Z Romanem Trzmielewskim, właścicielem Wydawnictwa Compass, rozmawia Kuba Terakowski.

 

Na co komu teraz tradycyjne, papierowe mapy? Kto jeszcze ich używa?

Z mapami - podobnie jak z książkami - był moment, gdy wydawało się, że ich koniec jest bliski i wszyscy czytać będą wyłącznie e-booki. Tak się jednak nie stało. Po okresie fascynacji wydaniami cyfrowymi, klasyczne wróciły do łask. Identycznie na rynku map, tendencja spadkowa ich sprzedaży zatrzymała się trzy lata temu i od tego czasu utrzymuje się na tym samym poziomie. Grupa ich użytkowników jest stała, w przeciwieństwie do grupy użytkowników map cyfrowych, których liczba spada.

 

Roman Trzmielewski, właściciel Wydawnictwa Compass,
fot. archiwum prywatne Romana Trzmielewskiego

 

Spada?

Tak.

 

Ale, jeżeli dobrze rozumiem, mówi Pan tylko o swoich klientach.

Nie tylko. Podobne tendencje obserwowane są także w innych wydawnictwach kartograficznych. Ten temat wielokrotnie pojawiał się w naszych rozmowach kuluarowych.

 

Czym to można wytłumaczyć?

W internecie dostępnych jest teraz mnóstwo bezpłatnych platform, oferujących bezpłatne mapy, niekiedy bardzo dobre - mapy.cz, mapy-turystyczne.pl - zupełnie wystarczające dla celów turystycznych przeciętnego użytkownika. Mówiąc zatem precyzyjniej: spada nie tyle liczba osób korzystających z map cyfrowych, lecz liczba osób, które je kupują.
 

Comapss wydał prawie 1800 map

Od jak dawna istnieje Wydawnictwo Compass?

Formalnie zostało zarejestrowane w 1997 roku, niedawno świętowaliśmy 25. urodziny. Naszym pierwszym profesjonalnym wydawnictwem były "Dolinki Podkrakowskie", ale początkowo edycja map była bocznym nurtem naszej głównej działalności, czyli organizacji biegów na orientację. Jednym z jej elementów było przygotowanie dedykowanych map. Dysponowaliśmy więc bazą danych, umiejętnościami oraz odpowiednią aplikacją, które postanowiliśmy wykorzystać także do edycji map turystycznych. I tak to się zaczęło...

 

Ile map wydał Compass przez te 25 lat?

1793.

 

Imponująca dokładność!

Łatwo to sprawdzić, bo każde wydanie ma swój numer kolejny ISBN. Średnio zatem to więcej, niż jedna mapa na tydzień.

 

Licząc razem ze wznowieniami?

Tak, oczywiście. Natomiast pomijając wydania drugie i kolejne, tytułów mamy blisko 200.

 

A map cyfrowych jest w ofercie Compassu trzy razy więcej...

Bo to są te same mapy, ale w różnych formatach: Garmin, TrekBuddy, TwoNav, Traseo, Kamap.

 

Są też mapy gór Ukrainy

Jaki obszar pokrywają mapy Compassu?

Całe polskie Karpaty, Sudety w znakomitej większości, Jura, Ponidzie, Roztocze, Kaszuby, część wybrzeża, Warmię i Mazury, okolice Warszawy, całe województwa łódzkie, małopolskie, śląskie i świętokrzyskie, północną i wschodnią Wielkopolskę, Suwalszczyznę - w sumie około 60 proc. powierzchni Polski.

 

Mam też Wasze mapy zagraniczne...

Tak, wydaliśmy mapę Tatr Słowackich, Niskich oraz Słowackiego Raju.

 

Ukraina także nie jest Wam obca...

Owszem, ale to już dawne dzieje. Kilkanaście lat temu wydaliśmy mapy Gorganów, Czarnohory i Użańskiego Parku Narodowego. Wykonane zostały jednak w starej technologii, która w obecnych czasach nie ma już racji bytu, więc zrezygnowaliśmy ze wznowień. W planach na ten rok mieliśmy całe Karpaty Ukraińskie, zgromadziliśmy już nowoczesną bazę danych, rozpoczęliśmy nanoszenie treści turystycznej na osnowę, lecz prace - z oczywistych względów - zostały wstrzymane. Podobnie jak edycja przewodnika po dawnym Głównym Szlaku Beskidzkim, prowadzącym także przez teren obecnej Ukrainy.

 

Co decyduje o wyborze danego obszaru do opracowania mapy?

Jego atrakcyjność turystyczna lub klient.

 

Klient?

Tak, bo blisko połowa naszych map została przygotowana na zamówienie.

 

Czyje?

Najczęściej samorządów.
 

Główny Szlak Beskidzki robi furorę

Poza mapami Compass wydaje też przewodniki...

Naszymi produktami flagowymi są przewodniki po głównych szlakach: Beskidzkim, Sudeckim oraz Świętokrzyskim. Wyjątkową furorę robi ostatnio nasz przewodnik po GSB, który - o ile wiem - bije obecnie rekordy popularności. Długie szlaki są teraz modne. Nie znam statystyk, lecz Leszek Piekło, promotor i nieprzeciętny znawca GSB, ocenia, że w szczycie sezonu turystycznego, na GSB jest równocześnie 300 osób, zamierzających przejść cały szlak z Ustronia do Wołosatego lub w przeciwnym kierunku. Nota bene z satysfakcją muszę powiedzieć, że sam Leszek Piekło po raz pierwszy wyruszył na GSB zainspirowany naszym przewodnikiem. Teraz, wraz z nim inspirujemy wielu kolejnych turystów. Tak wielu, że co roku wydajemy kolejną edycję przewodnika po GSB. Mało tego - w pierwszej wersji opracowaliśmy ten przewodnik pod kątem turystów wędrujących z Ustronia do Wołosatego. Zainteresowanie obydwoma kierunkami jest jednak tak duże, że w ubiegłym roku wydaliśmy wersję dla idących na zachód, wygodniejszą w użyciu, niż korzystanie z przewodnika "od tyłu".

 

A która wersja sprzedaje się lepiej?

Pierwsza. Co trochę mnie dziwi, bo wydawać by się mogło, że z mety w Ustroniu łatwiej jest wydostać się, niż z Wołosatego, więc chętniej będzie wybierana zachodnia destynacja. Szlaki długodystansowe cieszą się teraz taką popularnością, że przygotowujemy właśnie przewodnik po Małym Szlaku Beskidzkim, który - wbrew nazwie - wcale nie jest taki mały.

 

Które spośród Waszych map cieszą się największą popularnością?

W naszym ubiegłorocznym rankingu Top 10 prowadzi mapa Bieszczad, a na następnych pozycjach jest Beskid Niski, Wyspowy i Mały oraz GSB. Wysoko w naszych notowaniach są też Góry Wałbrzyskie, Kamienne, Izerskie oraz Karkonosze, a spośród obszarów nizinnych - Kaszuby Środkowe i Roztocze, co miło mnie zaskoczyło, bo niedawno sam "odkryłem" dla siebie ten rejon i niezwykle mnie oczarował.

 

A których map wydaliście najwięcej?

Zdecydowanie beskidzkich. Dużo mamy też Bieszczad, Pogórza, Jury, sporo Sudetów. Trudniej nam się "wgryźć" w Tatry, bo konkurencja jest tam największa. A poza tym nie mam serca do Tatr, są zbyt modne i hałaśliwe oraz zatłoczone.

 

Mapy atrakcji turystycznych w Polsce

W Waszej ofercie zauważyłem też mapy atrakcji turystycznych. Czym się wyróżniają?

Skalą oraz treścią. Są nieco mniej szczegółowe, to de facto mapy samochodowe, z subiektywnie wybranymi przez nas atrakcjami, które zostały opisane na odwrocie. Mamy też mapę samochodową Polski, która wciąż sprzedaje się zaskakująco dobrze. Nadal jest spora rzesza ich wiernych użytkowników, ja zresztą też nie wyobrażam sobie jak można szczegółowo zaplanować na smartfonie przejazd, np. z Krakowa do Białegostoku wschodnią ścianą. Rozkładam tradycyjną mapę na stole i dokładnie widzę, którędy poprowadzi moja trasa, podczas gdy na ekranie mogę zobaczyć tylko jej wycinek. Google Maps są dobre, gdy chcemy gdzieś dojechać najszybszą drogą, bezgranicznie ufając nawigacji. A ja nie lubię być zdany na sztuczną inteligencję. Mój dobry znajomy ma zwyczaj wklepywać nazwę miejscowości i jechać posłusznie tak, jak go Google prowadzą. Trzymam kciuki, aby kiedyś w ten sposób wylądował w Brzezinach pod Rzeszowem, zamiast pod Szczecinem... (śmiech).

 

A Wasze plany miast? Czy ktoś jest nimi zainteresowany w dobie Google Maps, Street View i mnóstwa innych nawigacji?

No cóż, przyznaję, że planów miast sprzedają się teraz symboliczne ilości.

 

Są też w Waszej ofercie mapy rowerowe...

Tak, to mój konik.

 

Czym się różnią od turystycznych?

Tradycyjna mapa turystyczna stanowi paletę przeróżnych kolorów, mozaikę od której można dostać oczopląsu. Natomiast wszystkie nasze mapy rowerowe są utrzymane w tonacji szaro-czarnej, a tylko treść stricte rowerowa została barwnie wyróżniona. Moim zdaniem to znacznie poprawia czytelność. Mamy też przewodniki dla rowerzystów preferujących uważne zwiedzanie wybranych okolic, podpowiadamy atrakcyjne pętle, czyli trasy zaczynające i kończące się w tym samym punkcie.
 

Nowością na mapach są „biwaki leśne”

Moją uwagę zwróciły też Wasze mapy syntetyczne...

Mamy ich niewiele, gdyż drukarnie unikają trudnych zleceń. Te mapy są drukowane na tworzywie sztucznym, więc praktycznie są niezniszczalne, a mogą służyć też za parasol, czy ceratę.

 

I jeszcze gadżet: komin z uproszczoną mapą GSB, czy Bieszczad.

W awaryjnej sytuacji - zgubiliśmy mapę, czy rozładowała się nam bateria w smartfonie - pozwala zorientować się w terenie. To kolejna funkcja tak zwanej chusty wielofunkcyjnej... (śmiech).

 

W wielu miejscach w górach widziałem plansze wykonane przez Compass...

Głównie na zlecenie Centralnego Ośrodka Turystyki Górskiej oraz PTTK, ale też gmin i wielu innych podmiotów. Zresztą nasze tablice stoją nie tylko w górach, w sumie przygotowaliśmy ich ponad 300.

 

Jakie plany ma Compass na najbliższą przyszłość?

Lada moment pojawi się mapa Rudaw Janowickich, potem Małego Szlaku Beskidzkiego oraz Wysokich Bieszczad w skali 1:25 000. Przygotowujemy też przewodnik "Spacerem wokół Krakowa", a w wielu nowych wydaniach naszych poprzednich map zaznaczone zostaną "biwaki leśne", wprowadzone niedawno przez Lasy Państwowe. Planujemy też edycję serii map dedykowanych kajakarzom, z wyeksponowaną treścią istotną dla wodniaków.
 

Tworzenie mapy turystycznej to żmudna praca

Jak powstaje mapa?

Najpierw należy kupić bazę danych, na podstawie której tworzy się tak zwany podkład kartograficzny. Na nim nanosimy podstawową treść topograficzną: układ dróg i ścieżek, zalesienie, sieć hydrologiczną oraz nazewnictwo miejscowości. Następnym, najżmudniejszym etapem jest naniesienie treści turystycznej, której zdobycie i weryfikacja wymaga szczególnego kunsztu i pracy. To bardzo obszerny temat, szczegółów wolałbym nie ujawniać. Dość powiedzieć, że mnóstwo informacji otrzymujemy od PTTK, a wszystkie dane weryfikujemy w terenie.

 

W jaki sposób?

Każde wydanie mapy poprzedzają setki kilometrów pokonanych przez nas na piechotę i rowerem oraz kilka tysięcy przejechanych autem. Nic nie zastąpi osobistej eksploracji kartowanego obszaru. Sam kiedyś zepsułem jedną z map, bo "na satelicie" zauważyłem tak szeroką drogę, że naniosłem ją bez weryfikacji. Traf chciał, że rok później byłem tam z żoną na rowerze i okazało się, że ten z pozoru wygodny trakt, jest w istocie polną drogą, niemiłosiernie rozjeżdżoną przez traktory. Pokonanie odcinka, które według mojej mapy miało trwać pół godziny, trwało cztery razy dłużej. Słów mojej żony nie przytoczę... (śmiech). Współpracujemy też z lokalnymi znakarzami, którzy doskonale orientują się w swoim terenie, więc są bezcennym źródłem aktualnych informacji. Następnym etapem prac jest przekazanie przygotowywanej mapy grafikowi, a potem czas na wydruki wstępne i ich korektę.

 

Co zawiera turystyczna treść mapy?

Staramy się zaznaczać wszystko to, co może być ważne lub interesujące dla turysty: przebieg szlaków, czasy przejść, warstwice, wiaty, wieże i punkty widokowe, parkingi, elementy ochrony środowiska, obiekty sakralne, zabytki, bazę noclegową i gastronomiczną.
 

Jak liczymy czas przejścia w górach? Średnie tempo marszu to 3,5 km/h

Jak szacowane są czasy przejść?

Mamy własny algorytm: po pierwsze zakładamy, że średnie tempo marszu wynosi 3,5 km/h, a po drugie, że 100 metrów w górę, jest ekwiwalentem 1 km po płaskim. Użytkownikami naszych map są także rowerzyści, którym nie jesteśmy w stanie podać czasu przejazdu, dlatego przy każdym odcinku szlaku umieszczamy trzy parametry - poza czasem przejścia, także dystans i przewyższenie. Trochę to "zanieczyszcza" mapę, lecz poprawia jej funkcjonalność.

 

Czy Compass nadal organizuje biegi na orientację?

Nie, mam 67 lat, brakuje mi już iskry i zapału. Ze wszystkich imprez kontynuujemy tylko GEZnO (Górskie Ekstremalne Zawody na Orientację), za nami 20 edycji. Pozostałe - jak Adventure Trophy - już dawno przeszły do historii, ale satysfakcja pozostała. Mogę uważać się za prekursora tych biegów w Polsce, nikt ich tu nie organizował przed nami. Zaczynaliśmy de facto od zera, czyli od znalezienia środowiska, do którego moglibyśmy adresować naszą ofertę. Internet wówczas raczkował, więc nie było łatwo dotrzeć do osób zainteresowanych.

 

A biega Pan jeszcze czasem?

Nie, migotanie przedsionków nie pozwala. Jeżdżę na rowerze, no i... znowu zaczynam chodzić po górach... (śmiech)

 

Przeszedł Pan cały GSB?

Podczas jednej wyprawy? Nie. Przez wiele lat szlaki piesze pokonywałem w konwencji sportowej: podjechać autem na start, przebiec 30 km i wrócić. Mnóstwo kilometrów przemierzyłem też, opracowując mapy, lecz były to zazwyczaj jednodniowe rekonesanse. Nie mam natomiast doświadczenia z długodystansowych wycieczek, z dużym plecakiem. Muszę to nadrobić, korzystając z własnego przewodnika... (śmiech)

 

Roman Trzmielewski

Właściciel Wydawnictwa Turystycznego Compass. Prekursor organizacji biegów na orientację w Polsce. Organizator Adventure Trophy i Krakowskiego Maratonu Rowerowego. Sześciokrotny mistrz Polski w biegach na orientację, w latach 1978-1988.