Nowi właściciele tchnęli życie w zapomniane schronisko pod Oźną. Miejsce z niezwykłą historią szkoły „na końcu świata” odzyskało blask i górski klimat, który przyciąga wędrowców szukających ciszy i autentyczności.
Z Agnieszką Polak, właścicielką i gospodynią schroniska pod Oźną, rozmawia Kacper Szymański.
Co najbardziej Was w tym miejscu zauroczyło: lokalizacja, historia, czy może „klimat na końcu świata”?
Zdecydowanie historia szkoły na końcu świata! Od lat słyszeliśmy od znajomego ratownika GOPR: są szkoły podstawowe, są szkoły średnie, są szkoły wyższe i jest szkoła NAJWYŻSZA na Oźnej.
Przeczytaj nowe e-wydanie Magazynu Na Szczycie
Jak z mężem trafiliście na pomysł, żeby kupić i odnowić schronisko? Nie na co dzień podejmuje się taką decyzję. Szczególnie gdy dotyczy niezbyt popularnego turystycznie obszaru.
Raczej to był impuls, przeznaczenie czy zrządzenie losu… Pewnego zimowego dnia z grupą przyjaciół postanowiliśmy przejść się zlikwidowanym niebieskim szlakiem [z Rycerki Górnej-Kolonii do Zwardonia] i dotrzeć do schroniska, o którym słyszeliśmy, ale nigdy go nie widzieliśmy, choć od 25 lat przyjeżdżamy w te okolice. I tak trafiliśmy na to miejsce. Zaczęliśmy się nim interesować. Okazało się, że było na sprzedaż, ale nikt nie przyszedł na przetarg.
To była miłość od pierwszego wejrzenia, czy też decyzja poprzedzona długim namysłem?
To była wizja ocalenia budynku. Zawodowo zajmujemy się projektowaniem i nadzorowaniem budów. I lubimy wyzwania. (śmiech) Trafiło na czas, kiedy akurat nie mieliśmy na głowie żadnego remontu. Raczej nie analizowaliśmy, co będzie potem.

Nie baliście się takiego wyzwania? Schronisko było przecież w złym stanie, a dostęp do niego jest niełatwy. Wszystko z dala od cywilizacji i technologii…
Remontu się nie baliśmy, ale na początku nie mieliśmy pojęcia o prowadzeniu schroniska. Bywały chwile zwątpienia, kiedy kolejne ekipy remontowe rezygnowały. Gdy zimą z powodu braku dojazdu prace przerywano, to my się wtedy regenerowaliśmy i na wiosnę ruszaliśmy z optymizmem i nowymi siłami.
[Paywall]
Czy biorąc pod uwagę polskie realia, łatwo jest od postaw założyć schronisko górskie?
Tak po prawdzie łatwo nie jest.... To cała masa rzeczy do ogarnięcia. Ale trafiliśmy na wiele przychylnych i pomocnych osób.
Budynek ma niezwykle bogatą historię – od szkoły przez młodzieżowe schronisko, aż po lata zapomnienia. Odkryliście tu jakieś ślady przeszłości?
Od sąsiadów dostaliśmy Kronikę Szkoły w Oźnej, czyli ręcznie zapisany zeszyt o historii szkolnictwa w tym miejscu. Prawdziwy skarb! To było magiczne otrzymać taki prezent. Ponoć była jeszcze kronika z czasów schroniska młodzieżowego, ale niestety zaginęła. Na strychu znaleźliśmy również oryginalną tablicę z napisem Szkoła Podstawowa w Oźnej, tablicę schroniska PTSM, trzy godła państwowe i drewnianą szafę na książki lub dzienniki lekcyjne z czasów szkoły.

Zamierzaliście zachować dawny charakter obiektu, czy też stworzyć coś zupełnie nowego?
Nie chcieliśmy zmieniać bryły budynku, staraliśmy się zachować pierwotny układ pomieszczeń, dostosowując je w miarę możliwości do obecnych przepisów budowlanych.
Schronisko wyróżnia się na tle innych, w szczególności nowszych realizacji. Jak narodził się pomysł na fenomenalny, drewniany styl obiektu?
Na początku staraliśmy się uporządkować teren na zewnątrz. Pomógł nam w tym sąsiad, który kiedyś chodził do tej szkoły! W drugim etapie wzięliśmy się za budynek. Trochę inspirowaliśmy się schroniskami, które udało nam się kiedyś odwiedzić. Nie było innej wizji. Drewno jest naturalnym rozwiązaniem w górach.
Czy macie pomysł na schroniskową kuchnię? Turyści już rozpisują się o Waszych domowych ciastach.
Trochę przesadzają (śmiech), ale to bardzo miłe. Nasi turyści są bardzo przyjaźni i wyrozumiali. Nie mamy doświadczenia w prowadzeniu lokalu gastronomicznego. Ale staramy się jak możemy. Ciasta są raczej proste, ale domowe i pieczone na miejscu. Natomiast raczej nie będziemy mieć bogatego menu. Planujemy kilka prostych, schroniskowych dań.
Schronisko leży z dala od znakowanych szlaków. To przeszkoda czy atut?
Na ten moment to chyba atut. Nie jesteśmy jeszcze zorganizowani, moglibyśmy sobie nie poradzić z większą liczbą gości. Nie ma też jednego typu turysty. Są rodziny, trafiają się zorganizowane grupy, przychodzą mieszkańcy okolicznych miejscowości. Są piesi i rowerzyści, a nawet konni turyści. Mamy nadzieję, że z czasem pojawią się też skiturowcy.
Schronisko jest otwarte codziennie, czy tylko sezonowo lub w weekendy?
Działamy w weekendy. Prawdopodobnie będzie czynne w letnim i zimowym sezonie wakacyjnym. Wszystko w zależności od natężenia ruchu turystycznego. Cieszą nas zadowoleni ludzie. Są tacy, co do nas wracają! I to naprawdę napawa optymizmem.
Czym dla Was jest „klimat schroniska”, o którym tak chętnie mówią ludzie gór?
Drewniany budynek na leśnej polanie otulonej jodłowym lasem. W środku ciepło, można ogrzać się przy stylowym, kaflowym zielonym piecu.

A co może pójść nie tak?
Oźna nazywana jest błędną górą. Jest tutaj dużo dróg, do tego brak oznakowania i niejeden się w naszej okolicy gubi (śmiech). Chcielibyśmy, żeby Oźna nie straciła swojego uroku dzikości, takiego miejsca właśnie na końcu świata.
Agnieszka Polak. Zakochana w górach właścicielka i gospodyni schroniska na Oźnej – od 2021 r. przywraca je do życia na turystycznej mapie Beskidów.
Tekst ukazał się w wydaniu nr 07/2025.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze