Reklama

Zuza Witych – rozmowa z jedyną Polką w Freeride World Tour


Z Zuzą Witych, mistrzynią świata w narciarstwie freeride'owym, rozmawia Magdalena Przysiwek.


 

Rysuję swoją linię na pięknej górze. Rozmowa z Zuzą Witych

 

Na początku lutego 2026 roku usłyszeli o niej nawet ci w Polsce, którzy nie wiedzą, co to freeride, a więc zjazdy na nartach poza wyznaczonymi trasami po stromych i dzikich zboczach. 33-letnia Zuza Witych została bowiem mistrzynią świata w tej mało rozpoznawalnej dyscyplinie sportu. Dla Zuzy to tym większy sukces, iż latem 2025 roku doznała poważnej kontuzji zerwania więzadła krzyżowego i pobocznego.

Freeride World Championships 2026 przeszły do historii jako pierwsze zawody pod banderą Międzynarodowej Federacji Narciarskiej. To świadczy o rozwoju sportu, który być może wejdzie do programu igrzysk olimpijskich w 2030 roku. O tym zadecyduje za kilka miesięcy Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Wyjazd za cztery lata do francuskiego Grenoble i walka o medal to wielkie marzenie Zuzy.

Reklama

Poniżej zachęcamy Was do przeczytania obszernej rozmowy Magdy Przysiwek.

 

Zuza Witych: mistrzyni świata w narciarstwie freeride'owym

 

Jesteś ośmiokrotną mistrzynią Polski w narciarstwie freestylowym i mistrzynią Europy w narciarstwie freeridowym. Startujesz w prestiżowych zawodach z serii Freeride World Tour. Wyjaśnij na początek, jaka jest różnica pomiędzy freeridem a freestylem?

Wbrew podobnie brzmiącym nazwom różnica jest bardzo duża. Freestyle to jazda po przygotowanych skoczniach i metalowych przeszkodach w tak zwanym snowparku, obejmująca m.in. ewolucje w powietrzu. Można to porównać do jazdy na deskorolce w skateparku. Natomiast freeride to jazda po zupełnie dzikim górskim terenie. Podczas zawodów freeridowych znamy tylko punkt startu i mety. Do nas należy decyzja, którą drogą pojedziemy i jakie naturalne przeszkody pokonamy. Teren i trasa nie są przygotowane. Jedziemy po tym, co natura ma do zaoferowania.

Reklama

 

Twoja historia zaczyna się w Łodzi. Jak to się stało, że dorastając na nizinach złapałaś narciarskiego bakcyla?

Rodzice zabierali już mnie na narty, gdy byłam dzieckiem. Jednak te wyjazdy były okazjonalne, np. raz do roku. Dopiero w wieku 17 lat zaczęła się moja przygoda z freestylem, który pokazali mi znajomi. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Zaczęłam dużo trenować. Wtedy w Polsce nie było wiele infrastruktury, ale funkcjonowały pojedyncze snowparki, np. w Szczyrku albo w Zakopanem na Gubałówce, i to z nich korzystaliśmy. Wyjeżdżaliśmy też za granicę. W kolejnym roku, za namową znajomych, wystartowałam w swoich pierwszych mistrzostwach Polski, które… wygrałam. I tak przygoda zaczęła się na poważnie. W międzyczasie powstała kadra narodowa, bo freestyle wszedł wówczas na Igrzyska Olimpijskie w Soczi w 2014 roku. Niestety, przez brak pomocy ze strony związku narciarskiego i klubów sportowych, nie mieliśmy możliwości finansowych, by starać się o kwalifikację. Ale drużyna powstała i wspólnie jeździliśmy ćwiczyć.

Reklama

Natomiast ja, będąca z płaskiej Łodzi, ale zakochana w górach, zawsze marzyłam, żeby mieszkać bliżej nich. Wtedy pojawił się pomysł wyjazdu na studia w Alpy. Po zdanej maturze zamieszkałam we Francji, a potem w Szwajcarii, gdzie poznałam freeride. Tam jeździłam pierwszy raz, wystartowałam w swoich pierwszych zawodach freeridowych, które były podzielone na różne poziomy. Dosyć szybko udało mi się wspiąć po tej drabinie, bo w dwa sezony zakwalifikowałam się do Pucharu Świata, jakim jest Freeride World Tour.

Reklama

 

Na początku swojej freestylowej przygody miałaś trenera?

Byłam samoukiem, nie miałam trenera. Korzystałam z wiedzy i umiejętności znajomych, którzy byli lepsi ode mnie. Miałam to szczęście jeździć z nimi, obserwować ich i naśladować. W ten sposób się wszystkiego nauczyłam.

 

Borykałam się z hejtem

 

Freestyle i freeride - to wspierające środowisko?

Zdecydowanie. To są totalni zajawkowicze, z ogromną pasją do tego, co robią. Nawet teraz, na najwyższym poziomie freeridu, w którym startuję, jest dobra, przyjacielska atmosfera. Naprawdę pomagamy sobie wzajemnie. Oczywiście z bezpośrednimi konkurentami nie dzielimy się wyborem linii zjazdu czy tym, co planujemy zrobić na zawodach. Ale generalnie wszystkim zależy na rozwoju tego sportu i na progresie kobiet we freeridzie. To pozytywnie nakręca, ale nie jest taką typową rywalizacją.

Reklama

 

Ale chyba w czasach licealnych, gdy dużo trenowałaś, nie mogłaś liczyć na wsparcie otoczenia?

W szkole w Łodzi spotkałam się z totalnym niezrozumieniem tego, co robiłam. Głównie przez koleżanki, bo byłam w klasie dwujęzycznej z językiem francuskim, gdzie na 30 osób 28 to były dziewczyny. W tamtych czasach, mimo że ten termin jeszcze nie był tak znany, spotkałam się z dużym hejtem. Często nie było mnie w szkole, ale mimo że wynikowo wszystko się broniło, nie byłam lubiana. Finalnie cieszę się, że poszłam swoją drogą i nie dałam się zbić z tropu. Uodporniło mnie to psychicznie. Ale wtedy to było ciężkie doświadczenie. Na szczęście miałam odskocznię w postaci sportu i znajomych z nart.

Reklama

Z perspektywy nastolatki, miałaś poczucie, że coś poświęciłaś, by iść swoją drogą?

Absolutnie nie. I tak jest również dziś, mimo że uprawiam ten sport na profesjonalnym poziomie. Wielu sportowców mówi, że to jest poświęcenie. Ja mam do tego inne podejście. Uważam się za ogromną szczęściarę, mogąc robić to, co kocham. Cieszę się każdym dniem w górach i absolutnie nie mam poczucia poświęcenia czegokolwiek. Cieszę się, że tak się moje życie potoczyło i mogę realizować się w tej pasji.

Reklama

Zawody Freeride World Tour skupiają światową elitę, a Ty jesteś jedyną startującą w nich narciarką z Europy Środkowo-Wschodniej. Co należy zrobić, aby się do nich dostać?

Trzeba przejść przez kilka etapów i pokonać między 350 a 500 osób. Kwalifikuje się zaledwie 12 narciarek z całego świata, w podziale na dwa regiony – Europę i Oceanię oraz Amerykę Północną i Południową, czyli z naszego regionu tylko sześć dziewczyn. Freeride staje się coraz bardziej popularny. To bardzo cieszy, ale jednocześnie zarówno poziom, jak i konkurencja wzrasta. A nawet będąc we Freeride World Tour czy Pucharze Świata, co roku ranking zawodników jest zerowany. Dodatkowo mniej więcej w połowie sezonu jest tak zwany „kat”, co oznacza, że na podstawie aktualnego rankingu połowa zawodników przechodzi do finałów oraz do następnego sezonu, a druga połowa spada level niżej. Proces ponownej kwalifikacji do Pucharu Świata trwa co najmniej rok i jest dosyć skomplikowanym zadaniem. Ostatnie zawody przed „katem”, są decydujące, więc atmosfera jest bardzo gęsta. Zawodnicy z dużą ilością punktów są bezpieczni. Ale losy niektórych się ważą, czasem to kwestia kariery. To jest zawsze bardzo stresujące i łączy się z wieloma emocjami. 

Reklama

Mam z tyłu głowy, że jestem jedyną Polką i wiele osób mnie obserwuje. To cieszy, ale jest też obciążające. Nie chcę zawieść oglądających mnie osób i daję z siebie wszystko. Na zawodach mam tylko jeden przejazd. Z jednej strony chcę podjąć ryzyko, żeby zrobić coś „wow”, ale z drugiej wiem, że to wiążę się z możliwością upadku, co oznacza zero punktów. W głowie jest więc wewnętrzna walka. Bo nie jadę tylko dla siebie, ale też dla całego świata narciarskiego w Polsce. To jednocześnie motywacja i dodatkowy stres.

 

Reklama

Mam plan A, B, a nawet C

 

Na zawodach jedziesz po dziewiczej, nieznanej trasie. Jak oceniasz, którą linię zjazdu wybrać?

To jeden z trudniejszych procesów. Mamy dzień zapoznania się ze ścianą, ale tylko i wyłącznie obserwując ją z naprzeciwka przez lornetkę. Wymyślamy trasę zjazdu i tworzymy w głowie mapę do zapamiętania. Sporo informacji możemy uzyskać przez obserwację, ale też wiele rzeczy może nas zaskoczyć. Musimy być na to przygotowani. Czasem nie widać niektórych wybić z naturalnych przeszkód. Nie znamy jakości śniegu, ani nie dostrzegamy wystających spod niego skał. A dodatkowo nie mamy informacji o wielkości przeszkód na danej ścianie, bo brakuje punktu odniesienia, który pozwoliłby na obliczenie wysokości jakiejś skałki, klifu czy innej przeszkody, którą chcemy pokonać. Na początku przygody z freeridem jest to bardzo trudne i skomplikowane, ale z czasem wyrabiamy sobie oko. Wtedy łatwiej oceniać i planować.

Reklama

Zjazd trwa zaledwie 45 do 90 sekund. W międzyczasie dużo się dzieje, zarówno na samej górze, jak i w Twojej głowie?

Dużo się dzieje, a jednocześnie czas bardzo szybko mija. Jedziemy dość szybko, a w naszej głowie odbywa się łączenie kropek – jedziemy z punktu A do B, z B do C itd. Staramy się znaleźć punkty orientacyjne w postaci wystających skałek, drzewek czy gałązek. Łapiemy, czego się da, by zorientować się w terenie. Jednocześnie jednym z kryteriów oceny jest płynność jazdy, więc nie możemy sobie pozwolić na totalne zwolnienie czy zatrzymanie. Musimy jechać pewnie. Choć w głowie mamy tę wcześniej zaplanowaną mapkę, którą odtwarzamy na żywo, czasem pojawiają się niespodzianki. Trzeba mieć plan B, a nawet C, gdyby coś poszło nie po naszej myśli.

 

Nie czuję strachu

 

Na co sędziowie zwracają uwagę?

Jest pięć kryteriów oceny. Pierwszy to wybór linii – czy jest trudna, oryginalna i jakie zawiera przeszkody. Nie chodzi o to, by to był najłatwiejszy zjazd z góry, tylko coś bardziej wymyślnego. Oceniana jest wspomniana płynność, która łączy się z dobrym zaznajomieniem z terenem. To widać po narciarzu, gdy wie, gdzie jest i dokąd jedzie. Natomiast jeśli się pogubił, płynność spada. Kolejnym kryterium jest technika oraz kontrola jazdy, co łączy się ze skokami. Pełna kontrola nad nartami i swoim ciałem są bardzo wysoko punktowane. Ostatnie kryterium to tak zwany erenstyle, czyli to, co się dzieje w powietrzu podczas skoków. Ich wielkość, jakość wykonania i czystość lądowania. Teraz jest coraz więcej tzw. freestylowych ewolucji – wszelkiego rodzaju obroty – bclipy, salta do tyłu czy obroty wokół własnej osi.

Wygląda to spektakularnie.

Te freestylowe ewolucje trenujemy w snowparkach. Są o tyle łatwiejsze niż na zawodach, bo wiemy, jak długi będzie lot i jak szybko musi być zrobiona rotacja, by wylądować na nartach. Gdy jedziemy w danym terenie pierwszy raz, do końca nie jesteśmy pewni, co się wydarzy. Musimy umieć przyspieszać lub zwalniać rotację w powietrzu, co okazuje się bardzo trudne. To jest też niesamowite, że mózg może w ułamek sekundy ocenić, co ciało musi zrobić. To wszystko decyduje o tym, że wykonywanie ewolucji w terenie jest zdecydowanie bardziej skomplikowanym zadaniem niż takie rotacje w snowparku.

 

Umiejętność szybkiej oceny sytuacji oraz błyskawiczne podejmowanie decyzji, to kwestia nauki, doświadczenia czy charakteru?

Myślę, że wszystko się liczy. Nasza głowa i ciało muszą się tego nauczyć, tak samo jak uczymy się orientacji w terenie. Oczywiście niektórzy mają do tego naturalne predyspozycje. Ale są też osoby jeżdżące latami i genialne technicznie, ale w terenie się gubią za każdym razem. Na pewno to też kwestia charakteru – umiejętności zaufania sobie, zachowania zimnej krwi. Ważne, by nie panikować i kontrolować strach. Ten sport łączy się ze strachem, pokonywaniem własnych barier i robieniem coraz bardziej niebezpiecznych rzeczy, wykraczających poza naszą strefę komfortu. Z jednej strony jest to bardzo satysfakcjonujące, a z drugiej obciążające.

A podczas samego zjazdu odczuwasz strach?

Podczas zjazdu jestem bardzo mocno skupiona. Odtwarzam w głowie swoją trasę. Myślę, gdzie muszę zrobić skręt, gdzie dojechać, gdzie jest wybicie albo lądowanie. To zajmuje całą moją głowę i ten stres zupełnie znika. Ale jeszcze w bramce startowej ten strach jest, bo oglądają nas znajomi, rodzina, kibice. Jest live streaming, więc są kamery, drony, helikoptery. Także osoby z organizacji stresują się, czy wszystko jest dograne. I ta atmosfera się udziela. Natomiast gdy ruszam na trasę, wszystko absolutnie puszcza i włącza się 300-procentowy fokus na wykonanie zaplanowanego zadania i trafienie dokładnie tam, gdzie zaplanowałam jechać.

 

Powrót do formy

 

Z punktu widzenia laika freeride wydaje się niebezpiecznym i bardzo kontuzjogennym sportem. Jak jest w rzeczywistości?

Jesteśmy bardzo dobrze przygotowani do takiego wysiłku - siłowo, motorycznie i fizycznie. I jesteśmy tak bardzo skupieni, że rzadko coś poważniejszego się dzieje. Mimo że wyglądamy jak banda wariatów, to kontuzji jest stosunkowo mało.

 

Jednak w 2025 roku zerwałaś więzadła w kolanie. To Cię blokuje na poziomie mentalnym w powrocie do formy sprzed kontuzji?

Jestem jeszcze w procesie rehabilitacji, bo od mojej operacji nie minęło nawet dziewięć miesięcy. Już jeżdżę, więc wróciłam na narty bardzo szybko. Ale oczywiście mam te myśli, by nie zrobić podobnej rzeczy ponownie. Jednak moja kontuzja wynikała z wyjątkowo pechowej konfiguracji śniegu i sprzętu. Dlatego nie rozkładam tego zdarzenia na kawałki. Całą energię włożyłam w powrót do formy. Muszę tylko jeszcze trochę odczekać przed powrotem do jazdy na 100 procent, ze względu na trwający proces regeneracji tkanek w kolanie. Gdy ten termin nadejdzie i pozytywnie przejdę testy, to myślę, że żadnej blokady nie będzie.

Czy przed takimi zawodami sprawdzacie zagrożenie lawinowe? Jeździcie z plecakiem lawinowym? 

Tereny są zabezpieczane lawinowo przez organizatorów. Już na wiele tygodni przed zawodami, po każdym opadzie śniegu, spuszczają bombę wywołującą kontrolowaną lawinę. Oczywiście to są góry i zerowe ryzyko jest nieosiągalne. Natomiast podczas zawodów zagrożenie lawinowe oceniają profesjonalni przewodnicy. A w razie konieczności ekipy ratunkowe prowadzą akcję i są w stanie dojechać do nas w kilkanaście czy kilkadziesiąt sekund. Zawsze jest też w pogotowiu helikopter. Na zawodach jeździmy z pełnym sprzętem lawinowym, tak zwanym ABC, czyli plecakiem lawinowym, detektorem, łopatką i sondą. Robimy to dla zasady i dobrego przykładu. By pokazać, że uprawianie freeridu łączy się z koniecznością posiadania takiego sprzętu. 

 

Wolność absolutna

 

Jaka jest Twoja prędkość podczas zjazdu?

Często słyszę to pytanie. Muszę to kiedyś sprawdzić. Najszybciej jedziemy po wykonanym skoku. W powietrzu szybko nabieramy prędkości i na lądowaniu jesteśmy rozpędzeni. Jedna z najważniejszych umiejętności to skontrolowanie prędkości po skoku, bo czasem jest ona bardzo duża. Momentami to kilkadziesiąt kilometrów na godzinę. Ale znów wszystko rozgrywa się wokół wspomnianej płynności jazdy. Musi być szybko, ale nie za szybko, byśmy nie byli zupełnie poza kontrolą i nie lecieli jak rakieta. Z drugiej strony nie może być za wolno. Trzeba znaleźć złoty środek.

 

Zarówno freestyle, jak i freeride, mają w nazwie „wolność”. Czy narty są dla Ciebie właśnie tą wolnością?

To całe moje życie i największa pasja, ale też mój zawód. Sam freeride jest absolutnie niesamowity. Patrzymy na górę, mamy na sobie narty i możemy zjechać tam, gdzie sobie wymyślimy. Myślę, że nie ma drugiego sportu, w którym jest to możliwe. Do tego dowolność w skokach - wszystko zależy od nas. Jesteśmy w stanie ocenić taką trasę jednym spojrzeniem, co daje ogromną wolność i możliwość wyrazu. Na zawodach wiele osób jedzie tą samą trasą. Ale już nagrywając film, wszystko połączone jest z artyzmem. Rysujemy swoją linię na pięknej górze, gdzie nie ma żadnego śladu. Jest tylko ten nasz jedyny. Do tego dochodzi samo przebywanie w górach i genialni ludzie zakochani w tym, co robią, pasjonaci gór, sportu i adrenaliny. Uznaję się za ogromną szczęściarę, że mogę robić to, co kocham i żyć z mojej pasji.

Co robisz, gdy nie masz nart na nogach?

Najczęściej pracuję. Ale jeśli chodzi o sport, to dobrym zajęciem uzupełniającym jest rower zjazdowy. To dobry trening dla głowy podczas lata, bo mechanizm zjazdu okazuje się podobny. Jedziemy szybko w dół, analizujemy i błyskawicznie podejmujemy decyzje. Dużo czasu spędzam na rowerze. Choć ostatnie lato było pechowe w związku z kontuzją kolana i tak udało mi się wsiąść na rower. Mam nadzieję, że w tym roku nadrobię stracone letnie miesiące.


 

Zuza Witych. Pochodząca z Łodzi polska narciarka freeridowa. Obecnie mieszka i pracuje w Bielsku-Białej. 8-krotna mistrzyni Polski w narciarstwie freestylowym, mistrzyni Europy i Oceanii w narciarstwie freeridowym. Jako pierwsza Polka, i jedyna narciarka ze środkowo-wschodniej części Europy, zakwalifikowała się do elitarnych zawodów Freeride World Tour. Multimedalistka Pucharu Świata Freeride World Tour  oraz dwukrotna brązowa medalistka klasyfikacji generalnej Pucharu Świata FWT w narciarstwie freeridowym.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/02/2026 16:39
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama