Reklama

Supermaraton Gór Stołowych 55 km – relacja z biegu


Najpiękniejsze wśród niższych gór. Trochę w Polsce, czasem w Czechach. Cały dzień na trasie, ten prawie najdłuższy w roku. A na deser spektakularna meta na szczycie Szczelińca Wielkiego. Nie obiecuję, że będzie łatwo, ale naprawdę warto.


 

Supermaraton Gór Stołowych: Szczeliniec ciągle patrzy 

 

 

Wiem, że jesień w pełni. Ale wyjątkowo w te chłodne i ponure dni proponuję Wam powrót do gorącego lata. Koniec czerwca w Karłowie pachnie adrenaliną i bukietem traw. 

 

Przeczytaj nowe e-wydanie Magazynu Na Szczycie

 

Parę minut po szóstej słońce umościło się wygodnie nad dachami. I patrzy, jak pokaźna zgraja biegaczy mocuje numery startowe, upychając się nerwowo przy ścianach Centrum Szkoleniowo-Edukacyjnego Parku Narodowego Gór Stołowych. Każdy z tych śmiałków wyczekuje na rozpoczęcie słynnej, 55-kilometrowej wyrypy przyciągającej w te strony setki zawodników. Nierzadko reprezentantów kraju w biegach górskich, amatorów pragnących zaliczyć swój pierwszy ultramaraton lub okazjonalnych truchtaczy nastawionych na całodzienną górską przygodę. Osobiście należę do frakcji czwartej, której nie chodzi o rekord, lecz o drogę. I do samej mety zamierzam się delektować atmosferą tej przygody zwanej Supermaratonem Gór Stołowych.

Reklama

 

Policz siły na zamiary. Pierwsze kilometry przez Sawannę Pasterską

 

Parę minut przed siódmą Piotrek Hercog, organizator, słynny ultramaratończyk i ratownik górski, robi ostatnią odprawę przed startem. W oczach biegaczy widać jedynie skupienie, a uszy przeszywa wrzawa kibiców. Przed nami skalne labirynty, wizyta za granicą i test wytrzymałości. 

- To mój własny prezent na czterdziestkę. Jak dotrwam do końca, wrócę do domu jako świeżo upieczony „ultras” – słychać pierwsze przechwałki z tłumu.

I gdy tylko kończy się odliczanie, biegowa masa wciska nas pędem na wąski mostek. Pierwsze kilometry to istna zabawa na łące. Rozległa Sawanna Pasterska (ok. 750 m n.p.m.) upstrzona skałkami i bajeczne kadry na Szczeliniec Wielki (919 m n.p.m.) sprzyjają dużym prędkościom. Czołówka już zdążyła odczepić się od peletonu, a starzy wyjadacze ze środka stawki wciąż jadą na hamulcu. Wiedzą, że na górskim ultra nie można zacząć za szybko, bo w tej zabawie kryzys i próg bólu na pstrym koniu jeżdżą. Ja również trzymam tętno na wodzy, mimo że ścieżka pod Schronisko PTTK Pasterka jest praktycznie płaska. 

Reklama

Tuż za wsią, na skraju lasu, wpadamy na pierwszy podbieg. Kroki tasują się z oddechami, a słońce nieśmiało przebija się przez gałęzie, jakby chciało pobiec z nami. Spomiędzy drzew co chwilę wyłania się jakiś głaz porośnięty mchem. I nie wiedzieć kiedy, wbiegamy pod Machovský Kříž, dawne polsko-czeskie przejście graniczne. Stoi tu piaskowcowy krzyż z 1859 roku, centralnie na przełęczy pod Božanovskim Špičákiem (773 m n.p.m.). Górą, która oglądana z polskiej strony, jawi się jako monumentalny blok skalny porośnięty lasem iglastym, niecałe 6 km na północny zachód od Radkowa. Lecz na razie muszę sobie wybić z głowy ten najwyższy szczyt pasma Broumovské Stěny. Trasa wiedzie zakręconym trawersem wciśniętym między Bahýnkę (720 m n.p.m.) i Signála (711 m n.p.m.). Tu każdy krok wymaga skupienia. Góry Stołowe to nie Tatry. Nie ma tu granitowych szczytów ani ostrych grani, ale jest coś trudniejszego. Nieregularność. To góry pułapka. Piaskowiec o różnej twardości, erozja, uskoki, schody wyryte przez naturę i czas. Efekt? Nie mam jeszcze 10 km w nogach, za to już dwie wywrotki na koncie. 

Reklama

 

Velká Kupa brzmi znajomo: najbardziej widowiskowy fragment tras

 

Nieco szerzej robi się za rozgałęzieniem Pánův kříž (kolejny piaskowcowy krzyż, tym razem z 1827 roku). Była chwila wytchnienia, to teraz pod stopami znów robi się technicznie. Dokładnie gdy docieramy pod odbicie żółtych znaków na Korunę (769 m n.p.m.). Wysokością niewiele ustępuje ona wspomnianemu Špičakowi. I raczy swoich zdobywców ciekawym punktem widokowym - na lekko pochylonym głazie, upstrzonym barierkami i wykutymi w skale schodami. Już teraz polecam ją jako cel na regeneracyjny spacer, dzień po zawodach.

Reklama

[paywall]

A tymczasem zbici w kilkuosobowa grupkę, napieramy dalej. W stronę wierzchołka, którego nazwę zapamiętuje każdy Polak. Co byśmy sobie nie myśleli, Velká Kupa (708 m n.p.m.) w języku czeskim oznacza przede wszystkim dużą stertę lub stos. A prawdziwym powodem, dla którego uznaną ją za najbardziej instagramowe miejsce Gór Stołowych, jest tzw. Kamenná brána. Naturalne skalne okno o wymiarach około 5 na 5 metrów wraz szeroką panoramą na Kotlinę Broumowską. Aż trudno uwierzyć, że to dzieło natury, a nie wielkiego dźwigu czy koparki. 

Reklama

- Nie ma opcji, fotka musi być. Nawet kosztem wyniku – szturcha mnie z łokcia mijany zawodnik. 

Choć to oznacza mały skok w bok z trasy, po chwili można nadrobić kilka minut - gdy szlak niesie nas z górki, do spółki z adrenaliną po kamiennych stopniach, aż pod skrzyżowanie Nad Slavným. Prosto w objęcia pierwszego bufetu. 

 

Zwiedzanie przez bieganie

 

Przyznaję, marzyłem o tutejszej coli z ciastkami już od paru kilometrów. Zatem dwie, góra trzy minuty na szybki pit stop i czas ruszać na kolejną pętlę. Jeszcze dalej w głąb Czech, na Modrý kámen (686 m n.p.m.) i Supí hnízdo (706 m n.p.m.) z kilkunastometrową grupą piaskowców i następną „vyhlídką”, czyli punktem widokowym. Jakby człowiek nie pędził i miał dobrą widoczność, to mógłby spojrzeć stąd na Karkonosze, grzbiet Gór Kamiennych, Wielką Sowę czy Masyw Śnieżnika. 

Reklama

Powiem więcej, jakby trasa biegu nie kazała odbić w lewo, to byśmy pozwiedzali Hvězdę (674 m n.p.m.), czyli po naszemu Gwiazdę. Jej nazwa pochodzi od krzyża z pozłacaną pięcioramienną gwiazdą, ustawionego na szczycie w 1670 roku jako punkt orientacyjny dla podróżnych. Współcześnie, większość turystów przyciąga barokowa kaplica Matki Bożej Śnieżnej zbudowana w 1733 roku na rzucie pięcioramiennej gwiazdy. Do tego dochodzi atrakcja w postaci labiryntów przepełnionych skałami o fantazyjnych formach. Znajdziemy tu choćby Skalní divadlo (Skalny Teatr), Żółwia, Wielbłąda czy Sowę. 

Reklama

Najlepsze jest to, że końca tego wernisażu nie widać. Właśnie zbiegamy w objęcia Kovářova rokle - głębokiego wąwozu, nad którym górują skaliste, stumetrowe wieże. Aż żal się spieszyć i patrzeć tylko pod nogi. Dość powiedzieć, że na tym jednym kilometrze zatrzymuję się cztery razy na pamiątkowe zdjęcia. 

 

Ucieczka z letargu. Kryzys, zmęczenie i walka o każdy krok

 

Drugi raz na rozejście Nad Slavným dobiegam wzdłuż granicy pól i lasów. Za mną 21 km, pora wracać do kraju. Ale w taki sposób, żeby poznać każdy zakamarek Broumovskich sten.

Najpierw szeroką i porządnie ubitą Vambeřická cestą, by po kolejnych kilometrach przewinąć się na północny stok Velkiej Kupy, pod szczyt Koruny. I raz jeszcze czmychnąć u podnóży Špičáka, hen na Machovský Kříž, gdzie telefon zaczyna wibrować od powiadomień polskiej sieci. A ja już się oblizuje na myśl o punkcie żywieniowym pod Schroniskiem PTTK w Pasterce. 

Reklama

Mając 34 km w nogach i Szczeliniec Wielki widoczny jak na dłoni, trzeba mieć psychikę silną niczym Jarosław Psikuta, bohater „Chłopaki nie płaczą”. Nie dość, że człowiek patrzy na metę, to jeszcze ją słyszy. A tu trzeba jeszcze pokonać 20 km.

Zaczynam mieć już dość tego podłoża z kocimi łbami, czyhającymi, aby skręcić mi kostkę. Tętno też niespokojnie skacze na byle podbiegu. To oznacza, że nadchodzi kryzys. I mam na tego demona sprawdzony sposób – krótkie cele, w zasięgu wzroku. Biegnę więc „do tego ciemnego drzewa po lewej”, dalej truchtem „do tego głazu z mchem za dwieście metrów” itd. W ten sposób rozsmarowuje zmęczenie, podratowuję psychikę, a przy okazji rozprawiam się ze szlakiem kluczącym przez Wodospady Pośny i Skalne Wrota. Co prawda na podbiegu pot leje się strumieniami, ale to już ten etap, gdy bieg staje się medytacją. Wdech, wydech, krok, kamień i znów powtórka mantry.

Reklama

 

Najpiękniejszy koniec na świecie. Błędne Skały, 665 schodów Pabla i niezapomniana meta na Szczelińcu

 

Wypluty na asfalt pod Szczelińcem, zaczynam kolejne podejście (przestałem już je liczyć). Dreptając za niebieskimi znakami, w pewnym momencie mam metę niecałe sto metrów nad głową! I jedynie siłą woli człapię w dół, do bufetu na 41 km. 

Bak z cukrami mam ewidentnie pusty. Ładuję w siebie wszystkie formy węglowodanów, jakie wolontariusze wystawili na stół. Od żelków po czekoladę. Muszą mi starczyć na walkę z podejściem pod Błędne Skały, które według legendy stworzył tupnięciem nogi Duch Gór we własnej osobie.

Reklama

Najpierw (już druga dzisiejszego dnia) rozbiegówka po łąkach nad Pasterką, szybki przelot obok Ośrodka Szkolenia Piechoty Górskiej i. mili państwo. zakosami czas zacząć wspinaczkę. Oto przede mną trzy kilometry walki, przekonywania mięśni, żeby się nie rozpadały. A czasem pomagania sobie rękoma przy stromych fragmentach czy mijaniu powalonych drzew.

Kiedy wreszcie staję przy wylocie z labiryntu Błędnych Skał mam mroczki przed oczami. Na szczęście nie tak duże, by zasłoniły profil trasy wydrukowany na numerze startowym. Z tego miejsca, przez Ptasią Górę i pod Lisim Grzbietem jest albo płasko, albo w dół. Aż do Karłowa, gdzie teoretycznie witam się z gąską. Lecz jeszcze przez kilometr euforia musi utrzymać w ryzach zmęczenie. 

Wisienką na torcie jest 665 kamiennych stopni dzielących mnie od finiszu. Są one dziełem Franza Pabla, pierwszego w historii mianowanego przewodnika turystycznego w Prusach, który w 1814 roku postanowił ułatwić wejście na szczyt Szczelińca Wielkiego. Dla ubitych ud i łydek, to istny koniec świata. Dla duszy, absolutne katharsis, bo gdy tylko wbiegam między skały, turyści wymieszani z kibicami tworzą szpaler po sam wierzchołek. Zewsząd słychać brawa, wiwaty, dzwonki i poklepywanie po plecach. W końcu ktoś za mną krzyczy, że czuje się jak Robert Kubica wygrywający Le Mans.

Ostatnie metry pokonuję niemal na oślep. Gdy przekraczam metę tuż pod schroniskiem na szczycie, wdzięczność miesza się z satysfakcją. Wzrok rozmywa się w panoramie błyszczących w oddali Broumovskich Stěn i fetujących biegaczy. Takiego zakończenia nie ma żaden inny bieg górski. A każdy krok, upadek i podbieg tej trasy składają się w coś więcej niż wynik. W doświadczenie, które zostaje w pamięci na długo po schowaniu medalu do szuflady.

 

Góry Stołowe na biegowo

 

  • Kolejna edycja Supermaratonu Gór Stołowych odbędzie się 27 czerwca 2026 r. Do wyboru jest opisany dystans 55 km lub półmaraton (21 km) przebiegający w całości po stronie polskiej. 

  • Równie ciekawą alternatywą jest Zimowy Półmaraton Gór Stołowych organizowany 17 stycznia 2026 r. w malowniczej, śnieżnej scenerii. Na biegaczy czekają dystanse 31 i 21 km.

  • Wiosnę na biegowo można przywitać w dniach 11-12 kwietnia 2026 r. na Kudowskiej Sztafecie Górskiej, gdzie trasy także przebiegają po najpiękniejszych miejscach pasma. Zabawa zaczyna się od Kudowskiej Dziesiątki (10 km), przez półmaraton, maraton i wariant ultra (75 km). Dużą popularnością cieszą się tu biegi dla dzieci oraz sztafeta 3x25 km z trasą podzieloną na trzy różne etapy, w której rywalizują zespoły 3-osobowe. 

  • Szczegóły, przebieg tras (polecam zgranie tracków gpx do celów treningowych lub wycieczkowych) oraz formularze zapisów znajdują się na stronach www.maratongorstolowych.pl oraz www.sztafetagorska.pl.


 

Informacje praktyczne

 

Dojazd

 

Do Kudowy-Zdroju dojedziemy przez Kłodzko drogą krajową nr 8 lub przez Radków tzw. Drogą Stu Zakrętów (droga wojewódzka nr 387). Z Wrocławia kursują pociągi – w weekendy 7 połączeń dziennie (część z przesiadką w Kłodzku, pierwszy o 6.12, ostatni o 17.35; powrót odpowiednio o 6.31 i 20.25). 

 

Noclegi

 

Centrum Szkoleniowo-Edukacyjne Parku Narodowego Gór Stołowych

  • Karłów 10
  • tel. 74 871 21 69
  • www.pngs.com.pl/pl/turystyka/turyst11.html
  • cena: 165 zł za pokój 2-os.

 

Przykładowe szlaki na trasie zawodów:

  • zielony, czerwony: Pasterka – Błędne Skały – 1 h 45 min ↑ 1 h 30 min ↓
  • żółty: Pasterka – Szczeliniec Wielki – 50 min ↑ 30 min ↓

 

Tekst ukazał się w wydaniu nr 07/2025.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 09/12/2025 21:40
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości