wilgotnym mroku daję jedną nogą susa ponad lewadą i staję okrakiem nad korytem, by zwolnić miejsce na ścieżce. Gdy wiszę tak ponad wodą w sercu góry, myślę o robotnikach, którzy w ciemności, centymetr po centymetrze kuli twardą skałę. Gdy ruszamy, widząc już majaczące światło wylotu, mówię Paulowi, że dopiero teraz dociera do mnie, jak cenna była dla wyspiarzy woda.

– Bezcenna – odpowiada poważnym głosem. – Od niej zależało ich przetrwanie.

 

W zielonym kotle

 

Po mniej więcej kwadransie możemy zgasić latarki i rozprostować plecy. Z ciasnego tunelu wychodzimy w niewiele przestronniejsze miejsce. Lewada i ścieżka są uczepione stromego zbocza wąskiej doliny. Otacza nas zielony gąszcz. Skały otulają poduchy mchów, liście ogromnych paproci sięgają nam ponad głowy, poskręcane drzewa z girlandami porostów pną się sobie tylko znanymi ścieżkami ku niebu – a raczej ku białawym obłokom, które przesłaniają błękit i wypełniają wąwóz kłębami wilgotnej waty.

– Tak wyglądała Madera, gdy przypłynęli na nią nasi przodkowie – w głosie Paula słychać zachwyt i dumę. Wyglądała tak również dużo, dużo wcześniej. Lasy wawrzynolistne to relikt trzeciorzędu. Kilka milionów lat temu porastały sporą część Europy, nie przetrwały jednak późniejszych zlodowaceń. Zachowały się tylko na atlantyckich archipelagach: Azorach, niektórych z Wysp Kanaryjskich, a przede wszystkim na Maderze. Wpisano je tu na listę dziedzictwa UNESCO. Są ostoją wielu endemicznych gatunków i porastają obecnie ok. 16 proc. powierzchni wyspy.

Laurissilva to jednak nie tylko okruch ewolucyjnej przeszłości, ale i polisa na przyszłość. Wulkaniczna Madera nie posiada podziemnych źródeł – cała słodka woda na wyspie pochodzi z gnanych atlantyckim wiatrem chmur. Drzewa wyciągają ku nim swe skórzaste liście oraz omszałe gałęzie i zbierają najdrobniejsze kropelki, a prastara puszcza je spija jak wielka zielona gąbka. Proces ten widzimy, słyszymy i czujemy wszędzie wokół: wilgoć osiada na twarzach, kapie z konarów, lśni na ścieżce. Idziemy jeszcze 200 albo 300 metrów, przechodzimy pod ciurkającą z omszałych skał kaskadą – i nagle drogę zamyka nam ściana gigantycznych paproci.

Dalej w górę strzela wąska rysa żlebu – zbyt stromego i śliskiego, by się nim wspiąć – w dół także nie ma żadnej ścieżki, która powiodłaby nas do oceanu wzdłuż Ribeira do Inferno, Piekielnego Potoku. To koniec lewady i szlaku – jesteśmy w sercu puszczy. Nie prowadzi tu żadna inna droga. Długi tunel, którym przywędrowaliśmy, z mozołem wykuto w skale tylko po to, by przebić się do zielonego kotła, w którym przyroda warzy kłęby pary, zmieniając je z alchemiczną zręcznością w najcenniejszą z substancji. Przez chwilę stoimy w ciszy, nasłuchując kąpiących kropli i odzywających się w gąszczu ptaków. A potem zawracamy i pozwalamy, by łagodny nurt lewady poprowadził nas z powrotem do świata ludzi.

 

Levada do Rei

 

Do São Jorge, gdzie zaczyna się trasa, można dojechać wyłącznie samochodem. Nad parkingiem unosi się eukaliptusowy zapach – przyjemny, ale nie ma on nic wspólnego z rodzimą przyrodą. Ruszamy lekko pod górę i szybko docieramy do lewady. 

– Teraz już będzie płasko – zapowiada Elvio, nasz raczej małomówny przewodnik. I rzeczywiście, dalej na trasie nie ma już wzniesień. 

Po prawej stronie szumi strumień, nad nim wyrasta potężna skała, a my idziemy po kostki w czerwonawym błocie. Pogoda trafiła się tyleż malownicza, co męcząca – przez kilka godzin towarzyszy nam siąpiący deszcz. Wilgoć w powietrzu przydaje widokom tajemniczości i unaocznia różnice między północą a południem wyspy – gdy wyjeżdżaliśmy, w Funchal świeciło słońce. 

Przydają się tu wysokie, porządne buty oraz nieprzemakalna kurtka. Zwłaszcza, że woda leje się nie tylko z nieba, ale także większymi i mniejszymi kaskadami ze skalnej ściany. Pomimo deszczu ruch jest spory, ale w większości miejsc mijamy się z innymi wędrowcami bez problemu, na trasie nie ma też tuneli. Im dalej zapuszczamy się w zieleń, tym więcej pojawia się rdzennych gatunków drzew. 

Po około 5 km docieramy do celu wycieczki – wodospadu. Pogoda nie zachęca jednak do dłuższego odpoczynku, więc dość szybko ruszamy z powrotem – tą samą trasą, którą tu przywędrowaliśmy.

 

Levada do Risco i Túnel do Cavalo

 

Na trasie z Rabaçal do wodospadu Risco – pokrywającej się częściowo z popularnym szlakiem lewady 25 Fontes (25 Źródeł) – mamy więcej szczęścia do pogody. Choć jest wyraźnie chłodniej niż w Funchal, przez większość czasu towarzyszy nam słońce, a świat wygląda zupełnie inaczej niż w dżdżysty dzień nad Levadą do Rei. Nie zmienia się za to jedno: zewsząd otacza nas zieleń.

Wędrówkę zaczynamy na parkingu przy szosie ER 105 i tym razem ruszamy w dół. Początkowo idziemy asfaltową drogą do Casa do Rabaçal, gdzie w niewielkim barze można napić się kawy albo herbaty i skorzystać z toalety. Już w tym miejscu trafiamy w zaczarowany świat poskręcanych konarów, drzew rosnących niemal poziomo, tajemniczych porostów oraz maleńkich ptaków: zięb i zniczków maderskich. 

Nasz przewodnik Samuel co krok upomina, byśmy w zieleni tworzącej nad nami baldachim nie zahaczyli o nic głowami. Sporo opowiada też o samych roślinach; w pewnym momencie wskazuje niepozorne, rozcapierzone wąsy zwisające z gałązki. – To brodaczka – mówi. Jej obecność świadczy o nieskazitelnie czystym powietrzu. Czysta jest też woda, która drobnymi strumyczkami ciurka ze skał. Przewodnik śmiało nabiera jej w ręce i pije.

Gdy docieramy do wodospadu Risco, spotykamy dużą grupę turystów. Trasa należy do najpopularniejszych na wyspie i wcale się temu nie dziwimy – jest wyjątkowo malownicza. Z Risco można cofnąć się w okolice kawiarni i odbić w stronę Lagoa das 25 Fontes. My jednak ruszamy przez Túnel do Cavalo. Nie jest tak klaustrofobiczny, jak ten na końcu szlaku Fajã do Rodrigues. Woda płynie w nim zamkniętą rurą, więc nie grozi nam też wpadnięcie do lewady. 

Po niecałym kilometrze wychodzimy w zupełnie nowy świat – z fioletowymi pióropuszami żmijowców wspaniałych, nazywanych dumą Madery, i majaczącym w oddali oceanem. Końcowy odcinek na parking – przy drodze ER211, inny niż ten, z którego ruszyliśmy – to spacer przez las smukłych eukaliptusów.

 

Informacje praktyczne

 

Na Maderę bezpośrednio z Gdańska, Warszawy i Katowic latają linie Wizzair. Za bilety w dwie strony (tylko z małym bagażem podręcznym) zapłacimy od 600–700 zł.

Po Maderze kursują autobusy – można nimi dojechać np. ze stołecznego Funchal do São Vicente niedaleko szlaku Fajã do Rodrigues – ale dotarcie do większości ścieżek wzdłuż lewad wymaga wypożyczenia samochodu.

 

Noclegi

 

Najwięcej hoteli i pensjonatów znajduje się w Funchal i okolicach. Barceló Funchal Oldtown mieści się w kilku połączonych, zabytkowych kamienicach w sercu starówki i niemal nad samym oceanem. Za noc w pokoju 2-os. zapłacimy od 220 euro - www.barcelo.com/en-ww/barcelo-funchal-oldtown/

Kameralny pensjonat Solar do Carvalho znajduje się na wsi, nieopodal São Vicente i szlaku Fajã do Rodrigues. To dobre miejsce do eksploracji północnej części wyspy. Za noc w pokoju 2-os. i domowe śniadanie zapłacimy 80 euro (minimalny pobyt to 3–4 dni - www.solardocarvalho.com/en). 

 

Jedzenie

 

Koniecznie spróbujcie peixe espada, czyli pałasza – sporej ryby poławianej za pomocą haków u brzegów Madery. W wielu restauracjach podaje się ją z maderskimi bananami, a niekiedy także z musem z marakui. My świetną zjedliśmy w Jaket w Funchal.

Przysmakiem z oceanu są też lapas, czyli czaszołki – atlantyckie ślimaki grillowane w muszlach. Bardzo smakowały nam w restauracji Calamar, położonej nad samym oceanem w São Vicente. Przepyszny tatar z tuńczyka z awokado podają w restauracji Basalto w Funchal, tuż przy kąpielisku Barreirinha.

Warto skosztować tropikalnych owoców z wyspy, zwłaszcza tych mniej znanych, jak flaszowiec, tamarillo czy owoc monstery. Można je kupić na targowisku Mercado dos Lavradores w Funchal, choć ceny są korzystniejsze w mniejszych warzywniakach w stolicy.

Z owoców – i lokalnego rumu – przyrządza się ponchę. Najbardziej klasyczna wersja tradycyjnego maderskiego napoju - poncha pescador - powstaje z rumu, soku z cytryny i miodu – i jest dość cierpka. Poncha tradicional zawiera także sok z pomarańczy, nam zaś najbardziej przypadła do gustu odmiana tropical – z pomarańczą i marakują. Melasę z trzciny cukrowej wykorzystuje się też do wypieku ciasta bola do mel – zajrzyjcie po nie do cukierni Fábrica Santo Antonio w Funchal.

 

Wędrówki

 

Od 1 stycznia 2026 roku na Maderze obowiązuje system opłat za korzystanie ze szlaków pieszych – w tym ścieżek wzdłuż lewad. Trzeba zapłacić 4,50 euro od osoby, są z niej zwolnione dzieci do lat 12. Należy uiścić ją za pośrednictwem portalu SIMplifica (simplifica.madeira.gov.pt), wybierając trasę, która nas interesuje, a także półgodzinny przedział czasowy, w którym wyruszymy na szlak (potem możemy przebywać na nim dowolnie długo).

Przed wyruszeniem koniecznie zajrzyjcie też na portal Visit Madeira (visitmadeira.com/en/what-to-do/nature-seekers/activities/hiking), by sprawdzić, czy szlak, którym planujecie wędrować, jest aktualnie otwarty. Poszczególne trasy bywają zamykane – w całości lub na wybranych odcinkach – np. ze względu na warunki pogodowe czy osunięcia ziemi.

 

Koszt

 

Jeśli traficie na promocyjne ceny lotów, to tydzień na Maderze może zamknąć się w ok. 3 tys. zł.

 

 

Tekst ukazał się w wydaniu nr 3/2026

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/05/2026 18:37
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama