Z Piotrem Klubem, specjalistą ds. ochrony przyrody i promotorem powstania Turnickiego Parku Narodowego, rozmawia Kuba Terakowski.
Rozmawiałem już o wszystkich górskich parkach narodowych istniejących w Polsce, ale nie rozmawiałem jeszcze o nieistniejącym. Dlaczego zatem i od jak dawna, Turnicki Park Narodowy nie istnieje?
Pierwszym promotorem ochrony tego obszaru był nauczyciel z przemyskiego gimnazjum, przyrodnik Tadeusz Trela. Prowadził tu badania w latach 30. ubiegłego wieku i postulował utworzenie rezerwatu. Natomiast idea powołania tutaj parku narodowego pojawiła się w latach 80, gdy na tym terenie funkcjonowało tak zwane Państwo Arłamowskie, czyli zamknięty ośrodek Rady Ministrów, obsługiwany i chroniony przez wojsko. Wtedy już, profesorowie Jerzy Piórecki i Janusz Kotlarczyk, którzy znali ten teren i jego potencjał przyrodniczy, postulowali, aby powstał tu park narodowy. Proponowano kilka różnych nazw: Doliny Środkowego Wiaru (bo Wiar - jedna z najczystszych rzek w Polsce - okala ten obszar), Lędziański (bo znaleziono tu ślady osadnictwa Lędzian), Wschodniokarpacki (bo takie jest położenie geograficzne), ale ostatecznie utarła się nazwa Turnicki.
Bo turni tu więcej niż w Tatrach?
(śmiech). Nie, nazwa pochodzi od masywu Turnicy, na której szczycie stoi hotel Arłamów. A nazwa Turnica z kolei pochodzi od tura - żubropodobnego przodka krowy, którego szczątki tu znaleziono. Podobno Jagiełło idąc pod Grunwald zaopatrzył swe wojska w mięso tutejszych turów.
Turni zatem tu nie ma?
Nie ma. Są wprawdzie odkrywki fliszu karpackiego, lecz nie są to turnie.
I parku narodowego, pomimo zmiany ustroju, też wciąż nie ma...
W roku 1995 projekt utworzenia TuPN [Turnickiego Parku Narodowego] trafił na biurko ministra środowiska, zabrakło tylko jego podpisu… [ministrem ochrony środowiska był wtedy Stanisław Żelichowski – red.].
Jakie zastrzeżenia miał minister?
Stwierdził, że brakuje na to środków budżetowych. Nie miał natomiast zastrzeżeń do wartości przyrodniczej tego terenu. Od tamtego czasu temat utworzenia TuPN wciąż jest żywy.
A jak sytuacja wygląda obecnie?
Mamy decyzję ministra o tak zwanym moratorium, czyli o wstrzymaniu wszystkich prac gospodarczych na tym terenie i przeanalizowaniu stanu środowiska. Trwają też prace nad utworzeniem tu rezerwatu.
I wciąż tylko podpisu ministra brakuje do powołania Parku?
To nie takie proste, bo obecnie stan prawny jest inny. A poza tym bardzo silny jest tu opór części lokalnej społeczności, w tym szczególnie leśników, obawiających się zwolnień oraz myśliwych, korzystających z tego, że dzięki Państwu Arłamowskiemu obszar ten stał się prestiżowym, atrakcyjnym i obfitym terenem polowań. Te dwa środowiska bardzo mocno zabiegają o to, by nie powstał tu park narodowy, a status terenu nie został zmieniony. Między innymi w wyniku ich zabiegów wprowadzono prawny zapis, wymagający zgody samorządów wszystkich szczebli do utworzenia każdego parku narodowego, czyli także TuPN.
A tych zgód nie ma?
Nie ma.
Dlaczego?
Po pierwsze, jest to lobbing, o którym wspomniałem, bo leśnicy i myśliwi zasiadają w samorządach. A po drugie, jest to cały szereg mitów narosłych wokół utworzenia tu parku narodowego: że teren jeszcze bardziej się wyludni, że znów - jak podczas Akcji Wisła - będą nas stąd wywozić, że nie będzie można chodzić do lasu, że zniknie wiele miejsc pracy.
...
Dołącz do grona naszych prenumeratorów aby przeczytać tekst w całości.
Pozostało 73% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze