Wyobraźcie sobie ciasto puszyste niczym chmurka, kremowy i rozpływający się w ustach biały ser, a wszystko skąpane w słodkich jagodach. Do tego niesiony przez kilka godzin duży głód. I klimat starego schroniska – bez prądu i zasięgu, za to z dużą ilością książek, ludzkiej życzliwości i dobrego humoru. To przepis na idealny obiad w niezwykłym miejscu.
Izery są jak mantra. Poznaj Świeradów-Zdrój i okolice
Wyobraźcie sobie ciasto puszyste niczym chmurka, kremowy i rozpływający się w ustach biały ser, a wszystko skąpane w słodkich jagodach. Do tego niesiony przez kilka godzin duży głód. I klimat starego schroniska – bez prądu i zasięgu, za to z dużą ilością książek, ludzkiej życzliwości i dobrego humoru. To przepis na idealny obiad w niezwykłym miejscu.
Wyobraźcie sobie ciasto puszyste niczym chmurka, kremowy i rozpływający się w ustach biały ser, a wszystko skąpane w słodkich jagodach. Do tego niesiony przez kilka godzin duży głód. I klimat starego schroniska – bez prądu i zasięgu, za to z dużą ilością książek, ludzkiej życzliwości i dobrego humoru. To przepis na idealny obiad w niezwykłym miejscu.
Choć tradycja wspólnych wyjazdów w góry z siostrą, zrodziła się całkiem niedawno, rokrocznie ją kultywujemy. Tym razem wybór padł na Świeradów-Zdrój. Kryteria wyboru były dwa – stosunkowo szybki dojazd z Wielkopolski i miejsce, w którym obie nigdy dotąd nie byłyśmy.
Moje pierwsze skojarzenie ze Świeradowem to oczywiście uzdrowisko – pełne kuracjuszy spacerujących po deptaku, Parku Zdrojowym i najdłuższej w Europie drewnianej Hali Spacerowej, zachwycającej architekturą, modrzewiowym wykończeniem i okazałymi witrażami. W tym ponad stuletnim obiekcie czuć ducha dawnych historii.
Druga moja myśl wędruje ku słynnej Chatce Górzystów, której nie może zabraknąć na mapie naszej dzisiejszej wędrówki. Lecz nim zjemy najlepsze naleśniki w życiu, zobaczymy jedne z najbardziej znanych miejsc w Górach Izerskich. Trasa powiedzie nas przez Stóg Izerski, Smrek, czeską wieżę widokową na Smrku, by przez Polanę Izerską zatoczyć koło do Świeradowa-Zdroju. Ale nie dajcie się zwieść. Góry Izerskie to znacznie więcej niż te kilka najpopularniejszych punktów.
– Góry Izerskie znane są głównie z Grzbietu Wysokiego, ale nie mniej interesujący jest drugi z jego Grzbietów - Kamieniecki. Rozpoczyna się od Sępiej Góry oferującej piękną panoramę na uzdrowisko oraz Grzbiet Wysoki ze Stogiem – zwraca uwagę Marcin Jędrzejewski, przewodnik sudecki.
Marsz rozpoczynamy obok Parku Zdrojowego (ok. 520 m n.p.m.). Ruszamy czarnym szlakiem, który wije się zakosami wzdłuż ścieżki edukacyjnej. Po 30 minutach łączy się z czerwonym, którym w półtrorej godziny dotrzemy do Schroniska PTTK na Stogu Izerskim.
Po krótkim i dość błotnym fragmencie szlaku, wchodzimy na asfaltową Nową Drogę Izerską. Jej pierwowzór powstał w II połowie XIX wieku, by ułatwić turystom wędrówkę. Obecnie nie znam osoby, która lubi chodzić w górach po asfalcie. Jak widać, i czasy, i ludzie się zmieniają. Na szczęście ten fragment szlaku kończy się po ok. 1,5 km. Dalej ścieżka odbija w lewo i wiedzie dość stromo pod górę. Dyszymy ciężko, pokonując wysokość.
Dochodzimy do nowoczesnego budynku górnej stacji kolei gondolowej, która akurat jest nieczynna ze względu na przegląd techniczny. Tuż obok budynku stoi sporych rozmiarów zjeżdżalnia, która stanowi alternatywny sposób zejścia z tarasu widokowego umiejscowionego na dachu stacji. Wyobrażam sobie, ilu turystów jest tu w długie weekendy. Szczególnie, że kolejka w ciągu godziny może wwieźć aż 2400 osób, w tym osoby niepełnosprawne, rowery i dziecięce wózki.
Na górze znajduje się Schronisko PTTK na Stogu Izerskim – idealne miejsce na niedzielny obiad. Powstało w 1924 roku z inicjatywy dr. Josefa Siebelta, śląskiej rodziny Schaffgotschów oraz Towarzystwa Karkonoskiego, jako niemieckie schronisko Heinz Baude. Co ciekawe, w przeciwieństwie do większości sudeckich obiektów, które w czasie wojny były zamykane lub przejmowało je wojsko, schronisko na Stogu Izerskim działało niemal bez przerwy.
Siadamy w kącie dość ciemnej sali jednego z najstarszych schronisk w tym regionie. Ludzi nie brakuje, przy każdym stoliku toczą się żywe rozmowy. Pochłaniamy szybko batona i pijemy kawę, by po kwadransie ruszyć dalej.
Wychodzimy ze schroniska, aby kontynuować wędrówkę wzdłuż czerwonych oznakowań. Chwilę się wahamy, którędy prowadzi szlak, gdyż szlakowskaz zupełnie już wyblakł i ciężko z niego cokolwiek odczytać. Jednak po chwili się orientujemy i 10 minut później jesteśmy na szczycie Stogu Izerskiego (1105 m n.p.m. – choć źródła podają różną wysokość).
Myślę, że wierzchołek byłby niemalże niezauważalny, gdyby nie znajdujący się tu maszt telekomunikacyjny. Kiedyś stała w tym miejscu drewniana wieża widokowa. Oddana do użytku w 1892 roku, po kilkunastu latach uległa zniszczeniu. Jednak po odbudowie służyła jeszcze do lat 70. XX wieku, kiedy ostatecznie została rozebrana ze względu na zły stan techniczny. Z pewnością miejsce to było wówczas bardziej atrakcyjne, bo teraz ze smutkiem stwierdzam, że nie ma tu nic szczególnego… Czyżby zmarnowany potencjał?

Idziemy dalej, nie zatrzymując się nawet na chwilę. Kluczymy między błotem i wypatrujemy zielonych znaków. Tak docieramy na Smrek – dwuwierzchołkowy szczyt leżący po stronie polskiej (1123 m n.p.m.) i czeskiej (1124 m n.p.m.), gdzie nazywa się Smrk. Jest najwyższym szczytem Gór Izerskich u naszych sąsiadów. Kawałek dalej, już w Czechach, stoi 20-metrowa wieża widokowa. Widoczność jest dobra, podziwiamy więc rozległą panoramę Gór Łużyckich, Pogórza Izerskiego, Karkonoszy i oczywiście Gór Izerskich. Z napawania się widokami, ocuca nas nieprzyjemny wiatr i niska temperatura – termometr zamontowany u dołu wieży wskazuje zaledwie 4 stopnie…
Wracamy fragment po swoich śladach, by po 20 minutach odbić w prawo na żółty szlak, który zaprowadzi nas już prosto do Chatki Górzystów. Przez całą drogę do schroniska spotykamy zaledwie dwie osoby. Choć jest dość chłodno, pogoda dopisuje. Jedynie pod stopami mamy wodno-błotniste pole minowe.
To Śnieżne Jamy, czyli obszar źródlany rzeki Izery. Liczne cieki wodne tworzą specyficzny mikroklimat tego miejsca. Piękny, ale wymagający. Szczególnie koncentracji, balansu i koordynacji ruchowej. Chwila nieuwagi i wpadam butem w wodę. Na szczęście gore-tex daje radę. Droga nie jest zbyt przyjemna. Co chwilę zmieniamy stronę, by obejść płynący środkiem szlaku potok połączony z błotem po kolana. Chyba już wiem, dlaczego tak mało tu ludzi.
Gdy schodzimy w okolice źródeł Koziego Potoku, robi się sucho i płasko. I tak będzie przez najbliższe 5 km. Wyczekujemy z niecierpliwością wyjścia z lasu, widoków, a przede wszystkim obiadu, bo burczenie w naszych brzuchach niesie się już chyba echem po okolicy. Czas dłuży się niesamowicie. Dochodzimy do rezerwatu Torfowiska Doliny Izery. To jedne z najpiękniejszych i najcenniejszych torfowisk w Polsce. Jego najgłębsze pokłady osiągają wiek 11 tysięcy lat!
W końcu widok się otwiera, a my wchodzimy na polski biegun zimna, zwany też Małą Syberią, czyli leżącą w dolinie meandrującej rzeki Izery, Halę Izerską. W oddali wyłania się Chatka Górzystów (846 m n.p.m.), a za jej plecami majaczą karkonoskie szczyty. Klimat hali, pełen opadów śniegu, deszczu i przenikliwego zimna, parametrami przypomina Skandynawię.
Miejsce to ma ciekawą, choć dość smutną historię. Kiedyś była tu tętniąca życiem wieś Gross-Iser. Założona przez czeskiego uchodźcę religijnego, niejakiego Tomasza, na początku XVII wieku. W pewnym momencie działały tu dwie szkoły, młyn, trzy schroniska, remiza strażacka, dwa budynki celne, leśniczówka Schaffgotschów, domek myśliwski i 43 domy mieszkalne. Wszystko zmieniła II wojna światowa i pojawienie się Armii Czerwonej, a później Wojsk Ochrony Pogranicza. Niemiecka ludność musiała opuścić te tereny, a budynki rozebrano.
Dziś oprócz wystających z traw fragmentów fundamentów, jedynym śladem dawnej historii jest właśnie Chatka Górzystów. Powstały w 1938 roku budynek, w którym mieściła się nowa szkoła, został zdewastowany i ogołocony. Przełom przyniósł rok 1991, kiedy Wiesława Polańska wraz z mężem Sławomirem, kupili i wyremontowali budynek, by otworzyć funkcjonujące do dziś schronisko.
Miejsce urzeka mnie od pierwszej chwili. Popołudniowe światło zagląda w lekko przykurzone kąty schroniska. Ściany zakrywają regały pełne starych książek. Gdzieś wisi gitara z naklejkami Woodstocku, gdzie indziej stare niemieckie mapy Gór Izerskich i fotografie z dawnych lat.
W środku jest zaledwie kilka osób. Pracownik obsługujący bar zaczepia nas żartobliwie. To znany w środowisku pan Adam. Ewidentnie jest wodzirejem tego przybytku. Do rozmowy włącza się inny turysta. Z głośników leci „Za mało czasu” Fisz Emade Tworzywo. I choć muzyka nie pasuje do studencko-schroniskowego klimatu, myślę, że słowa: „Żyj i pozwól mi żyć, tak jak ja lubię, a lubię być żywym. Martwym jeszcze nie byłem.”, bardzo tu pasują. Bo prawdziwe życie to momenty, które sami tworzymy i do których z chęcią wracamy we wspomnieniach.

– Chatka Górzystów słynie z naleśników! Pysznych, na biszkoptowym cieście, z masą jagód. Są one celem rzeszy turystów. W długie weekendy i wakacje trzeba odstać swoje w kolejce. Ale warto, zwłaszcza, gdy w rymowany sposób usłyszysz swoje imię, gdy są gotowe do odbioru. W chatce jest słaby zasięg, nie ma prądu, a w chłodne dni można ogrzać się przy kominku. Magiczne otoczenie sprawia, że chce się tam po prostu być – opowiada Marcin Jędrzejewski.
W pełni się z nim zgadzam. Chce się być i chce się wracać. Pochłaniamy więc słynne naleśniki. Pan z kuchni coś do nas krzyczy, zagaduje, jest wesoło. Trzeba się jednak zbierać, bo noc już za pasem. Dwie godziny drogi dzielą nas od kwatery. Podążamy niebieskim szlakiem najpierw lekko pod górkę, potem już tylko w dół. W Świeradowie przechodzimy obok jednej z głównych atrakcji miasteczka, czyli wieży Sky Walk. 850-metrowa kręta ścieżka prowadzi na szczyt 62-metrowej wieży. Schodzić nie trzeba. Można zjechać 105-metrową zjeżdżalnią.
– Czy Góry Izerskie mogą wygrywać z Karkonoszami? Pod wieloma względami tak! Przede wszystkim nie są to góry zatłoczone, a spokojne – ich długie, wygodne szlaki często podobne do siebie, wiodące przez świerkowe lasy, są drogą do wyciszenia. Są jak mantra, gdzie droga staje się celem – podsumowuje Marcin Jędrzejewski. Nie sposób się nie zgodzić.
W Górach Izerskich warto też odwiedzić Skałki Zakochanych przy ruinach Kesselschlossbaude, z których rozpościera się widok na Krainę Wygasłych Wulkanów, poznać historię nieistniejącego już schroniska Ludwigsbaude na Rozdrożu Izerskim, wejść na niesamowity punkt widokowy na Jelenich Skałach, czy obejrzeć rumowisko skalne na zboczach Tłoczyny.
Obowiązkowo wybierzcie się na Bobrowe Skały, granitowo-gnejsową grupę skalną. Niegdyś stała tam dobrze prosperująca gospoda z wieżą. Dziś pozostały jedynie schody i barierki, ale panorama na Karkonosze, zdecydowanie jedna z najlepszych, na szczęście się nie zmieniła.
Marcin Jędrzejewski, przewodnik sudecki.
Do Świeradowa-Zdroju samochodem dotrzemy drogą wojewódzką nr 358 od strony Szklarskiej Poręby lub drogą nr 361 od strony Gryfowa Śląskiego. Wybierając transport zbiorowy, tu możemy liczyć na dojazd z Jeleniej Góry Kolejami Dolnośląskimi lub autobusami firmy Sław-Trans.
Schronisko PTTK na Stogu Izerskim
Chatka Górzystów na Hali Izerskiej
Tekst ukazał się w wydaniu nr 6/2026
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze