Gdy pogoda na wysokie szczyty i porządne wyrypy absolutnie się nie nadaje, a pełne zachmurzenie i możliwe opady deszczu sprzyjają nostalgii, maszerujemy tam, gdzie splata się sacrum i profanum. By wspomnieć tych, którzy zostali w górach na zawsze.
Za punkt startowy do dzisiejszego wędrowania obieramy znajdujące się w słowackich Tatrach Szczyrbskie Jezioro (1346 m n.p.m., słow. Štrbské Pleso), miejscowość malowniczo położoną nad akwenem wodnym o tej samej nazwie. Dookoła rozpościerają się dumne tatrzańskie szczyty, jak Krywań, grań Solisk, Wysoka czy Kończysta. Mimo że tutaj szlaki nie są tak przepełnione jak w Polsce, to jednak Szczyrbskie Jezioro jest ważnym punktem na turystycznej mapie Tatr, więc ciszy tu nie uraczymy. Tym bardziej, że hoteli, także tych luksusowych, domów wypoczynkowych oraz sanatoriów całkiem sporo.
Atrakcji też jest bez liku. Od rekreacyjnych, takich jak szlak spacerowy wokół jeziora, czy pływanie na łódce po jego tafli. Ale Szczyrbskie Jezioro to też doskonały punkt wypadowy na trudniejsze tatrzańskie szlaki, jak Krywań (2495 m n.p.m., Kriváň) czy Bystra Ławka (2315 m n.p.m., Bystrá lávka). To właśnie tu w zeszłym roku rozpoczynaliśmy naszą pozaszlakową wyprawę na Szatana (2421 m n.p.m., Satana) z przewodnikami Ryśkiem Gajewskim i Maćkiem Pawlikowskim. Rejon tego drugiego co do wielkości jeziora w Tatrach Słowackich to także znane centrum sportów zimowych, szczycące się długoletnią tradycją narciarską. Na znajdujących się tu skoczniach narciarskich – K120 i K90, w 1970 roku odbyły się Mistrzostwa Świata w Skokach Narciarskich.
A jeśli nie chcemy zbyt dużo chodzić, wyciąg krzesełkowy Solisko Express zawiezie nas do Chaty pod Soliskiem, skąd dalej możemy czerwonym szlakiem wyruszyć na Skrajne Solisko (2177 m n.p.m.). To jedyny szczyt z całej grani, dostępny znakowanym szlakiem. Jeśli natomiast jesteśmy fanami wież widokowych, urokliwe tatrzańskie otoczenie możemy podziwiać z wysokiej na 53 metry Tatras Tower, znajdującej się niedaleko dolnej stacji kolejki na Solisko. Liczy 53 metry i jest ponoć jedną z najwyższych w Europie. To jedna z najnowszych atrakcji miasteczka.

Liczba atrakcji i urokliwe otoczenie sprawiają, że panuje tu turystyczno-wakacyjny klimat. Jednak w lipcu tego roku sielankę przerwała kłótnia dwóch mężczyzn, która dla jednego z nich zakończyła się tragicznie. Jak relacjonowała słowacka policja, 48-latek z Nitry wrzucił 40-latka do jeziora. Następnie wepchnął jego głowę pod wodę i przytrzymywał pod powierzchnią, dopóki ten przestał się ruszać. Wydawałoby się, że takie historie to tylko w filmach sensacyjnych…
Zostawiamy zgiełk Szczyrbskiego Jeziora za sobą i okrążając je od wschodu, idziemy wzdłuż czerwonych oznaczeń w stronę Popradzkiego Stawu. Ścieżka prowadzi przez las. Mijamy rozwidlenie szlaków na wysokości Grani Baszt rozdzielającej Dolinę Młynicką od Mięguszowieckiej. W dole huczy Hińczowy Potok, a my po półtorej godzinie docieramy do kolejnego rozejścia. Wybierając niebieski szlak w lewą stronę moglibyśmy wyruszyć na Koprowy Wierch (2367 m n.p.m.) lub na wyższą od polskiej o dwa metry, słowacką część Rysów (2501 m n.p.m.).
Na tym właśnie rozwidleniu stoją ekwipunki gotowe do wniesienia do Chaty pod Rysami – najwyżej położonego schroniska w całych Tatrach. Śmiałek, który podejmie wyzwanie i wniesie towar na własnych plecach, w schronisku otrzyma w nagrodę herbatę. Po drodze można się natomiast poczuć jak prawdziwy tatrzański nosicz. A to nie lada gratka, bo w 2018 roku zawód nosicza wpisano na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego Słowacji.
My jednak dziś wysokich szczytów zdobywać nie będziemy. Skręcamy w prawo na niebieski szlak prowadzący drogą asfaltową. Gdybyśmy szli cały czas prosto, doszlibyśmy do przystanku kolejki elektriczki o nazwie Popradzkie Pleso (Popradské pleso). To też najszybsza i najczęściej wybierana droga dotarcia nad Popradzki Staw. My jednak po 10 minutach odbijamy na żółty szlak w lewo, by odwiedzić Tatrzański Cmentarz Symboliczny pod Osterwą.
Na pomysł stworzenia tego miejsca pamięci wpadł w 1922 roku czeski taternik, narciarz i malarz, Otakar Štáfl. Po ponad 20 latach w limbowym gaju pod Osterwą znalazła się mała kapliczka, a wokół niej zgromadzono tablice upamiętniające tych, którzy zginęli w górach. Wcześniej rozsiane po Tatrach, znalazły w końcu swoje miejsce. Z czasem przybywały też nowe.

Już od pierwszych chwil cmentarz robi na nas ogromne wrażenie. Nostalgia bije tu z każdej strony. Pierwsze, co się nam rzuca w oczy to rzeźbione drewniane krzyże pomalowane w różne wzory. Jest ich tu naprawdę sporo i tworzą niesamowity klimat. Mówi się o nich też detwiańskie krzyże, od wsi Detvy, z której wywodzi się ich kształt.
„Mŕtvym na pamiatku, živým pre výstrahu” („Umarłym na pamiątkę, żyjącym ku przestrodze”) głosi motto tego niezwykłego cmentarza. Krążymy wśród wielu tablic upamiętniających ludzi, którzy na zawsze zostali w górach. Część nazwisk jest nam obca, jednak wiele z nich dobrze znamy. Wanda Rutkiewicz, Jerzy Kukuczka, Maciej Berbeka, Tomek Kowalski, Piotr Morawski, Władysław Cywiński… A to tylko niektóre. Wraz z kolejnymi nazwiskami, przypominają mi się historie z wypraw, z których już nie wrócili... Jakże znane i jak mocno działające na wyobraźnię.
Znajdujemy też tablicę ratowników Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego – Janusza Kubicę i Stanisława Mateję Torbiarza oraz pilotów „Sokoła” Bogusława Arendarczyka i Janusza Rybickiego, którzy w sierpniu 1994 roku zginęli w katastrofie lotniczej w Dolinie Olczyskiej. Są też Marek Łabunowicz „Maja” i Bartłomiej Olszański – ratownicy, którzy 30 grudnia 2001 roku zginęli w trakcie akcji ratunkowej pod Szpiglasową Przełęczą. Pamiętam jak czytałam o nich w książce Beaty Sabały-Zielińskiej „TOPR. Żeby inni mogli przeżyć”.
W głowie rodzą się po raz kolejny te same pytania. Czy warto narażać siebie i innych? Gdzie jest granica ryzyka, które można podjąć? Czy da się ją w ogóle wyznaczyć? Czy można rezygnować z pasji, by być bezpiecznym? Nie znajduję jednak na te pytania jednoznacznych odpowiedzi…
Dla mnie już samo położenie cmentarza jest symboliczne i wywołuje ciarki na plecach. W cieniu drzew, z dala od hałasu, majaczą nazwiska na tablicach pamiątkowych. A kawałek dalej, na wznoszącej się nad cmentarzem zachodniej ścianie Osterwy, wspinacze pokonują kolejne skalne odcinki. Co więcej, aby dojść np. pod drogę wspinaczkową o nazwie Augustova (V+), trzeba kierować się do cmentarnej kapliczki, by zaraz za tablicą Klimka Bachledy odbić w prawo… Jakie to wymowne i dające do myślenia. Splatające przeszłość z teraźniejszością. Czy ci, którzy ruszają na wspinanie mają ciarki, tak jak ja teraz? Czy w głowie pojawiają im się myśli, że tablica z ich nazwiskiem też może się tu znaleźć?
Żółty szlak przecinający cmentarz, prowadzi nas dalej nad Popradzki Staw. Stajemy nad taflą położonego u stóp potężnej ściany Osterwy (1984 m n.p.m.) jeziora. Z jej zboczy zakosami schodzi oznaczony na czerwono najdłuższy szlak po słowackiej stronie Tatr, czyli Magistrala Tatrzańska. Podczas schodzenia z Przełęczy pod Osterwą rozpościerają się zapierające dech w piersi widoki. Jednak wybierając się tam, przygotujcie kolana, bo na przestrzeni 2,5 kilometra zejdziecie aż 484 metry! Uwierzcie mi, to zejście zdaje się nie mieć końca.

Siadamy nad Popradzkim Stawem. To dobre miejsce na odpoczynek, choć obecność dwóch schronisk i restauracji, bliskość szlaku na Rysy i urok tatrzańskiego stawu, sprawiają, że przewija się tu sporo turystów. Zamawiamy jedzenie i w otoczeniu imponującej ściany Osterwy, zatapiamy się w zadumie nad ulotnością życia… Umarłym na pamiątkę, żyjącym ku przestrodze…
Autem do Szczyrskiego Jeziora dojedziemy tak, jak do Tatrzańskiej Polanki, gdzie rozpoczyna się szlak do Domu Śląskiego i na Gerlach. Po słowackiej stronie Tatr można też przemieszczać się tzw. elektriczką, czyli koleją.
Tekst ukazał się w wydaniu nr 5/2023
Zobacz także:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze