Nie mam problemu z tym, gdy ktoś nazywa mnie turystyką wysokogórską - mówi o sobie Magdalena Gorzkowska, z którą rozmawiam zaledwie dzień po powrocie do Polski z zimowej wyprawy na K2. Góry nie udało jej się zdobyć, ale pełnej optymizmu i wiary sportsmence na pewno nie można odmówić ambicji i stuprocentowego zaangażowania. Mimo zaledwie kilkuletniego górskiego stażu mierzy wysoko. Jej cele elektryzują środowisko – nie tylko górskie. 

Bardzo dużo się o Tobie mówi. I to niestety, niekoniecznie dobrze. Jak radzisz sobie z licznymi nieprzychylnymi komentarzami?

Staram się od tego odciąć. Owszem, w swoich mediach społecznościowych chętnie dzielę się swoją pasją, ale w trakcie wyprawy skupiłam się tylko i wyłącznie na górze. Nie śledziłam komentarzy. Niekiedy znajomi donosili mi, że gdzieś pojawił się bardzo nieprzychylny post czy czyjeś stanowisko. Czytanie takich komentarzy-szpilek nie jest miłe. Ale to normalne zjawisko i nigdy z tym nie wygram. Nawet nie zamierzam z tym walczyć. Hejt i krytyka ludzi, którzy z górami nie mają nic do czynienia, niewiele mnie obchodzi.