To opowieść o pracowniku zespołu Black Diamond Equipment, jego miłości do gór, konsekwencji w realizacji pasji i radości z każdego kilometra pokonanego w górach, a także o najnowszym planie, który udało mu się zrealizować, i to w jeden dzień.
Remco Grass dorastał w nizinnych Niderlandach, z daleka od wyższych gór. W dzieciństwie, wraz z rodziną, często podróżowali w Alpy podczas wakacji, żeby zasmakować prawdziwie górskich przygód. Remco nie był jednak ich gorącym fanem, wydawały mu się nudnym dreptaniem donikąd, w upale i kurzu. Wyczekiwał więc ich szybkiego końca, żeby po powrocie do domu móc wskoczyć do basenu, czy zaszyć się na fotelu, z ukochanym Game-Boyem.
Wszystko odmieniła jednak ostatnia, rodzinna, wakacyjna wyprawa w Alpy. Nagle poczuł, że góry zaczynają mu się podobać, a wycieczki po szlakach cieszyć. W kolejnych latach jednak, rodzina przestała jeździć na wakacje w góry, więc idąc za nagłym porywem serca, Remco zapisał się na górski obóz w Alpach. Początki były dość typowe, według tradycyjnego modelu turystyki, z wielkim plecakiem i w ciężkich butach. Wraz z czasem i zbieranym doświadczeniem oraz dzięki inspiracji wyczynami Uelego Stecka, zauważył, że regularny trening pozwala mu robić coraz więcej i w szybszym tempie. Spędzał więc dużo czasu w górach, co przełożyło się na lepszą wydajność, ale też swobodę poruszania się w wysokogórskim, wymagającym terenie oraz na stopniowe ograniczanie zabieranego ze sobą wyposażenia do niezbędnego minimum.

fot. Alex Fuchs
Krok po kroku góry zawładnęły jego życiem i stały się jego centralną częścią. Nie dziwi zatem, że w Jego głowie zaświtał pomysł zdobycia wszystkich alpejskich czterotysięczników. Projekt jest już w zaawansowanym stadium realizacji, ale Remco się nie śpieszy i próbuje cieszyć każdym jednym, który pozostał. W 2017 przeprowadził się do Innsbrucka, żeby być bliżej ukochanych gór oraz pracować w siedzibie Black Diamond Equipment. Teraz codziennie, zmierzając rowerem do pracy, może cieszyć się widokiem na pasmo Nordkette.
Trawers całego pasma w ciągu jednego dnia? Brzmi jak dobry plan – pomyślał.
Pewnej nocy, z soboty na niedzielę, a dokładniej o godzinie drugiej, wyruszył z domu na szlak. Miasto nie spało, nigdy nie śpi, więc dochodziły go odgłosy rozmów w barach i domowych imprez. On za to szykował się na swoją własną, tyle że z matką naturą w roli głównej. Podjechał rowerem na początek szlaku, zaparkował rower za drzewem i ruszył w góry.
Wschód słońca na szczycie Brandjochkreuz, to byłoby coś - pomyślał.

fot. Alex Fuchs
Wraz ze zdobywaniem wysokości i oddalaniem się od miasta, jego odgłosy cichły, ustępując miejsca odgłosom natury, które obudziły pierwsze promienie wstającego na szczytach słońca. W ciągu dnia na grani przemierzył mnóstwo widowiskowych ścieżek, poszarpanych turniczek i przełęczy, via ferrat, na których spotkał zarówno ludzi, jak i zwierzęta.
Prawie widzę, jak moja dziewczyna pije kubek porannej kawy na balkonie - pomyślał sobie pokonując kolejną eksponowaną część trasy. To cudowne mieć takie miejsca na wyciągnięcie ręki – dodał po chwili.
Po 33 kilometrach, 9 szczytach i 3800 metrach przewyższenia Remco zszedł do doliny. Wsiadł, jakby nigdy nic, do autobusu, usiadł i zerknął przez szybę w stronę właśnie zdobytej grani uśmiechając się sam do siebie.
Krok po kroku góry stały się Jego. Krok po kroku, realizuje swoje alpejskie marzenia, bo taki właśnie ma pomysł na ich zdobywanie. Podobnie podchodzi do codziennego życia, ciesząc się każdą jego chwilą.
Zobacz więcej o Trawers Nordketten
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!