Reklama

Ochrona wilka w Polsce. Przyrodnik: „To walka z sensacją”


Z Michałem Figurą, przyrodnikiem ze Stowarzyszenia dla Natury “Wilk”, rozmawia Kuba Polanowski.


 

Ochrona wilka w Polsce. Przyrodnik: „To walka z sensacją”


Na czym polega Twoja praca?

Przede wszystkim na zbieraniu danych. Najpopularniejszą metodą badań jest tropienie. Idziemy w teren i szukamy śladów zwierząt. Obecnie technologia daje nam również nowe możliwości. Cennym narzędziem są fotopułapki. To urządzenia, które reagując na zmianę temperatury, zaczynają nagranie, bądź robią zdjęcie. Pozwalają zaoszczędzić nam bardzo dużo czasu. Mogą zbierać dane nawet kilka tygodni czy miesięcy.

Inną metodą jest genetyka, która może kojarzyć się z doktorem w fartuchu i myszami z trzema głowami. Natomiast w praktyce jest najmniej inwazyjna. Wystarczy, że zwierzę zostawi nam “prezent” w formie odchodów albo moczu na śniegu. To istna skarbnica wiedzy. Z takiej próby możemy odczytać między innymi kod genetyczny osobnika, a dzięki temu dowiemy się, skąd przyszedł, kim byli jego rodzice… Z odchodów możemy również wyczytać skład diety, a także obecność chorób czy pasożytów. Zatem kiedy naukowiec pochyla się nad odchodami, to nie dlatego że ma taki fetysz i lubi się babrać, tylko prowadzi badania (śmiech).

Reklama

 

Stosujecie inne nowatorskie metody?

To na przykład telemetria. Polega na umieszczeniu nadajnika w obroży. Nie można jednak przekonać dzikiego zwierzęcia do jej założenia. Dlatego takie badania są trudne, wymagają cierpliwości i pracy wielu osób. Ale jak już się uda, to zbieramy dane cały czas. Możemy śledzić wędrówki, powierzchnię terytorium i wiele innych.

Drapieżniki są aktywne głównie nocą. Używamy więc również dronów, które przenoszą kamery termowizyjne. Dzięki temu możemy odnaleźć zwierzę, rozpoznać gatunek i prowadzić obserwację z dużej odległości. Przybliżenie kamery pozwala na bardzo dobrej jakości zdjęcia. Obecnie drony są na tyle ciche, że zwierzaki często w ogóle nie zauważają ich obecności.

Reklama

Prowadzę również warsztaty przyrodnicze, które nazywają się “Tropem”. Staramy się nauczyć ludzi “czytać las”. Zauważam, że jest to bardzo potrzebne i dobrze odbierane. Wiele osób, rodzin czy grup uczestniczy w nich regularnie.

 

W Polsce straszy się wilkami

 

Jakie były początki Twojej wilczo-górskiej pasji?

Od urodzenia mieszkam w górach - w Węgierskiej Górce na granicy Beskidu Śląskiego i Żywieckiego. Miałem to szczęście, że z domu wychodziłem wprost do beskidzkiego lasu. Dziadek był zapalonym przyrodnikiem i wieloletnim członkiem PTTK. Zabierał mnie na pierwsze wycieczki górskie, rajdy i spacery do lasu. Opowiadał o przyrodzie i tłumaczył ją na swój sposób. Kiedy byłem w drugiej klasie podstawówki, w ramach Zlotu Żywczaków poszliśmy na Babią Górę. Pogoda pod szczytem była tak zła, że część osób dosłownie przewracało się, nie byli w stanie poruszać się o własnych siłach. To było moje pierwsze wyjście w teren i od razu w takich warunkach. Od tego czasu ciągle suszyłem dziadkowi głowę (śmiech). Chodziliśmy głównie po Karpatach, ale najwięcej działo się w naszych okolicach. Wędrowaliśmy najczęściej na Halę Lipowską i Rysiankę czy Baranią Górę.

Reklama

W pewnym momencie zaczęło brakować mi fachowej wiedzy. Chyba w 1999 roku trafiłem na prelekcję “Wilka”, którą prowadzili prof. Sabina Pierużek-Nowak i prof. Robert Mysłajek. Miałem wrażenie, że wilki, o których opowiadali, mieszkają za płotem. Pochłonęło mnie to i od tamtej pory staram się czerpać z ich wiedzy. Od 20 lat mam przyjemność współpracować ze Stowarzyszeniem dla Natury “Wilk” oraz Uniwersytetem Warszawskim.

 

W internecie ciągle krążą sensacyjne nagłówki o wilkach czy niedźwiedziach…

Reklama

Walka z sensacją to jak walka z wiatrakami. W dobie social mediów każdy jest specjalistą. Treść ma się klikać i robić zasięg, a jutro i tak się o tym zapomni. Część jednak nie zapomina i potem są takie kwiatki, jak “zauważono wilki w Beskidzie Śląskim”. Wtedy sobie myślę, że to prawda, pojawiły się tu już w plejstocenie. Dostaję dziennie dziesiątki takich nagłówków i wpisów od znajomych czy uczestników warsztatów. Kiedyś próbowaliśmy je prostować, ale przestaliśmy, bo to ginęło w lawinie komentarzy. Mimo wszystko uważam, że świadomość przyrodnicza w naszym społeczeństwie jest na niezłym poziomie i większość nie kupuje takich bzdur.



Jakie są największe wyzwania w ochronie wilka w Polsce?

Reklama

Z pewnością to reagowanie na konflikty. W przypadku wilków, problem dotyczy zabijania zwierząt hodowlanych. Nie jest oczywiście tak, że hodowcy są bezbronni. Dzięki badaniom udało się wypracować skuteczne metody zapobiegania takim sytuacjom. Znam dużych hodowców, którzy mają ogromne stada i nie widzą żadnych problemów. Inaczej działają najmniejsi hodowcy, którzy często zostawiają zwierzęta na pastwę losu i po kilku dniach sprawdzają, czy jeszcze żyją. Wiadomo, że wilk prędzej zabije owcę niż jelenia, za którym musi biegać. Podstawą jest więc nadzór nad swoim stadem.

Niestety, obecnie straszy się wilkami. Z mediów można odnieść wrażenie, że lada chwila i nas zjedzą. Sianie paniki ma na celu przekonanie społeczeństwa do popierania polowań i zmiany statusu gatunku chronionego. Wilki są cennym łupem myśliwych, bo to czysto trofealne polowania. 

Reklama

 

Zasada myśliwych to “trzy razy Z”

 

Duża jest skala kłusownictwa na wilkach?

Zabicie wilka, nawet przez myśliwego, zawsze jest kłusownictwem. Każdy, kto zabija gatunek chroniony, powinien z automatu zostać skazany. Wtedy nie mógłby być dalej myśliwym, bo nie dostałby pozwolenia na broń. Niestety, kłusownictwo zdarza się bardzo często. Kiedy otrzymujemy informację, że ktoś zabił wilka, zawiadamiamy policję. Ta przyjeżdża, zbiera ślady, a jeśli są kule, to przeprowadza badanie balistyczne.

Według danych opublikowanych przez polskich naukowców, co roku w Polsce nielegalnie zabijanych jest co najmniej 140 wilków, ale skala zjawiska jest z pewnością znacznie większa. Znam myśliwych, którzy mieszkają w tej samej okolicy i mówią o tym wprost. Myśliwi mają zasadę “trzy razy Z” - zabić, zakopać zapomnieć. Ponad połowa osobników, które miały założoną obrożę, została zastrzelona. Całą populację wilka w Polsce szacujemy na około 3,6 tys. osobników. Kłusownictwo to jednak nie tylko nielegalne przypadki zastrzelenia, ale również zastawianie wnyk.

Reklama

 

Jak uprawiać turystykę, żeby zminimalizować wpływ na siedliska zwierząt?

Najgorsza jest utrata siedlisk, ale na to jako turyści nie mamy wpływu. Dzikie tereny są zabudowywane, a na ich miejscu powstają wielkie hotele, jak na przykład w Szczyrku czy Wiśle. Wilki są zwierzętami terytorialnymi, im bardziej zawężamy ten obszar, tym częściej będą one widywane blisko zabudowań. Natomiast to, co my możemy robić, to oczywiście świadome korzystać z lasu. Często idąc szlakiem widzimy tabliczkę, że wchodzimy do rezerwatu przyrody. Uszanujmy to i trzymajmy się szlaku. Zostawmy resztę dzikiej przyrodzie. To tak naprawdę jedyne miejsca, które nie są eksploatowane przez lasy państwowe. Nie zostawiajmy resztek jedzenia, one mogą zachęcać drapieżniki do podchodzenia bliżej domów. 

Reklama

Coraz więcej ludzi spaceruje z psami. Bezwzględnie, zawsze trzymajmy psa na smyczy. Jest to zresztą obowiązek, który wynika z ustawy o Lasach Państwowych. Puszczanie psa luzem jest niebezpieczeństwem zarówno dla dzikiej zwierzyny, jak i dla samych psów. Nie chodzi nawet o to, że pies zabije zwierzę, ale może je spłoszyć co w konsekwencji doprowadzi do niebezpiecznej sytuacji. Był taki przypadek w Beskidzie Żywieckim. Pies biegający luzem wpadł do wilczej nory, w której były szczeniaki. Samica w panice zaczęła przenosić szczeniaki, ale jeden wypadł jej z pyska i do lasu już nie wrócił.

Reklama

Dużym problemem jest również turystyka motoryzacyjna. Motocykle i quady to codzienność w Beskidach. W ogromnej większości dotyczy to miejsc, gdzie wjeżdżać nie można. Były przypadki wjeżdżania w niedźwiedzie gawry, płoszenia zwierząt w czasie ich odpoczynku.  

 

Bardzo lubię Baranią Górę

 

Masz swoje ulubione szlaki w Beskidzie Śląskim?

Bardzo lubię okolice szlaku na Baranią Górę od strony Kamesznicy czy Węgierskiej Górki - Glinne, Hala Radziechowska i okolice. To miejsce bytowania jednej z wilczych grup, zwanej przez nas Grapa. Stowarzyszenie bada ją od 1994 roku. Te wilki się oczywiście zmieniają, bo one tak długo nie żyją (śmiech). Aczkolwiek chyba się starzeję, bo jeżdżę w nowe miejsca i zachwycam się na nowo.

Reklama

Czy chciałbyś o coś zaapelować do naszych czytelników i miłośników gór?

Karpaty są najdzikszym zakątkiem Europy. Tylko tutaj, pod naszym nosem, żyją trzy duże drapieżniki - wilki, niedźwiedzie i rysie. To duży przywilej, że mamy możliwość uprawiać turystykę na tych obszarach. Chciałbym, żeby każdy miał świadomość, że te zwierzęta nie zagrażają nam w żadnym stopniu. Jesteśmy gośćmi w ich domu i powinniśmy to uszanować.

 

Michał Figura. Przyrodnik, edukator, autor publikacji i książek, członek zarządu Stowarzyszenia dla Natury “Wilk”. Pracuje na stanowisku specjalisty badawczo-technicznego w Instytucie Ekologii na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego Mąż, ojciec, strażak i nurek.

 

 

Tekst ukazał się w wydaniu nr 1/2026

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 02/03/2026 17:34
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości