Szczęśliwi ci, którzy obłędną panoramę z Babiej Góry mogli podziwiać podczas pierwszego wejścia w życiu. Mnie udało się to dopiero za piątym razem. Cztery zimowe wejścia okupione były porywistym wiatrem, igiełkami śniegolodu wbijającymi się w oczy oraz widocznością na pięć metrów.
Kiedy tylko mogę, zimą i wczesną wiosną przemierzam szlaki na skiturach. Ten rodzaj nart daje bowiem absolutną wolność. Nie jesteśmy związani z wyciągami, kolejkami i tłumami jak klasyczni narciarze. Jako piechurzy mamy ten przywilej, że w kopnym śniegu nie zapadamy się po pachy. Poruszamy się szybszym tempem, a to czyni nasze zimowe wycieczki bardziej przewidywalnymi, a co za tym idzie bezpieczniejszymi.
Oczywiście podobne możliwości dają nam rakiety śnieżne, ale nie zaliczymy na nich pięknych linii zjazdu. A takich w polskich górach nie brakuje. Z tą większą radością przyjęłam fakt, że od Babiogórski Park Narodowy udostępnił kolejne trasy dla narciarzy skiturowych. Na razie to pilotażowy program, ale miejmy nadzieję że po tym sezonie się sprawdzi i zostanie z nami na dłużej.
Babia Góra (1725 m n.p.m.) nazywana również Diablakiem albo Królową Beskidu jest bardzo kapryśnym szczytem. Ze względu na wybitność, przekraczającą 1000 metrów, szargają nią wiatry, osadzają się tu mgły, a na grani hamują chmury. Niekiedy potrzeba kilku wyjść, by wstrzelić się w okno pogodowe i móc podziwiać roztaczającą się z niej obłędną panoramę. Jak na dłoni maluje się stąd Beskid Żywiecki i Śląski, Mały, Makowski i Wyspowy, Gorce, Tatry, a także Góry Choczańskie, Niżne Tatry, Mała i Wielka Fatra. Szczęśliwi ci, którym podziwianie poszczególnych pasm górskich pisane jest już za pierwszym razem. Ja widok z Babiej ujrzałam dopiero latem i to za piątym razem. Poprzednie cztery zimowe wejścia okupione były porywistym wiatrem, igiełkami śniegolodu wbijającymi się w oczy i policzki oraz widocznością na pięć metrów.
Piszę o tym na wstępie, by każdy wziął pod uwagę trudne warunki panujące tu zimą. Pogoda naprawdę płata na Diablaku figle, a wiatry zdecydowanie obniżają odczuwalną temperaturę. Dla narciarza silne podmuchy smagające górę to również wywiany i twardy jak skorupa śnieg, a nawet lód, do tego wystające kamienie. Jazda w takich warunkach wymaga maksymalnego skupienia oraz umiejętności. Musimy być też świadomi naszego narciarskiego poziomu. Wtedy łatwiej będziemy mogli oszacować, czy zjazd ze szczytu zajmie nam pół godziny czy też ponad godzinę.

Wojciech Grzesiok na tle tatrzańskiej panoramy, zdjęcie Mateusz Litewka
...
Dołącz do grona naszych prenumeratorów aby przeczytać tekst w całości.
Pozostało 77% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępJeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze