Góry to nie tylko wysokość czy surowość skalistych grzbietów. To przestrzeń, w której człowiek doświadcza własnej kruchości i ogromu wolności. Pojechałam do Serbii, bo szukałam miejsc, które nie są opisywane w przewodnikach. Chciałam znaleźć góry, które same z siebie nauczą mnie spokoju.
Wśród mniej znanych, a wciąż urzekających szczytów Europy, Midżur i jego skalny sąsiad Babin Zub w serbskiej części Starej Płaniny jawią się jako miejsca wyjątkowe. Są ukryte, niemal zapomniane, a jednak pozostają w pamięci mocniej niż niejedna alpejska panorama. Podczas wędrówki trudno nie zatrzymywać się co kilka kroków, żeby w pełni chłonąć przestrzeń, która otacza szlak: fale zielonych grzbietów, ścieżki wijące się po halach, głazy, które w świetle poranka wyglądają jak naturalne rzeźby. Te góry nie potrzebują tłumów, ani przewodników. Przyciągają tych, którzy szukają autentycznego kontaktu z naturą, ciszy i przestrzeni.
Bazą wypadową dla górskich wędrówek po okolicy jest zazwyczaj Pirot, niewielkie miasteczko położone u stóp Starej Płaniny. Wczesnym rankiem ulice toną w delikatnej mgle, a brukowane drogi i kamienne domy nadają miasteczku klimat nieśpiesznej codzienności. Spokojny rytm życia mieszkańców jest jakby wstępem do rytmu gór. Tam naprawdę czas zwalnia. Opuszczając Pirot, wjeżdżamy w krętą, górską drogę prowadzącą do stacji narciarskiej Babin Zub. Krajobraz zmienia się stopniowo, pola uprawne i małe wsie ustępują miejsca bukowym lasom, które z każdym metrem wzniesienia stają się coraz gęstsze.

Szczyt Babin Zub (1758 m n.p.m.) widać już z oddali. Monumentalny skalny bastion, sterczący nad zielonymi zboczami, wygląda jak ząb, stąd zresztą jego nazwa - Babciny Ząb. Ma on w sobie coś dziwnego i fascynującego, niby tylko kawał skały, a jednak przyciąga wzrok jak latarnia. Widokowo jest tu podobnie jak na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, ale w wersji powiększonej, bardziej surowej i mniej oswojonej przez człowieka. Ząb Babci ma też swoją legendę. Dawno, dawno temu pewna staruszka, idąc przez góry, zostawiła tu jeden ze swoich zębów, a natura utrwaliła tę opowieść w kamieniu. Myśląc o tym, śmiałam się w duchu, że może i ja zostawię tu kawałek siebie. Nie zęba oczywiście, ale jakieś wspomnienie, które zwiąże mnie z tym miejscem na zawsze.
Podejście na Babin Zub nie jest specjalnie długie, ani wymagające technicznie. Jedynie latem we znaki może dać się lejący z nieba żar, w końcu jesteśmy na Bałkanach. Kilkadziesiąt minut od parkingu, po przejściu przez bukowy las skała wyrasta przed oczami. Niektórzy próbują się wspinać po jej pionowych ścianach, ale zwykły turysta może obejść ją dookoła i wdrapać się na grań, skąd otwierają się pierwsze widoki na pasmo Starej Płaniny. To miejsce ma w sobie coś z górskiego prologu, jakby Babin Zub pytał: - Gotowa? Dalej będzie jeszcze ciekawiej.

Gdy zejdziemy ze szczytu szlak znów prowadzi przez las, by za chwilę ustąpić miejsca halnym trawom. Każdy krok odsłania coraz szersze panoramy, a góry zdają się nie mieć końca. Zielone grzbiety przechodzą w odcienie szarości i błękitu, które stapiają się z horyzontem, tworząc wrażenie nieskończoności. To właśnie tutaj człowiek po raz pierwszy ma wrażenie, że stoi na środku morza, tyle że zamiast fal wodnych otaczają nas fale górskich szczytów.

Dalej droga wije się łagodnie, raz opadając, raz wnosząc się, aż w końcu coraz mocniej pnie się w górę. Ten odcinek wymaga cierpliwości i gotowości do spotkania z przestrzenią. Bo Stara Płanina nie jest jak Alpy, gdzie lodowce błyszczą w słońcu, a ostre turnie wbijają się w niebo niczym strzały. Tu króluje bezkres, szerokie hale i łagodne, lecz potężne grzbiety, które falują po horyzont, przypominając, że piękno gór nie zawsze musi być dramatyczne.
Największe wrażenie robi cisza. To nie Tatry, gdzie co chwilę ktoś mija Cię na szlaku i gdzie stukot kijków trekkingowych miesza się z rozmowami turystów. Tu można iść godzinami i nikogo nie spotkać. Cisza jest tak głęboka, że zaczynasz słyszeć własne myśli, a nawet bicie serca. Raz czy dwa spotkałam wędrowców, małe grupki z plecakami, które uśmiechały się na powitanie i równie szybko znikały za kolejnym zakrętem ścieżki. W sezonie zdarzają się większe grupy, zwłaszcza te, które zmierzają na Midżur w ramach projektu Korona Europy. Mimo to Midżur wciąż pozostaje górą introwertyków, czyli taką, która nie potrzebuje tłumów, by udowodnić swoją wartość.
Sam szczyt wznoszący się na 2169 m n.p.m. na pierwszy rzut oka nie wygląda imponująco. To rozległy garb pokryty trawą, gdzieniegdzie ozdobiony większymi głazami. Ale to właśnie one stają się naturalnymi punktami obserwacyjnymi. Z każdego miejsca panorama naprawdę robi duże wrażenie. Przy dobrej pogodzie na horyzoncie majaczą odległe pasma górskie, a czasem, jeśli szczęście dopisze, można dostrzec nawet kontury gór Riła w Bułgarii.

...
Dołącz do grona naszych prenumeratorów aby przeczytać tekst w całości.
Pozostało 58% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze