Reklama

Główny grzbiet Karkonoszy w jeden dzień – Szrenica–Śnieżka


Gdy byłem w trzeciej klasie szkoły podstawowej, tę trasę zrobiłem w cztery dni. Szlak wydawał się bardzo trudny, a droga nie miała końca. Dziś te 35 km przechodzę w ciągu jednego dnia. Spokojnie - nie biegam, ani czasu nie gonię. W regularnym tempie zmierzam ze Szrenicy na zachód słońca na Śnieżce. Tylko na zejście w ciemnościach trzeba się nastawić.


 

Główny grzbiet Karkonoszy w jeden dzień

 

Tekst Tomasz Cylka  

 

Każdy ma swoje pierwsze wspomnienie związane z górami. Najczęściej to zakątek, do którego tak chętnie dziś wracamy, po raz kolejny przemierzając szlaki z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi. Nie przeszkadza nam, że to już 20. raz na tej samej trasie. Wciąż robimy zdjęcia tych samych widoków i zachwycamy się tak, jakbyśmy byli tu pierwszy raz. 

 

Szlak graniczny zamknięty, na Śnieżkę tylko z żołnierzami

 

W moim życiu takim miejscem są Karkonosze. To właśnie tam w latach 80. odnotowałem pierwsze poważne przejście gór z plecakiem - ze Szklarskiej Poręby do Karpacza - i noclegami w schroniskach. Ponury to był czas, choćby ze względu na nieustanne kontrole żołnierzy na szlakach, a graniczna trasa – nazywana wtedy dumnie Drogą Przyjaźni Polsko-Czechosłowackiej – na wielu odcinkach była zamknięta. Tak było choćby między Mokrą Przełęczą pod Szrenicą a Przełęczą Karkonoską, gdzie znajduje się schronisko Odrodzenie. 

Reklama

 

Przeczytaj nowe e-wydanie Magazynu Na Szczycie

 

W tamtych czasach należało się też zmierzyć ze ściśle określonymi procedurami, związanymi z wejściem na samą Śnieżkę. Było to możliwe tylko z uprawnionym przewodnikiem, któremu oczywiście towarzyszyli żołnierze z karabinami gotowymi do strzału. Zapisy odbywały się w Domu Śląskim pod Śnieżką. Po uiszczeniu opłaty grupy stawały w dwuszeregu i karnie ruszały na szczyt. 

Na szczęście dzisiaj możemy cieszyć się górami bez ograniczeń - oczywiście tych formalnych - bo ze względu na ochronę przyrody niektóre szlaki są okresowo zamykane. Bez problemu przejdziemy granicą ze Szrenicy na Śnieżkę. Nikt nas nie zapyta o paszport czy dowód.

Reklama

Wtedy trasę ze Szklarskiej Poręby do Karpacza pokonaliśmy z bratem w cztery dni z noclegami pod Łabskim Szczytem, w Odrodzeniu i w schronisku Strzecha Akademicka. Dziś te prawie 35 km pokonuję z przyjaciółmi w jeden dzień, ale po drodze opcji zejścia jest tyle, że w razie potrzeby uciekniemy ze szczytowego szlaku bez żadnego problemu.

 

Kultowe lody w Szklarskiej Porębie

 

Jest godz. 10. Żaden blady świt, bo nasz scenariusz zakłada spokojne dojście na zachód słońca na Śnieżce, który latem w zależności od miesiąca jest między godziną 20 a 21.15. Według mapy czeka nas dziewięć godzin spokojnej wędrówki. 

Reklama

Zaczynamy w sercu Szklarskiej Poręby (ok. 650 m n.p.m.) na lodach w cukierni przy ul. Jedności Narodowej. To kultowe miejsce, zaraz po zejściu z dworca kolejowego. Zmieniali się właściciele i nazwy tej małej kawiarenki, ale lody wciąż można tu kupić. Dziś to „Manufaktura Słodkości”, do której rodzice prowadzą swoje dzieci, opowiadając im historie z przeszłości.  

Na Szrenicę można oczywiście wjechać wyciągiem krzesełkowym, ale skoro ma być „czysta forma” to najszybciej na szczyt dostaniemy się czerwonym szlakiem prowadzącym na Halę Szrenicką, z której pozostaje już tylko kwadrans podejścia. Nie zniechęcajmy się początkiem, gdy idziemy chodnikiem obok drogi krajowej nr 3, którą mkną tiry do przejścia granicznego w Jakuszycach. Po kwadransie wejdziemy do lasu, mijając Krucze Skały, gdzie swoje pierwsze kroki stawiają początkujący adepci wspinaczki.

Reklama

 

Wodospad Kamieńczyka warto zobaczyć

 

Pierwsze strome podejście prowadzi do Wodospadu Kamieńczyka (846 m n.p.m.). Jest tu trochę folkloru, bo często zmierzają do niego turyści, którzy nie są do tego przygotowani. Szczególnie widać to zimą, gdy zalodzona trasa okazuje się nie lada wyzwaniem dla większości z nich. Sam wodospad warto zobaczyć, choć w sezonie oraz w weekendy do wejścia czekają długie kolejki i jeśli mamy czas ograniczony, to jest pewien kłopot. 

Za wodospadem skręcamy w lewo. Kupujemy bilet wstępu do Karkonoskiego Parku Narodowego i rozpoczynamy mozolne podejście po bruku na Halę Szrenicką. Pamiętam, jak z naszym małym synem próbowaliśmy kiedyś podjechać tędy z wózkiem. Tak nim trzęsło, że odpuściliśmy po kilkudziesięciu metrach. To jest ten odcinek, gdy podchodząc ponad 350 metrów w górę, zdobywamy wysokość i po niecałej godzinie spokojnego marszu widzimy na ostatniej prostej charakterystyczny budynek schroniska. 

Reklama

 

Jeden z najpiękniejszych widoków w Karkonoszach

 

Powyżej Hali Szrenickiej zaczyna się to, co lubimy najbardziej – ogromne karkonoskie przestrzenie. Na wprost nas wyrasta kopuła Szrenicy (1362 m n.p.m.). Oczywiście warto dla własnej satysfakcji na nią wejść, ale dzisiaj są inne priorytety i oszczędzamy siły na Śnieżkę. 

Pierwsze 5 km granicznym szlakiem to spokojny marsz w kierunku Śnieżnych Kotłów (1490 m n.p.m.). Raz do góry, raz w dół, ale przeważnie to przyjemny trekking szeroką ścieżką. Nic dziwnego, że cieszy się popularnością wśród tych, co wjechali tu wyciągiem. Ale krajobrazy rekompensują nawet gwar na szlaku i wiejący silny wiatr. Do niego trzeba się na tej trasie przyzwyczaić. Przechodzimy obok skał nazwanych Trzy Świnki (1290 m n.p.m.), omijamy Łabski Szczyt (1470 m n.p.m.) i dochodzimy do wieży telewizyjnej górującej nad Śnieżnymi Kotłami.   

Reklama

Teraz mamy pod stopami jeden z piękniejszych widoków w Karkonoszach. To dwa cyrki lodowcowe – od zachodu Mały, a od wschodu – Wielki Śnieżny Kocioł, które oddzielone są skalistą grzędą. Tu czujemy się jak w Alpach. Ogromne przepaście i pionowe ściany wysokie na 150 m, u podstawy których nawet latem można dostrzec płaty śniegu, robią ogromne wrażenie. W dole widzimy też wijącą się ścieżkę, którą prowadzi zielony szlak przez Rezerwat Śnieżne Kotły. To właśnie dołem szliśmy z bratem, gdy w czasach PRL szlak graniczny dla turystów zamknięto. 

Reklama

Idąc dalej obchodzimy kotły od południowej strony. Do krawędzi możemy podejść, dzięki licznym punktom widokowym, które zabezpieczone są barierkami i łańcuchami. Byłem tu już wiele razy i zawsze  wracam z ogromną przyjemnością. A kto trafia tu pierwszy raz, otwiera szeroko oczy ze zdumienia. 

 

Czesi i Niemcy robią hałas na Przełęczy Karkonoskiej

 

Dalej czerwone znaki prowadzą nas po płytach i wielkich kamieniach. Jak trudne są tu warunki zimą, niech świadczy fakt, że o tej porze roku szlak biegnie z drugiej strony Wielkiego Szyszaka (1509 m n.p.m.), który mijamy teraz po prawej stronie ścieżki. Idziemy przez Czeskie i Śląskie Kamienie, by rozpocząć spokojne schodzenie na Przełęcz Karkonoską. Na pewnym fragmencie szlak skręca bardziej na czeską stronę, gdzie odbudowano spalone kilka lat temu schronisko Petrova Bouda (1283 m n.p.m.). Jeszcze dobre pół godziny i meldujemy się na przełęczy (1195 m n.p.m.). Jesteśmy mniej więcej w połowie trasy do Karpacza. Za nami ponad 16 km i sześć godzin wędrówki. 

Reklama

Dziwne to miejsce. Z obu stron dociera tu asfalt, ale tylko Czesi umożliwili wjazd choćby autobusom wycieczkowym. Harmider jest przez to niemiłosierny Są i niemieccy emeryci, jak i czeskie rodziny. Obie grupy są tak głośne, że trudno nawet orzec, która z nich jest bardziej doniosła. Ale wystarczy podejść kilka minut wyżej do naszego schroniska Odrodzenie, by już przebywać w absolutnej ciszy. Półmetek trekkingu to dobra okazja na dłuższą przerwę i porządny obiad, by jak to pisał w swoich przewodnikach Józef Nyka - „mieć drugie nogi na wieczór”. 

Reklama

 

Pierwsze zmęczenie pod Słonecznikiem

 

Teraz przed nami dość ostre podejście na Słonecznik (1423 m n.p.m.). Mamy ponad 200 metrów podejścia w godzinę. Niby to niewiele, ale gdy człowiek ma już prawie 20 km wędrówki za sobą, to nie jest lekko. Po raz pierwszy odczuwam zmęczenie, choć przecież dopiero co odpoczywałem. Ale tak to jest na dłuższych dystansach – zawsze przychodzi moment kryzysu. 

Dochodzi godz. 18, dzięki temu na szlaku spotykamy już tylko pojedynczych turystów. Większość z nich idzie z plecakami i znów przypominam sobie swoją wędrówkę sprzed lat. Pod skałami na szczycie szykuje się do biwaku kilkuosobowa grupa młodych ludzi. Tak, wiedzą, że to nielegalne, ale nic więcej nie mają do powiedzenia. Między głazami rozkładają karimaty, wyjmują śpiwory. Dziś będzie ciepła noc, nawet za bardzo nie wieje. Nazajutrz mają w planach wschód słońca na Śnieżce. Ja z przyjaciółmi chcę dotrzeć na dzisiejszy zachód. Królową możemy już w oddali podziwiać.

Reklama

 

Zachód słońca na Śnieżce. Odrobina romantyzmu nie zaszkodzi

 

Kolejny odcinek szlaku w stronę Spalonej Strażnicy przypomina widoki sprzed kilku godzin. Tym razem mamy pod sobą Kotły Wielkiego i Małego Stawu. I znów pionowe ściany i przepaście, a w dole stawy. Każdy turysta spogląda w kierunku schroniska Samotnia, które z tej perspektywy wygląda – tak, nie bójmy się tego powiedzieć, choć to banalne – bardzo romantycznie. Mała chatka wśród wielkich przestrzeni… Kto z Was nie zachwyci się takim widokiem? 

Gdy wchodzimy na szeroką drogę w kierunku Domu Śląskiego, widzimy już całą kopułę najbardziej wietrznej góry Europy – jak mówią o Śnieżce. Znaleźć się w tym miejscu przed godziną 20, ma swoje plusy. Turystów jest naprawdę niewielu, a wiadomo, co dzieje się w rejonie najwyższego szczytu Karkonoszy w ciągu dnia. Nawet ostatnie podejście na szczyt jest całkiem przyjemne. Nikt nas nie popędza, nikt nie przeklina. 

I znów podziwiam na Śnieżce kolejny zachód słońca w swoim życiu. Zapewniam wszystkich, że nigdy Wam się nie znudzi.  Wokół nas kilkadziesiąt osób, które wpatrują się w stronę Szklarskiej Poręby – tam, skąd przyszliśmy. Gdy dwie dziewczyny z Wrocławia słyszą naszą rozmowę i wspomnienia z całego dnia, pytają o szczegóły. 

- Naprawdę to tylko dziewięć godzin? – nie dowierzają. A gdy opowiadamy, że biegacze jeszcze bardziej ten czas skracają, myślą, że żartujemy. 

Cieszymy się tą chwilą na Śnieżce, bo odrobina romantyzmu nikomu w życiu nie zaszkodziła. W promieniach zachodzącego słońca nie chcemy myśleć, że do Karpacza mamy jeszcze 8 km oraz dwie i pół godziny zejścia. Jesteśmy szczęśliwi z tego, co się nam udało. A ja wiem, że wrócę w Karkonosze jeszcze nie raz. Bo to się człowiekowi nie nudzi. 

 

Wodospad Kamieńczyka

 

  • Najwyższy wodospad w Sudetach. Woda potoku Kamieńczyk spada trzema kaskadami z wysokości 27 m i wpada do wąwozu. Na początku środkowa kaskada tworzy jeden strumień, który poniżej rozdziela się na skalnych półkach. 
  • Szerokość strumienia przy samym wodospadzie wynosi około 15 m, a niżej zmniejsza się nawet do trzech. Same ściany mają wysokość ok. 30 m. U stóp wodospadu podziwiać można pięciometrowy kocioł eworsyjny, wypełniony blokami skalnymi. Poniżej wodospadu znajduje się kanion o długości ok. 100 m. 
  • Do wodospadu prowadzi specjalne zejście schodami od szlaku czerwonego. Czynny jest od godz. 9 do 17 (cena biletu 10 zł normalny, 5 zł ulgowy). Na głowę obowiązkowo trzeba założyć kaski. 

 

Informacje praktyczne 

Dojazd 

 

Do Szklarskiej Poręby dojedziemy drogą krajową nr 3 od strony Bolkowa. Jeśli chcemy dotrzeć do Karpacza, to na rogatkach Jeleniej Góry zjeżdżamy na drogę wojewódzką nr 387 w stronę Karkonoszy. 

Komunikacją zbiorową z Wrocławia do Szklarskiej Poręby bez problemu dojedziemy pociągiem Kolei Dolnośląskich (w weekendy odjazdy rano średnio co godzinę).

Do Karpacza w weekendy są bezpośrednie kursy autobusowe Można też dojechać pociągiem do Jeleniej Góry, skąd kursują autobusy PKS.

 

Noclegi

 

Schronisko PTTK na Hali Szrenickiej

tel. kom. 880 910 902

www.halaszrenicka.pl

 

Schronisko Szrenica

  • tel. 75 752 60 11
  • www.szrenica.pl

 

Schronisko Odrodzenie

Przełęcz Karkonoska

  • tel. kom. 780 152 207
  • www.schroniskoodrodzenie.com

 

Schronisko Dom Śląski pod Śnieżką

  • Tel. 75  612  67  00, 75  753  52  90

 

Schronisko PTTK "Na Przełęczy Okraj"

  • tel. +48 75 611 20 36
  • www.schroniskookraj.pl

 

 

Szlaki

 

czerwony: Szklarska Poręba Górna – Wodospad Kamieńczyka – Hala Szrenicka – Trzy Świnki – Śnieżne Kotły (TV) – Przełęcz Karkonoska (schronisko Odrodzenie) 6 h ↑ 5 h ↓

czerwony: Przełęcz Karkonoska (schronisko Odrodzenie) – Słonecznik – Dom Śląski – Śnieżka 3 h 15 min ↑ 2 h 45 min ↓

czerwony, niebieski, żółty: Śnieżka – Dom Śląski – Strzecha Akademicka – Karpacz Biały Jar 2 h 30 min ↓ 3 h 45 min ↑

 

Tekst ukazał się w Wydaniu Specjalnym nr 02/2022 (lato).

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 21/03/2026 10:47
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości