Reklama

Trydent w Dolomitach – szlaki, jeziora i najpiękniejsze oblicze Alp


Tym razem nie chodziło o szybkie zdobywanie szczytów, tylko celebrowanie każdej chwili. Gdy przez całe życie za czymś gonimy, czasami trzeba się zatrzymać i chłonąć „niespieszność”. Tak może być w Dolomitach.


 

Trydent w Dolomitach - szlaki, jeziora i najpiękniejsze oblicze Alp. Te góry zawsze budzą zachwyt. 

 

Tekst Kajetan Domagała

 

W 1994 roku pierwszy raz w życiu odwiedziłem Włochy. Były to wakacje w popularnym wówczas wśród naszych rodaków Bibione. Szczycąca sią najdłuższą plażą miejscowość w gorącej Italii nie miała żadnych limitów w przyjmowaniu turystów. Zanim jednak dotarliśmy nad brzeg Adriatyku, musieliśmy naszą czerwoną corsą przedrzeć się przez Alpy. Nie był to żaden wyczyn, gdyż autostrada wiodła przez doliny i dziesiątki tuneli, jednak tamte widoki zapadły mi w pamięci na trwałe. 

Przez następne prawie 30 lat tą samą trasę pokonywałem jeszcze wiele razy, czy to latem jadąc w stronę Wenecji, czy zimą na narty do Alleghe. I choć wiedziałem, co się kryje za zakrętem, strzeliste szczyty zawsze budziły zachwyt. Dolomity. 

Reklama

 

Owce w Dolomitach zupełnie jak w Beskidach

 

Obierając za cel wioskę Costa w północnych Włoszech, dobrej kawy można być pewnym. Jak się jednak okazało, nie tylko kawa i pizza jest tu wyśmienita. Położona na wysokości ok. 1200 m n.p.m. gmina Folgaria skupia kameralne wioski, które zimą zamieniają się w spory ośrodek narciarski z 80 km tras. Ale i w pozostałe pory roku oferują bardzo dużo możliwości dla wielbicieli górski aktywności.

Fakt, że nasz hotel znajdował się na wysokości choćby naszej Hali Lipowskiej, mimowolnie kazał szukać podobieństw do Beskidów. Choć najwyższy szczyt Cornetto ma aż 2060 m n.p.m. to pasące się na jego zboczach owce wyglądają tak samo jak na Małej Rycerzowej. 

Reklama

 

Espresso z widokami na skaliste Alpy

 

Pierwszego dnia zafundowaliśmy sobie razem z Albinem wycieczkę na rowerach elektrycznych. Przyznam, że to był mój debiut. I to udany, gdyż nic mi się nie stało. Przez niespełna cztery godziny przejechaliśmy ponad 30 km. Możliwe, że pokonalibyśmy zdecydowanie dłuższy dystans, ale skoro pośpiech poniża, to rozkoszowaliśmy się widokami. I przystawaliśmy niemal w każdej miejscowości, chłonąc „niespieszność”.  

Zaliczyliśmy przy tym sympatyczną, małą manufakturę sera, gdzie poczęstowano nas ichnim bundzem, który podano nam z miodem. Dotarliśmy też nad jezioro Lago di Lavarone (1079 m n.p.m.), jednak na kąpiel było zbyt zimno. Sącząc niespiesznie espresso nie mogłem oderwać wzroku od żaglówek pływających po małym akwenie na tle górskich szczytów. Takich widoków można Włochom zazdrościć. Jadąc dalej wzdłuż rozległego strumienia minęliśmy ruiny średniowiecznej warowni. Następnie dotarliśmy do starego tartaku napędzanego wodą. I tak na przemian jadąc pod górę i zjeżdżając, trochę rower prowadząc i podchodząc, minęliśmy kilka wiosek, gdzie zawsze w centralnym punkcie znajduje się malownicze ujęcie wody. 

Reklama

Naszą wycieczkę zakończyliśmy na polu golfowym. Oczywiście mieliśmy pokusę zrobienia jeszcze 18 dołków, ale przełożyliśmy to na następny raz. Ciesząc się przebijającym zza chmur słońcem, zamówiliśmy lokalne danie. Leniwym stępem minęła nas grupa miłośników hippiki, a obsługa pola skrupulatnie pielęgnowała trawiasty dywan. Czas zwolnił po raz kolejny.

 

Pora na trydencki miód To regionalny specjał w Trentino

 

Drugi dzień przywitał nas deszczem. Chmury wisiały nisko, więc ambitne zdobywanie szczytów zamieniliśmy na zwiedzanie kilku sympatycznych miasteczek.

Reklama

W Gionghi trafiliśmy do mleczarni, która funkcjonuje nieprzerwanie od ponad 100 lat. W małej niepozornej kamienicy w centrum klimatycznego miasta produkowane są sery i inne przetwory. Mleczarnia jest spółką 14 rodzin, których gospodarstwa rolnicze dostarczają do niej mleko. W takiej formule działa od samego początku. Produkowane przez nich sery dojrzewają nawet 15 lat i są rarytasem nie tylko na lokalnym rynku. Tu również zasmakowaliśmy sera z miodem, który jest lokalną specjalnością. W Folgarii jest nawet muzeum pszczelarstwa. 

Reklama

Rejon jest też bogaty w wiele zabytków militarnych oraz zamków z różnych epok. Wiele z nich zostało odrestaurowanych i udostępniona zwiedzającym. Na przykład Fort BELVEDERE to zapierająca dech w piersiach militarna fortyfikacja z okresu monarchii  austro-węgierskiej. Wisząca nad przepaścią monumentalna budowla była ważnym obiektem militarnym funkcnonujacym do 1940 roku. Czynne muzeum działa również w dawnej bazie rakiet krótkiego i średniego zasięgu z okresu zimnej wojny. Baza TUONO była jedną z 12 baz tego typu zlokalizowanych we Włoszech. W całej Europie zbudowano aż 64 takie obiekty. Były strategicznym narzędziem, chroniącym Państwa członkowskie NATO przed Państwami Układu Warszawskiego. Żadna z rakiet nigdy nie została użyta w celach obronnych.

Reklama

Trzeciego dnia wreszcie mamy szczęście. Świeci piękne słońce, a z góry, na którą się wdrapaliśmy - Dosso delle Somme (1670 m n.p.m.) widać morze. Co prawda daleko, ale faktycznie płaska linia horyzontu jest widoczna. To ponad 100 km. Piękno tych drobnych, „włoskich Beskidów” urozmaicają rozliczne jeziora, których w całym Trydencie jest prawie 300. Soczysta zieleń, imponująca ilość drzew i gdzie nie spojrzeć ostre i skaliste szczyty Dolomitów. To najweselsze góry, jakie widziałem. Mają w sobie ogromną magię przyciągania. Niektóre wierzchołki są naprawdę trudne do zdobycia, a wspinaczka wymaga nie lada umiejętności. Ale czasami wystarczy na nie tylko popatrzeć. Z zachłanności postanawiamy jeszcze zdobyć Cornetto (1899 m n.p.m.), ale odpuszczamy w połowie drogi. Propozycja sauny wygrywa.

Zobacz także:

Reklama

Okazuje się jednak, że ta góra nie chce nam odpuścić. Następnego ranka ruszamy znowu. Docieramy na halę pod górą. Wstyd się trochę przyznać, bo samochodem, ale docieramy. Tradycyjnie zamawiam espresso i chłonę widok na jezioro Garda. Owce z dzwonkami u szyi zaganiane są przez dwa psy, które są bardzo skoncentrowane na swojej pracy. Idący za nimi miejscowy juhas albo pasterz – jak kto woli - nie odrywa wzroku od ekranu telefonu. Cóż, pewnie widok już mu się opatrzył.

 

Trydent w liczbach

 

  • 500 mln drzew
  • 94 tys. miejsc noclegowych
  • 67 tys. saren i jeleni
  • 8 tys. km górskich szlaków rowerowych
  • 5843 km szlaków pieszych
  • 1519 hoteli
  • 431 km ścieżek rowerowych
  • 297 jezior
  • 155 zamków
  • 146 schronisk
  • 59 muzeów

 

Tekst ukazał się w wydaniu nr 3/2022

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 23/02/2026 14:46
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama