Gdy dzień krótki, trzeba szukać inne opcje na wędrówki niż 12-godzinne wyrypy. Sudety dają wiele ciekawych możliwości. Najwyższa w Górach Wałbrzyskich Borowa jest jedną z nich. Jednak w prestiżowym zestawieniu Korony Gór Polski znajduje się Chełmiec. Wszystko przez czeski błąd.
Tekst Tomasz Cylka
Wałbrzych i okolice zawsze zadziwiają mnie, gdy jadę pociągiem z Wrocławia do Jeleniej Góry. A że linia kolejowa wiedzie przez miasto meandrami - wystarczy wspomnieć, że pociąg z Wałbrzycha Głównego na zachodzie do Szczawienka na wschodzie jedzie aż 20 minut – to jest czas na podziwianie okolicy.
Pierwsze wspomnienie z lat szkolnych to kłęby dymu nad miastem, związane jeszcze z działalnością kopalni węgla kamiennego. Do tego szare mury domów i zalesione góry wokół. Dziś po górnikach zostały już tylko wspomnienia, a Wałbrzych powoli się zmienia. Jednak wystarczy mroźny dzień, by nad miastem znów unosił się smog, który przypomina o kopalnianej przeszłości. Wiele jest tu jeszcze do zrobienia. Za to nowością są wieże widokowe, które w ostatnich latach wybudowano na kilku okolicznych wzniesieniach. To dobry azymut na przygotowanie wycieczki na krótki zimowy albo wczesnowiosenny dzień. Zapraszam Was zatem na Borową (853 m n.p.m.).
Zaczynamy wycieczkę na stacji Wałbrzych Główny. Minęły już czasy, gdy kursowało tu z Wrocławia jedynie kilka pociągów dziennie. Dziś średnio co godzinę znajdziemy dogodne połączenie (kursują Koleje Dolnośląskie albo PKP Intercity), a wybór tego środka transportu sprawia, że nie musimy po trekkingu wracać w to samo miejsce, czyli do auta zostawionego na parkingu.
Z dworca schodzimy do głównej ulicy w mieście (Niepodległości). Jesteśmy w dzielnicy Podgórze, do której – aż trudno uwierzyć – ale już pod koniec XIX wieku poprowadzono z centrum linię tramwajową. Zlikwidowano ją po drugiej wojnie światowej, ale trakcja została, bo na trasie pojawiły się trolejbusy. Niestety, w czasach PRL wiele miast z tego ekologicznego transportu rezygnowało. W Wałbrzychu stało się to na początku lat 70., dziś komunikacja miejska to już tylko autobusy.
Podgórze wciąż jeszcze walczy o odzyskanie dawnej świetności. Nie patrzmy więc na zniszczone kamienice i puste witryny sklepowe, tylko spójrzmy w górę na charakterystyczny wiadukt kolejowy. Po godz. 10 jedzie nim krótki autobus szynowy do Kłodzka, który za chwilę zniknie w tunelu pod Małym Wołowcem. Wiadukt wybudowano w 1880 roku nad doliną Pełcznicy i ulicą Niepodległości. Przebudowany jeszcze przed pierwszą wojną światową stał się na dwutorowy. Jednak dziś szynobusy kursują tylko po jednym torze, drugi jest nieczynny. Konstrukcja robi wrażenie, bo liczy prawie 150 metrów długości i wznosi się na kamiennych filarach niemal 30 metrów w górę i to praktycznie nad samymi domami. Nie kojarzę w innym polskim mieście takiego krajobrazu. Kto oglądał film „Sztuczki” Andrzeja Jakimowskiego, to właśnie w nim ten wiadukt pojawia się w tle.
Z tej części Wałbrzycha (ok. 480 m n.p.m.) na Borową prowadzą dwa szlaki – czerwony i żółty. Z redakcyjną koleżanką Magdą Przysiwek wybieramy ten drugi, bo chcemy po drodze wejść na Zamkową Górę. Większość z Was zapewne kojarzy tę nazwę, bo często pojawia się na górskich szlakach. Ta najbardziej znana znajduje się pod Trzema Koronami w Pieninach. Ta w Górach Wałbrzyskich jest o prawie 200 metrów niższa (616 lub 618 m n.p.m. w zależności od źródła), ale krótkie podejście od wiaduktu też sporo potu wymaga.
...
Dołącz do grona naszych prenumeratorów aby przeczytać tekst w całości.
Pozostało 73% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze