65-letni Jan Baranik w niedzielę zakończy w Ustroniu 500-kilometrową górską wyprawę, którą poświęcił swojemu 10-letniemu wnukowi. Mimo hospitalizacji i trudnych warunków nie zszedł ze szlaku. Dziś walczy już na ostatnich kilometrach, a zbiórka na leczenie Olinka wciąż potrzebuje ogromnego wsparcia.
16 sierpnia o 14:00 w Ustroniu Jan Baranik postawi ostatni krok po 500 kilometrach górskiej wędrówki. 65-latek szedł mimo upałów i hospitalizacji, żeby zebrać na leczenie wnuka Olinka. Zbiórka stanęła w miejscu, a Olinek potrzebuje aż pół miliona złotych. Razem możemy odmienić jego los: pomagam.pl/dlaolinka.
To już czwarta wielka wyprawa Dziadka Olinka, który pokonuje ograniczenia swojego organizmu dla ukochanego wnuka Olinka. 65-letni Pan Jan sam jest po dwóch nowotworach i poważnym urazie kręgosłupa. Mimo to, co roku walczy.
Dziadek Olinka w tym roku opracował autorską trasę z Wołosatego do Ustronia, w sumie 500 kilometrów i prawie 21 000 metrów przewyższeń. Tyle, ile kilka wejść na Mount Everest! Wyprawę rozpoczął pod koniec lipca, a wielki finał już w tę niedzielę (16 sierpnia).
Po czwartym dniu wędrówki, z powodu upałów, Pan Jan trafił do szpitala. Badania wykazały dramatycznie niski poziom potasu i elektrolitów, odwodnienie i przegrzanie organizmu. Po kroplówkach stan się poprawił i tego samego dnia został wypisany.
- W chwilach trudnych na trasie najbardziej pomaga mi myśl o moim wnuku, o jego potrzebach i to, że on liczy na mnie. A ja zobowiązałem się mu pomóc. Nie zobowiązaliśmy się na piśmie, nie dawałem mu żadnego słowa, ale czuję taki wewnętrzny obowiązek, że powinienem mu pomóc, dopóki te siły mam, dopóki mogę mu pomagać - opowiada Pan Jan w rozmowie z Pomagam.pl.
Do domu jednak nie wrócił. Przenocował w Komańczy i wkrótce znów ruszył na szlak. Na upały opracował taktykę: wychodzi przed świtem, przeczekuje dzień w cieniu, a wieczorem znów wchodzi w góry.
10-letni Olinek urodził się jako skrajny wcześniak. Jeszcze w czasie ciąży przeszedł 7 operacji prenatalnych. Wnuczek zmaga się z czterokończynowym porażeniem mózgowym, autyzmem, ADHD i wrodzoną wadą nerek.
Każdy jego dzień to godziny terapii. W tym roku koszty opieki wystrzeliły w górę, a stan psychiczny chłopca się pogorszył. Rodzinę czeka też operacja bioder, której koszt sięga setek tysięcy złotych.
- Olinek bardzo przeżywa każdą wyprawę, najbardziej rozstanie z dziadkiem, dlatego że bardzo dużo czasu wspólnie spędzamy - mówi Pan Jan w programie 19:30.
- Jest moim bohaterem! Robi dla mnie wszystko, wszystko, wszystko na tym świecie - dodaje Olinek w 19:30.
Do finału zostało już tylko kilka dni, a zbiórka stanęła w miejscu. Do tej pory udało się zebrać ponad 70 tysięcy złotych, co wobec celu na pół miliona to wciąż kropla w morzu potrzeb.
- Na zdjęciach Olinek często się uśmiecha, ale rzeczywistość ostatnio stała się brutalna. W tym roku koszty opieki wystrzeliły w górę, a stan psychiczny Olka dramatycznie się pogorszył. Olinek cierpi, a brak natychmiastowej, intensywnej terapii psychologicznej i opieki pedagoga specjalnego może mieć tragiczne skutki w przyszłości - pisze Agnieszka Jóźwicka na zbiórce, mama Olinka.
- Pan Jan rok do roku udowadnia, że miłością można góry przenosić. Zawsze mnie wzrusza jego determinacja i miłość do Olinka. Życzę każdemu takiego dziadka! Wystarczy, że każdy z nas dorzuci symboliczne 5-10 złotych, by zebrać potrzebną kwotę. Udostępnienie zbiórki dalej też może pomóc. Zróbmy to razem dla Olinka i jego niezłomnego dziadka - apeluje Natalia Zdrojewska z Pomagam.pl.
Pan Jan walczy, ile może, ale bez naszej pomocy nie uda się. Dodajmy mu wiary i otuchy na ostatniej prostej.
Informacja prasowa
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze