Koniec roku to idealny moment, żeby zrobić małe podsumowanie. I tak doszłam do wniosku, że przez ostatnie 12 miesięcy jadłam roślinnie praktycznie wszędzie. Nawet na wigilii u cioci, która do dziś uważa, że „weganizm to znikanie w oczach”. Jakoś nie zniknęłam. Może dlatego, że jem całkiem dużo.
Tekst Ewa Nowak
Bo prawda jest taka: jeść wegetariańsko i wegańsko da się ZAWSZE i WSZĘDZIE. Naprawdę. Nawet jeśli akurat tkwisz w śniegu po kostki, siedzisz na gałęzi udającej krzesło albo walczysz z makowcem, który próbuje Cię zdominować spojrzeniem.
Wigilia? Da się. Wystarczy chwila planowania i nagle odkrywasz, że barszcz bez uszek z mięsem też istnieje, a kapusta z grochem nie musi pachnieć jak wspomnienie po PRL-u. Przy odrobinie chęci wszystko można odczarować na wersję roślinną — i to bez narażania rodziny na szok kulturowy.
Przeczytaj nowe e-wydanie Magazynu Na Szczycie
Góry? To dopiero hit. Kiedy inni pakują kabanosy, Ty chowasz wrapa z hummusem i pieczonym batatem, który smakuje jak zwycięstwo nad systemem. Da się zjeść lekko, smacznie i tak, żeby nie rozpadło się w plecaku przy pierwszym podejściu. Wystarczy trochę pomyśleć, zanim wrzuci się wszystko do jednej kieszeni obok raków.
Las? Bushcraft? Hamak? Been there, done that (byłam tam i zrobiłam to). Wystarczy garnek, ogień i grupa przyjaciół, z których każdy ma swoje preferencje: jedna wege, druga weganka, trzecia nie znosi groszku, czwarta nie znosi nieznoszenia groszku. A jednak — powstają potrawki, kociołki, cuda i pyszności. Bo kiedy człowiek jest otwarty, to nagle okazuje się, że jedzenie roślinne nie jest ograniczeniem, tylko… kolorową przygodą.
A jeśli ktoś nie wie, jak to wszystko policzyć, zbilansować i ułożyć tak, żeby nie skończyć z niedoborem energii już na pierwszym zakosie, to wiecie co? Od tego są dietetycy. Oni naprawdę istnieją i to nie tylko w internecie. Mogą doradzić, pokierować, powiedzieć, co wrzucić do plecaka, żeby było sycąco, praktycznie i smacznie. Nie musimy wiedzieć wszystkiego. Serio.
Patrząc na cały ten rok, jedno wiem na pewno: dieta roślinna nie musi być nudna. Jest soczysta, barwna, pełna smaków i możliwości. Pasuje do wigilii, do plecaka i ogniska, a także do wszystkich przygód, tych małych i dużych.
A jeśli przy okazji daje pretekst, żeby się pośmiać, poznać coś nowego i odkryć, że z batata da się zrobić absolutnie wszystko, to czy można sobie wyobrazić lepsze podsumowanie roku?
Wysokokalorycznie. Orzechy, suszone owoce, batoniki owsiane, masło orzechowe - zimą potrzebujesz paliwa.
Ciepły posiłek w termosie. Curry, soczewica, makaron z pesto - nic tak nie podnosi morale jak gorący obiad na mrozie.
Stabilne kanapki. Wrapy, pasty, pieczone warzywa. Zero pomidorów, które zamieniają plecak w saunę.
Herbata to obowiązek. Termos z herbatą z imbirem - życie.
Małe „boostery energii”. Gorzka czekolada, kulki mocy, daktyle - lekkie i szybkie.
Tłuszcze na zimę. Orzechy, tahini, pesto - dłużej trzymają energię.
Planowanie - jedzenie się nie rozpada. Przemyśl, spakuj, nie panikuj.
Tekst ukazał się w wydaniu nr 08/2025
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze