Bieszczady? Połoniny i Tarnica. Beskid Niski? Łemkowskie wsie oraz uzdrowiska jak Iwonicz-Zdrój i Rymanów-Zdrój. Takie są najczęściej skojarzenia z górami Podkarpacia. Ale dziś chcę zachęcić Was, by skręcić na mniej utarte szlaki. Nie będziecie żałowali.
Na pewno znacie najpopularniejszy utwór Marka Grechuty Dni, których jeszcze nie znamy, bo grają go nawet komercyjne stacje radiowe. Trawestując nieco refren proponuję Wam na jesień pięć szlaków, których jeszcze nie znacie - trzy w Bieszczadach i dwa w Beskidzie Niskim, które nie biją frekwencyjnych rekordów. Niech to będzie nasze TOP 5 na koniec 2025 roku.
Ścieżka dydaktyczna Chmiel - Otryt (z odbiciem na Trohaniec) - Dwernik: łącznie ok. 3 godz. marszu, ok. 9 km i 500 m przewyższenia.
W Pasmo Otrytu - na północ od kultowych bieszczadzkich połonin - trafiłem po raz pierwszy dopiero podczas pandemii. Wstyd się przyznać, ale zawsze byłem jak większość Polaków - lubię to, co znane. Wolałem iść na Tarnicę, Halicz, Krzemieniec... Ale przyszedł taki czas, gdy człowiek chciał odkrywać coś mniej oczywistego. A że swoją bazę mieliśmy we wsi o wdzięcznej nazwie Chmiel, to w deszczowy dzień ruszyliśmy do Chatki Socjologa.
Najkrótsza droga prowadzi niebieskim szlakiem (1 godz. 15 min w górę) z sąsiedniej wsi Dwernik, gdzie stoi drewniany kościół pw. św. Michała Archanioła. Ale my ruszyliśmy z Chmielu (ok. 520 m n.p.m.). Na początku idziemy asfaltem, a gdy on się kończy dostrzegamy prowizoryczny szlakowskaz do tego jedynego w swoim rodzaju schroniska (1 godz. spokojnego spaceru). Nie martwcie się, choć nie prowadzą tędy wyraźne znaki, to nie zabłądzicie. Leśna droga w kierunku północno-wschodnim zaprowadzi Was do celu. Tym bardziej, że wiedzie tędy ścieżka dydaktyczna Chmiel - Otryt - Dwernik.
Otryt geograficznie należy do Bieszczadów Zachodnich, ale jest czasem zaliczany do Gór Sanocko-Turczańskich. Formalnie rozciąga się na północ od Doliny Sanu, a jego najwyższym szczytem jest położony na wschód od chatki szczyt Trohaniec (939 m n.p.m.). Sam grzbiet Otrytu ma około 18 km długości i porośnięty jest gęstymi lasami jodłowo-bukowymi. Przez to brakuje tu punktów widokowych, ale te przecież mamy w innych bieszczadzkich zakątkach.
A skoro nie nacieszymy oczu spektakularnymi panoramami, to polecam przyjrzeć się otaczającej nas przyrodzie. Otryt leży na terenie Parku Krajobrazowego Doliny Sanu. Na południowych stokach masywu są dwa rezerwaty przyrody: Hulskie i Krywe. Chronią one nie tylko lasy, ale i cenne gatunki flory i fauny. Otryt jest ostoją dla wielu gatunków zwierząt, w tym niedźwiedzi, wilków i rysiów. Dlatego bądźcie czujni i ostrożni! Sprawdzonym sposobem na to, by ustrzec się spotkania z niedźwiedziem, jest przypięcie do plecaka dzwoneczka. Jego cichy jednostajny dźwięk to sygnał dla zwierzęcia, że jesteście na szlaku. Jeśli idziecie w grupie, to rozmawiajcie między sobą, a gdy wędrujecie samotnie, pomóc może Wam też stukanie kijkami trekkingowymi.
Kultowa już dla wędrowców Chata Socjologa stoi tuż pod szczytem Otrytu (898 m n.p.m.), w miejscu przedwojennego przysiółka wsi Chmiel o nazwie Otryt Górny. Powstała w 1973 roku z inicjatywy Henryka Kliszki z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego oraz Norberta Wasilewskiego z Sekcji Turystyki Pieszej „Nogi” warszawskiego TKKF. Nazwa nie jest więc przypadkowa, bo zbudowali ją... studenci socjologii. Choć oczywiście wspierali ich fachowcy, jak choćby cieśle podhalańscy. Od początku założenie było takie, by panowały tu prawdziwe bieszczadzkie klimaty. Bez prądu, bieżącej wody czy gazu. Gościom musiały wystarczyć dwa źródełka.
Niestety, w styczniu 2003 roku chatka spłonęła, a pozostał z niej tylko kominek. Ale ludzi dobrej woli jest więcej i zaledwie w ciągu roku ją odbudowano. Dziś stoi więc nieco większa wersja pierwotnej chatki. Natomiast w 2015 roku powstało obok niewielkie obserwatorium astronomiczne. Z chatki na najwyższy w okolicy Trohaniec prowadzi zielony szlak. Z tego szczytu leśnymi ścieżkami przez Łyszczatą także można zejść do Dwernika, gdzie kończymy naszą spokojną wycieczkę na pół dnia.
Ścieżka historyczno-przyrodnicza "Przysłup Caryński - Krywe nad Sanem": łącznie 7 godz. marszu, 22 km i ok. 780 m przewyższenia.
Ta trasa biegnie bardzo blisko Połoniny Caryńskiej i Wetlińskiej, zaledwie kilka kilometrów na północ od nich, a ludzi jest tutaj bardzo mało. To zatem idealna konkurencja dla kultowych, bieszczadzkich szlaków. Pamiętajcie jednak, że nasza dzisiejsza wędrówka liczy aż 22 km, więc trzeba się do niej odpowiednio przygotować. Miejcie też na uwadze, że ścieżki przyrodnicze są inaczej oznaczone. Zamiast tradycyjnego szlaku (kolor między dwoma białymi paskami) szukamy na drzewach i kamieniach kwadratu z przekątnym paskiem w danym kolorze - w tym przypadku czerwonym i zielonym.
Wędrówkę zaczynamy na Przysłupie Caryńskim (Przełęcz Przysłup, 785 m n.p.m.). Najszybciej (1 godz.) dojdziemy tu z osady Bereżki, która znajduje się tuż przed Ustrzykami Górnymi. Dzień możemy zacząć od kawy w Kolibie, czyli schronisku studenckim, którym opiekuje się Politechnika Warszawska. W 2011 roku stanął tu nowy obiekt, który budzi emocje u tych, którzy tęsknią za starą chatką. Dla mnie jednak to miejsce nadal ma swój bieszczadzki klimat.

Najpierw schodzimy w dolinę Caryńskiego (687 m n.p.m.). Idziemy zadbaną i dobrze oznakowaną ścieżką. Przechodzimy przez nową kładkę nad potokiem o takiej samej nazwie, są też podesty nad podmokłym terenem. Po godzinie dochodzimy na Nasiczniańską Przełęcz (717 m n.p.m.), skąd mamy widoki na położoną niżej wioskę, a za nami zobaczymy lekko zasłoniętą Tarnicę oraz dobrze widoczny Krzemień. To dobre miejsce na krótki odpoczynek.
Schodzimy teraz do wioski Nasiczne, gdzie przekraczamy asfalt i podchodzimy na Dwernik-Kamień (1004 m n.p.m., dawna nazwa Holica, 3 godz. od Koliby). Grzbiet jest skalisty i mamy z niego idealny widok na Smerek i Połoninę Wetlińską z odnowioną Chatką Puchatka. Z kolei za nami dumnie pręży się Bukowe Berdo. Teraz idziemy ostro w dół. Mijamy m.in. szczyt Magurki (887 m n.p.m) i dochodzimy do utwardzonej drogi przy moście na Sanie w Zatwarnicy (4,5 godz. od początku trasy).
[paywall]
Idziemy przez wioskę, mijamy kościółek. Szlak wznosi się teraz zboczem, ale wzniesienia omijamy zakosami. Wreszcie dochodzimy do tablicy, która informuje nas, że wchodzimy do rezerwatu Krywe. Tutaj, podobnie jak na Otrycie, możemy spotkać niedźwiedzia brunatnego, wilka, a także żbika albo rysia. Uważajmy pod nogi, bo trafi się żmija zygzakowata albo wąż eskulapa. Są też myszołowy i czaple siwe. Jest co wypatrywać.
Teraz przez wzgórze o nazwie Ryli (622 m n.p.m.) rozpoczynamy ostatni fragment wędrówki. Idziemy przez pełne roślinności bieszczadzkie łąki. Rosnące po obu stronach szlaku drzewa owocowe przypominają, że kiedyś była tu tętniąca życiem wieś. Dziś zostało raptem kilka zabudowań.
Sama nazwa Krywe (Krzywe) odzwierciedla ukształtowanie terenu. Wieś została założona na początku XVI wieku, a w centralnej jej części stanął dwór, po którym zostały już tylko ruiny. Jeszcze w latach 30. XX wieku mieszkało tu ponad pół tysiąca osób, ale w 1945 roku "banderowcy" spalili dwór oraz sąsiedni tartak. Rok później wszystkich mieszkańców wysiedlono do powiatu Szczecinek.
Dziś możemy zobaczyć jedynie resztki dawnych domów oraz ruiny greckokatolickiej cerkwi pod wezwaniem św. Paraskiewii (Paraskewy) z 1842 roku. Co ciekawe, zachowały się w niej wszystkie ściany. Przewodniki podają, że to najlepiej zachowane ruiny cerkwi w Bieszczadach. Obok niej stała dzwonnica, można też dostrzec kilkanaście starych nagrobków na przycerkiewnym cmentarzu. Kończymy naszą wędrówkę po siedmiu godzinach. Za nami 772 metry podejść i ponad 1000 zejść.
Wyprawa do źródeł Sanu (Bukowiec, Beniowa, Sianki, Grobowiec Hrabiny): łącznie w dwie strony ok. 7 godz. marszu, 21 km i ok. 560 m przewyższenia.
Kolejna ścieżka przyrodnicza w Bieszczadach, którą chcę Wam polecić, biegnie niedaleko samej Królowej Tarnicy. Ale spokojnie, również tutaj zatłoczone szlaki będziemy omijać z daleka.
Kojarzycie wioskę Muczne? Pewnie wielu z Was ruszało stąd żółtym szlakiem na Bukowe Berdo i dalej na dach Bieszczadów. Ale my jedziemy jeszcze 5 km i dojeżdżamy do Tarnawy Niżnej. Za Bazą nad Roztokami, na parkingu w Bukowcu, możemy zostawić auto i ruszyć na wycieczkę.

Witają nas bory świerkowe, które rosną tu od kilkuset lat. Pierwsze wzmianki o nich pochodzą z początku XVI wieku. Udział świerka zwiększył się w XIX i XX wieku, kiedy mieliśmy do czynienia z modą na ich sadzenie. Natomiast po drugiej wojnie światowej okoliczne tereny został wyłączone z gospodarki leśnej. W ten sposób te popularne drzewa rozprzestrzeniały się samoistnie. Aż przyszły lata 70. i drzewostany zaczęły obumierać. Po upadku PRL teren został częściowo włączony do Bieszczadzkiego Parku Narodowego. I tak do dziś trwa przebudowa na drzewostany mieszane z udziałem buka i jodły.
Ale nie tylko drzewa zasługują tu na uwagę. W Tarnawie Wyżnej można skręcić na krótki szlak w kierunku torfowisk. Natomiast symbolem naszej ścieżki jest bóbr europejski, więc rozlewisk jest tutaj naprawdę sporo. Początkowo droga prowadzi przez las, ale szybko wychodzimy na otwartą przestrzeń. Nie zdziwcie się, jeśli ciszę przerwie Wam odgłos pociągu - to składy jeżdżące po ukraińskiej stronie.
Ścieżka jest bardzo łagodna, raz trochę podchodzimy, raz idziemy w dół. Wreszcie przed nami ukazuje się schowany wśród drzew cmentarz oraz niewielki szałas. To pozostałość po prowadzonych tu niegdyś wypasach. Jest też charakterystyczna lipa, która stała się symbolem nieistniejącej wsi Beniowa. Kiedyś stała tu cerkiew pw. św. Michała Archanioła. Niestety, spaliła się, jak wiele tego typu obiektów w okolicy. Dziś zostały tylko fragmenty kamiennej podmurówki oraz dwa krzyże, które kiedyś zdobiły jej dach.
Za cmentarzem idziemy przez łąkę, a potem leśną ścieżką. San mamy cały czas po lewej stronie. Przechodzimy obok dawnego schronu na Negrylowym i wchodzimy na szutrową drogę, którą dochodzimy do dużej wiaty przy tzw. skrzyżowaniu nad potokiem Niedźwiedzim - to dobre miejsce na odpoczynek. Na tablicach informacyjnych możemy zobaczyć historyczne zdjęcia wsi Sianki i dworu Stroińskich, do którego dochodzimy po kolejnych 30 minutach. Choć muszę być precyzyjny - to dawny dwór. Dziś trudno zauważyć choćby resztki jego fundamentów.
Dalej ścieżka wiedzie w górę Sanu. Przekraczamy kolejne dopływy i dochodzimy do starego cmentarza. Tu znajduje się Grób Hrabiny, ale tak naprawdę ta potoczna nazwa dotyczy tylko dwóch nagrobków: hrabiny Klary i jej męża Franciszka Stroińskiego. Zmarła w XIX wieku para często określana jest bieszczadzkimi Romeo i Julią. Obok nagrobków postawiono niewielką kaplicę grobową. Tutaj znajdują się też fundamenty cerkwi św. Stefana.
Jesteśmy na terenie dawnej wsi Sianki, która w XIX wieku była modnym ośrodkiem turystycznym i sportowym. Były tu korty tenisowe i skocznie narciarskie, restauracje i sklepy, działała szkoła i poczta. Tędy biegła też linia kolejowa z Przemyśla do Użgorodu. Przed wybuchem drugiej wojny światowej żyło tu ponad tysiąc mieszkańców, a zabudowania znajdowały się po obu stronach rzeki. Po 1951 roku Sianki zostały podzielone między Polskę i radziecką Ukrainę. Nasza część została wyludniona, natomiast u naszych sąsiadów znajduje się stacja kolejowa, ostatnia przed Przełęczą Użocką.
Od Grobu Hrabiny do źródeł Sanu mamy niewiele ponad pół godziny drogi. Po drodze mijamy punkt widokowy na stronę ukraińską z opisaną panoramą. Na koniec wąską ścieżką przez dzikie łąki, a potem przez las, dochodzimy do źródeł Sanu. Ustawiono tu słupy graniczne i kamienny obelisk z krzyżem. Do Bukowca wracamy tą samą drogą, choć można pominąć przejście przez Beniową.
Barwinek - Czeremcha - Jasiel - Komańcza: łącznie 12,5 godz. marszu, 42,5 km i ok. 1140 m przewyższenia.
Wędrówka niebieskim szlakiem granicznym z Barwinka (Przełęczy Dukielskiej) przez Czeremchę i Jasiel do Komańczy to niezwykła przygoda w malowniczym Beskidzie Niskim. Prawdziwa gratka dla miłośników natury oraz historii.
Zaczynamy na Przełęczy Dukielskiej (ok. 500 m n.p.m.), która góruje nad Barwinkiem. Warto przypomnieć, że to właśnie na Przełęczy Dukielskiej we wrześniu i październiku 1944 roku toczyły się ostre walki wojsk radzieckich z hitlerowskimi. Poległo około 90 tys. żołnierzy Armii Czerwonej, głównie słowackich powstańców i Ukraińców, którzy zostali do niej wcieleni.
Na początek idziemy wzdłuż granicy polsko-słowackiej przez Jaśliski Park Krajobrazowy. Ścieżka prowadzi asfaltem w kierunku punktu widokowego po słowackiej stronie (ok. 570 m n.p.m., Vyhliadková veža Dukla, czynna codziennie oprócz poniedziałków od godz. 9 do 17), a potem na długo wchodzimy do gęstego lasu. Po półtorej godzinie zdobywamy Kiczerę (579 m n.p.m.), by później na rozwidleniu szlaków (Pod Pstrzyńską, 579 m n.p.m.), opuścić samą granicę i zejść do Czeremchy (ok. 540 m n.p.m.), malowniczej osady w dolinie rzeki Osława.
I znów sięgnijmy do historii. Tu przed laty w zgodzie żyli Polacy, Ukraińcy i Żydzi, choć pod koniec XIX wieku najwięcej było Łemków, którzy zajmowali się wypasem bydła. Wtedy też wybudowano cerkiew greckokatolicką pw. Opieki Bogurodzicy. W czasie I wojny światowej w 1914 roku cofające się oddziały austriackie spaliły znaczną część wsi. W okresie międzywojennym znajdowało się tutaj już tylko ok. 70 domów. Z kolei podczas drugiej wojny światowej toczyły się liczne walki partyzanckie. Po wojnie ludność wysiedlono na tereny ZSRR, a budynek cerkwi rozebrano w latach 50. Dziś w dolinie zachowały się nieliczne ślady po dawnych mieszkańcach. Można zobaczyć cerkwisko, kilka nagrobków na dawnym cmentarzu oraz ruiny strażnicy.
Z Czeremchy podchodzimy z powrotem do granicy. Osiągamy skrzyżowanie szlaków (Pod Fujowem, 705 m n.p.m.) i wchodzimy na południowy szczyt Kamienia nad Jaśliskami (827 m n.p.m.). Właściwy wierzchołek jest o 30 metrów wyższy i leży trochę na północ od naszego szlaku (kwadrans w jedną stronę). Dalej osiągamy Koprywiczną (709 m n.p.m.), z której rozpoczynamy zejście do Jasiela (ok. 610 m n.p.m.).
To kolejna nieistniejąca już wieś w okolicy, w której podczas drugiej wojny światowej stacjonowały zarówno wojska partyzanckie, jak i pogranicznicy. We wrześniu 1944 roku w walkach z Niemcami w Jasielu zginęło kilkudziesięciu żołnierzy Armii Czerwonej. Natomiast 20 marca 1946 roku doszło do zbrodni w Jasielu, dokonanej przez bandy UPA na polskich żołnierzach Wojsk Ochrony Pogranicza. Nacjonaliści ukraińscy zamordowali także cywili. Ostatecznie wszystkich mieszkańców Jasiela wysiedlono w ramach operacji Wisła. W sezonie działa tu pole namiotowe.
Z Jasiela znów podchodzimy do granicy polsko-słowackiej. Idziemy gęstym lasem, w którym spotkać można orły przednie albo jastrzębie. Przez Kalinovské sedlo (808 m n.p.m.) i Garb Średni (811 m n.p.m.) dochodzimy do kolejnego rozwidlenia szlaków i za zielonymi znakami schodzimy do Komańczy (ok. 460 m n.p.m.).
Powyższa trasa (szlak niebieski i zielony) to propozycja dla bardziej doświadczonych turystów. Trasa jest fragmentem długodystansowego szlaku niebieskiego: Rzeszów - Grybów, który liczy aż ok. 430 km. Na tym fragmencie Beskidu Niskiego nie ma schronisk, ani kwater, trzeba zatem wziąć ze sobą namiot i rozbić się na dziko, co jest dodatkową atrakcją. Polecam Wam ten trekking, bo szlak jest idealnym wyborem dla turystów, którzy szukają spokoju i kontaktu z naturą, ale również chcą poznać historię tych ziem.
Główny Szlak Beskidzki (znaki czerwone): Iwonicz-Zdrój - Lubatowa - Cergowa - zejście żółtym szlakiem do Dukli. Łącznie 4,5 godz. marszu, 15 km i 510 m przewyższenia.
Na koniec proponuję Wam spokojny trekking fragmentem Głównego Szlaku Beskidzkiego, który na samym Podkarpaciu zaczyna się w Wołosatem pod Tarnicą, a kończy na Magurze Wątkowskiej (846 m n.p.m.) - tuż przed Bartnem. Naszym głównym celem będzie szczyt Cergowa (716 m n.p.m.), gdzie znajduje się wieża widokowa.
Jeśli decydujemy się na GSB od wschodu, to możemy zacząć wędrówkę np. w Iwoniczu-Zdroju. Jednak spacer od popularnego uzdrowiska ma jeden mankament - aż 5,5 km wiedzie asfaltem przez Lubatową (ok. 400 m n.p.m.). Tutaj znajduje się kultowa Agroturystyka “Za lasem”, w skład której wchodzi również tzw. pustelnia, czyli drewniana chatka dla turystów. To jedno z tych miejsc, które wędrowcy GSB polecają w ciemno. A gdy chatka jest zajęta, można wynająć pokój w normalnym domu. Jest tu dobrze wyposażona kuchnia, a nawet pralka i bogata biblioteczka z książkami górskimi.

Żeby nie męczyć się na asfalcie, polecamy więc zostawić auto na polnym parkingu na końcu wsi, skąd widać już charakterystyczny, zalesiony i wybijający się ponad równinę szczyt Cergowej. Stąd wejście na szczyt spokojnym tempem zajmie nam niecałe półtorej godziny. Mimo to nie lekceważcie tego podejścia, bo przed Wami 300 metrów w górę na krótkim odcinku. Podchodzimy od wschodniej strony, gdzie stoki są naprawdę strome. Niektórzy nazywają je nawet „ścianą płaczu”. Faktycznie, na dwóch odcinkach jest prawie pionowo. Zwłaszcza, gdy po deszczu jest ślisko, trzeba uważać.
Cergowa ma trzy wierzchołki i dopiero ten ostatni, na którym stoi wieża widokowa, jest najwyższym (716 m n.p.m.). Ciekawostką jest fakt, że na tej górze znajduje się 10 jaskiń szczelinowych, które powstały w wyniku ruchów skał. Są one krótkie i niezbyt głębokie, choć najdłuższa liczy 75 m. Cergowa ma także małe jeziorko osuwiskowe, które leży kilkaset metrów poniżej czerwonego szlaku. Szczyt jest zalesiony i tylko dzięki wieży możemy podziwiać Bieszczady, Beskid Niski i Sądecki, Pogórze Dynowskie, a przy bardzo dobrej widoczności nawet Tatry.
Wejście GSB od zachodu prowadzi od Nowej Wsi (ok. 340 m n.p.m.), przez którą przebiega droga krajowa nr 19 na Przełęcz Dukielską. Podejście prowadzi zarośniętym szlakiem, ale ścieżka jest dobrze oznaczona. Jeden z tutejszych gospodarzy sam nawet wymalował znaki, żeby turyści nie szli przez jego pole.
- Nie mam nic przeciwko GSB i wędrowcom, ale gdy ludzie co chwilę przechodzą ci koło chałupy, to nie jest przyjemne. Dlatego wyznaczyłem obejście. Ludzie to rozumieją, przynajmniej takie mam odczucia – opowiadał nam pan Kazimierz.
Na Cergową można także podejść żółtym szlakiem - od południa z Zawadki Rymanowskiej, gdzie znajduje się chatka studencka (1,5 godz. do góry) albo od północy z Dukli (2 godz. 15 min). To miasteczko zyskało swoją sławę dzięki św. Janowi, franciszkaninowi, który żył w XV wieku. Jego pustelnia znajduje się co prawda nad wsią Trzciana, ale w mieście w XVIII wieku wybudowano sanktuarium jego imienia. W bocznej kapliczce znajduje się rzeźbiona, srebrzysta trumna Jana z Dukli, a na ścianach wiszą obrazy z życia świętego.
Dziś tym miejscem opiekują się ojcowie bernardyni, a w 1997 roku noc spędził tu Jan Paweł II podczas swojej pielgrzymki do Polski. Wtedy to podczas mszy św. w pobliskim Krośnie kanonizował Jana z Dukli. Klimat tamtych dni, z nieco innej perspektywy, opisał Andrzej Stasiuk w swojej książce "Dukla". Zresztą pisarz od kilkudziesięciu lat mieszka w Beskidzie Niskim w Wołowcu.
Ale nie samym sanktuarium żyje Dukla. Warto też zajrzeć na rynek oraz zobaczyć zespół pałacowy z pięknym parkiem w stylu francuskim. Na obrzeżach miasta znajdują się też dwa cmentarze żydowskie. Spokojne miasteczko, gdzie czas płynie o wiele wolniej niż w dużym mieście, jest idealnym miejscem, by przy dobrej kawie, herbacie lub lampce wina zakończyć kilkudniową wędrówkę po Bieszczadach i Beskidzie Niskim.
Więcej inspiracji, szlaków i turystycznych pereł na Podkarpaciu znajdziesz na podkarpackie.travel.
Tekst ukazał się w wydaniu nr 06/2025.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze