Obchodzimy w tym roku jubileusz 150 lat przewodnictwa tatrzańskiego. Dorobiłem się z tej okazji nowej, dużej i błyszczącej blachy - trochę podobnej do tych, które dostali moi poprzednicy w 1875 roku. Wtedy to właśnie Towarzystwo Tatrzańskie rozpoczęło rejestrowanie przewodników, wydając im legitymacje oraz odznaki.
Tekst Jan Krzeptowski-Sabała
Zawód przewodnika górskiego oparł się powszechnie wdrażanej kilkanaście lat temu deregulacji i aby legalnie prowadzić wycieczki wciąż trzeba ukończyć kurs i zdać państwowy egzamin. Trwają prace nad nową ustawą i uproszczeniem nieco archaicznego podziału przewodników na trzy klasy. Nie wdając się w szczegóły, zastąpić je ma podział na przewodników górskich (nazwijmy ich turystycznymi) i wysokogórskich (wspinaczkowych). Ma to między innymi ułatwić pracę za granicą. Przewodnicy górscy są bowiem jednym z kilku zawodów regulowanych (obok pielęgniarza, farmaceuty, fizjoterapeuty i pośrednika w handlu nieruchomościami), do których nasze polskie uprawnienia są uznawane przez inne kraje Unii Europejskiej.
Przeczytaj nowe e-wydanie Magazynu Na Szczycie
Może zakończy to spory między słowackimi i polskimi przewodnikami o legalność naszej pracy na Gerlachu, Łomnicy czy Lodowym Szczycie. Na razie jednak końca prac legislacyjnych nie widać. Myślę, że nawet ogólnopolski strajk przewodników (nie wiem, czy mamy jakiś związek zawodowy) nie zwróciłby uwagi rządzących, którzy jak widać mają ważniejsze tematy na głowie. Pracujemy wciąż dalej zgodnie z podziałem sprzed 150 lat!
W 1875 roku turyści nie wyobrażali sobie wycieczki w Tatry bez przewodnika, ale później dość szybko się usamodzielnili. Na szczęście w XXI wieku wciąż nas, przewodników, potrzebują i zawód nie wyginął. Nie zastąpiły nas też aplikacje, czaty albo inne sztuczne inteligencje. Ba, nasz zawód przeżywa wręcz renesans. Uprawnienia przewodnika tatrzańskiego posiada kilkaset osób.
To dziś bardzo zróżnicowany zawód - jedni prowadzą wycieczki szkolne, inny zabierają małe grupy na trudne szlaki, a jeszcze inni wspinają się z klientami na pozaszlakowe szczyty. Są przewodnicy specjalizujący się w wycieczkach skiturowych, a inni są specami od wycieczek po zabytkach Podtatrza. Co ciekawe, mamy też uprawnienia na piękne i popularne Pieniny. Prowadzimy turystów po Tatrach w kilkunastu językach. Wielu zdobywa uprawnienia na inne góry w Polsce oraz na świecie.
Ja zostałem na tatrzańskim podwórku. Reprezentuję dość nieliczną frakcję przewodników-przyrodników. Trafiają więc do mnie osoby, które jarają się kwiatkami, skałami, chcą sfotografować świstaka czy niedźwiedzia (gwarancji jednak nie daję). Takie wycieczki sprawiają mi dużą frajdę, bo zawsze lubiłem dzielić się swoją wiedzą z innymi i pomagać w poznawaniu przyrody. Najwięcej czasu jako przewodnik spędziłem w rejonie Doliny Kościeliskiej, która jest naprawdę wdzięczna pod kątem cudów natury i jest też bardzo blisko mojego miejsca zamieszkania. Byłem tam z tysiąc razy, ale wciąż mi się ona nie znudziła. Z perspektywy czasu widzę zmiany w krajobrazie - jak zarastają wiatrołomy czy usychają smreki, ale też ciągle zauważam nowe szczegóły.
Jesienią udało mi się nawet odkryć połączenie jaskiniowe z wybrzeżem Adriatyku o czym nakręciłem film na Tatrologii. To oczywiście był żart, choć część osób w to uwierzyła - znak, że przewodnicka gadka wciąż mi się klei.
W ostatnich 20 latach kursy przewodnickie organizowane są bardzo często (jeden się jeszcze nie kończy, a drugi się już zaczyna), ale wciąż nie brakuje chętnych na kolejne. Na półmetku jest teraz kurs organizowany przez Stowarzyszenie Przewodników Tatrzańskich im. Klimka Bachledy w Zakopanem. Miałem przyjemność poprowadzić na nim kilka zajęć. Wędrowałem z kursantami na Starorobociański Wierch, Banówkę, przez Bystrą Ławkę i do Palenicę Jałowiecką. Ciekawa to mieszanka - są w tym gronie ratownicy, wspinacze, grotołałazi, biegacze, Podhalanie i ludzie spoza regionu. Wycieczki z nimi to czysta przyjemność, bo towarzystwo chłonie wiedzę jak gąbka.
Kurs przewodnicki zmusza do wyjścia ze swojej bańki i poznania Tatr nie tylko z każdej strony, ale też w wielu warstwach - nie tylko topografii, ale też geologii, botaniki, historii, etnografii. Do tego dochodzi wiedza z zakresu metodyki nawigacji oraz ratownictwa. I to wszystko w dwa lata, czyli dość intensywnie. Polecam ten kurs każdemu, kto chce naprawdę poznać Tatry.
Sam egzamin składa się z czterech części: pisemnej (test), ustnej, metodycznej (prowadzenie wycieczki) i technicznej (elementy wspinaczki, ratownictwa, nawigacji, użycie sprzętu lawinowego). Dla mnie był to najtrudniejszy egzamin w życiu, bo to była obrona honoru rodziny! Zdałem za pierwszym razem, więc dziadek Sabała w grobie nie musiał się przewracać, choć prawdę mówiąc od wodzenia turystów po Tatrach wolał on bieganie z flintą za kozami i niedźwiedziami. Blachę przewodnicką dostał raczej honorowo, bo był już wtedy w podeszłym wieku.
W czerwcu 2026 roku minie 20 lat mojego przewodnikowania i chyba trzeba będzie z tej okazji jakąś fajną wycieczkę zorganizować. Już dziś zapraszam!
Tekst ukazał się w wydaniu nr 08/2025
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze