Reklama

Dzikie Tatry – 3 wyjątkowe wycieczki z przyrodnikiem


Turyści często mnie pytają, którą część Tatr lubię najbardziej. Zawsze odpowiadam bez wahania: dzikie Tatry.


 

Trzy propozycje wycieczek. Dzikie Tatry są najpiękniejsze

 

Żeby było jasne: dzikie Tatry o nie jest oczywiście żadna geograficzna część tych gór, ale po prostu miejsca i momenty, kiedy jesteśmy bliżej przyrody. Dlatego z ogromną przyjemnością zabieram Was na trzy wycieczki, które z dzikością kojarzą mi się najbardziej. Zapewniam, że nie będziecie żałowali. 

 

Czerwone Wierchy

 

Łączenie pracy przewodnickiej z górską influencerką w sezonie to wyższy poziom logistyki. Jak nie wycieczka, to znowu leje. A jak nie leje, to rodzinne obowiązki nie pozwalają z rana pójść w góry. Gdy jednak dzień bardzo długi, można pójść w teren również po południu. 

Reklama

Wykorzystuję więc okazję i o nietypowej porze dnia startuję z Kir (ok. 935 m n.p.m.) do Doliny Kościeliskiej. Ścieżką nad Reglami wychodzę na Przysłop Miętusi (1189 m n.p.m.). Późną wiosną kończą kwitnąć storczyki męskie i pojawiają się kwiaty orlików. Odbijam na niebieski szlak w stronę Małołączniaka. Słońce trochę przypieka, a tempo podejściowe mocne. 

Pierwszą przerwę robię w Wodniściaku - to ostanie miejsce, gdzie płynie woda i można się schłodzić. Wyżej przez kilka godzin na powierzchni nie ma ani kropli - takie uroki krasowego masywu. Mijam kilka osób schodzących z góry - ruch śladowy, bo to nie długi weekend. Dalej Kobylarz (1430 m n.p.m.), z którego był kiedyś piękny widok na ściany i progi opadające do kotła Wielkiej Świstówki. Był aly jus nima - zasłoniły go smreki zarastające dawne pastwiska. 

Reklama

 

Przeczytaj nowe e-wydanie Magazynu Na Szczycie

 

Górna granica lasu, trochę kosówki i jesteśmy w Kobylarzowym Żlebie. Jego dno wypełnia wciąż aktywny piarg, a przy szlaku zalega jeszcze płat śniegu. Zmieniamy nagle porę roku – tę fenologiczną. Z późnej wiosny cofamy się do przedwiośnia - wokół żółto od pierwiosnków wyniosłych. Są też pierwsze kozice. Często je tu spotykam. Chowają się w tej okolicy przed wiatrem albo tak jak dziś przed słońcem, korzystając z cienia i śniegu. 

Wyżej żleb przegradza niewielki prożek z pięknymi żłobkami krasowymi. Przewodnicka rada - nie schodźcie tym szlakiem przy dużym ruchu, bo łańcuchy są wąskim gardłem i czasem ustawia się nad nimi nawet dwugodzinna kolejka. Powyżej progu zaczynają kwitnąć murawy nawapienne z jaskrem alpejskim, bartsją alpejską, fiołkiem alpejskim, lilijką alpejską, różeńcem górskim. Już same nazwy tych kwiatków sugerują, że to wysokogórskie zbiorowisko. Węglanowe podłoże powoduje, że mimo wysokości i cienkiej warstwy gleby jest ono wyjątkowo bogate w gatunki. 

Reklama

Ze żlebu wychodzimy na szeroki, trawiasty Czerwony Grzbiet. Kończy się podejście i nagle ubożeje roślinność, wchodzimy bowiem na czapę krystaliczną. Monotonię suchych kęp situ skupiny przerywają pojedyncze fioletowe dzwonki alpejskie oraz różowe płaty pierwiosnków maleńkich. Po lewej odsłania się widok na Dolinę Małej Łąki i Giewont. Ten pierwszy odcinek szlaku był niegdyś najbardziej rozdeptanym w całych Tatrach. Z wąskiej ścieżki turyści zrobili szeroką, miejscami na 20-30 m autostradę, bo lubią chodzić bokiem po trawce. A jak ta znika, to idą jeszcze dalej i dalej, poszerzając strefę erozji. Rozłożone tu kilkanaście lat temu siatki jutowe ograniczenie erozję i przyspieszyły regenerację roślinności. 

Na szczycie Małołączniaka (2096 m n.p.m.) odsłania się panorama Tatr Wysokich. Skręcamy tu na zachód, zmieniamy szlak na czerwony i schodzimy na szerokie siodło Litworowej Przełęczy, gdzie pod nogami znów pokazują się wapienie, a wraz z nimi kwietne murawy. Pasie się na nich kierdel kilkunastu kozic. Jest ich więcej, niż turystów na szlaku. Przystaję co kawałek, żeby je obserwować. Skubią świeże pędy na stojąco, klęcząc na jednym albo dwóch przednich kolanach. Liżą i zjadają śnieg. Są w czasie zmiany futra z zimowego na letnie, więc wyglądają trochę jak „sierściuchy”. Jest kilka tegorocznych koźląt, co daje nadzieję na odwrócenie widocznego od wielu lat trendu – spadku liczebności ich populacji. 

Reklama

Z przełęczy łagodne podejście i jesteśmy na Krzesanicy (2122 m n.p.m.). Tutaj wegetacja jest mocno opóźniona i kwitną tylko pojedyncze rośliny - skalnica naprzeciwlistna, głodek mrzygłód, goryczka wiosenna. Krzesanica słynie nie tylko z ciekawej flory, pięknej panoramy, ale też dziwnego i bardzo szkodliwego zwyczaju ustawiania na niej kamiennych kopczyków. Nie tylko psują one krajobraz, ale też niszczą mikrosiedliska i powodują, że ludzie schodzą daleko od szlaku. Dzień jeszcze długi, pogoda stabilna, nigdzie mnie nie goni, więc ramach prywatnego wolontariatu dla Tatr likwiduję ponad 100 tworów ludzkiej głupoty. Kamień na kamieniu się nie ostał. Dużo od Tatr dostaję, więc czasem staram się też dać też coś od siebie - Was też do tego zachęcam!

Reklama

Z Krzesanicy szlak prowadzi przez Mułową Przełęcz na Ciemniak (2096 m n.p.m.), gdzie odbija z głównej grani na północ. Przechodzimy przez Twardą Kopę, z której pięknie, szczególnie w tym wieczornym świetle, prezentuje się północna ściana Krzesanicy opadająca do Doliny Mułowej. Niżej, pod Chudą Turnią rozkwitają murawy pełne gnidoszy i dębików, a przy szlaku kręcą się kolejne kozice. W sumie spotykam ich na trasie grubo ponad 20 – znów więcej niż turystów. Jeszcze Piec, Polana Upłaz, Adamica i jesteśmy już na Wyżniej Kirze, gdzie rozbrzmiewają dzwonki owiec. Wycieczkę kończę o zachodzie słońca w Kirach.

 

Reklama

Informacje praktyczne

 

Szlak zielony, czarny, niebieski, czerwony i zielony: Kiry - Przysłop Miętusi – Małołączniak – Ciemniak - Cudakowa Polana – Kiry 8 h 30 min 

↑↓

Najwyższy punkt: Krzesanica (2122 m n.p.m.)

Długość: 15,8 km

Suma podejść: 1393 m, suma zejść: 1399 m 

 

Poludnica

...

Płatny dostęp do treści

Dołącz do grona naszych prenumeratorów aby przeczytać tekst w całości.

Pozostało 61% tekstu do przeczytania.

Wykup dostęp
Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 08/09/2026 19:26
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama