Reklama

Koziarz – widokowa trasa w Beskidzie Sądeckim


Mijamy polanę i starą pasterską kolibę. Mimo że wieża widokowa na Koziarzu jest na wyciągnięcie ręki, już wiemy jak złudne to wrażenie. Szlak lawiruje i bardzo mozolnie zdobywamy wysokość. Żona nie wierzy mi, że to ostatnie strome podejście. W sumie ma rację…


 

Szlak na Koziarz nie jest taki prosty

 

Tekst Andrzej Otrębski

 

Droga z Krakowa do Krościenka po starej zakopiance zawsze dłużyła mi się okrutnie. Dopiero gdy autobus skręcał w Zabrzeżu i widać było Dunajec, wiedziałem, że cel jest blisko. Za rzeką wznosiły się pagóry, które nie były strzelistymi Pieninami, ani potężnymi Gorcami. Ale ich zieleń i kształty niezwykle mocno działały na wyobraźnię, przypominając wczesnym latem dalekowschodnie plantacje herbaty.

 

Odkrywamy nowe szlaki w Beskidzie Sądeckim

 

Musiało upłynąć wiele wody w Dunajcu nim dostrzegłem jak niezwykła jest topografia tego regionu, który na stosunkowo krótkim odcinku łączy cztery duże grupy górskie skupione wzdłuż brzegów tej rzeki i jej dopływów. 

Reklama

Tamtego poranka jechaliśmy z żoną odkryć nowe dla nas szlaki po drugiej stronie Dunajca i nieco zmienić perspektywę. Rozchodzony i rozbiegany Beskid Wyspowy, znane i lubiane Gorce oraz sentymentalne Pieniny to pasma, do których chętnie wracamy. Ale rozległe pasmo Radziejowej zawsze było gdzieś obok, zwykle jako tło naszych wycieczek. Naszym celem był Koziarz (943 m n.p.m.), urokliwy szczyt w tym właśnie paśmie, dominujący nad doliną Dunajca i widoczny z daleka dzięki wieży widokowej na jego szczycie.

Reklama

Chłodny kwietniowy poranek zapewnił nam dużo słońca, choć kręcił nosem i zmuszał do trzymania rąk w kieszeniach. Samochód zostawiliśmy w Tylmanowej i stąd ruszyliśmy w kierunku szczytu. Ale docelowo zamierzaliśmy wykonać przejście grzbietami do Krościenka i wrócić autobusem.

 

Z Tylmanowej na Koziarz. Przewyższenia jak w Beskidzie Wyspowym

 

Przez wąski most maszerujemy nieco ospale zielonym szlakiem, obserwując szumiące wody rzeki. Na tym odcinku Dunajec tworzy Przełom Tylmanowski, między masywem Lubania a Radziejowej, tocząc wody raz wąskimi, raz szerokimi zakolami. To blisko setny kilometr rzeki z blisko 250, jakie ma od źródeł do ujścia. Tutaj można zobaczyć czaple stojące na kamieniach i kaczki brodzące w przybrzeżnych zatoczkach. 

Reklama

Idąc spoglądam na mapę w telefonie, gdyż szlak wiedzie uliczkami między domkami, skręcając raz w prawo, raz w lewo. W końcu opuszczamy zabudowania i maszerujemy wzdłuż linii pól upstrzonych fundamentami nowych domów. Tylmanowa wciąż się rozwija, a w dolinie nie ma zbyt dużo miejsca pod zabudowę. 

Zielone i brązowe pasy pól wychodzą od zabudowań na kilkaset metrów, by nagle urwać się stromą ścianą lasu. Już poczułem, że bolą mnie kolana. Krzywa wysokości kreślona przez GPS podpowiadała, że to nie lekki szlak po kremówkę. Tych przewyższeń nie powstydziłby się Beskid Wyspowy. 

Reklama

Wspinając się pod górę rozmawiamy o mieszkaniu nad rzeką w sercu gór. Piękne widoki i surowy klimat, do tego komunikacja jednym wąskim mostem z resztą świata - to musi być wyzwanie i pewna decyzja w życiu.

 

Ostatnie podejście na Koziarza

 

Gdy mija godzina naszej intensywnej wycieczki, mocno zasapani docieramy do niewielkiej polany, której wypatrywałem już od kilkunastu minut. To pozostałość po dawnej gospodarce pasterskiej, w wielu opisach chwalona jako dobry punkt widokowy. Zupełnie zasłużenie. Na prawo Gorce, na lewo Beskid Sądecki, a przed nami czubki Pienin i tatrzański łańcuszek nad nimi. Tak, to miejsce godne pokonanego przewyższenia i lekkiego bezdechu. Gdyby było trochę cieplej, rzekłbym, że idealne miejsce na piknik.

Reklama

Po łyku herbaty ruszamy dalej, coraz bardziej głodni widoków z wieży. Tak, bo ta wyprawa odbywa się głównie dla wieży widokowej. W latach 2014 i 2015 gmina Ochotnica Dolna postawiła ich aż cztery: na Lubaniu, Gorcu, Magurkach i właśnie na Koziarzu. Nagle szlaki znane tylko przez nielicznych - pomijając Lubań - stały się niezwykle popularne. Każdy chce spojrzeć z lotu ptaka na piękny górski krajobraz. 

Mijamy jeszcze jedną polanę i starą pasterską kolibę. Mimo że wieża wydaje się być na wyciągnięcie ręki, już wiemy jak złudne to wrażenie. Szlak lawiruje i bardzo mozolnie zdobywamy wysokość. Jeszcze kilkadziesiąt metrów do przełęczy w pobliżu Jaworzyny (936 m n.p.m.) i jeszcze jedno strome podejście już żółtym szlakiem. Żona nie wierzy mi, że to ostatnie strome podejście. W sumie ma rację…

Reklama

 

Widoki z Koziarza

 

A na szczycie następuje magiczna zmiana klimatu. Przed nami otwiera się masyw Radziejowej i sądecka kraina łagodności z zielonymi kopułami lasów i regularnymi kształtami pól. Krajobraz pocięty mniejszymi dolinami rzuca długie cienie, dodatkowo podkreślane przez drewniane płoty i grupy sadów.

Zgodnie z oznaczeniem szlaku do wieży skręcamy w lewo i mijając niewielką altanę turystyczną, maszerujemy dalej grzbietem. Urokliwe drewniane płoty odgradzające pola od lasu, chronią uprawy przed zwierzętami. Te ostatnie na pewno mają swoje przejścia, mimo to płoty wyglądają niezwykle plastycznie. 

Reklama

Wchodzimy więc śmiało na szczyt, a potem po drewnianych schodach jeszcze wyżej. Taką samą wieżę widzieliśmy na Gorcu czy Lubaniu. Solidna, z zabudowanymi schodami, oferująca dużo miejsca do obserwacji. 

Na górze sprawdzam, ile podobnych wież mogę dostrzec. Z lornetką wypatruję cztery - w tym jedną na Mogielicy i drugą - nową na Modyniu w Beskidzie Wyspowym. Aga czyta opisy krajobrazu na tabliczkach umieszczone dookoła balkonu. Na wschodzie dominuje Kotlina Sądecka, a na południowym zachodzie białe o tej porze roku Tatry. 

Reklama

 

Z Koziarza na Dzwonkówkę

 

Schodząc z Koziarza, wracamy do rozwidlenia szlaków. Tym razem wędrujemy prosto na południe za żółtymi znakami, aby nad Krościenkiem połączyć się z czerwonym Głównym Szlakiem Beskidzkim. Droga prowadzi dokładnie granicą Popradzkiego Parku Krajobrazowego.

Maszerujemy niewielkimi grzbietami, raz w górę, raz w dół, krawędziami pól, trochę lasem. Śmieję się, że teraz to idealna trasa nordic walking. Tymczasem otwierają się widoki na wschód, podczas gdy prawa strona szlaku to gęsty las mieszany.

Reklama

Niedaleko naszej trasy znajduje się Rezerwat Pusta Wielka, niewielka enklawa pierwotnego lasu górskiego ze specjalnym stanowiskiem sosny. Ten gatunek osiąga tutaj nawet 30 metrów wysokości. Rezerwat schowany w lesie nie robi takiego wrażenia jak sąsiedni - Kłodne nad Dunajcem. Najlepiej go widać z drogi do Krościenka, gdy miniemy Tylmanową. Jesienią stroma ściana lasu opadająca do rzeki mieni się czerwienią liści, kontrastując z niebiesko szarą wodą Dunajca. Zdecydowanie wiosna i jesień to najlepsze pory na górskie wędrówki. Myśląc o tym przewracam się na resztkach śniegu pod lasem.

 

Reklama

Zejście z Dzwonkówki do Krościenka

 

10. kilometr trasy i jesteśmy wyżej niż wieża na Koziarzu. Sąsiadujący szczyt Dzwonkówka (982 m n.p.m.) ma tę samą wysokość co Trzy Korony, a mimo to żadnych widoków. Za wyjątkiem pięknego lasu buczyny karpackiej. Gdy w Krościenku mówi się „iść na Dzwonkówkę” to znaczy tyle co iść na Radziejową albo „wędruj długo”. Jak się okazało, zejście do Krościenka wcale krótsze nie jest. Ale to zejście też łatwo przeoczyć. Gdy szlak czerwony zaczął odbijać w lewo, to był znak, że je przegapiliśmy.

Zejście do Krościenka, mimo że pięknym lasem, wydaje się niekończącą opowieścią. Głęboko wcięte doliny gęsto porośnięte buczyną robią duże wrażenie. Droga leśna powoli opada ku dolinie, ale mamy wrażenie że nie traci się wysokości.

Zabawne, ale przez tyle lat jeżdżąc do Krościenka nad Dunajcem, aby chodzić po Pieninach, mieszkaliśmy na prawym brzegu rzeki, czyli w Beskidzie Sądeckim. Ale wystarczyło  pokonać słynny most z łukami, aby znaleźć się w Pieninach. I zawsze powtarzałem, że wakacje spędzaliśmy w Pieninach. 

Po którymś z kolei zakręcie las znika i ukazują się widoki. Przed nami dolina Krościenka, Pieniny oraz fragment Tatr. Nogi prowadzą same i słychać jedynie ujadanie psów w domach poniżej lasu. A my zastanawiamy się czy słynna lodziarnia na rynku będzie dziś otwarta. 

 

Cztery wieże wokół Ochotnicy 

 

  • W latach 2014–2015 gmina Ochotnica Dolna realizowała program „Enklawa aktywnego wypoczynku w sercu Gorców”. Stanęły cztery wieże widokowe na Koziarzu, Gorcu, Magurkach i Lubaniu. 
  • Początkowo planowano obudowanie narożników wszystkich wież drewnem, co zapewniałoby ochronę przed wiatrem i stylem upodabniało je do drewnianych kościołów gotyckich. Ostatecznie z tego rozwiązania zrezygnowano.  
  • Na tarasie widokowym każdej z wież mieści się ok. 30 osób. Na wewnętrznych ścianach umieszczono opisane panoramy widokowe. Wykonano także podłużne szczeliny, aby widoki z wieży mogły oglądać również dzieci. Obudowany i zadaszony taras może również być schronieniem przed deszczem. Na dachu wieży zamontowano kamery internetowe, dzięki czemu nawet z domu można patrzeć na widoki.

 

Informacje praktyczne

 

Dojazd

 

Z Krakowa do Tylmanowej i Krościenka najszybciej dojedziemy zakopianką. Zjeżdżamy w miejscowości Lubień i dalej drogą wojewódzką nr 968 przez Mszanę Dolną, Lubomierz i Kamienicę dojeżdżamy do miejscowości Zabrzeż, gdzie skręcamy w prawo (nr 969) do Tylmanowej i Krościenka. 

Z Krakowa do Tylmanowej kursują liczne busy - średnio co godzinę, a nawet częściej. Szczegóły na www.rozklady.mda.malopolska.pl. 

 

Noclegi

 

Schronisko PTTK na Przehybie

  • www.przehyba.pl

 

Tekst ukazał się w wydaniu nr 2/2022

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 15/02/2026 16:47
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama