Reklama

Polska Stacja Antarktyczna Arctowskiego – życie na Antarktydzie


Z doktor Katarzyną Greń, geomorfolożką, uczestniczką wyjazdów na Spitsbergen i kierowniczką wypraw na Polską Stację Antarktyczną, rozmawia Kuba Terakowski.


 

Nigdy nie widziałam tu listu

 

Słyszymy się tak doskonale, jakbyś nie była w pobliżu bieguna południowego...

Do bieguna mamy stąd 3 tys. km, ale do Polski znacznie dalej - około 14 tys. km. 

 

35 lat temu, gdy byłem na Arctowskim [Polska Stacja Arktyczna im. Henryka Arctowskiego], przysługiwało nam 10 minut rozmowy tygodniowo. Korzystaliśmy z usług Gdynia Radio, w dialogu pośredniczyło dwóch łącznościowców, a słyszalność była zależna od aktywności słońca...

A teraz mamy tutaj łącze satelitarne i możemy korzystać z internetu praktycznie w każdym momencie. Oczywiście poza stacją nie ma zasięgu, więc przy wyjściach w teren nadal posługujemy się łącznością radiową.

Reklama

 

Podobno dostępność internetu ma też swoje mankamenty, bo uczestnicy wypraw więcej wolnego czasu przeznaczają na scrollowanie, niż na socjalizację...

Nic podobnego! Nadal prawie wszyscy przychodzą wieczorami do mesy. Rozmawiamy, oglądamy filmy, gramy w planszówki, ostatnio furorę zrobiły "Państwa - Miasta", wszystkie miejsca były zajęte przez graczy... (śmiech). Czasem organizujemy też prelekcje, wtedy również nie ma gdzie usiąść.  Natomiast oczywiście internet ułatwia kontakt z najbliższymi. Można bez problemu zadzwonić do domu, więc poczucie izolacji jest bez porównania mniejsze niż za „Twoich" czasów.

Reklama

 

Przeczytaj nowe e-wydanie Magazynu Na Szczycie

 

Da się zobaczyć transmisję meczu w czasie rzeczywistym?

Tak, chociaż internet nie jest tu zbyt szybki, więc może przycinać. Jeszcze nie mamy światłowodu... (śmiech).

 

Nowy budynek będzie nowocześniejszy

 

Po co wybudowano Arctowskiego? 

Ponieważ posiadanie stałej, całorocznej stacji było, i nadal jest, warunkiem udziału w Układzie Antarktycznym, a tylko państwa członkowskie mogą decydować o sprawach dotyczących Antarktyki. Ponadto w czasach, gdy podejmowano decyzję o budowie, istotne znaczenie miało prawo do korzystania z łowisk subpolarnych, przysługujące tylko sygnatariuszom traktatu antarktycznego. Teraz stacja działa wyłącznie jako placówka naukowa.

Reklama

 

A co zdecydowało, że wybudowano ją właśnie w tym miejscu?

Ostateczną decyzję o wyborze miejsca podjął prof. Stanisław Rakusa Suszczewski, poprzedzając ją długimi poszukiwaniami i szczegółową analizą warunków. O lokalizacji zdecydował względnie łatwy dostęp drogą morską, rozległość obszaru wolnego od lodu, pozwalająca na postawienie budynków oraz obecność wody pitnej. Polską Stację Antarktyczną wzniesiono więc na Wyspie Króla Jerzego w Archipelagu Szetlandów Południowych.

 

Prawie pół wieku temu...

Reklama

Stacja została oficjalnie uruchomiona 26 lutego 1977 roku. 

 

A teraz powstaje właśnie nowy budynek...

Tak, jego konstrukcja zewnętrzna jest już niemal ukończona, zostanie jeszcze do wykonania dużo prac w środku. Będzie to przyjazne, nowoczesne i wygodne miejsce, zarówno dla zimowników, jak i dla naukowców, którzy przyjeżdżają tu na sezon letni.

Czym - poza tym, że jest o epokę nowocześniejszy - będzie różnił się od starego budynku? Jakie będą w nim pomieszczenia, których nie ma w obecnym?

Reklama

W nowym budynku będą laboratoria i pracownie, biblioteka, pomieszczenie administracyjne, dużo przestrzeni magazynowej, jadalnia, siłownia.

 

Ile osób będzie mógł pomieścić?

Około 37, czyli tyle, ile zazwyczaj bywa tu latem. Chociaż w tym roku, ze względu na budowę, ekipa jest znacznie liczniejsza. W szczytowym momencie mieliśmy ponad 70 osób.

 

I gdzie udało się zakwaterować ten tłum?

Wszędzie, w każdym budynku, który się do tego nadawał. Dodatkowo, wraz z materiałami budowlanymi, przypłynęło tu kilka kontenerów mieszkalnych.

Reklama

 

Najwięcej chętnych jest do pracy w kuchni

 

A jak uczestnicy wypraw tu docierają?

Dwoma drogami. Mniejsze grupy lecą do chilijskiego Punta Arenas, skąd na Arctowskiego płyną statkiem. Cała podróż trwa zazwyczaj cztery, pięć dni. Natomiast większość ludzi dociera tu przez Kapsztad, gdzie ładowane jest cargo, wysłane zawczasu z Polski. Rejs z Kapsztadu trwa 17-18 dni.

Ile osób wchodzi w skład wyprawy?

Grupa zimująca liczy 10 osób, to: kierownik, energetyk, mechanik, informatyk, elektronik, który jest też zazwyczaj asystentem terenowym, ratownik medyczny lub lekarz albo pielęgniarka, zodiak driver i monitoringowiec ekologiczny. Grupa letnia to około 20 dodatkowych osób.

Reklama

 

Kucharza nie ma?

Kucharz i pomocnik są tylko w grupie letniej, natomiast zimownicy gotują sobie sami, pełniąc na zmianę dyżury w kuchni. W tym roku wyjątkowo kucharze zostaną na zimę, gdyż ekipa będzie liczniejsza. 

 

Dlaczego?

Bo na Arctowskim pozostanie też część grupy budowlanej, prowadząca prace wewnątrz nowego obiektu.

 

Dużo jest chętnych na udział w wyprawie?

To zależy od stanowiska, gdy osiem lat temu aplikowałam po raz pierwszy, to było 1500 zgłoszeń na 15 miejsc. Zawsze najwięcej osób kandyduje na etat pomocy kuchennej, a najmniej jest chętnych lekarzy oraz informatyków. 

Reklama

 

Samolot albo śmigło

 

Dlaczego stary budynek Stacji nazywany jest samolotem?

Bo z lotu ptaka nieco przypomina samolot. W skrzydłach są pokoje mieszkalne, w kadłubie mesa, a w ogonie kuchnia i podręczny magazyn.

...

Płatny dostęp do treści

Dołącz do grona naszych prenumeratorów aby przeczytać tekst w całości.

Pozostało 63% tekstu do przeczytania.

Wykup dostęp
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 19/07/2026 11:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości